Wszyscy żołnierze z Nangar Kgel wyszli z aresztu

Łukasz Cieśla, Krzysztof Kowalczyk
podpis podpis podpis podpis podpis podpis podpis
Na wolności jest już cała siódemka podejrzanych. Sąd uznał, że nie będzie matactwa ze strony grupy żołnierzy.

Areszt opuścili wczoraj kapitan Olgierd C., szef bazy Wazi Kwa, ppor. Łukasz B., dowódca plutonu, który pojechał pod Nangar Khel oraz Andrzej O. i Tomasz B.

Decyzja sądu Najwyższego o zwolnieniu żołnierzy z aresztu jest ostateczna i prokuratura nie może się od niej odwołać

Wczoraj śledczy nie przyznawali się do porażki. - Nie udzielam żadnych komentarzy - mówił prokurator Karol Frankowski z Naczelnej Prokuratury Wojskowej w Poznaniu.

Wyjście żołnierzy na wolność było możliwe dzięki szybkim działaniom sądu w Warszawie oraz władz aresztów w Poznaniu i Środzie Wlkp. Po południu ze stolicy wyjechał kurier z sądowym nakazem zwolnienia żołnierzy. Po godzinie 19 pociąg przywiózł go do Poznania. Z dworca został odebrany przez żandarmów, z którymi udał się do aresztu. Jego władze przygotowały wcześniej pozostałe dokumenty. Dzięki temu żołnierze wieczorem wyszli na wolność. Czekał na nich bus z jednostki z Bielska-Białej.

- Syn zatrzyma się w Wielkopolsce u babci i dziadka. Zobaczą się po bardzo długim czasie. Potem w Krakowie, gdzie mieszkamy, odbędzie się wielkie powitanie - cieszył się wczoraj ojciec ppor. Łukasza B.

Wcześniej ciepłe powitanie mieli trzej żołnierze zwolnieni już w maju z aresztu. Jeden z nich był ponoć witany we wsi na południu Polski chlebem i solą. - Wszyscy się cieszą, że nasi chłopcy wracają do domów. Tak naprawdę dopiero teraz wojna się dla nich skończyła. Wczoraj dostałem wiele gratulacji i wyrazów wsparcia od krewnych i znajomych - cieszył się ojciec Łukasza B. Ale to nie koniec sprawy, bo żołnierzy czeka proces przed sadem.

W wyjściu na wolność pomogła opinia biegłych balistyków. W piątek trafiła ona do prokuratora, a w poniedziałek do Izby Wojskowej Sądu Najwyższego. Między innymi dlatego sąd przesunął na wtorek termin ogłoszenia postanowienia w sprawie aresztu. Chciał mieć czas na zapoznanie się z dokumentem.

Z informacji "Polski" wynika, iż eksperci byli zgodni, iż afgańskie obiekty cywilne "prawdopodobnie nie były celem ataku, a na pewno nie jedynym". Poza tym zgłosili szereg wątpliwości w sprawie funkcjonowania sprzętu.

Jeden z ekspertów, żołnierz z Wojskowego Instytutu Technicznego Uzbrojenia w Zielonce pod Warszawą, złożył zdanie odrębne od wniosków przekazanych prokuraturze. W jego opinii jest wysoce prawdopodobne, że amunicja i celownik moździerza były niesprawne. Miało to wpływ na celność oddawanych strzałów.

- Opinia balistyków na pewno ma duże znaczenie - ocenia adwokat Tomasz Krzyżanowski, jeden z obrońców. - Ponadto za nieprzedłużaniem aresztu przemawiał fakt, iż śledztwo niebawem się zakończy i wykonano wszystkie ważne czynności. Wbrew temu, co mówili prokuratorzy, nie istnieje również obawa matactwa ze strony żołnierzy. Cieszę się, że będą odpowiadać z wolnej stopy - dodaje.

Z tych powodów decyzja sądu dała nadzieję obrońcom na korzystny rozwój sprawy przed sądem. - W końcu spojrzano na sprawę chłodnym okiem. Mam nadzieję, że teraz będzie można o niej rozmawiać bez wariactw, że to była zbrodnia wojenna - ocenia mec. Adam Reichelt, który broni dwóch z podejrzanych żołnierzy. - Jeden z moich klientów stwierdził, że gdyby chciał ostrzelać cywilne zabudowania, do celu trafiłoby 18 z 24 pocisków, a nie kilka - dodaje obrońca.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie