Wybory parlamentarne na wiosnę 2011 r.? Platforma rozważa przyśpieszenie terminu

Redakcja
Polskapresse
Tuż po wyborach samorządowych, najbliższe otoczenie Donalda Tuska rozważało możliwość przeprowadzenia przyśpieszonych wyborów na wiosnę 2011 roku. Zdaniem Janusza Palikota, koalicja PO z PSL rozpadnie się przy okazji debaty budżetowej, a głosować pójdziemy 27 marca. - Opinii publicznej powie się, że to nie jest takie złe, bo w lipcu Polska obejmie prezydencję w Unii, bo dla nowego rządu lepszy jest budżet wiosenny niż jesienny. I wyborcy nie ukarzą Platformy - przewiduje były poseł PO.

Z informacji serwisu wPolityce.pl wynika, że w najbliższym otoczeniu premiera, tuż po wyborach samorządowych, pojawił się pomysł, by przyśpieszyć wybory parlamentarne, które normalnie odbyłby się jesienią 2011 r. Taki scenariusz miałby umożliwić Platformie uzyskanie lepszego wyniku. Wśród zwolenników takiego pomysłu mieli być m.in. Igor Ostachowicz i Jan Krzysztof Bielecki. Doradcy Tuska przekonują, że notowania partii będą spadać, a wśród polityków ugrupowania dojdzie do rozprężenia.

Janusz Palikot uważa, że planowane zmiany terminu wyborów wynikają z obawy największych partii przed wzmocnieniem się nowo powstałych ugrupowań takich jak Ruch Poparcia i istniejąca na razie w formie stowarzyszenia Polska Jest Najważniejsza. - To jest w interesie PO, bo zatrzymuje Palikota i w interesie Kaczyńskiego oraz w interesie PSL, bo mają dobry wynik w wyborach samorządowych - stwierdził poseł z Lublina w rozmowie w TOK FM.

Lider nowego ugrupowania przedstawił nawet scenariusz upadku rządu PO-PSL. Jego zdaniem, koalicja rozpadnie się podczas debaty nad budżetem. - Tusk zaproponuje jakiś rodzaj reformy dotyczących KRUS. PSL się na to nie zgodzi - prognozował. Dodał przy tym, że taki rozłam byłby korzystny dla obu stron. - Tusk na tym zyskuje, bo chce reformować. PSL też zyskuje w swoim środowisku, bo nie daje KRUS - mówił Palikot.

Z informacji serwisu wPolityce.pl wynika jednak, że Donald Tusk na razie odrzucił proponowane mu przez doradców rozwiązanie. - Tusk powiedział ostatecznie: "nie". Jest przekonany, że jesienią będzie się można pochwalić większą liczbą kilometrów zbudowanych autostrad, że przegłosuje się jeszcze kilka ustaw - miał powiedzieć jeden z polityków Platformy. Premier obawia się także, że scenariusz wcześniejszych wyborów nie spotka się z przychylnością klubu parlamentarnego.

mm

Źródło: wPolityce.pl, TOK FM

Najnowsze oferty na Black Friday

Materiały promocyjne partnera

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

j
jaki to madry mamy narod

Jak pomysla tak zrobia w "bambuko" ta wierzaca w kazde slowo jasnie oswieconej jedynej partii, opinie publiczna a przyjazne partii media dalej doskonalic beda stuke manipulacji:)

c
cezar

Bronek jednak się mylił. Dług publiczny to nie to samo, co roczny deficyt! Jean-Vincent, czyli nasz "Jacek" z Ministerstwa Finansów, dowiedział się od swoich kolegów z Londynu, jak to wszystko liczyć. Co prawda w tym roku zadłużyliśmy Polskę tylko na 112 miliardów złotych. Ale całkowite zadłużenie finansów publicznych to prawie 800 miliardów! Dlatego roczne odsetki od naszego długu wynoszą już prawie 40 miliardów... Według "Jacka", w tej sytuacji jedyne, co możemy zrobić, to nie przejmować się niczym i starać się o nowe pożyczki, czyli "kupować czas". Nie ma sensu oszczędzać ani robić reformy KRUS. Efekty tej reformy byłyby widoczne za 15-20 lat! Po co nam to? Jeśli utrzymamy się przy rządach jeszcze trzy lata, to i tak będzie dobrze.