"Wybrali życie z dala od nas"

Redakcja
Z antropologiem, prof. Wojciechem Bursztą, rozmawia Monika Libicka

Kilka dni temu świat obiegła wiadomość o odkryciu nowego plemienia w Amazonii. Czy nasza planeta może kryć jeszcze wiele podobnych tajemnic?
Pozostaje w nas ciągle marzenie, że na świecie są jeszcze cywilizacje, do których nie dotarł biały człowiek. Skoro już nie możemy liczyć na nowe eldorado, złoto czy skarby,
to może chociaż trafi się nieznane plemię, które jakimś cudem uchowało się z dala od nas. Ale to, na co trafiamy, to tylko malutkie enklawy, grupki ludzi, odnajdywane głównie w Amazonii i Nowej Gwinei. Mieszkają tam mikroskopijne wspólnoty, które często świadomie się od nas izolują.

Dlaczego?
Uciekają od cywilizacji i centrów religijnego nawracania. Tak się dzieje na przykład w Nowej Gwinei, gdzie energicznie działa wiele protestanckich kościołów, które w ramach nawracania dzikich niszczą ostatnie małe kultury.

Które ratują się ucieczką?
Tak. Nowa Gwinea to olbrzymia wyspa z wysokimi górami, których nikomu nie opłaca się eksplorować gospodarczo. Tam są największe szanse na spotkanie ludzi,
którzy żyją obok naszej cywilizacji.

Nasz świat nie wzbudza w nich zbytniego entuzjazmu?
Oczywiście. Z ich punktu widzenia jesteśmy raczej wielkim zagrożeniem i powodem do wycofania w bezpieczne obszary. Te obszary jednak bardzo się kurczą. Ekspansja przemysłowa i gospodarcza sprawia, że w perspektywie kilkunastu lat świat takich ludzi zamieni się w rezerwat i praktycznie nie będzie już szans na życie poza obrębem naszej cywilizacji.

Czy możemy się czegoś nauczyć od ludzi, którzy żyją na marginesie naszego świata?
Nie za wiele, jeśli odrzucimy oświeceniowy idealizm w stylu Jana Jakuba Rousseau, który przekonywał, że największą wartość ma naturalny, pierwotny instynkt. Ale na przykładzie tych grup społecznych możemy obserwować początki naszej cywilizacji. To są na ogół ludy zbieracko-łowieckie, które żyją w najstarszych wspólnotach, jakie stworzył homo sapiens. One pojawiły się na ziemi pierwsze i żyją tu najdłużej.

Za każdym razem, gdy odkrywamy taką wspólnotę, pojawia się pytanie, co z nimi dalej robić?
No właśnie - czy i jak włączać ich w nasz świat.

Czy poza zniszczeniem ich odrębności możemy im coś dobrego zaoferować?
Przykład australijskich Aborygenów świadczy o tym, że nie jest to takie proste. Podobnie jest z Pigmejami w Afryce, którzy na destrukcji swojej kultury w ogóle nie korzystają i właściwie nie wiadomo, co dalej z nimi będzie.

Czy na wielkie odkrycia możemy liczyć tylko w świecie flory i fauny?
Tak, tu różnorodność gatunkowa jest tak duża, że miłośnicy tajemnic mogą liczyć jeszcze na wiele niespodzianek, nawet na nowych przedstawicieli ssaków. Jeszcze długo potrwa, zanim znajdziemy wszystkie kwiaty i nazwiemy wszystkie motyle. Z ludźmi jest inaczej.

Co według Pana najsilniej wpłynęło na prześwietlenie naszego świata pod kątem nowych cywilizacji i kultur?

To był długotrwały proces, który zaczął się od odkryć geograficznych, a skończył na światowym systemie kolonialnym i postkolonialnym. W ostatnich kilkudziesięciu latach nastąpił błyskawiczny rozwój środków transportu dający możliwość szybkiego przemieszczania się w różne części globu, szczególnie w obszary dotąd izolowane. Tam, gdzie kiedyś trzeba było organizować wielotygodniowe ekspedycje, teraz można szybko znaleźć się w helikopterze. Ważne są tu też wszechobecne media.

Chyba nie bez znaczenia w tym procesie jest również rozwijający się system globalnej turystyki?
Ta gałąź gospodarki penetruje praktycznie wszystkie zakątki świata pod kątem ich użyteczności dla potrzeb egzotycznego wypoczynku. To jest dzisiaj główny winowajca tego, że świat się bardzo globalizuje i upodabnia.

A egzotyka jest coraz bardziej oswajana.
Powstaje świat przewidywalnych elementów, w którym musi być bezpiecznie, ludy tubylcze są przyjazne, odgrywają swoją kulturę na potrzeby obserwatorów, a wszystko to jest ujęte w pewne określone karby. To jest bardziej spektakl niż rzeczywiste doznanie.

Spektakl, który stale powiększa swój obszar.
Tak, i w ten sposób wypiera te odrębne, lokalne formy życia, które najczęściej z pełną świadomością nie chcą uczestniczyć w trendach globalizacyjnych. A to jest coraz trudniejsze. Dlatego gdy słyszę o kolejnej grupie amazońskich Indian, którzy żyją na odludziu, chciałbym wiedzieć, czy robią to z niewiedzy, czy z wyboru.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie