18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Wrocław. Interdyscyplinary Fringe Festiwal rusza 14 września

Lidia Raś
Teatr Montownia
Teatr Montownia Mat. prasowe IFF
Udostępnij:
- Festiwal w Edynburgu ma ponad 60 lat, ale gdy zaczynał, zaprezentowano na nim 7 spektakli. Na nasz Interdyscyplinarny Fringe Festival we Wrocławiu zgłosiło się 50 zespołów i wykonawców, więc jak na pierwszą edycję nie jest źle - mówi Anna Wołek, dyrektor Centrum Sztuki Impart. Początek festiwalu już 14 września.

Lidia Raś: Co takiego jest we Wrocławiu, że przyciąga tak wiele festiwali z najwyższej półki? Najnowszy jest Pani dziełem: Interdyscyplinarny Fringe Festival - Wrocław.
Anna Wołek: Sama się zastanawiam, ale sądzę, że istotna jest przychylność prezydenta miasta, który nie ogranicza i pozwala działać. Trzeba pamiętać, że nasze działania artystyczne dotowane są głównie ze środków miejskich. Władze Wrocławia przyglądają się nam i chyba mają zaufanie. Sama tego doświadczam. Mieszkam we Wrocławiu od dwóch lat. Od dwóch lat jestem dyrektorem Centrum Sztuki Impart i mogę tylko dobre rzeczy powiedzieć o naszej współpracy z miastem. We Wrocławiu jest dobra energia, dlatego festiwale z innych miast przenoszą się do Wrocławia. Myślę też, że położenie Wrocławia na granicy kilku kultur i państw, ta mieszanka kulturowa, wpływa na tworzenie się zaczynu, do powstawania nowych rzeczy.

Pani też udzielił się genius loci? Zaledwie dwa lata temu została Pani dyrektorem naczelnym i artystycznym Centrum Sztuki Impart, a już próbuje Pani zrobić z Wrocławia mały Edynburg. Wysoko postawiona poprzeczka, choć jeśli przyjrzeć się Pani zawodowej drodze, to można spodziewać się sukcesu.
Mnie się jakoś tak to wszystko w życiu ułożyło. Tak naprawdę moim jedynym
planem było zostać kiedyś kierownikiem literackim w którymś z teatrów. Ale ponieważ trochę podróżowałam po świecie, zdarzały mi się różne okazje. Byłam chyba zawsze w dobrym miejscu i w dobrym czasie. Zostałam np. pierwszym nie anglojęzycznym pracownikiem redakcji "The Economist" w Londynie; z konkursu, z ogłoszenia w gazecie! Zostałam tam na ponad 10 lat. Pracowałam też w radiu Wolna Europa, w wolnych chwilach zajmowałam się archiwum Mariana Hemara, po powrocie do Polski pracowałam w banku inwestycyjnym i telefonii komórkowej, zaproponowano mi pracę w dziale ekonomicznym w ambasadzie polskiej w Dublinie. Doświadczenie dyplomatyczne i dziennikarskie przydają mi się do dzisiaj.

Organizując pierwszą edycję Interdyscyplinarnego Fringe Festiwalu (IFF) we Wrocławiu, zdecydowała się Pani sięgnąć do idei kultowego Fringe Festiwalu w Edynburgu. Zadanie trudne, bo fringe w nazwie zobowiązuje, jednoznacznie kojarzy się z kultowym festiwalem w Edynburgu, przyciągającym tłumy, które mogą obejrzeć nawet kilka tysięcy rozmaitych projektów z różnych dziedzin sztuki.
Festiwal w Edynburgu nie jest licencjonowany, nie musimy robić kalki. Każde miasto na świecie może sobie taki festiwal zorganizować. Fringe ma Budapeszt, Nowy Jork, Sydney i wiele innych miast na wszystkich kontynentach. Trzeba pamiętać, że festiwal w Edynburgu ma ponad 60 lat, ale gdy zaczynał, zaprezentowano na nim 7 spektakli. Na nasz IFF zgłosiło się 50 zespołów i wykonawców, więc jak na pierwszą edycję nie jest źle. Wiem, że to duże przedsięwzięcie, że to eksperyment, a polscy twórcy nie są przyzwyczajeni do wolnego rynku, do tego, że muszą sami powalczyć o zaistnienie, więc czasem mam obawy, czy moja decyzja o organizacji takiej imprezy we Wrocławiu nie wynika z mojego braku wyobraźni? Tak naprawdę wszyscy ryzykujemy: i my - organizatorzy, i artyści. Nikt nie wie czego się spodziewać, czy będzie widownia, czy ta formuła spodoba się wykonawcom. Ale mam nadzieję, że będą kolejne edycje.

 / Fot. plakatFestiwale Fringe z założenia szukają alternatywy zarówno dla komercyjnej popkultury, jak i dla tzw. sztuki wysokiej.
Nie do końca. Niewątpliwie jest to sztuka poszukująca, ale w tym naszym eksperymencie pojawią się wydarzenia szalenie eklektyczne, np. wystawa obrazów realistycznych i taki "po bożemu" wystawiony Fredro oraz multimedialny performance. Najważniejsze w IFF jest to, że nie ma ograniczeń, nie ma selekcji, jak to jest na innych festiwalach. Ci, którzy się zdecydowali, przyjeżdżają co prawda na własny koszt, ale my zapewniamy zaplecze techniczne (inaczej niż w Edynburgu, gdzie płaci się wpisowe, choć poza kawałkiem sceny nic więcej się nie otrzymuje), miejsce występu, nieodpłatną promocję w materiałach internetowych i drukowanych. Imprezy będą się odbywały w pięciu lokalizacjach: Centrum Inicjatyw Artystycznych będzie miejscem przede wszystkim projektów tanecznych, klubokawiarnia Mleczarnia - gościć będzie wydarzenia teatralne i teatru tańca, klub Zaklęte rewiry, bardzo fin de sieclowy w wystroju - projekty muzyczne, podobnie jak klub muzyczny Puzzle, i klub Nietota, który zaprezentuje także kabarety. Wszystkie imprezy są biletowane, więc, podobnie jak w Edynburgu, wykonawcy mogą liczyć na podział zysków. Nie płacimy honorariów. Trzeba zaryzykować, pokazać się, wolny rynek funkcjonuje przecież także w sztuce.

W ramach festiwalu zaplanowano dwa nurty: główny i offowy. Kogo możemy się w nich spodziewać?
Artystów nurtu głównego zapraszaliśmy my sami - czyli jest to formuła festiwalu międzynarodowego w Edynburgu. Mamy więc Teatr Wierszalin, z czego bardzo się cieszę, bo przyjedzie z najnowszą swoją produkcją "Traktat o manekinach". Poza tym Wierszalin kiedyś święcił triumfy w Edynburgu, więc tworzy się pewna klamra. Będzie John Moran z USA, który kilka lat temu był objawieniem w Edynburgu, wyznaczył nowe kierunki w sztuce performatywnej. Będziemy gościć Teatr Montownia, pierwszy teatr, który spróbował sam zaistnieć, bez instytucjonalnego zaplecza. Ogromnie cenię Teatr Konsekwentny, więc cieszę się, że pokaże on na IFF "Kompleks Portnoya". To są prawdziwi pasjonaci, którzy choć mają siedzibę w Starej Prochoffni, to de facto nie są teatrem instytucjonalnym dotowanym i walczą o utrzymanie się na rynku sztuki. Ale może debiutanci offu otrzymają od nich jakieś cenne rady i zobaczą, że jednak można. Ciekawie zapowiada się też spektakl z Czech "Kruk" i wiele innych, których nie wymieniłam, ale uważam za równie ważne.

To propozycje teatralne, ale skoro Wasz IFF to "sztuka w pięciu aktach" powiedzmy o reprezentantach innych dziedzin.
Muzyczne spektakle zaczynamy koncertem Sibel Kose. Turecka wokalistka wystąpi z polskimi muzykami: Zbigniewem Lewandowskim, Maciejem Garbowskim i Bogdanem Hołownią. Co mnie szczególnie cieszy, na IFF zaprezentują się młodzi muzycy, laureaci tegorocznego Jazzu nad Odrą. Marcin Fic Quintet& The Sound Quartet. To oryginalne połączenie muzyków z AM z Wrocławia i kwartetu smyczkowego. Będzie też sekstet jazzowy z Elbląga z udziałem Jarka Śmietany. Bardzo silną reprezentację w nurcie głównym ma teatr tańca. Słowacko-grecki spektakl z udziałem Jozefa Fručka - tancerza i choreografa zapowiada się bardzo ciekawie. Mamy też w międzynarodowej obsadzie "Święto wiosny", które powstało w ramach projektu Poznańskiej Wiosny Teatralnej. Teatr Tańca z Amsterdamu nie tylko wystąpi, ale poprowadzi też warsztaty taneczne.

Zapraszamy też na projekcje filmowe. Nie chcemy konkurować absolutnie z festiwalem Nowe Horyzonty, bo nie taka nasza rola, ale jeśli możemy pokazać coś niekomercyjnego, co jest poza mainstreamem, to czemu nie. Pomogły nam konsulaty i ambasady, dzięki którym mamy przegląd kina rumuńskiego ostatniej dekady, filmy hiszpańskie, dokumentalne filmy amerykańskie, społeczne kino chińskie reprezentowane przez "Trylogię chińską" Ruby Yang. Cieszy mnie ogromnie, że reżyserka zgodziła się zaprezentować u nas swoje filmy. Jeden z nich zdobył Oscara w kategorii dokument, drugi był nominowany do tej nagrody. Warto też obejrzeć filmy muzyczne Piotra Szalszy, m. in. o Bronisławie Hubermanie, światowej sławy skrzypku.

Wśród propozycji IFF ma też spotkania z literaturą i sztukami plastycznymi.
Tak, bo IFF propaguje czytanie. Dlatego zapraszamy na wieczory literackie. Joka Fejkiel z Krakowa spotka się z czytelnikami na wieczorze promującym jej książkę. Lisa Romanienko, to Amerykanka o polsko-ukraińskich korzeniach, która zakochała się we Wrocławiu i postanowiła, że tu będzie mieszkać, bo Ameryka "to nic ciekawego dla socjologa". Napisała książkę "Body Piercing", korzystając z doświadczeń zdobytych w Nowym Jorku, Nowym Orleanie i Wrocławiu. Myślę, że wydarzeniem będzie też spotkanie z Darrenem Chongiem, Malezyjczykiem chińskiego pochodzenia, który osiadł we Wrocławiu i napisał książkę jak zaistnieć w biznesie w Chinach i nie zostać oszukanym. Malarstwo reprezentować będzie m. in.spora grupa artystów związanych Wrocławiem.

Kim są artyści, którzy znaleźli się w nurcie off?
Jeśli chodzi o off to mamy grupy m. in. z Japonii i z Włoch, ale większość z nich pochodzi z Polski. Jak dotąd są nieznani, choć niekoniecznie są amatorami. Często to ludzie wykształceni artystycznie, szukający swego miejsca, próbujący różnych form wypowiedzi, na początku swej drogi twórczej. Dla nich zwłaszcza IFF to szansa na zaistnienie. Na festiwal przyjechał m. in. teatr jednego aktora, teatr tańca; są propozycje muzyczne i filmowe, kabaret, sztuki plastyczne. Samych propozycji teatralnych w offie mamy kilkanaście.

Od 14 września do 7 października Wrocław będzie sceną fringe’a. Czy jest szansa, by miasto żyło festiwalem tak jak to jest w przypadku Edynburga? By festiwal wyszedł w miasto?
Chciałabym, żeby tak się stało, ale na to trzeba poczekać i ciężko pracować. Czy projekt się udał, okaże się może po kilku latach. Piąta edycja, która mam nadzieję przypadnie na rok, gdy Wrocław będzie ESK odpowie na to pytanie. Pewno wtedy będziemy wiedzieć czy festiwal wpisał się w miasto, czy ma swoją publiczność i co IFF miastu daje i ekonomicznie i w sferze kultury.

Co uzna Pani za sukces po pierwszej edycji?
IFF jest oparty na strukturze Edynburga, ale go nie powiela. Miarą sukcesu będzie, gdy widzowie i wykonawcy stwierdzą, że to ważny festiwal. Może powstaną międzynarodowe projekty, które w następnym roku pokażemy dzięki tym spotkaniom. I mam nadzieję, że ludzie będą chcieli brać udział w drugiej edycji IFF , bo po pierwszej pozostanie jakaś pozytywna energia.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie