Wygrajmy wreszcie jakiś mecz

Robert Zieliński
Trener Smuda pokazał nam lwi pazur w meczu z Rosją, ale ten remis to jeszcze nie mistrzostwo olimpijskie w Moskwie, a więc za mało, by pokazać swoim krytykom gest Kozakiewicza. Uczyni tak, gdy Polska wejdzie do ćwierćfinału Euro 2012. Aby się jednak tak stało, zespół Smudy musi wreszcie wygrać jakiś mecz. A dotąd, przez 2,5 roku pracy Franza z kadrą, ta drużyna nigdy nie wygrała z silnym zespołem. Nie wygrała z żadnym finalistą Euro 2012, nawet w meczach towarzyskich. Oby przełamanie nastąpiło w sobotę.

“Pojechałem" ze Smudą dość mocno po meczu z Grecją, bo uważam, że zasłużył. Wypada więc go trochę pochwalić po Rosji. Skoro Piechniczek, Boniek i Smolarek byli bohaterami po remisie z ZSRR w 1982 roku, to dlaczego Smuda ma nie być po 1:1 w 2012? Troszkę dlatego, że wtedy ten remis dał nam awans do półfinału mistrzostw świata, a ten wtorkowy sprawia, że... nasze szanse na awans do ćwierćfinału mistrzostw Europy zmalały, bo my musimy wygrać z Czechami w ostatnim meczu, a im wystarczy remis. Gdybyśmy ze Sborną wygrali, z Czechami byłoby odwrotnie.

Plus jednak dla Smudy, bo Polacy zagrali w drugiej połowie z Rosją znacznie lepiej niż z Grecją, a więc postęp jest. Minus - bo nie potrafiliśmy wykorzystać szansy, a Rosja była tego dnia znacznie słabszym zespołem niż w meczach z Włochami oraz Czechami. I to jest kluczowa sprawa, dlaczego udało nam się nie przegrać. I wcale nie dlatego, że Polska postawiła jej jakieś kosmicznie trudne warunki. Po prostu to nie był dzień Rosjan. W drugiej połowie kompletnie opadli z sił (zmęczenie sezonem, czy za bardzo popłynęli po wiktorii z Czechami?), wydawało się, że Arszawin za chwilę usiądzie na murawie i w ostatnim kwadransie praktycznie już nie atakowali.

Nie widziałem całych meczów Rosji z Włochami i Czechami, tylko fragmenty i gole, więc opieram się na przekazach z drugiej ręki, że grali fantastycznie. Gdybym miał oceniać ich wyłącznie na podstawie meczu z Polską, to stwierdziłbym, zwłaszcza po drugiej połowie, że to bardzo przeciętny zespół, gorszy od Grecji, który na tych mistrzostwach za dużo nie osiągnie. Naśladując Zbigniewa Bońka, który w prywatnych rozmowach, lubi czasami rzucić takie swoje powiedzonko, można rzec: “Rosja? Wiesz, powiem ci: ch... nie zespół".

W tej sytuacji w sobotę w naszej grupie wszystko może się więc jeszcze zdarzyć, łącznie z awansem do ćwierćfinału Polski i Grecji. Jak znam piłkę, to najbardziej prawdopodobne jest jednak rozstrzygniecie, które wytypowałem przed mistrzostwami, czyli wyjście z grupy Rosji i Czech. Nasi południowi sąsiedzi są niestety w komfortowej sytuacji. Mogą spokojnie czekać, remis ich urządza (chyba, że Grecja wygra z Rosją, wtedy wsiadają w pociag i wracają do Pragi), a my musimy atakować. Czy Franz zagra odważnie? A czy ja wyprzedzę Billa Gatesa w rankingu “Forbesa"? Zagra trzema defensywnymi pomocnikami, jak z Rosją. Może koło 70. minuty coś zmieni, jeśli nie strzelimy wcześniej gola.

Niestety, z Czechami zagramy na... wyjeździe. A to przez polityków, bo każdemu chcieli zrobić dobrze. Wrocław płakał, że nie dostał ćwierćfinału (a Gdańsk, ta sama partia, dostał) więc na otarcie łez dołożono im mecz Polaków. Jako gospodarze mogliśmy wybierać i grać wszystkie spotkania w Warszawie, albo drugi mecz poza stolicą. Tymczasem wybraliśmy tak, że z Czechami gramy we Wrocławiu, do którego Czesi mają rzut beretem i okaże się, że jest ich w sobotę więcej niż Polaków. Do tego czescy piłkarze lepiej od naszych poznali stadion we Wrocławiu, bo grali już na nim dwa mecze Euro 2012, a my żadnego. Tak załatwić się jak my we własnym kraju przed decydującym meczem nikt by chyba nie potrafił.

Na dodatek Smuda już zapowiedział, że osłabi swój zespół wystawieniem Wojtka Szczęsnego, więc łatwo nie będzie. Zawalenie meczu z Grecją, piłka za kołnierz od Balotelliego (właśnie na stadionie w Wrocławiu jesienią 2011 roku!) i kilka klopsów w tym roku w lidze angielskiej nie wystarczyły, by Franz odkochał się w młokosie z Arsenalu. A liczenie na to, że Petr Cech zdrzemnie się drugi raz w sobotę, jak w meczu z Grecją, może być złudne.

I jeszcze perełka z serii “Tako rzecze Franz", z konferencji prasowej po meczu Polska - Rosja, która chyba wszystkim umknęła. Zapytany przez dziennikarza co zmienił w taktyce na mecz Rosją w porównaniu z Grecją, czym chciał zaskoczyć rywali, nasz szkoleniowiec zrobił dziwną minę, chrząknął kilka razy, w końcu odparł: “Mieliśmy plan, by odbierać rywalom piłkę na ich połowie boiska. A jeśli by się nie udało, to na swojej".

Brawo. Genialny plan. Tyle tylko, że taki stosuje od ponad stu lat każdy zespół w każdym kraju, w każdym meczu, w każdej akcji, w każdej lidze od tramkparzy po mistrzów świata. A Franz wymyślił to właśnie na mecz z Rosją.

Tak czy inaczej, pozytywne jest, że wreszcie na wielkiej imprezie, trzeciego meczu nie gramy o honor, tylko o awans. Nie zapominajmy jednak, że Engel, Janas, czy Beenhakker mieli jednak w grupie przynajmniej jednego silnego rywala - Niemców, Portugalczyków. Smuda wylosował najsłabszą możliwą grupę na Euro - topornych Greków, słaniających się Rosjan i będących od kilku lat w regresie Czechów. A mógł Francję, Anglię i Szwecję, jak Ukraińcy. Na dodatek Tytoń cudem uratował mu skórę w meczu otwarcia. Jesli tej szansy nie wykorzysta, to nawet mit o tym, że jest wyjątkowym szczęściarzem, runie. Oby nie runął, w sumie fajnie byłoby zobaczyć ćwierćfinał Polska - Niemcy w Wolnym Mieście Gdańsk. Nawet gdyby chwilami nie było wiadomo, którzy to nasi. Bo z czarnym orłem Klose i Podolski, a z białym Polanski i Boenisch.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

K
Kon Donek
Wasilewski był dobry. A wszystko jedno, który bramkarz stanie. Obydwie strzelone polskiej drużynie bramki były jakieś szmaciane - nie wiedziałem, że to piłka ramieniowa zamiast nożnej. Generalnie to myślę, że futbol 16-20 lat temu był fajniejszy. Na razie nie było żadnego dobrego meczu i żadnej indywidualności. No ale to Miszczostfa Ojropy, a nie Copa del Mundo.
s
sułek
Na konferencji prasowej bronił tego, ze jeden punkt za remis to też wartość i wygłosił taka maksymę: "dzieki temu ...(tu sie zawahał) punkcie dalej mamy szanse na awans. Nie przyszło mu do głowi, ze to dzieki temu punktowi i doprowadził do sprzeczności odmiany przez przypadki czyli temu (komu czemu) punkcie (o kim , o czym). Tu już,z nie chodzi o to ,ze on nie ma matury (i slusznie) ale chodzi o to, ze ma trudności z jezykiem polskim jak cudzoziemiec. Czy on w ogóle kończył jakies szkoły i cokolwiek przeczytał? A wiec Dyzma jak nic.
P
Polska gola
Ale trzeba spojrzec trzezwo. Nasi zawodnicy w ostatnim meczu dali z siebie wszystko i nie wiadomo czy cos zostalo. Mam na mysli sily, bo z umiejetnosciami jest przecietnie. Trojka z Dortmundu jest utalentowana i dobrze wyszkolona ale reszta odstaje. Sila druzyny (rowniez samochodu albo zdrowia czlowieka) mierzona jest najslabszymi punktami a nie najlepszymi. Jezeli slabych punktow jest kilka, to cala druzyna jest do kitu. Polacy maja problemy z opanowaniem pilki, rozgrywaniem pilki w trojkatach, utrzymaniem pilki przez dluzszy czas na polowie przeciwnika. Te braki nadrabiaja bieganiem i ostrymi wejsciami, czesto nieudanymi, konczacymi sie bolesnie. Moze starczy im sil na jeden mecz.
Dodaj ogłoszenie