WTA Finals. Kuzniecowa nadal ma patent na Radwańską, nieudany początek Polki w Singapurze

Hubert Zdankiewicz
Po prawie trzech godzinach (2.48) zaciętej walki Agnieszka Radwańska przegrała ostatecznie 5:7, 6:1, 5:7 z Rosjanką Swietłaną Kuzniecową w pierwszym meczu Grupy Białej tegorocznych Finałów WTA (z pulą nagród 7 mln dol). Prowadząc 5:4 w trzecim secie Polka nie wykorzystała piłki meczowej. W środę czeka ją kolejny pojedynek.

- Czuję presję, ale staram się o tym nie myśleć - mówiła przed startem turnieju Radwańska, która przyleciała do Singapuru bronić najważniejszego tytułu w swojej karierze. Już na samym początku czekało ją w dodatku bardzo trudne zadanie, bo choć 31-letnia Swietłana Kuzniecowa szczyt formy ma już zdecydowanie za sobą, to prezentowała się w ostatnich tygodniach bardzo dobrze. Polka przekonała się o tym zresztą osobiście, bo to właśnie Rosjanka pokonała ją pod koniec września, w ćwierćfinale turnieju WTA w Wuhan.

- Swietłana ma patent na Agę. Teraz jest w formie, ale pamiętajmy, że to chimeryczna zawodniczka. Potrafi wygrać z Sereną Williams, a zaraz przegrać z kimś dużo niżej notowanym - zapowiadała poniedziałkowe starcie była tenisistka, dziś telewizyjny ekspert, Joanna Sakowicz-Kostecka. - Jest doświadczona, ma największy repertuar zagrań ze wszystkich rywalek Agnieszki i będzie jej najtrudniejszą rywalką w grupie - dodała.

Na korzyść Kuzniecowej przemawiał również bilans bezpośrednich meczów z Radwańską (12-4). Na korzyść Radwańskiej fakt, że doświadczona rywalka wyszła na kort niemal wprost z samolotu, 48 godzin po wygraniu turnieju WTA w Moskwie, który zapewnił jej start w Singapurze kosztem Brytyjki Johanny Konty. Właśnie w tym eksperci upatrywali szans naszej tenisistki.

- Trener Kuzniecowej mówi, że zmęczenia w ogóle po niej nie widać, czuje się bardzo dobrze i jest przygotowana do grania kilku dwugodzinnych meczów z rzędu. Pytanie, jak sobie poradzi ze zmianą strefy czasowej i klimatu, choć turniej jest w hali, więc będzie jej łatwiej - mówiła Sakowicz-Kostecka, a początek meczu wydawał się potwierdzać jej przypuszczenia.

Polka zaczęła bardzo dobrze. Zmieniała rytm gry i umiejętnie rozrzucała rywalkę po korcie, popełniała przy tym mało błędów. W przeciwieństwie do Rosjanki, która sprawiała wrażenie lekko zagubionej. Przyniosło to efekt, w postaci przełamania na 3:1, a gdy chwilę później Radwańska wygrała gema przy swoim serwisie i objęła prowadzenie 4:1 wydawało się, że losy pierwszego seta są już rozstrzygnięte.

Były to jednak, jak się okazało, miłe złego początki, bo po konsultacjach z trenerem Kuzniecowa zaczęła grać zdecydowanie lepiej. Odrobiła straty, wyrównała, a przy 5:5 ponownie przełamała Polkę i wygrała tę partię, choć nasza tenisistka walczyła do końca, broniąc dwóch piłek setowych. Przy trzeciej wpakowała jednak forhend w siatkę.

W drugim secie lekko przygaszona pod koniec pierwszego Radwańska przycisnęła już na samym początku i szybko przyniosło to efekty. Efektowny wolej z forhendu dał jej przełamanie i prowadzenie 2:0. Kuzniecowa błyskawicznie odrobiła stratę, ale kolejne cztery gemy padły łupem fantastycznie spisującej się Polki, która dopiero przy prowadzeniu 5:1 i 40:0 złapała lekką zadyszkę, pozwalając rywalce obronić trzy piłki setowe (przy trzeciej popełniła podwójny błąd serwisowy). Szybko jednak opanowała nerwy, a fantastyczny skrót dał jej czwartą szansę na skończenie tej partii, której już nie zmarnowała.

Od trzech kolejnych szans na przełamanie dla Radwańskiej zaczął się również trzeci set. Z niemal identycznym zakończeniem, bo Kuzniecowa najpierw wyrównała, by przy czwartym break poincie wyrzucić forhend w aut. Oprócz straty gema otrzymała również ostrzeżenie od sędziego, bo swój błąd skwitowała siarczystym przekleństwem.

Po kolejnym, bardzo długim, było 2:0 dla Polki. Zirytowana coraz mocniej Rosjanka (która w trakcie jednej z przerw między gemami obcięła sobie kawałek warkocza) zdołała jednak wyrównać i zaczęła się wymiana ciosów. Dwa gemy dla Radwańskiej (4:2), dwa kolejne dla Kuzniecowej. Zacięta walka, długie wymiany pełne fantastycznych zagrań, ale też niespodziewanych błędów. Przy 4:4 Polka po raz kolejny przełamała rywalkę, a w kolejnym gemie miała nawet piłkę meczową.

Rosjanka zdołała się jednak wybronić i ostatecznie to ona wygrała tę próbę sił i nerwów, wykorzystując trzeciego meczbola.

W drugim poniedziałkowym meczu tej grupy Czeszka Karolina Pliskova zmierzy się z Hiszpanką Garbine Muguruzą.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Z
Zezem na wprost

Takie robią swoim fanom nadzieje bez pokrycia. Nie wiem czy Radwańskiej brakuje umiejętności czy ambicji.

Dodaj ogłoszenie