Woody Allen o urokach Paryża

Katarzyna Żyszkiewicz
Nie mam ambicji osiągnięcia nieśmiertelności poprzez swoje filmy. Wolałbym ją osiągnąć, nie umierając - przytomnie wyznał kiedyś Woody Allen. Jednak chyba nikt nie ma dziś wątpliwości co do tego, że swoją filmową twórczością nowojorski neurotyk na trwałe wpisał się do kanonu światowej kinematografii. Mimo swych 76 lat Allen wciąż pozostaje jednym z najbardziej płodnych reżyserów na świecie, rok rocznie tworząc kolejne kasowe hity. Dziś na ekrany polskich kin trafi jego najnowszy film "O północy w Paryżu", którego światowa premiera odbyła się podczas otwarcia tegorocznego Festiwalu Filmowego w Cannes.

Tym razem poznajemy historię planującej ślub amerykańskiej pary, która przyjeżdża na wakacje do Miasta Świateł. On, Gil (Owen Wilson) początkujący pisarz, niepoprawny romantyk zafascynowany przeszłością. Ona, Inez (Rachel McAdams), twardo stąpająca po ziemi, pragmatyczna, do bólu skupiona na tym, co tu i teraz. Ich miłość stanie pod znakiem zapytania, kiedy na horyzoncie pojawi się dawna miłość Inez: równie nadęty, co bogaty, intelektualista Paul.

Zmęczony ciągłymi dywagacjami Gil udaje się na samotny spacer, podczas którego spotyka piękną Adrianę, muzę samego Picassa. Od tej chwili co dzień o północy pisarz wyrusza w podróż do paryskiej bohemy lat 20. Poznaje Luisa Bunuela, Ernesta Hemingwaya, Scotta Fitzgeralda, Gertrudę Stein, T.S. Elliota.

"O północy w Paryżu" jest debiutem Allena we francuskich plenerach, choć jego romans z Europą trwa już od kilku dobrych lat. Zaczęło się od "Wszystko gra" - "Zbrodni i kary" w realiach współczesnego Londynu, gdzie powstały także "Scoop - gorący temat", "Sen Kasandry" i "Poznasz przystojnego bruneta". Największym natomiast sukcesem przygody na starym kontynencie do tegorocznego festiwalu w Cannes był film "Vicky, Christina, Barcelona", którą z najnowszą produkcją Allena łączy motyw turystów z Ameryki. Okazuje się zatem, że w przedstawianiu europejskich wojaży swych rodaków Allen wypada bardziej wiarygodnie niż w analizie życia Brytyjczyków. Czemu się jednak dziwić, skoro sam reżyser na zawsze już chyba będzie kojarzony z Nowym Jorkiem?

Bo Woody Allen to nie tylko reżyser, aktor, scenarzysta, ale także komik, producent, muzyk, literat. Zamiast chodzić do szkoły, wolał siedzieć w domu i grać jazz na klarnecie. Gra zresztą do dnia dzisiejszego w New Orleans Jazz Band, z którym wystąpił w marcu tego roku w Katowicach. Jako młody chłopak postanowił zostać komikiem, zmieniając w tym celu nazwisko z nieodpowiedniego w tym fachu, jak mu się wydawało, Konigsberg na Allen.

Jako niespełna dwudziestolatek z małych klubów i kafejek Greenwich Village trafił do telewizji. Nie mniejszy sukces odniósł jako pisarz. Jego pierwsza sztuka "Zagraj to jeszcze raz, Sam", pojawiła się w 1969 r. na Broadwayu. Jej polską adaptację z Kubą Wojewódzkim oglądać można w teatrze 6. Piętro.

Zdolny, ale też kontrowersyjny. Neurotyk cierpiący na klaustrofobię i agorafobię. Żyd i ateista, dla którego Bóg jest po prostu "konstruktywną opozycją". Powiedział kiedyś: "Seks i śmierć to sprawy podstawowe i dwa moje wielkie tematy, bo najbardziej mnie interesują". I rzeczywiście w swoich filmach te dwa aspekty ludzkiego życia porusza nader często, podkreślając powiązania między nimi. I tak chociażby: "Różnica pomiędzy seksem i śmiercią polega na tym, że kiedy będziesz umierał, nikt nie będzie się śmiać z ciebie, że robisz to sam".

Więcej przeczytasz w weekendowym wydaniu dziennika Polska
lub w serwisie **

prasa24.pl

**

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie