Wszyscy jesteśmy biało-czerwoni

Paweł Zarzeczny, Robert Małolepszy
Dzięki futbolowi znamy własne barwy i hymn, dzięki niemu jesteśmy jedną drużyną. I znamy smak łez. Łez smutku i łez radości

O futbolu można patetycznie. Że to nie wojna, ale coś znacznie poważniejszego. Nie wierzycie? To otwórzcie oczy i rozejrzyjcie się wokół siebie. Wszędzie jest biało-czerwono. To festiwal polskości, jaki może wyzwolić jedynie sport, a piłka nożna w szczególności. Współczesny dziw natury. Dziw ludzkiej psychiki. Niewytłumaczalna zagadka.

Kiedy Polacy wywieszają narodowe barwy? Czy może w święta państwowe? Nie. Tylko w dni meczów kadry. A kiedy Polak śpiewa hymn? Wyłącznie kiedy widzi narodową drużynę na boisku.

To zastanawiające, bo przecież tak na co dzień nie przywiązujemy zbyt dużej wagi ani do sportu, ani do narodowych symboli. Tymczasem jutro 0 20.45 wszyscy staniemy się małymi, rozmarzonymi chłopcami, a nasz świat skurczy się do wymiarów siedem i pół metra na dwa i pół... Skurczy się do rozmiarów bramki, w której stanie Artur Boruc. Albo bramki, do której pomknie z piłką Ebi Smolarek.

My rozpoczynamy naszą akcję: "Jesteśmy biało-czerwoni". Od samego rana nie wstydźmy się połączyć z drużyną. Koszulka i szalik już podczas ostatniego mundialu przestały być synonimem kibola. 40 tysięcy Polaków podczas meczu z Ekwadorem, 20 tysięcy, gdy biliśmy się z Niemcami i niemal wyłącznie biało-czerwony stadion, gdy wygraliśmy z Kostaryką, to dowód, że potrafimy się zjednoczyć, ale też świetnie się bawić.

Niech tak będzie podczas zaczynającego się dziś Euro. Klegenfurt i Wiedeń z całą pewnością staną się w dniach meczów drużyny Beenhakkera polskimi miastami.

Ale niech biało-czerwona fala zaleje ulice wszystkich miast i wsi od Odry po Bug. Nie wstydźmy się być biało-czerwonymi. W pracy, w szkole, na zakupach.

Do naszej akcji przyłączył się prezydent RP Lech Kaczyński. Obiecał, że pozwoli swoim podwładnym przyjść w niedzielę i czwartek do pracy w biało-czerwonych barwach. Wszyscy będą mogli obejrzeć starcie z Niemcami.

A będzie to mecz z gatunku tych, podczas których odkłada się wszystkie sprawy, zakłada szalik, żonom wyjaśnia podstawowe reguły (choć często znają je lepiej od mężów!), a dzieciom opowiada się - ja to kiedyś grałem! No i ściska się kciuki, a na końcu płacze. Polski kibic najczęściej płacze ze smutku. I pewnie dlatego tak cholernie pragniemy łez radości. Radości z ogrania wspaniałej jedenastki Niemiec.

Nie jest to nieprawdopodobne, bo w piłce możliwe jest wszystko. Legendarny Kazimierz Górski w ciągu dwóch lat ograł w meczach o punkty kolejno Anglię, Argentynę, Włochy, Brazylię i Holandię! Gdy bohaterowie wracali, warszawskie ulice tonęły w kwiatach. Tak Polacy witali tylko swojego papieża. Dziś chcieliby tak powitać Leo Beenhakkera.

Akcja "Cała Polska kibicuje", której patronuje nasza gazeta, okazała się hitem. Czy tylko futbol nas łączy? Na pewno nie, ale on szczególnie. Nie liczy się wiek, płeć, poglądy polityczne, nawet codzienne dolegliwości wydają się mniejsze.

Biało-czerwony sen niech więc trwa jak najdłużej. Z Niemcami jak nic wygramy 3:1. I żeby tylko nie obudził nas mocny głos: "A marchewkę kupiłeś? Marchewkę!".

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie