Wydawnicza porażka roku: Hit i współpracy Lecha Wałęsy z SB

Lucjan Strzyga
Książka o "Bolku" sprzedała się na pniu, ale ciekawość czytelników już zaspokajają internetowi piraci. Dokument Piotra Gontarczyka i Sławomira Cenckiewcza "SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii" można ściągnąć z sieci w wersji pdf.

Procedura jest niebywale prosta. Wystarczy wpisać w dowolną przeglądarkę internetową adres: http:// rapidshare.com/files124880945/cenckiewicz_gontarczyk_lech_walesa_a_sb_ipn_1.pdf, postać w ogonku oczekujących, a po ściągnięciu pliku wklepać hasło "jutrzenka" i zasiąść do lektury. W redakcji "Polski" wejście w posiadanie internetowej wersji hitu Gontarczyka i Cenckiewicza zajęło nam niewiele ponad pół godziny.

Tym, co się oburzają, że w sieci bezkarnie hula piracka wersja książki, która nie miała prawa przeniknąć poza grube mury twierdzy IPN-u, warto przypomnieć zasadę z klasyki liberalnej ekonomii: wzmożony popyt wymusza natychmiastową podaż.

Ale tego prostego prawa najwyraźniej nie zdążyli poznać urzędnicy zatrudnieni w IPN-ie. Bo przecież książka, o której od tygodni huczało w mediach, trafiła do polskich księgarń w symbolicznym nakładzie 4 tys. sztuk.

A przecież żeby kupić rozprawę o perypetiach byłego prezydenta z SB, chętni ustawiali się przed księgarniami w długie kolejki już bladym poniedziałkowym świtem. I oczywiście okazało się, że mieli dobrego nosa. Dziś na deficytowej książce można zrobić niezły, a przy tym błyskawiczny interes.

Jeszcze w poniedziałek, dosłownie kilka godzin po otwarciu księgarń, pierwsze egzemplarze hitu "SB a Lech Wałęsa" trafiły na internetowe aukcje, gdzie za wartą 65 zł książkę trzeba w tej chwili zapłacić minimum pięć razy więcej.

Ci, którzy nie chcą przepłacać, muszą uzbroić się w cierpliwość. Jak zapowiedział Andrzej Arseniuk, rzecznik prasowy IPN-u, pierwsza partia dodruku trafi na księgarskie półki dopiero 4 lipca. Według solennych zapewnień rzecznika reszta 40-tysięcznego nakładu na pewno pojawi się w księgarniach do końca miesiąca.

Takiego olbrzymiego zainteresowania swoją publikacją Instytut Pamięci Narodowej jeszcze dotąd nie zanotował - to jedyne wytłumaczenie indolencji wydawniczej, jaką wykazali się szefowie agendy. Ta publikacja to spektakularna katastrofa marketingowa. Postny czterotysięczny nakład książki, o której od miesięcy było wiadomo, że będzie bodaj najgorętszym hitem tego roku, wydaje się bowiem skalkulowany, nawet według najbardziej pesymistycznych prognoz, zupełnie nieadekwatnie do zainteresowania Polaków.

- To i tak sukces IPN-u, że wydał tę książkę w takim nakładzie, bo zazwyczaj publikacje tej instytucji nie przekraczają 500 sztuk - tłumaczy Tomasz Brzozowski, właściciel wydawnictwa Świat Literacki. - IPN nie jest instytucją komercyjną, nie ma obowiązku zarabiać na swoich publikacjach - dodaje.

Co tylko zdaje się potwierdzać tezę, że historyczne bestsellery mają nad Wisłą skomplikowaną drogę do czytelnika. Znamienne, że podobną wpadkę cztery lata temu zanotowała komercyjna oficyna Znak, gdy na 60. rocznicę Powstania Warszawskiego przygotowywała "Powstanie '44" Normana Daviesa. Gdy po reklamowej nawałnicy do księgarń trafił pierwszy, kilkudziesięciotysięczny nakład książki (rozszedł się na pniu), okazało się, że na dodruk musieliśmy czekać prawie miesiąc.

Sęk w tym, że w tym czasie nastroje patriotyczne opadły i księgarnie stanęły przed widmem magazynów pełnych powstańczej martyrologii.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie