Wojsko zawodowe - z poboru czy europejskie, czyli co piszczy w ustawie

Roman Laudański
Roman Laudański
Archiwalne zdjęcie poligonowych ćwiczeń Narodowych Sił Rezerwowych.
Archiwalne zdjęcie poligonowych ćwiczeń Narodowych Sił Rezerwowych. Roman Laudański
Rozmowa z dr. Sławomirem Sadowskim, politologiem z UKW w Bydgoszczy.

- Jarosław Kaczyński, wicepremier ds. bezpieczeństwa zajmuje się ustawą o powszechnym obowiązku obronnym. Jakich zmian możemy się spodziewać?
- Obecna ustawa została przyjęta w 1967 roku i do dziś raz lub kilka razy zmieniono jej artykuły. Przypomnę, że pierwotnie nazywała się ustawą o powszechnym obowiązku obrony Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. System obrony naszego państwa wymaga uregulowania, opisania obowiązków poszczególnych instytucji i osób fizycznych. Pewnie większość naszych rządów w XXI wieku chciała to zrobić, ale nikomu się nie udało lub nie chciało. Nowa ustawa wymagałaby ujednolicenia, opracowania obowiązków w taki sposób, żeby odpowiadały wymogom współczesności. Np. kwestia odpłatności państwa za usługi na rzecz armii pisana była w zupełnie innych czasach, kiedy wykorzystanie tzw. środków transportowych przez wojsko nie było niczym nadzwyczajnym. Państwowe przedsiębiorstwa – np. PKS, wpisane były do planów mobilizacyjnych i zobowiązane do pomocy wojsku. Dziś każda mobilizacja wymaga podpisania odrębnej umowy z właścicielami, żeby zrekompensować im ewentualne straty. Mamy też inny system obowiązków obywatelskich. Wcześniej obowiązywał powszechny obowiązek służby wojskowej, były Narodowe Siły Rezerwowe, a dziś są Wojska Obrony Terytorialnej. To wszystko jest oderwane od filozofii ustawy przyjętej kilkadziesiąt lat temu.

- Pana zdaniem możemy spodziewać się przywrócenia powszechnego poboru, czegoś na kształt obowiązkowego przeszkolenia wojskowego?
- Pobór, przypomnę, nie został zniesiony, a zawieszony i na podstawie rozporządzenia może zostać przywrócony. W wielu krajach, np. w Stanach Zjednoczonych mamy to samo. Od czasów wojny wietnamskiej pobór nadal jest tam zawieszony. Podobnie w Wielkiej Brytanii. Nie wydaje mi się, żeby to było coś niemożliwego do wprowadzenia w Polsce. Pytanie, czy w dzisiejszej rzeczywistości byłoby to potrzebne?

Dr Sławomir Sadowski, politolog z UKW w Bydgoszczy.
Dr Sławomir Sadowski, politolog z UKW w Bydgoszczy. archiwum

- A byłoby?
- Nie jestem przekonany, że dziś żyjemy w poważnym zagrożeniu wymagającym zmobilizowania wszystkich sił i środków, którymi dysponuje Rzeczpospolita i NATO. Ważne byłoby stworzenie systemu wspólnego działania wojskowego w ramach Unii Europejskiej. Stany Zjednoczone ze swoim potencjałem militarnym są oczywiście głównym gwarantem bezpieczeństwa, ale przypomnę, że podczas m.in. prezydentury Donalda Trumpa pojawiały się poważne rozbieżności między sojusznikami z zachodniej Europy a Stanami Zjednoczonymi. Wtedy pojawiła się obawa, że Amerykanie – jeśli się nie wycofają z Europy, to zmniejszą swoje zaangażowanie. Jeśli Europa po 70 latach chciałaby przywrócić suwerenność militarną, to należałoby ją na nowo opisać. Wtedy także polska ustawa powinna przewidywać powstanie armii europejskiej. Dyskusja nad tym toczy się od lat i poza np. Eurokorpusem niewiele się udało. Mamy w Europie drugi co do wielkości potencjał militarny, ale nikt się go nie boi, ponieważ rozdzielony jest po unijnych krajach. Kwestia integracji militarnej także powinna znaleźć się w nowej ustawie, ale nie wiemy, w jakim kierunku pójdą prace. Aktualna ekipa polityczna raczej nie widzi potrzeby takiej integracji, choć przypomnę, że prezydent Lech Kaczyński, podczas swojej pierwszej wizyty w Brukseli, wystąpił z propozycją powołania armii europejskiej, co zostało uznane za co najmniej przedwczesne, jeżeli nie bezsensowne. Dziś jesteśmy w zupełnie innej sytuacji. Być może, gdybyśmy wtedy zaczęli poważnie o tym rozmawiać i działać, dziś w Europie bylibyśmy zupełnie w innym miejscu.

- Można się jeszcze zastanawiać, czy w Polsce armia zawodowa w obecnym kształcie jest wystarczająca. Kiedyś żartowano, że cała armia zmieściłaby się na Stadionie Narodowym…
- Teraz przestawiany był plan zbudowania armii liczącej około 220 – 250 tysięcy żołnierzy, ale do tego nie trzeba zmieniać ustawy, wszystko można zrobić na podstawie aktualnego stanu prawnego. Zgadzając się z potrzebą napisania na nowo stawy o powszechnym obowiązku obrony od nowa musiałbym najpierw poznać priorytety rządzących. Dla mnie priorytetem jest kwestia wspólnej obrony, uregulowanie relacji pomiędzy świadczeniodawcami na rzecz wojska a armią oraz wpisania do ustawy WOT. Nie zapominajmy również o Obronie Cywilnej. Jaką rolę ma ona spełniać w systemie bezpieczeństwa? Dziś tak do końca nie wiadomo, komu ona podlega: wojsku? Straży pożarnej? Administracji? Takich problemów jest wiele w obecnej ustawie

PZPN ukarany za zachowanie kibiców!

Wideo

Materiał oryginalny: Wojsko zawodowe - z poboru czy europejskie, czyli co piszczy w ustawie - Gazeta Pomorska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie