Wracamy z Iraku

Redakcja
Żołnierz XI Lubuskiej Dywizji Pancernej w chwilę po wylądowaniu na lotnisku we Wrocławiu
Żołnierz XI Lubuskiej Dywizji Pancernej w chwilę po wylądowaniu na lotnisku we Wrocławiu Paweł Relikowski/POLSKA
Część powróciła z Iraku jako zahartowani w boju wojownicy. Inni są pokiereszowani fizycznie i psychicznie. 23 nie wróciło wcale. Jakie cele osiągnęliśmy za cenę ich życia?

W 2003 r. żołnierze jechali na tę misję przy sprzeciwie 72 proc. społeczeństwa (wg OBOP). Nigdy nie chcieliśmy tej wojny, a jednak polscy żołnierze w niej uczestniczyli. To oni i ich rodziny zapłacili za udowodnienie USA, że jesteśmy lojalnym sojusznikiem.

Sławomir Galicki, 54-letni ppłk re-zerwy, udział w misji przypłacił jedynie rozczarowaniem. Pojechał z I zmianą jako ekspert Grupy Wsparcia Rządowego. Mieli organizować służbę zdrowia, odbudowywać szkoły. Wojsko dopiero się uczyło, co znaczy funkcjonować w warunkach bojowych. Nie byliśmy do tego przygotowani sprzętowo, a wojskowi biurokraci egzekwowali nieżyciowe przepisy.

- W pierwszych konwojach z Kuwejtu do Bagdadu jechały transportery z kijami od szczotek w miejsce luf - mówi Galicki. - Wszystko z powodu przepisu, że podczas jazdy broń musi być schowana w skrzyniach.

Jednocześnie widział, jak koło nosa przechodzą Polakom szanse na ekonomiczne uczestnictwo w misji irackiej. W stołówce było amerykańskie jedzenie, słodycze dostarczali Anglicy, masło Duńczycy, tylko polskiego nic nie było. Kolega Galickiego organizujący służbę zdrowia w Karbali nie mógł znaleźć w Polsce dostawcy 40 karetek, więc kontrakt wzięli Czesi, którzy nie mieli w Iraku ani jednego żołnierza.

- Co dał mi wyjazd do Iraku? Jestem dziś lepszym żołnierzem. Odporności na stres nie da się nauczyć na poligonie - mówi kpt. Dariusz Szymański, oficer sztabu na V zmianie. - Misja też zmieniła mnie jako człowieka. Nabrałem dystansu. Tam żyje się w skrajnej biedzie, w niepewności jutra. Dlatego doceniam to, co mam tutaj - rodzinę, spokój, stabilizację. W Iraku stabilizacja była tylko w oficjalnej nazwie misji.

Kolejne zmiany nie przypominały już propagandowej pocztówki, jaką za-pamiętał Galicki: Irakijczycy układający palce w znak "V", witający naszych jako wyzwolicieli. Rozpoczęło się powstanie przeciw okupantom, bo tak zaczęto traktować siły koalicyjne. Nie można już było poruszać się bez broni.

- Wojna zmienia człowieka. W pamięci pozostają obrazy, których trudno się pozbyć - stwierdza chor. Tomasz Świerad. Nocą z kolumną pojazdów wkraczali do Karbali, w centrum trwały walki. Na krawężnikach wzdłuż ulicy siedzieli ludzie. Patrzyli z nienawiścią. Nad wojskową kolumną latały śmigłowce. Rebelianci wystrzelili w ich stronę kilka pocisków. Apache odpowiedziały ogniem. Zrobiło się jasno jak w dzień i w miejscu, skąd padły strzały, pozostał lej w ziemi. A ludzie z krawężników nawet się nie ruszyli.

St. szeregowemu Danielowi Kubasowi po służbie w Iraku zostały bóle połamanego kręgosłupa i problemy neurologiczne. Za pobyt na misji zapłacił rozwodem, ciężko mu nawiązywać kontakty z ludźmi. - Znajomi się mnie boją, mówią, że się zmieniłem - przyznaje. Pojechał na misję w 2004 r. Honkery stare, nieopancerzone. Żołnierze wieszali w środku kamizelki kuloodporne, żeby w razie strzelaniny mieć jakiekolwiek szanse. Stanowisko strzeleckie w takim honkerze to była dziura w dachu, pod którą wieszało się na czterech stalowych linkach deskę - siedzenie dla strzelca. Amerykanie robili zdjęcia i pukali się w czoło, że głupi Polacy jeżdżą tym na patrol.

12 lutego 2004 r. jechali w konwoju. Tak przynajmniej opowiadali koledzy, bo Daniel nic nie pamięta. Jego honker uderzył w barierę między pasami ruchu, trzy razy koziołkował. On siedział do połowy wychylony przez otwór w dachu. Spadł mu hełm, szorował głową po asfalcie. Ocknął się w szpitalu w Bagdadzie po trzech dniach.

- Krwiaki na mózgu, połamane czaszka i kręgosłup, jechałem na silnych lekach przeciwbólowych - relacjonuje spokojnie.

Żołnierze szybko się uczyli, że ważniejsze od nieżyciowych przepisów jest doświadczenie zdobyte w walce. Niesubordynacja uratowała st. szeregowego Pawła S. Był kierowcą w patrolu saperskim. 12 września 2004 r. wracali z akcji, gdy po obu stronach drogi eksplodowały miny-pułapki.
- Miałem przy fotelu 10-milimetrową blachę. Kupiłem od kolegów opuszczających bazę - opowiada. - To nieregulaminowe, ale bez niej już bym nie żył, bo samochód był nieopancerzony.

Siedzący na drugim fotelu por. Mazurek nie miał osłony. Umarł na rękach Pawła, gdy przez godzinę odpierali iracki ostrzał. W tej zasadzce zginęli jeszcze dwaj żołnierze z honkera, który za-wrócił po pomoc. Pojazd został trafiony z granatnika przeciwpancernego, nie mieli żadnych szans.

Paweł miał niedowład ręki, nogi, uszkodzone oko. Wrócił do Polski, by dowiedzieć się, że wojsko już go nie potrzebuje, a ZUS nie da renty, bo wojskowe dokumenty nie mają dla nich żadnej wartości. Daniel Kubas dostał odszkodowanie, ale ma żal do wojska. - Największą krzywdę zrobiło mi tym, że wygnało mnie ze swoich szeregów. A mógłbym wiele nauczyć innych.

Paweł S. do dzisiaj nie może spać. Po nocach śni mu się wybuch i kolega wykrwawiający się na jego rękach. Jest nerwowy, wystarczy, że ktoś wyjdzie gwałtownie zza rogu, a on cały się spi-na. To PTSD - stres bojowy, choroba, która dotyka weteranów. - Już chyba do końca życia idąc ulicą, będę szukał wzrokiem strzelców na dachach - tłumaczy Daniel Kubas.

Przez pięć lat budżet państwa wydał na utrzymanie Polskiego Kontyngentu Wojskowego ponad 830 mln zł, a do końca misji wydatki przekroczą mi-liard. Jednocześnie polskie firmy zarobiły w Iraku ok. 660 mln zł (300 mln dol.), chociaż początkowo Amerykanie kusili zyskami rzędu 2 mld dolarów.
Według ekspertów wojsko skorzystało na misji w Iraku, bo żadne szkolenie nie zastąpi doświadczenia bojowego. Teraz przyda się na misji w Afganistanie. Według OBOP, 74 proc. Polaków jest jej przeciwnych.

Współpraca: Marian Satała (Kraków), Marcin Zasada (Katowice)

FLESZ: Kiedy będzie wiosna? Zwierzęta dają sygnały.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 4

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

K
KUBA

NIE WYTRZYMAM ,KUBAS ZAPŁACIŁ ZA SWÓJ WYJAZD NA MISJE ROZWODEM :) CHYBA NIKT TEGO NIE SPRAWDZIŁ U ZRÓDEŁ ,POZOSTAWIŁ DWOJE MAŁYCH DZIECI DLA INNEJ OBECNIE JUZ TRZECIEJ KOBIETY I CO TO MA WSPÓLNEGO Z WYJAZDEM NA MISJĘ JAK KTOS MA ROZUM W ROZPORKU

M
Mały Książe

Za śmierć polaków nalezy sie tym któży ich wysłali najwuższy wymiar kary przewidziany prawem polskim

D
Dzidek

szkda mi tych chłopaków ale zanim cokolwiek tu napisza nich sie zsatanowią co nimi kierowało by zgodzic sie na misję poza granicami kraju.Zapewne dobrze zdawali sobie z tego sprawę że to wojna a nie wycieczka krajoznawcza i napewno znali podejście wojska i rządu do zwykłych żołnierzy i że nie należy liczyć na jakąkolwiek pomoc po powrocie tak było i tak bedzie Mówi się duzo o patriotyzmie ,smiechu warte ,zołnierze 2 wojny swiatowej pozostwaieni samym sobie dogorywający na zasiłkach o bułce i mleku zapomniani i niepotrzebni teraz kolej na nastepnych Patrioci walczyli o wolnosc Polski a w nagrode mają tych co na co dzień ich okradają wymyslając nowe ustawy które ich dyskryminują i nie pozwalaja godnie zyć

B
Bozydar Chmiel

Wizy do Stanów jak były tak są :(
Kontraktów dla polskich firm nie ma :(
W Iraku więcej ludzi ginie niż za Sadama :(
I co?

Po raz kolejny Polacy posłuyżyli jako mięso armatnie.

Ku chwale ojczyzny chłopcy!

Dodaj ogłoszenie