Wszyscy radośni - kasa się zgadza

Marian Kmita
Marian Kmita
Marian Kmita Fot. Polskapresse
Wszystkim się wydawało, że Mariusz Wach pojechał do Hamburga walczyć (przegrać?) z Władimirem Kliczką przede wszystkim, by zainkasować parę groszy. No tu przesadziłem, większość z nas w życiu nie widziała takiej forsy na jednej kupce, więc chyba się opłacało. Cena za owe dudki była ogromna. Tak obitej głowy jakiegokolwiek pięściarza nie widziałem dawno. Chyba od czasu słynnych starć Andrzeja Gołoty z Riddickiem Bowe. Wtedy to, paradoksalnie zwycięski Bowe, ale zbity niemiłosiernie przez naszego Andrew, nie mógł po walce sklecić jednego zdania do mikrofonu.

Wach głowę ma twardą jak bunkier z linii Maginota. Nie tylko ustał 12 rund ciężkiego nalotu młodszego z Kliczków, ale też po walce mówił z sensem. Wypowiedź dla reportera Polsatu zaczął dość niespodziewanie od przepraszania kibiców za zawód, jaki im sprawił. Ta samokrytyka musi dziwić i rozczulać, bo w odróżnieniu od naszego samopoczucia po walce Witalij Kliczko - Tomasz Adamek teraz nikt nie może być rozczarowany. Przecież ze strachem liczyliśmy kolejne rundy i bombardowania szczęki Wacha i kiedy już widzieliśmy wielkie ciało Polaka osuwające się na matę, wtedy zazwyczaj sędzia przerywał walkę lub był gong na przerwę.

Niemniej, pan Mariusz okazał się prawdziwym bohaterem. Choć boksować, ani w obronie, ani w ataku, specjalnie nie potrafi, widać to było w jedynej ofensywnej akcji Wacha z piątej rundy, to serce do walki ma ogromne i pewnie zderzenie z lokomotywą też by przeżył. Chodzi tylko o owe bokserskie życie po życiu. Co dalej z jego karierą, ile takich łomotów może przyjąć, czego może się jeszcze nauczyć i czy w starciu z pięściarzem typu np. Davida Haye'a miałby szanse.

Nie znam odpowiedzi na te pytania i choć pan Mariusz mi zaimponował, to dopóki walczą Kliczkowie, przyszłego mistrza wagi ciężkiej raczej w nim nie widzę. Po każdej takiej walce, wspominając próby Sosnowskiego i Adam-ka, mam coraz większy szacunek do dokonań Andrzeja Gołoty. Jego cztery mistrzowskie próby jakościowo biją trzy ostatnie kolegów o kilka długości. Po latach okazuje się, że jedynym polskim pięściarzem, który powinien zostać championem w najbardziej prestiżowej wadze, był tylko pan Andrzej.

Tak czy owak niemiecko-ukraińska fabryka do robienia pieniędzy, a ostatnio, także do uprawiania polityki, działa jak dobrze naoliwiona maszyna. Więc wszyscy na skalę ambicji są zadowoleni. Wach ustał 12 rund, a Kilczko wciąż jest championem. I co najważniejsze - w obu przypadkach - kasa się zgadza.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie