Wszystkie przypadki Sławomira Nowaka, czyli historia błyskotliwej kariery i spektakularnych upadków

Dorota Kowalska
Dorota Kowalska
18.07.2019 warszawakomisja sledcze ds vat przesluchanie slawomira nowaka sejm rp nz slawomir nowakfot marek szawdyn/polska press
18.07.2019 warszawakomisja sledcze ds vat przesluchanie slawomira nowaka sejm rp nz slawomir nowakfot marek szawdyn/polska press brak
Świetnie się zapowiadał, uchodził za jednego z najzdolniejszych polityków swego pokolenia. Ambitny, pracowity, zapatrzony w Donalda Tuska. Robił błyskawiczną karierę, ale pogrążył go zegarek i brak ostrożności. Dzisiaj ma jeszcze poważniejsze zarzuty

Sprawa wygląda poważnie. Sławomir Nowak, były minister transportu, budownictwa i gospodarki wodnej, usłyszał zarzut kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, która czerpała korzyści z korupcji. W sprawie zatrzymano jeszcze dwie osoby: byłego dowódcę jednostki specjalnej GROM Dariusza Z. i biznesmena Jacka P.

Według Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy (NABU), mężczyźni stworzyli organizację przestępczą, która rozkradała pieniądze od międzynarodowych organizacji przeznaczone na remont dróg na Ukrainie. W grę może wchodzić nawet 270 milionów euro. Sprawę prowadzą równolegle: CBA i Prokuratura Okręgowa w Warszawie, Specjalna Prokuratura Antykorupcyjna w Kijowie oraz właśnie Narodowe Antykorupcyjne Biuro Ukrainy.

Jurij Butusow, redaktor naczelny portalu Censor.net, powołując się na źródła w organach śledczych, pisze, że były szef Ukrawtodoru, którym Nowak był w latach 2016-2019, miał domagać się łapówek między innymi od właściciela i dyrektora jednej z największych ukraińskich firm budujących drogi - Altkom (chodziło o budowę odcinków trasy Kijów - Odessa) i od przedstawiciela tureckiej firmy Onur (ten miał budować trasę Kijów - Charków - Dołżanski). Ale to tylko dwa z wielu wątków śledztwa.

Nowak do winy się nie przyznaje. Ponoć przez trzy lata wyremontował na Ukrainie 8500 km dróg.

- Zastałem krajobraz jak w PRL. Wszystko było zarządzane i finansowane centralnie przez Ukrawtodor. Zdecentralizowałem ten system. Od 2018 roku podzieliliśmy drogi na miejscowe i krajowe. Ze 170 tys. km dróg publicznych 120 tys. przekazałem na poziom regionów, a 50 tys. pozostawiłem Ukrawtodorowi. Uważam, że 8500 km to rewelacyjny wynik jak na trzy lata - mówił w 2019 roku w rozmowie z „ Dziennikiem Gazetą Prawną”. - Udało mi się stworzyć Fundusz Drogowy. Dotychczas remonty były uzależnione od kaprysu polityków. Od 2018 roku Ukraina ma wreszcie fundusz zasilany z akcyzy paliwowej, niezależny instrument finansowania. Rynek się rozwija. Gdy przychodziłem, było ok. 10 firm budujących drogi. Teraz jest ok. 40, przychodzą też firmy zagraniczne - dodał.

Na Ukrainie miał być tym, który zwalczy korupcję i ponoć mocno z nią walczył. W terenie przyjmowano go z honorami, wręczano nawet medale. Dzisiaj siedzi w areszcie.

Kiedy w środę rano Sławomira Nowaka doprowadzono do sądu, skwitował sprawę krótko. - To polityczna ustawka. Jestem niewinny. Doskonale o tym wiecie - powiedział do dziennikarzy.

Kilka godzin później Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa przychylił się do wniosku prokuratury o tymczasowe aresztowanie. Ocenił, że istnieje wysokie prawdopodobieństwo zarzucanych Nowakowi czynów. Były polityk spędzi najbliższe trzy miesiące w areszcie. Sąd warunkowo aresztował także Dariusza Z., byłego dowódcę GROM-u - jeśli jednak wpłaci 1 mln zł, wyjdzie na wolność.

Obrona zapowiedziała zażalenie na decyzję o areszcie dla Nowaka.

Zatrzymanie byłego ministra transportu było oczywiście jednym z ważniejszych tematów mijającego tygodnia, szeroko zresztą komentowanym.

Joachim Brudziński, były szef MSWiA, stwierdził w Programie III Polskiego Radia, że zatrzymanie Sławomira Nowaka nie ma charakteru politycznego.

- [Sławomir N. - red.] To osoba, która była aktywna przy kampanii Rafała Trzaskowskiego. Nie znam sprawy, więc trudno mi coś powiedzieć. Natomiast trudno nie mieć wrażenia, że tydzień po wyborach widać, iż kłopoty finansowe Polski będą duże, więc zaczynają się takie obrzydliwe pisowskie igrzyska. Widziałam już kilka razy, jak PiS stawia zarzuty i później musieli się z tego rakiem wycofywać - mówiła z kolei w „Onet Rano” Barbara Nowacka. I dodała, że Nowak brał udział w kampanii Rafała Trzaskowskiego, został zatrzymany tydzień po wyborach, więc może trzeba łączyć te fakty.

- Wielkie zdziwienie. Znam Sławomira od wielu lat. Nie wiem, czy w tym nie kryją się jakieś porachunki polityczne. Nie wierzę w tej chwili ani w obiektywne czy neutralne działania służb specjalnych, ani prokuratury - ocenił w poranku TOK FM Janusz Lewandowski, europoseł Platformy Obywatelskiej.

O zatrzymanie Sławomira Nowaka pytany był także Leszek Miller.

- Nie wiem, za co jest oskarżony Sławomir N. i co czynił na Ukrainie. Ale specjalnie mnie to nie dziwi. Wybory się skończyły, a teraz prezes Jarosław Kaczyński będzie realizował swoją rewolucję, która ma umocnić ich władzę i osłabić opozycję, więc to się doskonale mieści w tym zamiarze - mówił w Programie I Polskiego Radia.

Beata Mazurek, europosłanka PiS i była rzeczniczka tej partii, też nie mogła powstrzymać się od komentarza. „Nie wszyscy mają dobry poranek” - napisała na Twitterze.

To nie pierwszy raz, kiedy Sławomir Nowak popadł w kłopoty, a zapowiadał się świetnie. Pracowity i ambitny. Ojciec Nowaka był w Solidarności, on sam swoją działalność społeczno-polityczną zaczynał od członkostwa w Kongresie Liberalno-Demokratycznym. Jako student założył w 1994 roku własną firmę reklamową, był prezesem agencji reklamowej Signum Promotion, wiceprezesem Radia Gdańsk. Ale tak naprawdę od zawsze siedział w polityce. Po połączeniu z Unią Demokratyczną trafił do Unii Wolnosci. Przez dwie kadencje pełnił funkcję szefa młodzieżówki UW - stowarzyszenia Młodzi Demokraci, którą wyprowadził z tej partii w 2001 roku, podpisując jednocześnie umowę stowarzyszeniową z Platformą Obywatelską.

I to wtedy, zdaniem polityków Platformy, Nowak zdobył zaufanie Donalda Tuska, bo ten wiedział, że ma za sobą młodych. Na stanowisko szefa Młodych Demokratów wprowadził Nowaka Sławomir Potapowicz, który pełnił obowiązki przewodniczącego i niejako zarekomendował go na swojego następcę.

- Połączyła nas wspólna płaszczyzna poglądów - opowiadał swego czasu Potapowicz. No i Nowak był ambitny, uczył się angielskiego, chodził w dobrze skrojonych garniturach i potrafił przemawiać. Chociaż Potapowicz podkreślał, że w tamtym okresie Nowak był daleki od ludyczności: wyniosły, dawał się lubić dopiero przy bliższym poznaniu. Był ikoną środowiska, ale to inni przyciągali do niego ludzi.

W tym czasie zbliżył się z Pawłem Piskorskim, który miał wówczas sporo do powiedzenia, tak w Unii Wolności, jak potem w Platformie.

- To inteligentny człowiek. Ma łatwość mówienia, nie boi się występowania przed dużą grupą - charakteryzował Nowaka Piskorski. Tyle że kiedy Piskorskiego wyrzucano z Platformy, ten stał obok i patrzył.

- Nie oczekiwałem od niego, żeby kładł na szali własną karierę, ale to, jak się zachował w stosunku do Sławka… - mówił Piskorski.

Mowa o Potapowiczu, z którym Nowak zdążył się zaprzyjaźnić, obaj byli świadkami na swoich ślubach, spotykali się na gruncie towarzyskim. Kiedy Potapowicz stanął przed sądem koleżeńskim pod zarzutem szkodzenia wizerunkowi partii, na świadka obrony wezwano właśnie Nowaka. Przyjechał i powiedział, że skoro Donald Tusk podjął decyzję o usunięciu Potapowicza z partii, to tak powinno być.

Jeden z polityków Platformy tłumaczył, że Nowak i tym razem, tak jak wtedy, gdy wyprowadzał młodych ludzi z UW do Platformy, chciał pokazać Tuskowi, że stoi za nim murem. Do legendy przeszły opowieści, jak to w drodze powrotnej z Warszawy do Gdańska ścigał się w samolocie z Tomaszem Arabskim, bo każdy chciał zająć miejsce jak najbliżej przewodniczącego czy jak zawsze na boisku kopał piłkę prosto pod nogi szefa.

Znajomi Nowaka podkreślają jednak, że był jednym z najzdolniejszych młodych polityków: koleżeński, otwarty, komunikatywny. A co do sprawy Potapowicza i innych piskorczyków wyrzuconych z Platformy, przecież to nie Nowak o tym decydował.

W 2004 roku Nowak został posłem w miejsce wybranego do Parlamentu Europejskiego Janusza Lewandowskiego, gdy z objęcia mandatu zrezygnowali kolejno: Aleksander Hall, starosta kwidzyński Leszek Czarnobaj oraz prezydent Tczewa Zenon Odya. Systematycznie, chociaż nie bez potknięć, piął się po szczeblach partyjnej kariery. Najbardziej przeżył ponoć aferę hazardową i swoje odwołanie z funkcji szefa gabinetu politycznego premiera.

- To był dla niego prawdziwy szok - mówi nam jeden z polityków Platformy.

Ale już po roku zaczął mozolnie odrabiać straty. Start w wyborach na szefa pomorskiej Platformy miał być trampoliną do odbudowania pozycji. Bardzo nad tym pracował. I wygrał. Zagłosowało na niego 413 delegatów, przeciw było tylko 32. Delegaci wiele sobie obiecywali po nowym szefie. Mówiono, że to dobry lider na te czasy, że potrzebne są rządy twardej ręki w regionie. I że Sławomir Nowak tę twardą rękę uosabia. ​

Wkrótce po awansie na pomorskiego lidera został sekretarzem stanu w Kancelarii Prezydenta RP. Zaczął też powoli wracać do łask premiera Tuska. W 2011 roku, po zwycięskich wyborach Platformy do parlamentu (on, jako jedynka na Pomorzu, dostał rekordowe 65 tys. głosów), został ministrem transportu, budownictwa i gospodarki wodnej. Zaczęła się faza otwierania, budowania, przecinania, planowania. Media nazwały go Bobem Budowniczym. W 2013 roku po raz kolejny został szefem pomorskiej Platformy. Zwycięstwo i tym razem odniósł miażdżące. Zwłaszcza że znowu walczył tylko sam ze sobą. Bo nikt się do rywalizacji z nim nie zgłosił.

Wtedy też płomiennie przemawiał: - Musimy się bardzo wyraźnie zwrócić twarzą do obywateli. Pokazać swoje szczere oczy, ręce pełne roboty, bo ludzie zbyt często do tej pory oglądali nasze plecy.​

W tym czasie dziennikarze „Wprost” oglądali skrupulatnie jego zegarki. Szczególnie zainteresował ich jeden - marki Ulisses Nordin. Tygodnik napisał, że minister nie wpisał do oświadczenia majątkowego cennego, wartego powyżej 10 tysięcy złotych gadżetu.​

Po tym tekście partyjni koledzy Nowaka mówili, że nic się nie stało, że Sławek na pewno to wyjaśni i będzie po sprawie. Ówczesny premier Donald Tusk jeszcze na konwencji PO w Gdańsku ciepło mu życzył, żeby się trzymał w tych ciężkich czasach.​

- Jesteśmy z tobą - głośno zapewniał.​

Premier przestał być z Nowakiem, kiedy prokurator generalny poinformował o zamiarze wystąpienia do Sejmu o uchylenie immunitetu posła, ponieważ prokuratura chce postawić mu zarzuty w sprawie zegarka. Jeszcze tego samego dnia minister złożył dymisję i zawiesił się w prawach członka PO.​

Gwoździem do jego politycznej trumny - jak się wydawało - miała być tzw. afera podsłuchowa. I znowu uderzył tygodnik „Wprost”. Tym razem upublicznił prywatną rozmowę Nowaka z byłym wiceministrem finansów, dotyczącą kontroli skarbowej w gabinecie żony posła. Podczas rozmowy padły słowa o zablokowaniu tej kontroli.​

Po tej aferze taśmowej Donald Tusk, wściekły, zapowiedział: - Dopóki będę szefem PO, współpracy z Nowakiem nie będzie. W tym samym czasie sam poseł opublikował oświadczenie, w którym dziękował za współpracę kolegom z partii, informując, że składa legitymację członkowską. Stwierdził, że usuwa się w polityczny niebyt, żeby nie szkodzić Platformie, i że jest celem „medialnych ataków”. Mówił, że od dłuższego czasu obserwował proces niszczenia i zaszczuwania jego oraz rodziny.​

Już po odejściu z Platformy Sławomir Nowak udzielił jedynego wywiadu - dla tygodnika, w którym zapowiedział, że w ciągu kilku tygodni złoży mandat poselski i odejdzie z polityki. Ale mijały tygodnie, a on mandatu nie składał. Jeszcze przed ogłoszeniem wyroku w sprawie osławionego zegarka politycy PO mówili, że jeśli będzie uniewinniający, to droga do partii dla byłego ministra zostanie znowu otwarta. Sąd jednak zdecydował, że poseł jest winny złożenia nieprawdziwych oświadczeń majątkowych. I ukarał go grzywną łącznie wynoszącą 20 tysięcy złotych. To był koniec politycznej kariery Sławomira Nowaka. On sam zrzekł się po wyroku mandatu oraz członkostwa w klubie PO. Jednocześnie powiedział: - Nie zgadzam się z wyrokiem. Będę się odwoływał.​

W tym czasie przyszła propozycja z Ukrainy. Szukali tam sprawnego człowieka z zewnątrz, nieuwikłanego w miejscowe układy, który nie tylko powalczy z korupcją, ale pomoże zdobywać europejskie środki na budowę dróg. Padło na Nowaka. Wszystko szło dobrze, do września zeszłego roku. To wtedy ukraińska Narodowa Agencja ds. Zapobiegania Korupcji (NAZK) poinformowała, że Nowak podał nieprawdziwe informacje w deklaracji majątkowej. Według NAZK, miał podać nieprawidłową wartość samochodu i kwot na rachunkach bankowych. Sam Sławomir Nowak po opisywaniu przez polskie media tej sprawy skwitował to na Twitterze tak: „Za manipulacje i kłamstwa pójdziecie do piekła. Szerokiej drogi”.

Dymisję złożył we wrześniu 2019 roku. Miesiąc później sąd rejonowy w Kijowie umorzył postępowanie w sprawie nieprawidłowości w jego deklaracji majątkowej. „Różnica między wiarygodnymi i niewiarygodnymi informacjami, podanymi przez Nowaka w deklaracji za 2017 r. jest mniejsza od 100 minimum socjalnych, co świadczy o braku w działaniach Nowaka naruszenia administracyjnego” - oświadczył ukraiński sąd.​

Dzisiaj sprawa wydaje się poważniejsza.

Zarzuty stawiane przez polskich i ukraińskich śledczych Sławomirowi Nowakowi mogą robić wrażenie. Tyle że śledztwo jest trudne, nie znamy dowodów zebranych przez organa ścigania.

- Jeżeli aresztowanie nastąpiło teraz, czyli praktycznie dwa tygodnie po wyborach prezydenckich, to prawdopodobnie możemy domniemywać, że był cały czas na podsłuchu - mówił w „Jeden na jeden” w TVN24 Marek Biernacki, były szef MSWiA, były koordynator służb specjalnych, a obecnie poseł klubu PSL-Koalicja Polska-Kukiz’15. - Wszystko zależy od tego, co znajduje się w materiale dowodowym. Zarzuty są dosyć ciężkiego kalibru: to są zarzuty, które mówią nie tylko o korupcji, ale też o zorganizowanej grupie przestępczej i o kierowaniu zorganizowaną grupą przestępczą. Więc ten materiał dowodowy musi być materiałem dosyć złożonym. (…) Zalecałbym bardzo szeroką ostrożność, ponieważ jest to sprawa z jednej strony spektakularna, z drugiej międzynarodowa, z szeregiem niuansów - wskazywał.

I chyba trudno się z tą opinią nie zgodzić.

Współpraca:

Ryszarda Wojciechowska

Większe mandaty, czyste lasy?

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

I na powadze zarzutów sprawa się zakończy. Zakład ?

A przy okazji - ilu ludziom polska poczta w ostatnim czasie nie przelała na konta firm kasy za rachunki ? Ja zapłaciłem 19 czerwca rachunek za telefon i do dziś pieniądze nie dotarły. Kto w dobie pandemii będzie biegał po urzędach z reklamacjami żeby się zarazić i stracić życie za kilka złotych. Może takie numery wycinają starszym bo większość jeśli stać machnie ręką i więcej na poczcie nie zapłaci.

Dodaj ogłoszenie