Wstydliwy problem Kościoła: Temat alkoholizmu księży okrywa zasłona milczenia

Anna J. Dudek
Do kamienowania księży alkoholików jesteśmy pierwsi. Do próby zrozumienia ich sytuacji i pomocy - już nie. Kościół zaś udaje, że problemu nie ma - pisze Anna J. Dudek.

Alkoholizm nie budzi społecznej empatii. Pół biedy jednak, kiedy pije pisarz. Stolarz. Elektryk albo prawnik. To nam się nie podoba, traktujemy to jako objaw słabej woli ("Dla mnie alkoholizm to nie jest choroba. Dla mnie jest to słaba wola (...) Owszem, to nałóg bardzo silny, cholernie silny. Uważam jednak, że każdy ma wolę i samokontrolę. Dla mnie nie ma alkoholizmu, jest pijaństwo" - pisze autorka recenzji książki "Wyznania księży alkoholików" Stanisława Zasady na stronie http://przyaromaciekawy.blogspot.com). Ale ksiądz, który pije? Ten sam, który grzmi z ambony, ten sam, który święci koszyczki wielkanocne, który spowiada parafian? O, tu cierpliwość społeczna się kończy. Na alkoholizm wśród księży przyzwolenia nie ma. Ksiądz ma świecić przykładem. Nie mieć słabości. I poza mszalnym winem alkoholu do ust nie brać.

Problem zamiatany pod dywan

To jednak, że - jak pokazuje przypadek biskupa Piotra Jareckiego, który mając prawie 3 promile alkoholu we krwi, spowodował wypadek samochodowy - zdecydowanie potępiamy problem alkholizmu wśród duchownych, nie znaczy, że sam problem znika.

Wokół księży alkoholików panuje tabu, które w dużej mierze jest wynikiem działań Kościoła. A raczej - braku działań, Kościół bowiem dzielnie udaje, że problemu nie ma.

Zamieciony pod dywan kurii, parafii czy diecezji został tam porzucony, żeby wypływać tylko przy okazji spektakularnych wydarzeń, jak wypadek spowodowany przez biskupa Jareckiego.

Wtedy podnosi się narodowe larum, dziennikarze grzmią, publicyści piszą, a Kościół... cóż, Kościół milczy. Sprawy nie chcą komentować hierarchowie, rzecznik episkopatu ani nawet szeregowi księża. Ci ostatni trochę z poczucia solidarności, a trochę ze strachu.

Jednym z niewielu duchownych, którzy otwarcie podejmują ten temat, jest ks. kanonik Wiesław Kondratowicz, proboszcz parafii pw. św. Bartłomieja w Kowalewie, który od prawie 20 lat prowadzi w Kowalewie Diecezjalny Ośrodek Duszpasterstwa Trzeźwości. Ks. Kondratowicz, który sam jest trzeźwym alkoholikiem, chce pomagać (i pomaga) duchownym, którzy zmagają się z problemem, który sam dobrze zna.

Ksiądz na terapii

Kiedy jednak dzwonię, żeby z nim porozmawiać, uprzejmie, ale stanowczo odmawia rozmowy, mówiąc, że owszem, możemy na ten temat podyskutować, ale nie w kontekście sprawy biskupa Jareckiego i związanego z tym skandalu.

- Muszę opiekować się 700 kapłanami, kórych miałem i mam pod opieką - tłumaczy.

W Polsce jest 30 tysięcy księży. Kilka zaledwie ośrodków terapeutycznych dla duchownych - jeden w województwie lubelskim, jeden w Kowalewie, kilka innych, rozsianych po kraju, często zakonspirowanych.

To pokazuje skalę problemu - na leczenie trafia tylko niewielki procent duchownych, którzy mają problem z alkoholem. - Trudno jednak realnie to oszacować, bo oficjalnych danych brakuje - mówi ks. Kazimierz Sowa, redaktor naczelny kanału Religia.tv.

Upadek autorytetu

Dodaje, że nie dziwi go szerokie echo, jakim odbił się wypadek biskupa Jareckiego. - Duchowni to osoby, które pełnią funkcje zaufania publicznego, dlatego zawsze są narażone na krytykę bardziej niż inni. W przypadku biskupa sprawa jest, oczywiście, jeszcze poważniejsza, ponieważ to osoba, która powinna być autorytetem zarówno w sprawach wiary, jak i moralności - mówi ks. Sowa. - To dlatego krytycy Kościoła mają taką pożywkę, bo wizerunek Kościoła został poddany w wątpliwość - dodaje.

Ogólnonarodową debatę, zainicjowaną przez spowodowany po pijaku przez księdza Jareckiego wypadek, przeżywają wszyscy. Ci, dla których Kościół jest ostoją wiary i moralności, boleśnie to odczuwają, nie brakuje jednak i tych, którym sprawa dostarczyła argumentów na "nie".

W chórze oburzonych głosów niewiele jest jednak tych, którzy sytuacją cierpiących z powodu alkoholizmu księży się przejmują. Nie ma głosów zastanawiających się nad powodami, dla których duchowni sięgają po kieliszek. Może to samotność, może nieumiejętność radzenia sobie z przerastającycmi ich sytuacjami. - Nie wiem, czy akurat wymieniłbym samotność jako jeden z powodów, dla których takie sytuacje mają miejsce w środowisku księży - mówi ks. Sowa. - Ale na pewno warto zastanowić się nad tym, że ksiądz może cierpieć z powodu niemożności poradzenia sobie z frustracjami, których doświadcza, także dlatego, że jest obciążony odpowiedzialnością za innych.

Wstyd i boża bojaźń

Faktem jest także, że poza nielicznymi ośrodkami, które zapewniają pijącym duchownym profesjonalną pomoc, czy grupami wsparcia, ksiądz jest ze swoim problemem zostawiony sam sobie. I dlatego, że często wstydzi się swojej słabości, i dlatego, że brakuje instytucji, które mogłyby mu pomóc uporać się z problemem. - W każdej diecezji funkcjonuje tzw. opieka duchowa, duchowy ojciec, z którym młody ksiądz może omawiać swoje problemy, jednak w praktyce nie zawsze to działa - mówi ksiądz Sowa. - Ważnym aspektem jest też wstyd, bojaźń - bo co ludzie powiedzą, kiedy się okaże, że ksiądz jest słaby, więc ksiądz pociesza się, że może nie jest z nim jeszcze tak źle - ksiądz Sowa wylicza powody, dla których księża pogrążają się w alkoholizmie.

Wstyd przed samym sobą, że ksiądz, a taki słaby. Bo pije. Strach przed szukaniem pomocy, bo a nuż ktoś się dowie, i co wtedy? Co ludzie powiedzą?

Potwierdzenie, że tak właśnie jest, można znaleźć na stronie internetowej Salwatoriańskiego Ośrodka Szkoleniowo-Terapeutycznego, miejsca, gdzie funkcjonuje grupa wsparcia dla osób, które za często, mimo habitu czy sutanny, sięgają po alkohol. Grupa wyjaśnia na stronie, dlaczego wsparcie w niej mogą uzyskać tylko osoby duchowne.

"Niektórym z nas trudniej jest przełamać wstyd, lęk i różne inne bariery związane z uczestnictwem w ogólnodostępnych mityngach AA. Może to być związane z noszeniem habitu lub pełnioną funkcją społeczno-religijną. Wielu z nas czuje się bezpieczniej i spokojniej wśród swoich braci i sióstr. Zakładamy, że nasza Grupa Jordan może stać drogą do zwyczajnych wspólnot Anonimowych Alkoholików. Jest to jednak tylko pewna możliwość, wcale nie musi tak się stać. Szanujemy każdą skuteczną drogę do życia w trzeźwości".

Pomoc zamiast zsyłki

Wstydliwy sekret biskupa Piotra Jarockiego ujrzał światło dzienne, kiedy duchowny, będąc pod wpływem alkoholu, staranował swoim samochodem latarnię. "Nigdy nie powinienem prowadzić samochodu pod wpływem alkoholu. Przepraszam wszystkich, których zgorszyłem swoim czynem, a zwłaszcza przepraszam wiernych archidiecezji warszawskiej, że zawiodłem ich zaufanie" - napisał biskup Jarecki w specjalnym oświadczeniu. Oddał się też w ręce papieża, który ma zdecydować o jego dalszym losie.
Co jednak z tysiącami księży w małych i nieco większych parafiach, którzy cierpią w samotności, wstydząc się swojego problemu? Zmowę milczenia wokół tematu częściowo przełamała książka Stanisława Zasady, której autor zebrał kilkanaście opowieści księży alkoholików.

Czy przypadek biskupa Jareckiego sprawi, że Kościół przyzna, że problem istnieje, i zacznie pomagać księżom, zamiast skazywać ich na ostracyzm i zsyłkę do jakiejś zapomnianej parafii? Oby.

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Do krytyki księży to wy pierwsi czy winny czy nie to tak winni wszyscy Kapłani a czy wy wiecie że są bardzo narażeni bo codziennie podczas eucharysti piją wino mszalne trochę ale codziennie
j
jureq
, ponieważ W Eucharystii jest zapisany alkohol jako jedność z bogiem i Chrystusem co zostało potwierdzone na soborze o ile pamiętam Trydenckim w XVIw. jest to wybór na studiach kapłańskich i święceń. Św.Augustyn Ojciec kościoła to pierwszy tzw.suchy alkoholik i te tradycje są bardzo długie. A że sacrum religii nie broni kapłanów i hierarchów przed patologią, no to taka religia.
S
Sofi
To sprawa nas wszystkich ale jak my wierni mamy pomóc księżom pijącym jak Oni na plebaniach żyją w świecie samych swoich i pań, które też piją a Biskup problemu nie widzi. Pisma do nich kierowane nic nie skutkują bo są odczytane jako atak na Kościół - to oprócz modlitwy za takiego kapłana jak mamy pomóc ?
W każdej parafii powinny być grupy A.A. i modlące się na różańcach ZA DARMO nawet w takich ciągach całodobowych jakie są w Sanktuariach takich jak Licheń a Ja gdziekolwiek pisze meile z prośbą o modlitwę również w tej sprawie to zaraz otrzymuje, że mam wpłacić pieniądze.CZY W KOŃCU W KOŚCIOŁACH przecież są kółka różańcowe i inne Stowarzyszenia czy Oni nie mogą się modlić za darmo.Ale One są raczej jako pokazówki na procesjach lub innych uroczystościach a jeśli chodzi o nabór nowych osób do kółek różańcowych to w mym bydgoskim Sanktuarium jest nie możliwe tam muszą być sami swoi.Taka jest praktyka inne osoby gdy się przysiądą do różańca to są nie mile widziane. A księdza uzależnieni od alkoholu już mi wiele krzywdy zrobili a to przecież są tak jak ludzie często wartościowi i trzeba im pomóc tylko jak jest sprawą nas wszystkich zacząć trzeba od Biskupów.
k
kuba
To piano to po to by nie wszyscy mogli przeczytać.A tak naprawdę to kogo to interesuje?Wystarczy popatrzeć ilu wiernych przychodzi na Msze.
A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu Wstydliwy problem Kościoła: Temat alkoholizmu księży okrywa zasłona milczenia
l
lucyper
dajcie mi kamien na tych koniobijcow molestujacych dzieci,okradajacych staruszki
C
Ciekawy
Temat ten okrywany jest zasłoną milczenia wśród niemal wszystkich zawodów, dziennikarzy również. Co ciekawe...celebrytom (aktorom, wokalistom, muzykom) uchodzi "na sucho". Niektórzy literaci zaś robią z tego przyczynek do swojej kariery.
Dodaj ogłoszenie