"Wróg nr 1": Film Kathryn Bigelow o więzieniach CIA w Polsce wznawia gorącą dyskusję

Barbara Dziedzic
O filmie, w którym brutalne przesłuchania więźniów odbywają się m.in. w Gdańsku, mówi cała Ameryka. Eksperci zastanawiają się, ile jest prawdy w opartym na faktach scenariuszu oraz czy jest on bezpieczny dla Polski - pisze Barbara Dziedzic

Drobna, młoda kobieta pakuje amerykański paszport, czarną perukę, dopina niewielką torbę podróżną i chwilę później leci do Polski. Maya, agentka CIA, w Gdańsku uczestniczy w brutalnych przesłuchaniach więźniów w tajnym ośrodku wywiadu. Pozwolą one później uzyskać informacje, które przyczynią się do schwytania bin Ladena. Agentka przesłuchuje przykutego kajdankami do balustrady mężczyznę.

To scena z najnowszego filmu Kathryn Bigelow, laureatki Oscara za "The Hurt Locker. W pułapce wojny" w 2008 r. Tym razem reżyserka przyjrzała się działaniom CIA, które doprowadziły do ujęcia i stracenia Osamy bin Ladena. Jedno z licznych brutalnych przesłuchać ma miejsce właśnie w Gdańsku. Amerykański widz właściwie nie wie, czy rzeczywiście w Trójmieście znajdowały się tajne więzienia, czy to jedynie filmowa kreacja, bo na początku na ekranie pojawia się informacja o tym, że film jest oparty na relacjach świadków.

- Ktoś uparł się na Polskę, bez przerwy powracając do motywu przesłuchań CIA właśnie u nas, choć wiadomo doskonale, że takich miejsc było wiele na całym świecie - ocenia płk. Aleksander Makowski, autor książki "Tropiąc bin Ladena". Były agent wywiadu, który współpracował z CIA przy operacji ujęcia terrorysty, przyznaje, że sceny przesłuchań w Gdańsku mogą potencjalnie stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa kraju, bo zawsze w takich sytuacjach istnieje ryzyko zemsty ze strony terrorystów. Co więcej, jego zdaniem nie jest właściwie możliwe, by bin Laden został schwytany dzięki informacjom amerykańskiego wywiadu, pozyskanych podczas przesłuchań. Kluczową rolę w akcji, jak podkreśla, miał odegrać wywiad pakistański, który współpracował z Amerykanami. - Choć nie można też wykluczyć, że informacje, do których dotarła autorka filmu (która powołuje się na źródła w CIA i naocznych świadków - przyp. BD), były wiarygodne - przyznaje Makowski.

W USA sprawa walki z terroryzmem ma status szczególny, dlatego od premiery filmu za oceanem wrze. Opinia publiczna podzieliła się na krytyków produkcji, czyli na przykład tych, którzy zdecydowali o nominacji filmu do Oscarów w pięciu kategoriach, i jej zdecydowanych krytyków.

Do tych ostatnich należy chociażby senator John McCain, były kandydat partii republikańskiej w wyborach prezydenckich. Wraz z dwoma innymi senatorami zwrócił się on do kierownictwa CIA z pytaniem o to, jakich dokładnie informacji udzielono producentom filmu. Agencja nie chce mieć nic wspólnego z wersją wydarzeń przedstawioną w filmie. Michael Morell, szef CIA, podkreślił, że wersja wydarzeń przedstawiona przez Bigelow jest przesadzona. Podkreślił również, że nie istnieją żadne dowody na to, by do schwytania bin Ladena doprowadziła taktyka stosowana przez jego podwładnych.

Makowski: Ktoś uparł się na Polskę. Bez przerwy powraca motyw przesłuchań CIA prowadzonych właśnie u nas, choć doskonale wiadomo, że takich miejsc było wiele na całym świecie

Film został nazwany antyamerykańskim, a pod adresem jego autorów wiele cierpkich słów padło nie tylko w USA. Główne zarzuty zbiera m.in. komentarz w formie listu, jaki na łamach brytyjskiego "The Guardian" zadedykowała reżyserce pisarka i konsultantka polityczna Naomi Wolf.
- "Pani film jest hitem. Ale sceny torturowania więźniów fałszywie uzasadniają globalną wojnę z terrorem. (...) Film jest świetnie nakręconą, dwugodzinną reklamą agentów wywiadu, którzy popełnili zbrodnie przeciwko więźniom z Guantanamo poza murami więzienia. To pokazuje jako bohaterów ludzi, którzy popełnili brutalne zbrodnie przeciwko innym ludziom ze względu ich pochodzenie - co nie jest zresztą historycznym precedensem" - napisała Wolf. W cierpkich słowach zwróciła także uwagę na problem klasyfikacji gatunku filmu Bigelow: "Twierdzi pani, że film jest oparty na prawdziwych wydarzeniach, zaś w wywiadach podkreśla, że jest mieszanką faktów i fikcji, częściowo dokumentalny. Prawdziwy, prawda, a nawet dokument to wielkie i poważne słowa" - pisze dalej Wolf.

Bigelow odpowiada krytykom: - Przedstawienie tortur nie oznacza ich poparcia. Po raz kolejny w ten sposób swojej produkcji broniła w wywiadzie dla "The Telegraph". A Mark Boal, scenarzysta, dodał: - Nie wiem, jak opowiedzieć historię bez uwzględnienia wątku tajnych ośrodków CIA, bez pokazania przesłuchań, które od początku operacji należały do metod stosowanych przez amerykański wywiad - zapewnił. Innym razem, odbierając na Manhattanie nagrodę za produkcję, scenarzysta zwrócił uwagę, że podobną do tych ze swojego filmu historię podtapiania więźniów i agenta, który w nich uczestniczył, z uwagą przeczytał w okładkowym tekście "New York Timesa".

Nie brakuje również słów uznania pod adresem twórców. "To jedno z najbardziej interesujących wyzwań intelektualnych tego roku" - napisał inny autor "Guardiana", podkreślając, że Bigelow wzbogaca historię w nowe, nieznane dotychczas fakty . "Wróg numer jeden" jest klasykiem - ocenił "Time Out".

Już niedługo okaże się, po czyjej stronie staną widzowie i krytycy w Polsce, a właściwie, czy produkcja w ogóle spotka się z zainteresowaniem opinii publicznej. Na ekranach kin będzie ją można zobaczyć od 8 lutego. Zdaniem senatora PO Józefa Piniora, byłego eurodeputowanego z ramienia Socjaldemokracji Polskiej, rzeczywiście istnieje ryzyko, że film może relatywizować sprawę tortur i dawać fałszywy obraz śledztwa. Mimo to senator ma nadzieję, że w Polsce, podobnie jak w Stanach, wywoła debatę opinii publicznej.

- Lubimy wzorować się na Stanach Zjednoczonych. Dobrze byłoby więc, byśmy wzięli z nich przykład również w sprawie debaty na temat terroryzmu i więzień CIA. Film jest dobrym pretekstem, by powrócić do sprawy, która wciąż jest ważna także dla nas - mówi "Polsce" Pinior. Na podstawie medialnych przekazów jego zdaniem można dziś ocenić, że film stawia nasz kraj w złym świetle. - Przedstawia Polskę jako bananową republikę, kraj niemalże autorytarny, w którym akceptowane są okrutne metody przesłuchań. Nie możemy zostawić tej sprawy bez wyjaśnienia - przekonuje.

Ostatnio szansa na nowe informacje w sprawie tajnych ośrodków CIA pojawiła się, kiedy Trybunał Praw Człowieka zażądał od Polski wyjaśnień w sprawie możliwości stosowania tortur. Do Strasburga poskarżył się Abd al-Rahima al Nashiri. Saudyjczyk poinformował Trybunał, że był przez pół roku torturowany i więziony. By zweryfikować prawdziwość jego oskarżeń, sędziowie poprosili o przekazanie dokumentów opisujących toczące się od pięciu lat śledztwo i ewentualnych dowodów w sprawie. Zwrócili też uwagę na powolny tok śledztwa.
Abd al-Rahima al Nashiri wraz z Abu Zubaydahem to dwaj więźniowie amerykańskiego więzienia Guantanamo, którym nadano w polskim śledztwie status pokrzywdzonych. Obydwaj twierdzą, że mogli być torturowani przez wywiad USA na terenie Polsce. We wrześniu 2012 roku okazało się jednak, że akta najprawdopodobniej nie zostaną przekazane, bo są tajne. Ministerstwo Spraw Zagranicznych poinformowało jedynie, że Trybunał zapoznał się ze stanowiskiem rządu w tej sprawie. Zostało ono utajnione na wniosek strony rządowej, która argumentowała, że ich jawność mogłaby naruszyć dobro prowadzonego śledztwa.

- Za pośrednictwem MSZ odpowiedzieliśmy, że nie przekażemy materiałów, które są opatrzone klauzulą najwyższej tajności. Przesłaliśmy tylko to, co ma charakter jawny, czyli ogólną informację o śledztwie. Kierowaliśmy się tu dobrem postępowania. To nie znaczy, że odmawiamy współpracy - tłumaczył w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" Mateusz Martyniuk, rzecznik prokuratora generalnego.

Również we wrześniu Helsińska Fundacja Praw Człowieka, która na bieżąco monitoruje sprawę tajnych ośrodków, zasygnalizowała, że ma wątpliwości co do przebiegu śledztwa. Chodziło przede wszystkim o niejasne zdaniem HFPC okoliczności odwoływania kolejnych prokuratorów zaangażowanych w sprawę. Od momentu, kiedy w lutym 2012 r. śledztwo zostało przeniesione z warszawskiej prokuratury apelacyjnej, zajmuje się nim prokuratura krakowska.

- Decyzja o przeniesieniu śledztwa w sprawie istnienia w Polsce więzień CIA do Krakowa jest co najmniej niezrozumiała, szczególnie w świetle niedawnych wypowiedzi prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta w Senacie, kiedy stwierdził, że czuje "olbrzymią, gigantyczną odpowiedzialność" za śledztwo w sprawie więzień CIA - oceniał wówczas dr Adam Bodnar. Fundacja podejrzewała, że przeniesienie postępowania mogło zostać zastosowane celowo, by opóźnić działania prokuratorów.

O wątpliwościach Fundacji Helsińskiej wiceprezes Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka poinformował niedawno Krajową Radę Prokuratorów. Ta przyjrzała się wskazanym przez Fundację procedurom. Po zbadaniu sprawy, na początku stycznia odpowiedziała, że nie zauważyła nieprawidłowości m.in. w związku z przeniesieniem śledztwa do Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie. Fundacja zapewniła, że docenia sam fakt reakcji i zainteresowanie śledczych. Adam Bodnar ocenił rozmowy jako rzeczowe i poważne.

- Z zadowoleniem przyjęliśmy wypowiedzi prokuratorów wchodzących w skład Rady, z których wynika, że śledztwo to traktują z najwyższą powagą - skomentował wiceprezes HFPC. I dodał, że jak dotąd KRP jako jedyna zajęła się sprawą, w przeciwieństwie do Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, Rzecznika Praw Obywatelskich czy Ministerstwa Sprawiedliwości.
Sprawa tajnych ośrodków CIA w Europie po raz pierwszy ujrzała światło dzienne osiem lat temu, kiedy opisała ją Dana Priest w "Washington Post". Kolejnym tropem był opublikowany w czerwcu 2006 r. raport szwajcarskiego polityka i prokuratora Dicka Marty'ego. W publikacji znalazły się nazwy Starych Kiejkut i Szyman, to znaczy miejsc, w których miały na terenie Polski lądować samoloty z zakładnikami oraz w których więźniowie mieli być przetrzymywani. Na liście kluczowych dokumentów trzeba wymienić jeszcze raport komisji Parlamentu Europejskiego z 2007 r. Polska została w nim wymieniona jako kraj, w którym "przypuszczalnie w latach 2002-05" działało "co najmniej jedno tajne więzienie". Parlament Europejski zarzucił w tym dokumencie zarzuty w sumie 17 europejskim krajom.

Polska odpiera zarzuty, obstając przy stanowisku, że w Szymanach miały miejsce wyłącznie międzylądowania amerykańskich samolotów. Te zostały zarejestrowane w oficjalnym rejestrze lotów z Szyman w 2003 r. - wynika z niego, że samoloty amerykańskie lądowały tam co najmniej sześć razy. Zgodnie z informacjami Straży Granicznej, do których dotarła HFPC, między grudniem 2002 a wrześniem 2003 r. siedmioma samolotami przewieziono do Szyman 20 osób z Afganistanu, Dubaju i Maroka.

Zdania polityków co do tego, jak powinny się potoczyć losy sprawy tajnych ośrodków amerykańskiego wywiadu w Polsce choć podzielone, są raczej zachowawcze. I tak prezydent uważa, że sprawę należy wyjaśnić. - Domagałem się swego czasu rzetelnego śledztwa w tej sprawie, bo oczywiście chodzi o dobre imię Polski. Sprawa jest drażliwa, kłopotliwa i być może bolesna także dla państwa polskiego, no ale po to są organa ścigania, by to wyjaśnić - komentował w zeszłym roku prezydent Bronisław Komorowski.

Innego zdania jest Leszek Miller (SLD). Były premier po tym, jak "Gazeta Wyborcza" poinformowała o postawieniu zarzutów przekroczenia uprawnień oraz naruszenia prawa międzynarodowego dotyczące przetrzymywania w Polsce więźniów CIA byłemu szefowi Agencji Wywiadu Zbigniewowi Siemiątkowskiemu, nazwał działania prokuratorów "zaproszeniem terrorystów do Polski". Aleksander Kwaśniewski uważa natomiast, że choć istniała w tamtym okresie polska współpraca z amerykańskim wywiadem, więzień nie było. Były prezydent uważa, że jeśli kogoś należy pociągać do odpowiedzialności w sprawie tajnych działań CIA w Polsce, winnych należy szukać po stronie USA.

Barbara Dziedzic

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie