Wyszukiwarka wyborcza

Wybory Parlamentarne

Sprawdź wyniki wyborów w Twoim okręgu

Wrocław: Koronawirus w sanepidzie! Kwarantanna pracowników, w tym dyrektora

Marcin Rybak
Lukasz Gdak
Urzędniczka wrocławskiego sanepidu jest zarażona koronawirusem. Odwołano drugą zmianę - pracownicy z powodu epidemii mieli pracować do godz. 22, ale biura zamknięto. Cześć pracowników została odesłana do kwarantanny domowej, a część będzie jutro w pracy choć „pod nadzorem epidemiologicznym”. Przechodzą badania mające wykazać, czy też nie zostali zarażeni.

O ile osób chodzi? Dyrektor wrocławskiego sanepidu Paweł Wróblewski nie odpowiedział nam na to pytanie. Według nieoficjalnych informacji, może to dotyczyć do dziesięciu osób. Wiemy, że wśród osób na kwarantannie jest sam dyrektor Paweł Wróblewski.

Zakażoną koronawirusem ma być kobieta pracująca w biurach przy ul. Pretficza.
Dyrektor wrocławskiego potwierdził portalowi GazetaWroclawska.pl, że dzisiaj dostał informację o zarażeniu pracowniczki. „Podjęto stosowne działania zapobiegawcze” – napisał w mejlu wysłanym do naszej redakcji.

Sanepid to jedna z ważniejszych instytucji w czasie epidemii. To jego pracownicy badają źródła kolejnych zakażeń, docierają do osób które mogły mieć kontakt z zakażonymi, decydują kto powinie zostać poddany kwarantannie. To wreszcie powiatowy sanepid wskazuje, komu powinny zostać w pierwszej kolejności wykonane testy na obecność koronawirusa. To szybkie ustalenia i decyzje sanepidu mogą wpłynąć na ograniczenie epidemii. Na ile ujawniony przypadek zakażeń utrudni pracę wrocławskiego sanepidu? Na to pytanie nie dostaliśmy odpowiedzi.

To ważne, zobacz!

Nie przegap tych informacji

Oficjalnie: Andrzej Duda prezydentem na kolejne 5 lat

Wideo

Materiał oryginalny: Wrocław: Koronawirus w sanepidzie! Kwarantanna pracowników, w tym dyrektora - Gazeta Wrocławska

Komentarze 10

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

A wyników badań już nie podacie?

G
Gość

Brawo, brawo! Rząd świetnie sobie radzi :)

M
Marco

Pewnie za długo chodził po parku i się od drzew pozarażał.

W końcu banda Kaczyńskiego uważa, że to największe zagrożenie, a nie brak wyposażenia służb państwowych.

G
Gosc

Sanepid ignoruje różne zarazy i epidemie,urzędnicy też ignorują takie groźne dla zdrowia przypadki np na ul. Stablowickiej 119 w budynku socjalnym mieszka mega patologia która sra na klatce schodowej nie wspominając już o [wulgaryzm] wspólnym WC wsod takich ludzi mieszka rodzina która nie jest patologia ale muszą tak wegetować i dzielić ten syf i tracić zdrowie psychiczne i fizyczne jak chcieli zrobić swoją łazienkę z WC to wrzednicy nie wyrazili zgody dlaczego się pytam jest XXI wiek.to jest Ku.....wa dramat.

G
Gość

Skandal! W takich warunkach we Wrocławiu leczą dzieci z astmą i alergią

Agata Grzelińska24 września 2014

Nie wyobrażam sobie, żeby takie warunki panowały w uniwersyteckim szpitalu w XXI wieku. Nie ma odpowiedniej izolatki. Linoleum położono na podłoże, które mogą penetrować drobnoustroje. Brakuje wentylacji i solidnego zabezpieczenia okien. To jest kpina z przepisów albo drastyczny wyraz niewiedzy osób odpowiedzialnych za remont oddziału dla dzieci wrażliwych na alergie - mówi profesor Gładysz.

Dyrektor Nowicki dodaje, że warunki na Chałubińskiego są lepsze niż były na Wrońskiego. O sprawę postanowiliśmy więc zapytać także rektora Uniwersytetu Medycznego prof. Marka Ziętka.

- Szkoda, że pacjenci, którzy się skarżą na warunki w klinice na ul. Chałubińskiego, nie byli na Wrońskiego. To jest jak przesiadka z malucha do mercedesa - mówi rektor Ziętek. - Byłem w obu szpitalach i daję słowo, jako rektor i jako Marek Ziętek, że na Chałubińskiego jest lepiej. Gdyby było jakiekolwiek zagrożenie dla pacjentów, to sanepid nie zaakceptowałby tego budynku.

Rektor sugeruje, że jedynym problemem jest niezadowolenie szefa kliniki. - Profesor Boznański jest aferzystą. Sprawa może się skończyć tym, że zrezygnujemy z działalności kliniki pana profesora i przekażemy pacjentów do szpitala na Koszarową - dodaje prof. Ziętek.

W wypowiedziach władz uczelni i szpitala jak mantra pojawia się argument, że wszystko zaakceptował sanepid. - Jest program dostosowawczy. W większości pomieszczeń spełnione są podstawowe wymagania. Nie ma ryzyka epidemiologicznego większego niż w innych szpitalach - mówi dr Dariusz Wewerko, kierownik Oddziału Epidemiologii Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej we Wrocławiu. - Wentylacja jest jaka jest, ale gdzieś przecież ci pacjenci muszą być leczeni. Dla dobra społecznego czasem na pewne rzeczy trzeba przymknąć oko.

G
Gość
2 kwietnia, 23:46, Info z pierwszej ręki :):

!! Zapraszam Państwa serdecznie do przeczytania kilku ciekawostek dotyczących zaistniałej sytuacji i życzę interesującej lektury !!

1. We Wrocławiu mamy dwa oddziały powiatowej stacji sanitarno-epidemiologicznj, jedna znajduje się na Pretficza a druga przy ulicy Kleczkowskiej.

2. W każdej ze stacji pracuje po kilkudziesiąt osób (dwie stacje to spokojnie ponad 100 pracowników.)

3. Zarażona Kobieta pracuje w stacji znajdującej się przy ulicy Pretficza.

4. Dyrektor Wróblewski jest zarządcą obu obiektów.

5. To, nie kto inny jak dyrektor postanowił w ostatnim czasie, aby pracownicy z oddziału na Kleczkowskiej udali się w celu wsparcia do oddziału przy ulicy Pretficza z którego pochodzi zarażona kobieta. "Bardzo sprytny ruch podczas epidemii" Tym samym, swoją decyzją naraził pracowników obu oddziałów na zarażenie się koronawirusem.

6. Co więcej warto wspomnieć również o nie przestrzeganiu standardów w oddziałach "sanepidu" w których nie ma maseczek ani rękawiczek dla pracowników. Brakuje również środków odkażających, 2 zbiorniki ze wspomnianymi środkami znajdują się na parterze w PIĘCIO-PIĘTROWYM budynku oddziału przy ul. Kleczkowskiej. Przycisk w windzie chyba trzeba naciskać łokciem, bo rękawiczek przecież też brakuje.

Ot widzisz, pod latarnią najciemniej. Niestety.

Z bratnim pozdrowieniem...

I
Info z pierwszej ręki :)

!! Zapraszam Państwa serdecznie do przeczytania kilku ciekawostek dotyczących zaistniałej sytuacji i życzę interesującej lektury !!

1. We Wrocławiu mamy dwa oddziały powiatowej stacji sanitarno-epidemiologicznj, jedna znajduje się na Pretficza a druga przy ulicy Kleczkowskiej.

2. W każdej ze stacji pracuje po kilkudziesiąt osób (dwie stacje to spokojnie ponad 100 pracowników.)

3. Zarażona Kobieta pracuje w stacji znajdującej się przy ulicy Pretficza.

4. Dyrektor Wróblewski jest zarządcą obu obiektów.

5. To, nie kto inny jak dyrektor postanowił w ostatnim czasie, aby pracownicy z oddziału na Kleczkowskiej udali się w celu wsparcia do oddziału przy ulicy Pretficza z którego pochodzi zarażona kobieta. "Bardzo sprytny ruch podczas epidemii" Tym samym, swoją decyzją naraził pracowników obu oddziałów na zarażenie się koronawirusem.

6. Co więcej warto wspomnieć również o nie przestrzeganiu standardów w oddziałach "sanepidu" w których nie ma maseczek ani rękawiczek dla pracowników. Brakuje również środków odkażających, 2 zbiorniki ze wspomnianymi środkami znajdują się na parterze w PIĘCIO-PIĘTROWYM budynku oddziału przy ul. Kleczkowskiej. Przycisk w windzie chyba trzeba naciskać łokciem, bo rękawiczek przecież też brakuje.

d
drwal

Czyli ta część pracowników, która będzie jutro w pracy choć „pod nadzorem epidemiologicznym”, będzie jeździć po mieście i być może zarażać kolejnych mieszkańców?

Po co oni w ogóle mają do pracy jeździć?

Przecież wypisywać druczki i odbierać telefon mogą równie dobrze z "home office".

G
Gość

Sam wróblewski czy dziesięć osób sanepid [wulgaryzm] porażka

G
Gość

No wypas, przecież Wróblewski codziennie w Wojewódzkiej...

Oj będzie ciekawie!

Dodaj ogłoszenie