Wszystko, czego nie wiemy o Konstytucji 3 Maja

Witold Głowacki
Witold Głowacki
Czy Ustawa Rządowa z 3 maja mogła uratować Polskę? Raczej nie. Ale choć najczęściej powtarzamy, że została uchwalona za późno, kto wie, czy nie powinniśmy zapytać, czy nie stało się to raczej ciut za wcześnie

Konstytucja 3 Maja to naprawdę wyjątkowy akt prawny, który pod wieloma względami wyprzedzał swoją epokę i stanowi dziś słuszny powód do dumy z osiągnięć polskiej myśli politycznej XVIII wieku. Ustawa Rządowa z 3 maja 1791 roku była zupełnym ewenementem, zastosowane w niej rozwiązania były zaś przede wszystkim odpowiedzią na permanentny kryzys systemu władzy w XVIII-wiecznej Polsce. Pod wieloma względami wyprzedzała epokę, jednak narosło wokół niej wiele mitów. Najprawdopodobniej dlatego, że obowiązywała niewiele ponad rok. Nie stała się więc aktem założycielskim odnowionego państwa - na to już było za późno. Stała się za to, by użyć słów Hugona Kołłątaja i Ignacego Potockiego, raczej „ostatnią wolą i testamentem gasnącej Ojczyzny”.

Przyzwyczajeni do powtarzania kilku najbardziej obiegowych fraz na temat Konstytucji 3 Maja, spróbujmy na nią po tych 230 latach, które minęły od jej uchwalenia, spojrzeć możliwie trzeźwym wzrokiem. Pomoże to nam zrozumieć, że bardzo często nie zdajemy sobie sprawy z rzeczywistej natury zmian wprowadzonych przez konstytucję 3 maja w ówczesnym ustroju - i że często mylimy skutek z przyczyną, zarówno jeśli chodzi o genezę i tryb, jak i smutne konsekwencje jej uchwalenia.

Jeden z najbardziej zasadniczych paradoksów polega na tym, że treść Ustawy Rządowej z 3 maja 1791 roku - przedstawianej przecież jako szczytowe osiągnięcie demokracji szlacheckiej, była jak na standardy ówczesnej Europy w gruncie rzeczy dość mocno zachowawcza, jeśli chodzi o postrzeganie roli monarchy w ustroju politycznym. Owszem, zanarchizowanej i częściowo pozbawionej suwerenności osiemnastowiecznej Polsce ustawowe wzmocnienie władzy królewskiej zapewne mogło jakoś pomóc, jednak zarazem wzmacniało tendencje republikańskie i to bardzo dwojakiego rodzaju. O ile osiemnastowieczna Polska miała swoich jakobinów myślących o republice w jej mniej lub bardziej rewolucyjnym znaczeniu, o tyle miała też wśród szlachty rzeszę zwolenników starego porządku - czy też nieporządku - w którym maksymalne ograniczenie władzy królewskiej i sprowadzenie monarchy do roli kogoś w rodzaju wybieranego dożywotnio prezydenta miało gwarantować szlacheckie wolności i prawo szlachty do samostanowienia. Polscy republikanie w nowoczesnym rozumieniu tego słowa niemal nigdy nie postulowali wyzbycia się monarchii, widzieli jednak króla - bardzo podobnie jak zwolennicy rzeczpospolitej szlacheckiej - jako jedynie formalną głowę państwa, z bardzo ograniczonymi prerogatywami i uprawnieniami.

Konstytucja - będąca rodzajem kompromisu między stronnictwem królewskim a reformatorami - radykalizowała obie grupy. Pozycja króla ulegała bowiem na mocy nowych praw znaczącemu wzmocnieniu. Na tym nie koniec, bo wbrew obiegowym opiniom Konstytucja 3 Maja raczej ograniczała rolę mechanizmów demokratycznych w ustroju I Rzeczypospolitej, niż ją wzmacniała. Zdecydowanie natomiast rosło znaczenie władzy królewskiej - dlatego też konstytucja z 1791 roku określana jest dziś przez historyków ustroju jako monarchiczna. Konstytucja 3 maja znosiła monarchię elekcyjną - wprowadzając w jej miejsce dziedziczenie tronu. Wybór króla tym samym przestawał zależeć od szlachty. Konstytucja unieważniała też zasadę liberum veto - choć w tych ostatnich dekadach Rzeczypospolitej, ściśle mówiąc od 1764 roku, było ono stosowane tylko sporadycznie - za sprawą konfederowania kolejnych Sejmów. Odpowiedzią ze strony „republikanów szlacheckich” była konfederacja targowicka. Z kolei druga z grup mogła wyrazić swoje emocje dopiero w okresie powstania kościuszkowskiego, ze szczególnym uwzględnieniem jego krwawej, warszawskiej odsłony.

Wracając jednak do roli króla - po przejęciu praw do tronu przez dynastię, elekcja pozostawała jedynie rozwiązaniem awaryjnym. Choć król Stanisław August Poniatowski był bezdzietny, błyskawicznie wyznaczono na jego następcę (z prawem dziedziczenia) wnuka aktualnego władcy Saksonii z dynastii Wettinów. Prawo do tronu przejąłby więc ten sam ród królewski, który już trzymał w Polsce pozory władzy w okresie saskim.

Być może z tego punktu widzenia nieco łatwiej jest więc zrozumieć dość groteskowe próby powtarzania gestu Reytana przez posła Jana Suchorzewskiego, utrwalone na obrazie Jana Matejki. Suchorzewski w dniu uchwalania konstytucji, rzucał się królowi pod nogi, wołając że nie dopuści do pogwałcenia świętych tradycji szlacheckiej demokracji, groził też że zabije swojego sześcioletniego synka, by „nie żył w niewoli, jaką daje konstytucja”. Bardzo możliwe, że Suchorzewski całkiem szczerze wierzył, że właśnie rozgrywa się narodowa tragedia, w wyniku której król wprowadzi „tyranię”, lękiem przed którą szlachta przez setki lat uzasadniała swoją niechęć do reform i wzmacniania państwa.

Bardzo nowoczesnym rozwiązaniem było za to wprowadzenie w Konstytucji 3 Maja nowego ośrodka władzy wykonawczej - czyli Straży Praw. Choć w jej skład oprócz króla i prymasa wchodziło również pięciu ministrów, nie była ona odpowiednikiem współczesnego rządu, raczej centrum zarządzania państwem pod pełną kontrolą króla. Straż Praw była też sprytnym rozwiązaniem na wypadek czasowego kryzysu dynastycznego. To właśnie to ciało miało pełnić regencję na czas małoletniości, choroby lub ewentualnej niewoli prawowitego króla. Zabezpieczało to ustrój państwa przed ambicjami ewentualnych pretendentów do tronu.

Co ciekawe, być może nie byłoby Straży Praw, bez wcześniejszej, narzuconej przez zaborców ze szczególnym uwzględnieniem Rosji, Rady Nieustającej. Znienawidzona przez Polaków i nazywana Zdradą Nieustającą - i zaznaczmy, wypełniona głównie rosyjskimi agentami - instytucja była urządzona bardzo nowatorsko jak na swoje czasy i tak naprawdę pod wieloma względami przypominała Straż Praw z ustroju konstytucyjnego. Paradoksalnie miała spory pozytywny wpływ na rozwój administracji w kraju i na kwestie gospodarcze - częściowo tworząc warunki, w których zmiany wprowadzone na mocy konstytucji miały w ogóle szanse wchodzić w życie.

To prawda natomiast, że konstytucja niosła ze sobą spory postęp (choć nie przełom) w dziedzinie ochrony praw obywatelskich. Mieszczanie zostali zrównani w prawach ze szlachtą, ale chłopi nie otrzymali pełnych praw obywatelskich - zostali jedynie objęci rodzajem ochrony ze strony państwa przed nadużyciami ze strony szlachty. Szczególnie irytowała ościennych monarchów zasada ochrony chłopów - zbiegów z sąsiednich krajów.

Ustrojowi konstytucyjnemu udało się w Rzeczpospolitej przetrwać nieco ponad rok. To był bardzo pracowity rok dla posłów Sejmu Czteroletniego - którzy uchwalili sporą liczbę ustaw wykonawczych względem Konstytucji. Dni polskiego państwa mimo wszystko były już jednak policzone.

Konfederacja targowicka została zawiązana nie tuż po uchwaleniu konstytucji, tylko niemal dokładnie po roku jej obowiązywania. Umowa spiskowców z Katarzyną w Petersburgu została zawarta 27 kwietnia. Ogłoszenie konfederacji nastąpiło 18 maja, wtedy też jej założyciele oficjalnie zwrócili się do Rosji o „bratnią pomoc”.

Niestety I Rzeczpospolita nie zdążyła już powołać stutysięcznej armii według zapisów Konstytucji ani nawet rozpocząć skutecznego egzekwowania nowych podatków. Tymczasem to właśnie 100 tysięcy żołnierzy skierowała w maju 1792 r. przeciw Polsce rosyjska caryca Katarzyna. Wojna zaczęła się tuż po ogłoszeniu konfederacji targowickiej.

Paradoks polega na tym, że choć Rosjanie mieli ewidentną przewagę liczebną, a ich armia była zaprawiona w boju po wojnie z Turcją, Rzeczpospolita wcale nie wystąpiła przeciwko nim bezbronna. Przeciwnie, król Stanisław August Poniatowski - który niestety nie uchylił się od roli głównodowodzącego - miał do dyspozycji około 70 tysięcy słabo wyszkolonych, ale wcale nie tak źle wyposażonych żołnierzy oraz niejednego naprawdę utalentowanego dowódcę. 18 czerwca w bitwie pod Zieleńcami generałom Józefowi Poniatowskiemu i Tadeuszowi Kościuszce udało się pokonać Rosjan - co zresztą zaowocowało ustanowieniem orderu Virtuti Militari. Zdarzyły się i inne udane dla Polaków starcia.

Cała kampania prowadzona jednak była bardzo kiepsko i zachowawczo - król przez niemal cały czas trzymał spore siły (które mogłyby przydać się w bardziej rozstrzygającym starciu na wschodzie) w odwodzie pod Warszawą, a sam właściwie ani razu nie udał się na front. W lipcu po przegranej pod Dubienką i przekroczeniu przez Rosjan Bugu losy tej wojny były już zdecydowane. Aha, zaznaczmy jeszcze, że król Stanislaw August Poniatowski i jego otoczenie wierzyli w krótkotrwały i kompletnie papierowy sojusz z Prusami - licząc na to, że Prusacy wkroczą z armią by wesprzeć Rzeczpospolitą. W rzeczywistości przymierzali się już oni do kolejnego rozbioru.

Wojna w obronie Konstytucji 3 Maja trwała 2 i pół miesiąca. Zakończyła się polską przegraną przypieczętowaną przystąpieniem króla Stanisława Augusta Poniatowskiego do Targowicy - w tym momencie konstytucja de facto przestała obowiązywać. Za dołączeniem króla do konfederacji targowickiej opowiedziała się większość składu Straży Praw obradującej w tej sprawie w rozszerzonym składzie. „Za” głosował również Hugon Kołłątaj.

O co chodziło? Była to zbiorowa zdrada? Nie do końca. Król i ministrowie ze Straży Praw usiłowali w ten sposób kupić czas. Mieli między innymi taką koncepcję, by w zgodzie z Konstytucją 3 Maja powołać w miejsce młodego Wettina na następcę polskiego tronu wnuka Katarzyny II - księcia Konstantego.

Los Konstytucji 3 Maja został ostatecznie przypieczętowany na sejmie grodzieńskim 23 listopada 1793 roku. Wtedy uchylono wszystkie postanowienia Sejmu Czteroletniego. Jeszcze w sierpniu i wrześniu tego samego roku sejm grodzieński zatwierdzil traktaty „cesyjne” z Rosją i Prusami oznaczające drugi rozbiór Polski.

Czy można sobie wyobrazić, że losy Polski mogły potoczyć się nieco inaczej? A może było tak - jak dowodzil swego czasu Paweł Jasienica - że wprowadzenie Konstytucji 3 Maja było raczej odrobinę przedwczesne niż mocno spóźnione? Rzeczywiście - w kalendarzu ostatnich lat XVIII wieku widać pewną ironię historii. Już w 1796 roku umiera Katarzyna II - potężna i bardzo utalentowana władczyni Rosji, której działania i decyzje były motorem prawie wszystkiego, co spotkało Polskę w II połowie XVIII wieku - od elekcji Stanisława Augusta Poniatowskiego po ostatni rozbiór. Katarzynę na całe 5 lat na rosyjskim tronie zastąpił jej syn Paweł, który matki wprawdzie nienawidził, ale talentu do budowy imperium po niej nie odziedziczył.

Jednocześnie, w tym samym 1796 roku zaczyna się wielka kariera Napoleona Bonaparte. Francuski generał odnosi serie zwycięstw we Włoszech, co zaczyna znacząco zmieniać układ sił w Europie i skłania także monarchów państw zaborczych do myślenia o konieczności zaangażowania coraz bardziej znaczących sił militarnych w obronę starego porządku - często z dala nie tylko od Polski, jak i od własnych granic.

I tu pojawia się zasadnicze pytanie, na które już nie poznamy odpowiedzi. Czy gdyby Rzeczpospolita przetrwała w stanie sprzed II rozbioru do początków ery napoleońskiej i dopiero wtedy zdecydowała się na szybką serię reform, nie otworzyłoby to szansy na odmianę jej losu? Nie można tego zupełnie wykluczyć. Oznaczałoby to opóźnienie wprowadzenia Konstytucji 3 Maja o 5 czy 6 lat, być może jednak sprawiłoby, że jej obowiązywanie trwałoby przez dekady, a Polska nie zniknęłaby z mapy. A kto wie, może podobnie jak Amerykanie, których obowiązująca konstytucja jest przecież praktycznie rówieśnicą tej naszej z maja 1791 roku, właśnie zastanawialibyśmy się dziś nad uchwaleniem 27 czy 32 poprawki do Konstytucji 3 Maja?

Podcast "Dziedzictwo 3 Maja"

Kolno wolne od koronawirusa

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie