Wspominając świętego pijaka Józefa Rotha

    Wspominając świętego pijaka Józefa Rotha

    Mariusz Grabowski

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Wspominając świętego pijaka Józefa Rotha

    ©Polsapresse/Archiwum

    Zaprosili mnie przed laty do Radia Bis na dyskusję o literaturze. Tematem było pisarstwo Filipa Rotha, ale że zaoceaniczny Roth niespecjalnie mnie interesuje, więc odmówiłem. Pani redaktorka od książek była telefonicznie wielce zdumiona, że ktoś nie chce na antenie popisać się złotymi myślami na temat żelaznego kandydata do Nobla. Ona: "Wie pan, że do studia przyjdzie nawet Wiesław Chełminiak?". Ja: "Zamiast o Filipie, wolałbym porozmawiać o Józefie Rocie". Ona: "Jaki znów Józef Roth? Nie słyszałam".
    Wspominając świętego pijaka Józefa Rotha

    ©Polsapresse/Archiwum

    Taka to była błyskotliwa rozmowa. Przypominam ją tylko dlatego, że PIW wypuściło właśnie powieść "Tarabas. Gość na tej ziemi", którą w 1934 roku napisał właśnie ten nikomu dziś nieznany Józef Roth. Wedle zachowanych fotografii mały pokurcz z dużą głową, idiotyczną zaczeską i groteskowymi wąsikami. Człowiek, który - prócz nieokiełznanego pociągu do wódki i dobrej wyżerki - potrafił pisać tak, że pozazdrościć mu mógłby nawet ten Roth z Ameryki, co to go wszyscy znają, a który od lat czeka bezskutecznie na obiecanego Nobla.

    Czytaj też: Pérez-Reverte i zaproszenie do Kadyksu

    Czym ultrakatolicka CK Monarchia zafascynowała żydowskiego pisarza z Brodów? Może tym, że wbrew krytykom Austro-Węgry były realnym fenomenem narodowościowym?
    Józef Wittlin, przyjaciel Rotha jeszcze ze studiów w Wiedniu u słynnego historyka literatury Walthera Brechta, a później z szeregów CK Armii, zapisał, że był to najbardziej melancholijny człowiek, jakiego znał. Ożywiał się jedynie wtedy, gdy mowa była o Monarchii, o Cesarzu albo gdy na stole pojawiała się flaszka. Stąd jego przydomki: Wielki Melancholik i Strażnik Cesarstwa Habsburgów. Ponoć gdy się upijał, wołał, że jest tylko marnym dozorcą Krypty Kapucynów, którą unieśmiertelnił zresztą w jednej ze swych trzynastu powieści.

    Czytaj też: Umberto Eco, czyli pisarz dla zwykłych ludzi

    Faktycznie, melancholii za austro-węgierskim fantazmatem aż nadto u Rotha. Można się dzisiaj dziwić, że urodzony w Brodach w 1894 roku potomek żydowskich arendarzy tak wielką miłością darzył arcykatolicką monarchię, metafizykę polsko-ukraińsko-żydowskich mieścin, galicyjskie kontrasty i dziwactwa. Ale za jego czasów nie był wyjątkiem. Zresztą i dziś znalazłoby się niemało kochanków CK Mitu. Coś w tym jest, a kto ciekaw, niech sięgnie po "Tarabasa", przypowieści o winie i odkupieniu, gdzie jak na dłoni widać wszystkie Rothowe fascynacje, a które przemądrzali krytycy literatury szufladkują pogardliwie jako "XIX-wieczny realizm psychologiczny".

    Miał krótki epizod komunistyczny, cieszył się przez moment mianem celebryty dziennikarstwa - w latach 20. był najlepiej opłacanym żurnalistą w Berlinie, a w 1924 roku trafił też z reporterską wizytą do Lwowa, skąd, ku wściekłości Polaków, pisał o pogromie, który nasi antenaci urządzili Żydom zaraz potem, jak w 1918 roku wyrwali miasto z rąk Ukraińców.

    Czytaj też: Pozostałe felietony Mariusza Grabowskiego

    Czytajcie zatem Rotha, smutnego Żyda z Brodów, który tak kochał Cesarza, że płakał, słuchając "Gott erhalte, Gott beschütze" i opróżniając kolejne kieliszki w paryskich knajpach. I który wyskoczył w 1939 roku z okna hotelu, gdy dowiedział się, że Niemcy zajęli Czechosłowację. Przy nim Filip Roth wydaje się zupełnie bezbarwny.


    Joseph Roth, "Tarabas. Gość na tej ziemi", wyd. PIW, Warszawa 2011, cena 30 zł

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (4)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Błąd

    Marlena (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    W tekście pojawił się błąd rzeczowy. Józef Roth nie wyskoczył z okna, nie popełnił samobójstwa. Zmarł prawdopodobnie na zapalenie płuc, choć w literaturze przedmiotowej pisze się otwarcie, że...rozwiń całość

    W tekście pojawił się błąd rzeczowy. Józef Roth nie wyskoczył z okna, nie popełnił samobójstwa. Zmarł prawdopodobnie na zapalenie płuc, choć w literaturze przedmiotowej pisze się otwarcie, że śmierć nastąpiła najprawdopodobniej na skutek wycieńczenia jego organizmu alkoholem. zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Hotel Savoy

    Piotr (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 44 / 44

    W czasach studenckich, po przeczytaniu HS koniecznie chciałem tam wynająć pokój, ale to były czasy PRLu, ja byłem zameldowany w Łodiz i na nic się zdało tłumaczenie zainteresowaniem literaturą......rozwiń całość

    W czasach studenckich, po przeczytaniu HS koniecznie chciałem tam wynająć pokój, ale to były czasy PRLu, ja byłem zameldowany w Łodiz i na nic się zdało tłumaczenie zainteresowaniem literaturą... Ukłony, z podziękowaniem za przypomnienie wspaniałego autora.zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Józef Roth

    Elżbieta (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 34 / 26

    Miło, że istnieją jednak ludzie odróżniający prawdziwą literaturę od miernoty.

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Wspominając....

    yss (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 50 / 33

    Józef Roth to fantastyczny pisarz. jego książki czyta się jednym them.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo