Wszyscy płacą za drogą ropę

Tomasz Dominiak, Henryk Sadowski
Reuters
Wczoraj ropa naftowa znowu zdrożała, zbliżając się do poziomu 146 dolarów za baryłkę. To zaledwie o jeden dolar mniej niż wynosi ubiegłotygodniowy rekord cen tego surowca.

Analitycy są przekonani, że w najpóźniej w ciągu kilku tygodni notowania przekroczą próg 150 dolarów.

Z tak gigantycznym wzrostem cen ropy muszą zmagać się wszyscy konsumenci, i to bez względu na to, czy jeżdżą samochodem czy też nie. Rachunek jest prosty - wystarczy, że cena benzyny podskoczy na stacjach o 10 proc., a w ślad za tym inflacja rośnie niemal od razu o 0,4 proc. Na tym nie koniec.

- Wpływ drogiej benzyny na wzrost cen innych towarów i usług jest rozłożony w czasie nawet na kilka kwartałów - twierdzi Jacek Wiśniewski, główny ekonomista Raiffeisen Bank Polska. Oznacza to, że wraz z cenami na stacji prędzej czy później analogiczne wzrosną koszty transportu żywności, taksówek czy komunikacji miejskiej. Nawet chleb dowożony do sklepu samochodem dostawczym będzie więc droższy o co najmniej kilkanaście groszy.

Tymczasem na stacjach ma być jeszcze drożej. Zdaniem Urszuli Cieślak, analityka rynku paliw z firmy Reflex, baryłka ropy może wkrótce osiągnąć cenę 170 dolarów. - Ropa będzie tyle kosztować, jeśli zaostrzy się konflikt między USA a Iranem - uważa Cieślak. Według niej przy tym pułapie cena litra benzyny w Polsce wzrośnie z 4,7 zł obecnie do 5,20 zł, a oleju napędowego z 4,7 do 5,3 zł, pod warunkiem jednak, że utrzyma się obecny kurs dolara do złotego. - Mocny złoty chroni polskich kierowców. Dzięki niemu od początku roku benzyna w Polsce zdrożała o 9 proc., a olej napędowy o 17 proc. Podczas gdy w Stanach Zjednoczonych odpowiednio o 32 proc. i 42 proc. - podkreśla anali-tyczka Refleksu.

Zdaniem Andrzeja Szczęśniaka, niezależnego eksperta rynku paliw, w tej chwili możliwy jest każdy scenariusz. - Baryłka ropy zarówno może zdrożeć do 200 dol., jak i stanieć do 100. Jedyna nadzieja, że przy pesymistycznym scenariuszu jednocześnie dolar stanieje do 1,5 złotego, a wtedy ceny paliw na stacjach mogłyby się utrzymać na obecnym poziomie - uważa Szczęśniak.

Najgorsze jest to, że nikt nie wie, jak zaradzić drożyźnie. Rząd rozkłada ręce. - Nie da się skutecznie przeciwdziałać wysokim cenom ropy, skoro zawirowania na tym rynku mają charakter sezonowy i spekulacyjny - mówi Krzysztof Żuk, podsekretarz stanu w Ministerstwie Skarbu nadzorujący polskie spółki przemysłu naftowego, takie jak PKN Orlen czy Lotos. Jedyną możliwością szybkiego zbicia cen na stacjach byłoby obniżenie akcyzy na benzynę, ale Ministerstwo Finansów nie chce tego zrobić w obawie przed spadkiem dochodów budżetowych.

Sytuacja jest poważna, gdyż droga ropa dławi nasz wzrost gospodarczy. Konsumenci wydają bowiem więcej na paliwo i zaciskają pasa. A to właśnie głównie konsumpcja napędza w ostatnich miesiącach naszą gospodarkę. Obecnie prognozy mówią o wzroście naszego PKB o 5,5 proc. w tym roku. Jeśli jednak ropa dojdzie do 200 dolarów za baryłkę, to z pewnością wzrost spadnie do 5-5,2 proc. Firmy będą więc mniej chętnie niż dotychczas podwyższać nam pensje czy zatrudniać nowych pracowników.

Przy obecnej cenie ropy dobre perspektywy mają za to inwestycje w jej wydobycie. Grupa Lotos chce zwiększyć wydobycia w rejonie Bałtyku z obecnych 186 tys. do 1 mln ton ropy rocznie. Ale to tylko kropla w morzu potrzeb. Rafineria w Gdańsku przerabia rocznie prawie 7 mln ton ropy i nawet wtedy większość z niej będzie musiała importować. W tym roku prace związane z poszukiwaniem złóż ropy na Lubelszczyźnie planuje tak-że rozpocząć PKN Orlen. Krajowe wydobycie nie wpłynie na spadek cen paliw, bowiem polskie koncerny, które się tym zajmują - Orlen, Lotos czy PGNiG, są spółkami giełdowymi i w pierwszej kolejności dbają o interesy akcjonariuszy, a nie konsumentów.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gandharwa
...a nie tylko konsumenci.
Czy pamięta może ktoś ceny paliw nad Bałtykiem w Polsce dokładnie rok temu, w drugiej połowie lipca? Niejednokrotnie trzeba było zapłacić ponad 5 PLN za litr Pb95. Koncerny paliwowe tłumaczyły to "dramatycznym wzrostem" cen ropy na rynkach ( Brent w Londynie ). I rzeczywiście, ceny gwałtownie wtedy podskoczyły z ok 60 dol. za baryłkę do 78 dol. Czyli połowę tego co dziś. Oczywiście kurs PLN wobec dolara sie umocnił ( w lipcu 2007 płaciło się 2,79 PLN/dol, teraz 2,04 PLN/dol ) jednak tylko o 1/4 wartości.
Przeliczając cene Pb95 w Polsce na dolary, w ciagu roku nastąpił wzrost o 28% z 1,79dol/litr ( 5 PLN ) do 2,30 dol./litr ( 4,7 PLN ). Cena ropy wzrosła o 100% ( 75dol-150dol)
Akcyzy rząd przez ostatni rok nie obniżył, gdzie więc podziało brakujące 75% nominalnej podwyżki cen benzyny w dol, jaka powinna nastąpić w przeciągu ubiegłego roku? Proszę samemu sobie odpowiedzieć....

W tzw. "mixie energetycznym" ( mieszanka różnych źródeł energii dla zaspokojenia zapotrzebowania energetycznego ) Polska nie stoi źle, gdyż doskonała większość energii pozyskujemy z węgla ( 61% ), którego jesteśmy producentem. Inne nośniki energii, które jesteśmy zmuszeni importować po galopujących cenach światowych, zużywamy w mniejszym stopniu : ropa pokrywa 22% naszego zapotrzebowania energetycznego a gaz ziemny 11 %. Inne kraje EU ( poza krajami basenu Morza Północnego )nie mają już tak dobrze: Francja, mimo wielkich inwestycji w energetykę jądrową jest uzależniona odpowiednio w 33 i 14 % od importu ropy i gazu, Niemcy w 36 i 23 %. Wzrost spekulacji na rynku ropy naftowej dotknie te gospodarki z całą pewnością mocniej niż Polskę. Już pisze się, że od stycznia 2008 roku niemieccy konsumenci musieli dodatkowo wyłożyć 25 mld eur na nośniki energii.

W Polsce smuci tylko słaby rozwój energii odnawialnych, w szczegolnosci biomasy. Skoro nawet w dużej części półpustynna Turcja nas w tym względzie przegoniła ( w ich mixie energetycznym biomasa stanowi 7,5 % !!!! ) to nie wystawia to dobrej oceny wicepremierowi z PSL..

pzdr ste-silesia.org
Dodaj ogłoszenie