Wojnę znamy z „Czterech pancernych”. I oby tak zostało

Tomasz Nieśpiał
Tomasz Nieśpiał
Celem manewrów Zapad-2021 jest z jednej strony pokazanie siły wojsk Federacji Rosyjskiej i pozycji tego kraju na arenie międzynarodowej, a z drugiej przypieczętowanie integracji Rosji z Białorusią
Celem manewrów Zapad-2021 jest z jednej strony pokazanie siły wojsk Federacji Rosyjskiej i pozycji tego kraju na arenie międzynarodowej, a z drugiej przypieczętowanie integracji Rosji z Białorusią fot. Sputnik/East News
Na Białorusi rozpoczęły się manewry wojskowe Zapad-2021. To największe od prawie 40 lat ćwiczenia wojskowe w Europie. Czy powinny budzić nasz niepokój?

- Zapad-2021 to prowadzone cyklicznie od kilkunastu lat manewry, które są wpisane w harmonogram ćwiczeń armii rosyjskiej. Nie powinniśmy ich bagatelizować, ale też nie ma większego powodu do niepokoju – wyjaśnia dr Jakub Olchowski z Katedry Bezpieczeństwa Międzynarodowego UMCS i Instytutu Europy Środkowej w Lublinie.

Oficjalna inauguracja manewrów odbyła się w czwartek na poligonie Mulino w obwodzie niżnienowogrodzkim w Rosji, natomiast 10 września rozpoczyna się aktywna faza ćwiczeń, która potrwa do 16 września. Z informacji rosyjskiego ministerstwa obrony wynika, że w tegorocznych manewrach weźmie udział około 200 tys. żołnierzy, 80 samolotów i śmigłowców, 290 czołgów i 15 okrętów.

Wspólne rosyjsko-białoruskie działania wojskowe odbywają się w kilku miejscach. W Rosji ćwiczenia odbędą się na terenie Zachodniego Okręgu Wojskowego, który obejmuje graniczący z Polską obwód kaliningradzki, regiony na granicy z Białorusią, okolice Moskwy oraz Petersburga. Na Białorusi żołnierze pojawią się na poligonach w obwodzie brzeskim, tuż przy granicy z Polską.

Oficjalne białoruskie przekazy mówią o tym, że na poligonie pod Brześciem ćwiczyć będzie prawie 13 tysięcy żołnierzy. Głównie będą to białoruscy mundurowi, wspierani przez kontyngent rosyjski i kilkudziesięciu żołnierzy z Kazachstanu.

Pokaz siły, czyli jak chłopcy bawią się w piaskownicy

Tajemnicą nie jest też scenariusz manewrów Zapad-2021. Z doniesień przekazywanych przez białoruskie wojsko wynika, że przewidywane są działania obronne „w obliczu prowokacji z Zachodu”. Jednocześnie strona białoruska przekonuje, że manewry odbywają się „wyłącznie w celu szkolenia i zgrania wojsk” Białorusi i Rosji.

Dr Jakub Olchowski wyjaśnia natomiast, że celem manewrów z jednej strony jest pokazanie siły wojsk Federacji Rosyjskiej i pozycji tego kraju na arenie międzynarodowej, a z drugiej przypieczętowanie integracji Rosji z Białorusią.

- Armia białoruska to przedłużenie armii rosyjskiej i nikt się z tym specjalnie nie kryje. Nawet Alaksandr Łukaszenka, który jeszcze niedawno próbował balansować między Rosją a Zachodem wie, że taka jest cena poparcia ze strony Władimira Putina. Z kolei Rosja chce udowodnić Zachodowi, że na wschodniej flance NATO czuje się pewnie – tłumaczy dr Jakub Olchowski.

- Poprzez skalę tych ćwiczeń prezydent Putin, który sam boryka się z problemami gospodarczymi i demograficznymi, próbuje przedstawić świat jako piaskownicę, w której bawią się tylko najwięksi chłopcy, czyli Rosjanie, Amerykanie i Chińczycy – dodaje.

Mobilizacja wojsk w pobliżu polskiej granicy była jednym z powodów do prowadzenia na części województwa lubelskiego i podlaskiego stanu wyjątkowego.

Damian Duda, rzecznik Rządowego Centrum Bezpieczeństwa zapewnia w rozmowie z Kurierem, że wojskowa cześć manewrów Zapad objęta jest monitoringiem i polskie służby są przygotowane do podjęcia ewentualnych działań obronnych. - Zarówno o charakterze militarnym jak i poza militarnym – mówi Damian Duda.

- Zdajemy sobie sprawę z tego, że choć w przekazach ze strony białoruskich i rosyjskich władz mocno akcentowany jest defensywny charakter tych ćwiczeń, jednak doświadczenie i posiadana wiedza dają podstawy do stwierdzenia, że to blef – dodaje Damian Duda.

Manewry obserwuje też NATO. Rzeczniczka Sojuszu Oana Lungescu wezwała Rosję i Białoruś do działania w sposób przewidywalny i przejrzysty, zgodnie z ich zobowiązaniami międzynarodowymi. Z kolei w reakcji na te apele władze Białorusi poinformowały w czwartek, że zaprosiły zagranicznych obserwatorów na te manewry. Według ich zapewnień zaproszenia wysłano m.in. do ONZ, Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża, władz Litwy i Centrum Zapobiegania Konfliktom OBWE.

Polskie wojska w gotowości

O gotowości polskich służb mówili ostatnio najważniejsi politycy w kraju.

- Tuż za naszą granicą będą prowadzone ćwiczenia, wyobraźmy sobie, jak łatwo wówczas o prowokację. To nie jest tylko konflikt dyplomatyczny, to próba naruszenia integralności państwa polskiego, suwerenności granic, i na to nie pozwolimy - mówił w poniedziałek w Sejmie premier Mateusz Morawiecki.

Jednym z elementów obrony jest operacja Wojsk Obrony Terytorialnej pod kryptonimem „Silne wsparcie”. W jej ramach terytorialsi oferują gminom i powiatom w strefie objętej stanem wyjątkowym szkolenia z zakresu cyberbezpieczeństwa, aktualnych zagrożeń i ataków, dezinformacji, sposobów oceny wiarygodności informacji, elementów wojny hybrydowej oraz bezpieczeństwa systemów teleinformatycznych.

- Celem tej operacji jest wzmocnienie odporności społeczności lokalnych w rejonie przygranicznym na kryzys o charakterze hybrydowym. Systemy teleinformatyczne polskiej administracji mogą stać się elementem spotęgowanego oddziaływania. Szczególnie podatne na to są systemy na najniższym, lokalnym poziomie - gminne oraz powiatowe – mówi kapitan Damian Stanula, oficer prasowy Lubelskiej Brygady Obrony Terytorialnej.

- W przeszłości w naszym kraju mieliśmy do czynienia z takimi zagrożeniami, dotykały one na przykład urzędów gmin. Przykład z ostatnich dni to chociażby atak na stronę Urzędu Miasta w Kołobrzegu, gdzie hakerzy pozostawili fałszywą informację o tym, że „na Litwie migranci brutalnie zamordowali księdza. Być może ukrywają się w Polsce” – dodaje kapitan Stanula.

Takie szkolenia mają już za sobą urzędnicy w gminie Terespol. - To dobrze, że wojsko otwiera się na pomoc, ale obawiam się, że w razie realnego zagrożenia to nas nie ochroni – twierdzi wójt gminy Terespol Krzysztof Iwaniuk. Jak mówi, mieszkańcy gminy do działań wojskowych w okolicach Brześcia już się przyzwyczaili.

- My te wystrzały dochodzące z poligonu słyszymy przy okazji każdych ćwiczeń, ale nie zakładamy, że ktoś będzie chciał z nami wojować – opowiada wójt Iwaniuk. - Wojnę znamy z serialu „Czterej pancerni i pies”. I oby tak zostało - dodaje.

„Mam nadzieję, że na manewrach się skończy”

Z kolei Jacek Danieluk, burmistrz przygranicznego Terespola przyznaje, że sytuacja jest poważna. - Jest pewne napięcie związane z tymi ćwiczeniami. Mam jednak nadzieję, że na manewrach się skończy i ta mobilizacja wojsk białoruskich i rosyjskich nie przerodzi się w nic więcej – mówi Kurierowi burmistrz Danieluk. - My jesteśmy małym samorządem i nie zajmujemy się polityką. Ufamy, że decyzje, które podejmuje rząd są słuszne i wynikają z potrzeby zapewnienia nam bezpieczeństwa – mówi Jacek Danieluk. I zapewnia, że mimo ograniczonych od wielu miesięcy kontaktów z białoruskimi samorządowcami Terespol wciąż stawia na współpracę z sąsiadem ze wschodu.

- Białorusini są tacy jak my. To Słowianie, którzy stanowią ważny element życia naszego miasta, a współpraca z naszymi białoruskimi partnerami - choć ostatnio mocno ograniczona – to jeden z czynników rozwoju Terespola – dodaje burmistrz Terespola.

Eksperci, z którymi rozmawialiśmy podkreślają propagandowy wymiar manewrów. – Jednym z elementów Zapadu jest wojna dezinformacyjna – nie ma wątpliwości dr Konrad Słowiński z Katedry Systemów Politycznych i Komunikowania Międzynarodowego Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. - Chodzi o pokazanie społeczeństwu, że to Zachód prowadzi wrogie działania przeciwko Białorusi i Rosji, a manewry są wyłącznie odpowiedzią na nie. Pokazanie wroga ma jednoczyć obywateli wokół wizji obrony kraju – dodaje dr Słowiński.

O tym, że manewry Zapad-2021 to element walki informacyjnej mówi także Damian Duda z Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. - Wysoka ekspozycja medialna tych ćwiczeń nie jest przypadkiem. Chodzi o to by wywołać presję informacyjną, ale i na to jesteśmy przygotowani i nie poddajemy się tej presji – zapewnia rzecznik RCB.

Tymczasem samorządowcy znad polsko-białoruskiej granicy mają nadzieję, że zamieszanie związane ze stanem wyjątkowym i działaniami wojskowych po drugiej stronie Bugu szybko minie.

- Zapad, to Zapad, nas interesują realne problemy mieszkańców, a nie polityka. Zależy nam na tym, żeby żyć w zgodzie z Białorusinami, żeby funkcjonował mały ruch graniczny. Bo między Terespolem a Brześciem nie ma różnic kulturowych, ekonomicznych, religijnych czy nawet mentalnych. Chcemy korzystać z bliskości granicy dla dobra samorządów i mieszkańców po obu stronach granicy – deklaruje wójt gminy Terespol Krzysztof Iwaniuk.

– Mam nadzieję, że te emocje między Mińskiem a Warszawą miną, a my za miesiąc wrócimy do normalności i pozostaniemy dobrymi sąsiadami – dodaje samorządowiec.

Uwaga na chińskie telefony

Wideo

Materiał oryginalny: Wojnę znamy z „Czterech pancernych”. I oby tak zostało - Kurier Lubelski

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie