Wybuch gazu w Szczyrku. "Chciałabym spytać sprawców, dlaczego ich nie ostrzegli?" Minął rok od tragicznej śmierci rodziny Kaimów

Jacek Drost
Jacek Drost

Wideo

Zobacz galerię (20 zdjęć)
Wybuch gazu w Szczyrku całkowicie zniszczył dom rodziny Kaimów i pogrzebał ludzi. Mija rok od największej tragedii w historii Szczyrku. W środę, 4 grudnia 2019 roku doszło do wybuchu gazu w trzykondygnacyjnym domu przy ul. Leszczynowej 6. W wyniku zawalenia się budynku zginęło osiem osób, w tym czworo dzieci.
  • 4 grudnia 2019 roku doszło do największej tragedii w historii Szczyrku. Zginęło osiem osób
  • O godz. 18.26 pogrążoną w ciemnościach ul. Leszczynową wstrząsnęła potężna eksplozja
  • Rok później wracamy do Szczyrku, gdzie wszyscy pamiętają rodzinę Kaimów
  • "Nie da się tego wszystkiego zrozumieć, po ludzku wytłumaczyć"
  • Śledztwo prokuratury w sprawie tego tragicznego wybuchu gazu wciąż trwa

***

Kiedy zobaczyłam płonący dom, wiedziałam, że oni nie żyją

- Miałam tam być tego dnia, miałam w tym domu swoje mieszkanie... - opowiada Patrycja Kaim-Śnioch z Dąbrowy Górniczej, która w tragicznym wybuchu gazu straciła rok temu wielu bliskich, m.in. rodziców. - Wracałam akurat ze szkolenia w Warszawie. Droga była fatalna, wszystko się przedłużało. Miałam się przepakować i pojechać z mężem do Szczyrku na długi mikołajkowy weekend. Mieliśmy już kupione prezenty dla wszystkich dzieciaków. W drodze otrzymałam telefon od siostry, że dom się pali. Do kogokolwiek próbowałam się dodzwonić, do sąsiadów - nikt nie odbierał. Jedna ciocia odebrała, ale mnie okłamała, że to nie nasz dom, bo wiedziała, że jestem w drodze i nie chciała mnie denerwować. Przepakowaliśmy się do większego samochodu męża i pojechaliśmy na miejsce. Nawet nie pamiętam, jak tam dojechaliśmy. Kiedy zobaczyłam płonący dom, wiedziałam, że oni wszyscy nie żyją, jeśli tam byli. Liczyliśmy, że może Wojtka tam nie będzie, może Szymka, bo wrócił 20 minut wcześniej od sąsiadów. Ale potem znajdowali ich ciała… Po kolei… I tyle… - wspomina kobieta, po czym słowa więzną jej w gardle.

Było środowe późne popołudnie. Szczyrkowianie powoli kończyli dzień. Od Skrzycznego, Hali Pośredniej i Białego Krzyża wiało grudniowym chłodem. O godz. 18.26 pogrążoną w ciemnościach wąziutką ul. Leszczynową wstrząsnęła potężna eksplozja. Jej złowrogie echo przetoczyło się przez całą dolinę Żylicy.

- Huk był straszny. Myślałem, że bomba wybuchła – mówił niedługo później reporterowi DZ jeden ze szczyrkowian. Szybko okazało się, że doszło do eksplozji gazu w budynku jednorodzinnym z powodu uszkodzenia podczas prac budowlanych rurociągu gazowego średniego ciśnienia.

Wybuch gazu w Szczyrku: Zginęły dwie rodziny. Dom legł w gru...

- Byłem akurat na spotkaniu powiatowych straży pożarnych koło Bielska, zaczynała się taka mała wigilijka, podano nam pierwsze danie. I wtedy dostałem powiadomienie esemesem, że coś się stało w Szczyrku, na Leszczynowej. Zadzwoniłem do domu – nikt nie odbierał. Zadzwoniłem do sąsiadów - też nic. Nie wiedząc, co się dzieje postanowiłem wrócić. W drodze dostałem informację, że domu Kaimów już nie ma. Spytałem: Jak to nie ma? Usłyszałem: „No, nie ma. Wybuchł”. Dotarłem do Szczyrku i to, co zobaczyłem było przerażające… - wspomina Antoni Byrdy, burmistrz Szczyrku, który w ten koszmarny wieczór rok temu wyszedł do dziennikarzy i powiedział: - Myślę, że nic gorszego nie mogło się zdarzyć. Boję się powiedzieć, że to może być największa tragedia w historii Szczyrku. Krótko: nie ma domu. Jest jedno wielkie gruzowisko. Liczymy na cud.

Ale cudu nie było. Pod gruzami zginęli 60-letni Józef Kaim i jego 60-letnia żona Jolanta, 39-letni siostrzeniec Wojciech i jego żona Anna, a także 10-letnia Michalina, 6-letnia Marcelina, 3-letni Staś oraz 8-letni Szymon, wnuk Józefa. Ich ciała wydobyli z popiołu, z gruzu strażacy. Przez całą noc pracowali w milczeniu, w 12-stopniowym mrozie, w złowrogiej ciszy przerywanej wyciem wiatru. Pracowali najlepiej jak potrafili. Przez wiele godzin przeszukiwali ziemię u stóp Kaimówki centymetr po centymetrze, cegła po cegle. Z nadzieją, że może kogoś uda się uratować. Nie udało się.

W ludzkim wymiarze brakuje słów, by pojąć ogrom tej tragedii

- To, jak wielka wydarzyła się tragedia, dotarło do mnie dopiero następnego dnia, kiedy pojechałem tam po południu. Nie było już tylu strażaków, zobaczyłem te zgliszcza... Wcześniej nie było czasu na refleksję, najważniejsze było zorganizowanie akcji ratowniczej, działałem w jakimś amoku – wspomina burmistrz Byrdy.

I dodaje, że dla niego drugim ciężkim momentem był sam pogrzeb. - Prosiłem wtedy o jedną rzecz, żeby na gorąco nie osądzać, bo słowa potrafią zabijać. Ale też nie było słów, by ocenić, to co się stało. W ludzkim wymiarze brakuje słów, by ogrom tej tragedii ująć, by zapomnieć. Bo jak ma to wszystko zapomnieć matka, zarazem babcia, która wygląda przez okno i nie widzi domu, w którym mieszkali jej brat, dzieci z wnukami?

Wybuch gazu w Szczyrku: Osiem ofiar tragedii. Cztery to małe...

Patrycja Kaim-Śnioch przyznaje, że nie da się tego wszystkiego zrozumieć, wytłumaczyć, zapomnieć. Co wobec tego zostaje?

- Chciałabym tylko zadać sprawcom pytanie, bo w dokumentach ze śledztwa pisze, że mieli sześć czy siedem minut na ostrzeżenie. Chcę ich zapytać, dlaczego ich nie ostrzegli. Stracilibyśmy cały majątek, ale ktoś z nich może by się uratował. Wojtek był silnym, wysportowanym mężczyzną. Dzieciaki wysportowane. Cały dom był oświetlony i otwarty, bo w Szczyrku nie zamyka się drzwi na klucz. Wystarczyło powiedzieć, żeby uciekali. Może ktoś by się uratował. Mój ojciec był w warsztacie, na wyciągnięcie ich ręki. Dwa metry od nich. Widzieli go przez okno. To nie mogli zacząć krzyczeć, żeby uciekali? Mieli siedem minut… - mówi pani Patrycja.

Ma żal, że młyny sprawiedliwości tak powoli mielą, że śledztwo tak długo trwa, że dwóch z trzech podejrzanych – operator wiertnicy i jego pomocnik – jest na wolności. A bliscy ofiar są wzywani są na kolejne przesłuchania, kolejne wyceny zniszczonego majątku.

- Siostra straciła w tej tragedii dziecko. Sama je wychowywała. Było dla nas wszystkim. I kolejny raz ma wyceniać zabawki Szymka? Jeśli robi to po raz siódmy, to jej serce pęka. To nie fair – mówi pani Patrycja.

Przedłużony areszt i modlitwa na szczyrkowskim cmentarzu

Agnieszka Michulec, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Bielsku-Białej: – Aktualnie nadal czekamy na opinię biegłych Szkoły Głównej Pożarniczej Zakładu Badań Przyczyn Pożarów w Warszawie. Trwają również wyceny nieruchomości głównej, która uległa zawaleniu, oraz czynione są ustalenia w pozostałych nieruchomościach, które zostały uszkodzone. Przewidujemy, że postępowanie to zostanie zakończone do końca śledztwa, które zostało przedłużone do 5 kwietnia przyszłego roku – wyjaśnia prokurator Michulec.

Dodaje, że postępowania, w których prokuratura musi zasięgnąć opinii biegłych, zazwyczaj są wydłużone. - A w tej sprawie musieliśmy zasięgnąć opinii wielu biegłych, różnych specjalności. Konieczność powoływania kolejnych biegłych pojawiała się w miarę poczynionych ustaleń – podkreśla prokurator Michulec.

Zapewnia, że to postępowanie przebiega sprawnie – przesłuchano około 80 świadków, niektórych dwa, a nawet trzy razy i spowolnienie nie jest spowodowane ani opieszałością prokuratorów, ani pandemią koronawirusa, lecz złożonością całego postępowania.

Wobec operatora wiertnicy Marcina S. i jego pomocnika Józefa D. areszt tymczasowy został wcześniej – decyzją sądu – uchylony. W minioną środę został z kolei przedłużony do 12 grudnia areszt wobec Romana D. właściciela firmy, która zleciła wykonanie odwiertu. Również w minioną środę Patrycja Kaim-Śnioch wraz ze swoją siostrą poszła na szczyrkowski cmentarz na Więzikowej Kępce. Zapalić znicze, pomodlić się za bliskich, którzy zginęli w tamten mroźny, grudniowy wieczór.

***

W piątek, 4 grudnia, o godz. 19, w kościele pw. św. Apostołów Piotra i Pawła w Szczyrku odprawiona została msza św. w intencji ofiar katastrofy, ich rodzin i wszystkich poszkodowanych.Transmisję online z mszy św. można obejrzeć tutaj

Nie przeocz

Bądź na bieżąco i obserwuj

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie