Wojciech Szczęsny. Euro 2012 uratuje nam pewny siebie chłopak z sąsiedztwa

Cezary Kowalski
Szczęsny zarabia w Arsenalu 30 tys. funtów tygodniowo, jeździ porsche cayenne, ma dwupoziomowe mieszkanie
Szczęsny zarabia w Arsenalu 30 tys. funtów tygodniowo, jeździ porsche cayenne, ma dwupoziomowe mieszkanie Bartek Syta / Polskapresse
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Cześć, jestem Wojtek Szczęsny, a ty jak się nazywasz - wypalił w szatni do Davida Beckhama. Ktoś taki nie pęknie przed Rosją czy Grecją - pisze Cezary Kowalski

Informacja o tym, że Wojciech Szczęsny ma kontuzję i w ostatnich meczach Premiership grał tylko dzięki środkom przeciwbólowym, zmroziła fanów piłki w Polsce. Przecież to właśnie na geniuszu z Arsenalu i trzech muszkieterach z Borussii Dortmund opieramy swoje nadzieje na sukces podczas Euro. Czterech zawodników światowej klasy w składzie to prawie połowa drużyny. Ogólnonarodowy strach przed wypadnięciem ze składu 22-letniego ledwie zawodnika skłania do refleksji nad fenomenem jego oszałamiającej kariery. Oszałamiającej, bo przecież pojawił się on w wielkiej piłce dopiero półtora roku temu, stając w bramce Arsenalu Londyn zamiast kontuzjowanego Łukasza Fabiańskiego.

- Kiedy jako 19-latek ogłosiłem publicznie, że należy mi się bluza z numerem jeden, a byłem wówczas czwartym bramkarzem Arsenalu, to oburzenie było straszne. Przylgnęła do mnie łatka rozpieszczonego gówniarza. No, ale chyba już udowodniłem, że to nie był przejaw arogancji, ale pewności siebie. A pewność siebie to przecież nic złego - mówi dziś Wojciech Szczęsny.

Kibiców zmroziła wieść, że Wojciech Szczęsny bronił ostatnio tylko dzięki lekom przeciwbólowym. Podczas Euro ma jednak być w formie

Od kiedy wszedł do bramki Kanonierów, rozegrał 76 meczów w lidze angielskiej, pucharach, Lidze Mistrzów i jeszcze siedem w reprezentacji Polski. Wenger zaufał mu tak bardzo, że wolał wystawiać jego kontuzjowanego niż zdrowego i palącego się do gry Fabiańskiego. W Londynie stał się tak popularny, że nie może już spokojnie spacerować po ulicach, a miejsce zamieszkania skrzętnie ukrywa. W Polsce jest twarzą kampanii reklamowej wielkiego koncernu, a miasta zalane są plakatami z jego podobizną.

- Nawet się dziwię, że w Anglii jestem bardziej popularny, bo przecież tam w hierarchii piłkarskiej stoję znacznie niżej niż w Polsce. No, ale w Anglii piłkarze są tak popularni jak u nas aktorzy popularnych seriali - analizował w reportażu dla stacji Orange Sport.

Skąd Wojciech Szczęsny wiedział, że lada dzień zrobi wielką karierę? Najbardziej banalna odpowiedź powinna być taka, że pewność siebie odziedziczył po prostu w genach. Ktokolwiek zna jego ojca Macieja Szczęsnego, wie, że w najnowszych dziejach polskiej piłki nie było chyba bardziej elokwentnego, wyszczekanego zawodnika. Ale byłoby to uproszczenie. Do wielkiej kariery, poza wrodzonymi cechami, Wojciech był doskonale przygotowywany od najmłodszych lat.
Razem z dwa lata starszym bratem Jankiem uprawiali tenis, gimnastykę akrobatyczną, taniec towarzyski. Dzięki temu ostatniemu mają znakomitą koordynację wzrokowo-ruchową. Maciej - przez wiele lat bramkarz Legii, Widzewa, Polonii i reprezentacji Polski - nie namawiał synów konkretnie na futbol. Za wszelką cenę chciał jednak, aby uprawiali sport. Jak sam twierdzi, wiedział, że to odciągnie ich od złego towarzystwa. Ale wpływ na dorastających Wojtka i Janka miał dość ograniczony, ponieważ rozwiódł się z ich mamą, kiedy starszy z braci miał cztery lata. Obaj zdecydowali się jednak na piłkę, mimo że przez nią na rodzinę Szczęsnych spadło w pewnym momencie mnóstwo kłopotów. Wszystko przez transfer Macieja z Legii do Widzewa. Chłopcy, warszawiacy z krwi i kości, momentalnie stali się w szkole największymi wrogami. Niejednokrotnie byli napadani, doszło nawet do pobicia.

- Droga ze szkoły do domu dłużyła się niemiłosiernie, a szyja bolała od oglądania się za siebie i zastanawiania, czy ktoś za tobą nie idzie - wspominał Janek.

Podczas treningów piłkarskich Wojtek od początku raczej odstawał od Janka. To o Janku mówiono, że zrobi karierę w Bundeslidze czy Premiership. Obaj zaczęli grać w polu, a nie w bramce. Jak się okazało, że młodszy nie umie kompletnie nic, zmienił pozycję. "Spróbuj w bramce, bo do normalnej gry kompletnie się nie nadajesz" - usłyszał od prowadzącego zajęcia.

Kiedy jako szesnastolatek, niewiele wówczas znaczący rezerwowy Legii, dostał ofertę z Londynu (szperacze Arsene Wengera wypatrzyli go podczas meczu reprezentacji juniorów i później przez kilka miesięcy śledzili jego postępy), geny Macieja przydały się kolejny raz. Ojciec, widząc opór prowadzącego wówczas Legię Dariusza Wdowczyka (dziś wykluczonego z futbolu na skutek afery korupcyjnej), udał się do właściciela klubu Mariusza Waltera i tak rozmiękczył biznesmena, że ten zrezygnował z kierowania się zasadami rynku i postanowił wypuścić skarb z rąk. Najprawdopodobniej był to kluczowy moment dla wszystkich późniejszych wydarzeń. Wojtek wyjechał z Polski, nie zdążając nabrać złych nawyków, przesiąknąć polskim futbolem. W Anglii nie trafił do hotelu czy internatu, ale zamieszkał na stancji u sześćdziesięcioletniej fanki Arsenalu. Działacze klubu wolą w takich miejscach lokować swoje przyszłe gwiazdy, bo pomaga to w szybszej adaptacji w nowym kraju.

Jan Szczęsny, dziś bramkarz Parafialnego Klubu Sportowego Radość, w wywiadzie dla "Polska The Times" przyznawał: "Kiedy mnie przytrafiła się straszna kontuzja, on wyjeżdżał do Arsenalu. Miał szesnaście lat. Byłem zdołowany. Czułem, jakby brat zgarnął mi moją szansę. Ale oczywiście nie miałem do niego pretensji".

Na pytanie, czy po pierwszym, pełnym sezonie w Premiership (Wojtek jako pierwszy bramkarz od 2006 r. w Arsenalu rozegrał wszystkie 36 spotkań) może równie dobrze zagrać podczas mistrzostw Europy, odparł: - Dopóki nie odbije mu palma, będzie dobrze. Jest na to szansa, bo brat ma mocną psychikę. Z drugiej strony - w Anglii nie ma zbyt wielu ludzi, na których mógłby się oprzeć.
Wojtek niedawno rozstał się ze swoją dziewczyną Sandrą i - jak twierdzi - nie interesują go znajomości w stylu WAGs (słynne żony piłkarzy). - Wolę, aby ktoś mnie cenił za to, jakim jestem człowiekiem, a nie za to, co mam w portfelu - tłumaczy.

Aby przedstawić swoją osobowość, korzystał z nowoczesnych środków komunikowania. Długo i intensywnie udzielał się na Twitterze. - Chciałem, aby ludzie przekonali się, jaki naprawdę jestem, aby poznali mój charakter i poglądy. Teraz, gdy już cel zrealizowałem, zamknąłem konto - wyjaśnia.

Dotąd wypomina mu się jednak niesmaczny wpis na temat swojego kolegi z drużyny, za co znęcała się nad nim brytyjska prasa ("wyglądasz na tym zdjęciu jak pedofil" - napisał o Aaronie Ramseyu).

- Przeprosiłem, dostałem bardzo mocno, więcej nie będę - przyznawał z niekłamaną pokorą Wojtek. A pikantne kawałki zostawił sobie na wywiady. Zareagował na wynurzenia znanej feministki Kazimiery Szczuki, która stwierdziła, że Euro 2012 to pieniądze wyrzucane w błoto, samczy popęd i dyskryminacja kobiet...

- To tak, jakbym zapytał się pani Szczuki, jaki jest sens rozmawiania o książkach, które już przeczytała. Wykazałabym się ignorancją na podobnym poziomie. Ta wypowiedź ocieka jakąś niezrozumiałą zawiścią. Myślę, że pani Szczuka w poprzednim wcieleniu miała ptaszka i wcale się to jej nie podobało. Teraz odreagowuje - wyznał w "Playboyu".

A bywał jeszcze bardziej dosadny.
- Jak świat światem, piłkarze w szatni zawsze rozmawiali o pieniądzach, samochodach i dupach - tłumaczył reporterowi Orange.

Wojtek zarabia ogromne pieniądze (30 tys. funtów tygodniówki plus gaże za kontrakty reklamowe), kupił porsche cayenne i 250-metrowe, dwupoziomowe mieszkanie pod Londynem, mamie wymarzony dom i samochód, ale - zdaniem brata - tak naprawdę nie zdążył jeszcze poczuć, jakim kapitałem dysponuje. Tak naprawdę jest jak dzieciak. Owszem, niezwykle zdolny w wielu dziedzinach, ale można odnieść wrażenie, że to taki chłopak z sąsiedztwa. Uśmiechnięty, kontaktowy, szczery. Zdaniem fachowców tymi cechami ujął właśnie Arsene Wengera.

- Cześć, jestem Wojtek Szczęsny, a ty jak masz na nazwisko? - potrafił zapytać w szatni słynnego Davida Beckhama, który przyjechał gościnnie potrenować z Arsenalem.

Arogancja? Raczej znakomite poczucie humoru. Cechy osobowości zdecydowały, że Wenger tak zdecydowanie postawił właśnie na niego. Bo wbrew pozorom w zawodowej piłce mają one kolosalne znaczenie.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

k
kasia
hej ja tym sie znam ale bardzo kocham wierzą was moje siostra mówi ze polska przegra
pozdrawiam
Dodaj ogłoszenie