Wybory samorządowe 2014: Wyborcza rewolucja? A może wyborczy...

    Wybory samorządowe 2014: Wyborcza rewolucja? A może wyborczy dramat?

    Witold Głowacki

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    To miały być po prostu kolejne wybory samorządowe - z natury umiarkowanie kontrowersyjne, bez szczególnych niespodzianek, o dość przewidywalnym przebiegu. Z punktu widzenia "dużej" polityki zaledwie rozgrzewka przed przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi i parlamentarnymi.

    Nic jednak nie poszło tak, jak miało pójść, i to na wszystkich możliwych płaszczyznach. Proces liczenia głosów okazał się totalnym blamażem Państwowej Komisji Wyborczej.
    Liczba głosów nieważnych była tak szokująco wysoka, że podaje w wątpliwość możliwość wyprowadzenia jakichkolwiek głębszych wniosków z wyników wyborów do sejmików wojewódzkich - poza tym najogólniejszym, że najwyraźniej konstrukcja kart-książeczek do głosowania przerosła możliwości intelektualne znaczącej części wyborców. Z kolei sondaż exit poll wykonany przez pracownię Ipsos i zaprezentowany podczas wieczorów wyborczych przez trzy największe telewizje w kraju ma się wręcz nijak do ostatecznych wyników. Exit wskazywał zauważalne zwycięstwo PiS, drugie miejsce dla Platformy i imponujące już wtedy 18 proc. głosów dla PSL. Nie wiemy niestety, czy to kompromitacja sondażowni Ipsos, czy raczej znak, że jakość przeprowadzenia tych wyborów stoi pod jeszcze większym znakiem zapytania.

    Zaprezentowane w sobotę (a następnie skorygowane w niedzielę) przez Państwową Komisję Wyborczą ostateczne wyniki wyborów do sejmików nie dają nam nawet jednoznacznego zwycięzcy. Pod względem procentowym nieznacznie wygrywa Prawo i Sprawiedliwość z wynikiem 26,85 proc., tuż za partią Jarosława Kaczyńskiego jest natomiast Platforma Obywatelska (26,36 proc.). Na odwrót jest jednak, jeśli chodzi o łączną liczbę mandatów. We wszystkich 16 sejmikach jest ich łącznie 555. Z tego 179 przypadło Platformie, a PiS 171 - mandaty są dzielone na podstawie wyników w województwach, a nie według zbiorczego wyniku ogólnopolskiego, stąd rozbieżność między wynikami procentowymi i mandatowymi.

    Absolutnym, kompletnym zaskoczeniem jest natomiast nieprawdopodobnie wysoki wynik Polskiego Stronnictwa Ludowego. Partia Janusza Piechocińskiego zajęła trzecie miejsce - tuż za zwyciężającymi, powiedzmy, ex aequo PiS i Platforma. Ludowcy dostali aż 23, 68 proc. głosów - czyli ledwie o 3 proc. mniej niż PO i PiS. W skali kraju wezmą 157 mandatów - czyli tylko o 22 mniej niż PO i o 14 mniej niż PiS. Wyborczy wynik PSL w żaden sposób nie odpowiada jakimkolwiek przedwyborczym sondażom (najwyższy pułap, jaki osiągali w nich ludowcy, to ok. 13 proc.), jest też o prawie 6 proc. wyższy niż wskazania exit poll. Jeśli chodzi zresztą o zbieżność exit poll z ostatecznymi wynikami wyborów, to widzimy ją tylko w jednym wypadku - Sojuszu Lewicy Demokratycznej. I tu, i tu partia Leszka Millera otrzymała wyjątkowo marny wynik 8 proc. w skali całej Polski.

    W tej samej ogólnopolskiej skali mamy jednak przede wszystkim zupełnie niezwykły wynik wyborów - kreujący w zasadzie sytuację niemal równowagi między trzema partiami PiS, Platformą a PSL. O ile więc dotąd mieliśmy liczne podstawy do mówienia o duopolu PiS i PO, o tyle teraz moglibyśmy uznać, że do dwóch graczy od dekady monopolizujących scenę polityczną dołączył na równych prawach trzeci - czyli właśnie ludowcy.

    Możemy być przy tym pewni, że partia Janusza Piechocińskiego będzie nam o tym powtarzać przez cały rok, który dzieli nas od wyborów parlamentarnych. Nie można także wykluczać, że upokorzeni remisem z PiS politycy Platformy wykorzystają wysoki wynik PSL do podkreślania, że tak naprawdę wygrała koalicja rządząca - zgarniając w sumie imponującą większość 336 z 555 mandatów do sejmików. Obie wersje tej tezy będą się wszak opierać na założeniu, że PSL weszło do pierwszej ligi polskiej polityki.

    My jednak tej tezy powtarzać nie będziemy - bo nie wiemy niestety, czy mamy do tego jakiekolwiek podstawy.

    Paradoks - i największy, fundamentalny problem tych wyborów - polega na tym, że i tego ostatecznego wyniku nie możemy traktować jednoznacznie.

    Dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że właśnie w wyborach do sejmików wojewódzkich odnotowano niezwykle wysoki odsetek głosów nieważnych. Jest ich prawie 18 proc., co oznacza, że prawie co piąty wyborca nie zdołał (a może nie chciał) skutecznie przełożyć swych intencji na kartę do głosowania. Nie sposób oszacować, dla kogo intencjonalnie miały być przeznaczone te nieważne głosy - pewną podpowiedzią mogą tu być jednak wyniki powszechnie odżegnanego już od czci i wiary sondażu exit poll, w którym z natury rzeczy nie ma możliwości zbadania ważności głosów. Sondaż Ipsos badał deklaratywne poparcie wyborców dla partii, co oczywiście nie uwzględnia kwestii głosów nieważnych.
    1 »

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo