18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Wnuk-Lipiński: Tusk obniża oczekiwania ludzi. To jego strategia na ten kryzys

Redakcja
Prof. Edmund Wnuk-Lipiński
Prof. Edmund Wnuk-Lipiński FOT. ROBERT KWIATEK / POLSKAPRESSE
- Kryzysem nie ma co straszyć, bo ten kryzys jest. Ale w porównaniu ze społeczeństwami europejskimi my, Polacy, jeśli chodzi o kryzys, jesteśmy najmniej strachliwi. Natomiast rząd, w moim przekonaniu, postępuje racjonalnie, bo obniża oczekiwania w stosunku do nadchodzącego roku - mówi prof. Edmund Wnuk-Lipiński, socjolog, w rozmowie z Anitą Czupryn.

Najbliższy rok będzie rokiem testów dla rządu czy to raczej rząd testuje społeczeństwo, strasząc kryzysem?
Kryzysem nie ma co straszyć, bo ten kryzys jest. Ale w porównaniu ze społeczeństwami europejskimi my, Polacy, jeśli chodzi o kryzys, jesteśmy najmniej strachliwi. Natomiast rząd, w moim przekonaniu, postępuje racjonalnie, bo obniża oczekiwania w stosunku do nadchodzącego roku. Jeżeli uda się przejść przez te wszystkie zawirowania ekonomiczne suchą nogą, dzięki większej odporności psychicznej Polaków, no to strategia rządu odniesie sukces.

Ta strategia nie jest czystą socjotechniką? Premier Tusk ma świadomość, że im większe oczekiwania społeczne, tym większa złość, jeśli nie zostaną spełnione. Może celowo próbuje wytworzyć napięcie, mówiąc, że będzie źle. Bo jeśli okaże się, że nie będzie tak kiepsko, to premier i rząd będą mieli lepsze notowania?
Oczywiście, że to właśnie jest w tym celu robione i exposé premiera również było skonstruowane w taki sposób. Ale to jest działanie racjonalne. Gdyby było rozbuchanie oczekiwań, obiecywanie, że wszystko będzie w porządku, a nawet jeszcze lepiej, a wszystko wskazuje na to, że gospodarka polska nie będzie w stanie tego spełnić, to frustracja byłaby o wiele głębsza.

Co zrobi rząd, zwłaszcza że już mamy zapowiedzi strajków i akcji protestacyjnych służb mundurowych.
Wszyscy się zgadzają, że reformy są konieczne, dług publiczny powinien być obniżony, zadłużenie państwa również powinno być niższe, ale dlaczego ja mam za to płacić? Każdy chciałby, aby to inni płacili. Ale tak się nie da. Jeżeli te koszty będą sprawiedliwie rozłożone, to takich decyzji można politycznie bronić. Natomiast gdyby miały uderzać tylko w jeden segment społeczeństwa i jego kosztem miałoby się to odbyć, to obrona polityczna jest o wiele trudniejsza.

Czy to znaczy, że te koszty poniesiemy wszyscy po równo?
Tu nie chodzi o to, żeby ponosić je po równo, bo to zabijałoby motywację i chęć do indywidualnych osiągnięć. Chodzi o to, aby to się odbywało według zasad sprawiedliwości społecznej. A tych zasad jest kilka. Oprócz tej, że każdemu po równo, są i inne: każdemu według jego wkładu w społeczeństwo. Ci, których wkład jest większy, powinni otrzymywać większe zwroty. To też jest zasada sprawiedliwości społecznej. Więc kiedy politycy mówią o zasadzie sprawiedliwości społecznej, to zawsze warto się zapytać, jaką zasadę mają na myśli.

A jaką na myśli ma premier Tusk?
Myślę, że on jest bliski zasadzie merytokratycznej, która mówi o tym, że zwroty powinny być proporcjonalne do wkładów, że sprawiedliwe jest, kiedy chirurg zarabia więcej od gońca. To jest esencja zasady merytokratycznej. To jest generalnie zasada bliska liberalnej ideologii.

W kampanii wyborczej Donald Tusk niewiele mówił o kryzysie, za to obiecywał 300 mld zł z Unii Europejskiej. Nie zaskoczył Pana ten zwrot, jaki pokazał premier w exposé?
Nie zaskoczył. Donald Tusk byłby kiepskim politykiem, gdyby w czasie kampanii mówił o tym, że obiecuje zaciskanie pasa, a po kampanii mówiłby, że będziemy walczyć o 300 mld zł z UE, bo to byłoby przeciwskuteczne. Postępował racjonalnie, ale proszę zwrócić uwagę, że w kampanii wyborczej nie podwyższał oczekiwań. Chyba już wtedy miał na myśli to, co powie w exposé. Tak myślę.

Czytaj także:
* Wnuk-Lipiński: Katastrofa podlała krwią podziały, które istniały już wcześniej
* "Nowej lewicy nie będzie tworzył ani Ruch Palikota, ani SLD. Powstanie nowoczesna formacja"
* "Trzecia kadencja Tuska byłaby niebezpieczna dla Polski. Trzeba uważać..."

O premierze mówi się, że jest mistrzem PR. Czy jednym z jego narzędzi był ów sławetny tuskobus, czyli autokar, którym jeździł po kraju? W gruncie rzeczy na jego spotkania nie przychodziły tłumy, nie spotykał się z szerokimi elitami, a cały przekaz nastawiony był głównie na to, jak będzie pokazany w mediach.
Wnioskuję, że tuskobus został wymyślony w momencie, kiedy zaczęła siadać kampania Platformy i wtedy Donald Tusk postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. I poprzez spotkania z ludźmi, często, jak pamiętamy, bardzo krytycznie czy wręcz nieprzyjaźnie nastawionymi, pokazać, że nie boi się konfrontacji. Wyszedł na twardego faceta, który nie boi się trudnych spraw. To było znakomite zagranie, zwłaszcza jeżeli premier miał na myśli mówienie o trudnych czasach w swoim exposé. To nadało wiarygodności temu exposé. I to według mnie jest spójne działanie.

Decyzje Donalda Tuska nie są komentowane negatywnie, zgodziła się z nimi większość społeczeństwa, popierając go w wyborach. Jak przekonuje ludzi do siebie? Bo przecież sam tuskobus nie wystarczył.
Oczywiście, że nie wystarczył. Trochę mu pomógł Jarosław Kaczyński swoją końcówką kampanii wyborczej, która była katastrofalna. A zwłaszcza insynuacja dotycząca Angeli Merkel. To była absolutna katastrofa, która Platformie wyraźnie pomogła. Ale przecież samą pomocą PiS Platforma nie mogłaby wygrywać, że ujmę to tak paradoksalnie, więc musiało być coś w samej PO, co przekonało większość Polaków do powierzenia rządów tej właśnie partii. Myślę, że były tu dwie rzeczy. Po pierwsze, stabilna koalicja, która silnie kontrastowała z tymi wszystkimi paktami stabilizacyjnymi poprzedniej, egzotycznej koalicji PiS, Samoobrony i LPR. Po drugie - pokazanie mimo żartów z "zielonej wyspy", że Polska radzi sobie bardzo dobrze. Duża część tego jest wynikiem naszej odporności psychicznej na kryzys. Ale gdyby był słaby rząd, który się topi w drugorzędnych sporach wewnętrznych, to prawdopodobnie tak dobrze byśmy przez ten kryzys nie przeszli.

Pokazywanie stabilności, spokoju, unikanie rwania szat i okrzyków "zdrada" w opozycji do Jarosława Kaczyńskiego to jest metoda PO?
Myślę, że to nie metoda. Ta koalicja taka była i nie musiała nic udawać. To jest zupełnie inna formacja mentalna.

Ale czy chodzi w tym o merytoryczne postępowanie, czy umiejętność takiego zachowania, które jest ludziom po prostu bliższe?
To dotyczy zachowania. O merytoryczności świadczą skutki podejmowanych decyzji. Oczywiście były decyzje, które wywołały niepożądane albo nieoczekiwane skutki uboczne, ale tak w polityce zawsze się dzieje. Generalnie widać, że te skutki były na tyle pozytywne dla większości Polaków, że postanowili zagłosować jeszcze raz na tę partię.

Doświadczyliśmy, że premier może być twardy. Pamiętamy spektakularne akcje z dopalaczami, kibicami, ale ta skuteczność nie działa się w obszarach dla kraju najważniejszych.
I dlatego ten pierwszy rok nowej kadencji będzie testem, czy ta stanowczość zaowocuje decyzjami, które trudno, żeby były popularne, ale są niezbędne. Takie jak wydłużenie wieku emerytalnego, bo jeżeli się tego nie zrobi, nasze dzieci i wnuki będą musiały obsłużyć niebywałą armię emerytów. To dotyczy i innych zapowiadanych reform: jeśli teraz się ich nie zrobi, to znaczy, że to tylko stanowczość retoryczna. Ale jeżeli to zostanie zrobione, to znaczy, że premier zrealizuje to, co obiecał w exposé. Każdy polityk, zwłaszcza w czasach kryzysu, musi taki test przejść. Kryzys albo topi polityków, albo wyrastają oni na mężów stanu. Tak było z Winstonem Churchillem, tak było z Charles'em de Gaullem, który opanował chaos we Francji. Trudne czasy są wymagającym, ale wiarygodnym testem dla polityka: kim on naprawdę jest.

Czytaj także:
* Wnuk-Lipiński: Katastrofa podlała krwią podziały, które istniały już wcześniej
* "Nowej lewicy nie będzie tworzył ani Ruch Palikota, ani SLD. Powstanie nowoczesna formacja"
* "Trzecia kadencja Tuska byłaby niebezpieczna dla Polski. Trzeba uważać..."

Jakich narzędzi teraz będzie używał Donald Tusk do komunikowania się ze społeczeństwem?
Myślę, że dla premiera wielką lekcją był tuskobus i spotkania z często wrogimi, a najczęściej krytycznymi współrodakami. Taka technika będzie stosowana nadal: bezpośredniość i kontakt z przeciętnym człowiekiem. To są atuty, o których wie każdy polityk amerykański, bo wytworzenie takiego wizerunku zawsze jest korzystne w polityce. Premier Tusk też już to wie.

Co Tusk mówi społeczeństwu, wybierając do rządu ludzi, którzy nie są fachowcami w dziedzinach, jakimi się obecnie zajmują, jak Jarosław Gowin, Joanna Mucha czy Sławomir Nowak.
Dla mnie zaskoczeniem była zmiana na stanowisku ministra sprawiedliwości. To stanowisko od czasu dymisji profesora Ćwiąkalskiego jakoś nie ma szczęścia. Być może pan doktor Gowin, choć nie jest prawnikiem, okaże się bardzo dobrym administratorem, bo na tym stanowisku jest to również wymagane i być może tu go nie doceniam. Ale minister Kwiatkowski sprawiał wrażenie kompetentnego ministra i chyba takim był w istocie, kierując resortem. Pewnie panią zdziwi, ale nie zaskoczyło mnie powierzenie teki ministra sportu Joannie Musze.

Dlaczego nie? Z wykształcenia jest doktorem ekonomii zdrowia.
Zbliża się Euro 2012 i to ona będzie jego twarzą. Czy można w Platformie wybrać lepszą twarz na tak międzynarodowe wydarzenie? Nie twierdzę, że pani Joanna Mucha nie będzie dobrym ministrem sportu. Być może będzie bardzo dobrym. Często ludzie stawiani wobec wyzwań, w sytuacjach skrajnych, jeżeli są w stanie im sprostać, wyrastają niemalże na bohaterów. Ale to pokaże czas. Również to, jak sobie poradzi z sytuacją w piłce nożnej.

Widzi Pan podobieństwa w komunikacji ze społeczeństwem między premierem a Januszem Palikotem?
My tak naprawdę nie wiemy, jakim typem partii politycznej jest Ruch Poparcia Palikota, mimo że deklaruje się jako partia lewicowa. Wiemy, że jest antyklerykalna, skrajnie liberalna obyczajowo, ale nie wiemy, jakie ma stanowisko w sprawie podatków, wydłużania emerytur, długu publicznego i wielu innych, w których będzie musiała zajmować stanowisko choćby głosowaniami w Sejmie. Kiedy stanie przed trudnymi decyzjami, to podejrzewam, że pojawią się w niej realne interesy i te interesy nie będą zbieżne. Być może pojawią się napięcia, z którymi Palikot będzie musiał sobie poradzić, żeby utrzymać jedność. To pospolite ruszenie, ten flash mob będzie się musiał przeobrazić w partię polityczną albo się rozpadnie. Nie bardzo wiemy, co robi Ruch Palikota. Wiemy, co robi Palikot - to socjotechnika polegająca na happeningu na tyle wyraziście odcinającym się od tła, na pograniczu skandalizowania, żeby media tego nie przegapiły. Platforma ma inny styl i pewnie to był jeden z powodów, dla których Palikotowi nie było już w Platformie wygodnie.

Z podobnych powodów nie było wygodnie Zbigniewowi Ziobrze w Prawie i Sprawiedliwości? Grupa ziobrystów kreuje się na przeciwny biegun do Palikota.
Za wcześnie, aby to stwierdzić. Już widać, że ugrupowanie, które ma się stać partią o nazwie Solidarna Polska, będzie się starało obejść PiS z prawej strony. Tam już jest bardzo mało miejsca i trzeba silnie licytować, aby być wiarygodnym w tej przestrzeni na prawo od PiS.

Wróćmy do premiera: jeśli test, o jakim Pan mówi, przejdzie dobrze, to co dalej z nim jako politykiem?
To mnie też interesuje. Jeśli będzie chciał dotrzymać tej deklaracji, jaką złożył w czasie kampanii wyborczej, że to będzie jego ostatnia kadencja, to te cztery lata musi poświęcić na zapewnienie w miarę płynnej sukcesji. Są spekulacje, głównie medialne, że jeżeli ta kadencja zakończy się sukcesem, to premier stanie się jednym z oficjeli UE. Ale myślę, że sam Donald Tusk tego nie wie.

Czytaj także:
* Wnuk-Lipiński: Katastrofa podlała krwią podziały, które istniały już wcześniej
* "Nowej lewicy nie będzie tworzył ani Ruch Palikota, ani SLD. Powstanie nowoczesna formacja"
* "Trzecia kadencja Tuska byłaby niebezpieczna dla Polski. Trzeba uważać..."

Wideo

Komentarze 8

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
ALA
A TERAZ JESZCZE SIE CHWALI W SWOICH REKLAMOWKACH
D
Doliwa
Od kilku lat trwa bałamutna i bajerancka agresja Tuska i jego PR-owców plus przychylnych mediów na społeczeństwo Polski. Z tej zapaści totalnego nihilizmu tej Tuskolandii, jako społeczeństwo będziemy musieli wychodzić latami, jeśli nie dekadami. Im wcześniej te PR-owsko "naukowe", a pełne cynizmu i hipokryzji rządy Tusków się skończą, tym szybciej może powróci zaufanie do słowa i chociażby niewielka normalność. A tak mamy PR-owski festiwal bajerowania i oszukiwania społeczeństwa, wspierany przez media, w interesie PO i wielkiego biznesu.
N
ND
Mówię to jako człowiek niewierzący.

Dziś to nowe Radio Wolna Europa dla Polaków, zastraszonych komandosami z ABW i manipulowanych "zaprzyjaźnionymi" mediami PO (określenie Andrzeja Wajdy). Nawet TVP i Polskie Radio są dziś tak samo wiarygodne, jak za czasów Gierka, czyli są tubami mafii PO-PSL-SLD.

Oba zbrodnicze systemy totalitarne XX wieku zwalczały wolność słowa. Hitlerowcy w całej okupowanej Europie, w tym także w Polsce, zwalczali nadawane z Londynu Radio BBC. Komuniści i bezpieka w PRL zwalczali równie bezwzględnie Radio Wolna Europa. Od tamtych totalitarnych czasów żadne radio nie było zwalczane tak brutalnie i tak bezwzględnie, jak Radio Maryja i związana z nim Telewizja Trwam.

Z mediów publicznych wyrzucono niemal wszystkich niewygodnych dziennikarzy, ograniczono możliwość rozwoju telewizji w internecie, zakazano wyborczych spotów i billboardów. Rząd chciałby zlikwidować Radio Maryja. Niezwykłe jest to, że władze wkurzyło stwierdzenie o jej totaliarnych metodach. Tymczase, to właśnie działania w sprawie mediów ekipy Tuska spełniają klasyczną definicję państwa totalitarnego.

Gdyby nie było Radia Maryja już byśmy uwierzyli, że własnej historii powinniśmy się wstydzić, że była ona pasmem draństwa i że to nie Niemcy, ale Polacy wymordowali Żydów, w Jedwabnem i gdzie indziej, a na Wołyniu wymordowaliśmy się sami. I że Niemcy z Wrocławia i Szczecina zostali wypędzeni, a Polacy z Polacy z Wilna i Lwowa byli szczęściarzami powracającymi do ojczyzny.

Bez Radia Maryja mielibyśmy głowy tak wyprane, jak pewien znany polityk lewicy, który kilka dni temu w przypadkowej rozmowie próbował mnie przekonać, ze Gross napisał w swojej książce za mało, bo naprawdę to większość Polaków za okupacji szmalcowała.

Bez Radia Maryja Unii Europejskiej trzeba by się tylko kłaniać i nie żądać od niej niczego, żeby się wobec niej nie wstydzić. Bo Polska to jest taki mały kraj i jak małe dziecko powinna się wstydzić. Bez Radia Maryja problemy polskiej wsi znalibyśmy wyłącznie z serialu "Ranczo".

Bez Radia Maryja już byśmy wszyscy wierzyli, że katastrofę smoleńską spowodowali pasażerowie a nie KGB.

W ostatnim czasie daje się zauważyć ograniczanie wolności słowa w Polsce oraz likwidację niezależnych mediów.

Z TVP zostały wyeliminowane m.in. takie programy jak: „Misja specjalna” Anity Gargas”, „Pod prasą” Tomasza Sakiewicza, „Bronisław Wildstein przedstawia”, „Antysalon” Rafała Ziemkiewicza, „Warto rozmawiać” Jana Pospieszalskiego. Ponadto z mediów publicznych zostali usunięci m.in. Joanna Lichocka, Jacek Karnowski, Jacek Sobala, Katarzyna Hejke, Grzegorz Górny, Tomasz Terlikowski, Grzegorz Braun, Robert Kaczmarek, Dariusz Karłowicz. Tzw. nieznani sprawcy pobili dziennikarza Pawła Mitera.

Dziennik „Rzeczpospolita” został sprzedany w niejasnych okolicznościach i traci swój niezależny charakter. Cenzurowany jest nawet Internet. Media głównego nurtu mimo pozornej różnorodności w opisywaniu rzeczywistości zależne są od jednego ośrodka decyzyjnego.
i
ivan
To nie jest obniżanie oczekiwań ale obłupienie ze złudzeń ostatnich naiwnych. Rozdysponowanie tego co było, tego co napłynęło i napożyczonego na zbójecki procent. Kiedy kaski brak, to zdzierać się chce z pariasów ale nie ma już z czego...
P
POparzony
KIBOLE. Miała być prowokacja wobec kibiców piłkarskich. Ale ci skopaliby dupsko Tuskowi na EURO 2012.
POlicja zabiła kibica żużlowego w Zielonej Górze i wywołała zamieszki. Dzięki wam chłopaki PO wygrała wybory. Odwdzięczy się z nawiązką.

TUsk POdnosi POdatki gwarantuje mundurowym utrzymanie tzw. "praw nabytych" do wcześniejszych, uprzywilejowanych emerytur dla pijanych POlicjantów, wojskowych i żon górników.
Ty przyszły emerycie z ZUS nie masz praw nabytych, najpierw TUSK ukradł twoje składki emerytalne do OFE, a teraz każe ci umierać przed terminem pierwszej emerytury.

Żadna z ZUS-owskich emerytur nie przekroczy magicznej granicy - emerytury 15 letniej agenta Tomka (34lata i 4 tysiące emerytury). Na utrzymanie Agenta Tomka potrzebne są 2 miliony złotych.

2 miliony złotych to życie ilu emerytów z ZUS?
g
gral
Napoleon wygrywając bitwy wykorzystywał artylerię i sprawdzoną w bojach lekko- i ciężkozbrojną kawalerię,Tusk korzysta z pospolitego ruszenia a niekiedy z ciurów obozowych.
A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu Wnuk-Lipiński: Tusk obniża oczekiwania ludzi. To jego strategia na ten kryzys
s
spokojny
Komu zależy na powtarzaniu słowa „kryzys”? Zarabiają na tym banki, bo jak idę do nich po kredyt to mówią: „niestety ale musi być tak wysokie oprocentowanie, bo jest kryzys”. Czyli płaczę i płacę. Taka gadka opłaca się też właścicielom firm i pracodawcom: „nie możemy podnosić płac, bo jest kryzys”. Mam jasność i dalej kiepskie zarobki.

Musi drożeć benzyna, bo „kryzys”, podobnie z lekami. Kryzysowej kasy żądają dilerzy samochodów i mieszkaniowi deweloperzy. O „kryzysie” warto mówić rządzącym: „gdyby nie ten kryzys to byśmy dawno już tyle dobrego zrobili”. Opozycja też zyskuje na wmawianiu „kryzysu”: „za kryzys odpowiada rząd, jak my dojdziemy do władzy to zlikwidujemy kryzys”. Wciskaniem „kryzysu” zainteresowane są także media – jest sensacja, dramatyzm, można nawet dodać coś o „końcu świata”.

A jak mam tego dosyć i mówię spokojnie tym cwanym zaklinaczom: przestańcie wreszcie pie....ć!.
m
mal
Tusk nie boi się trudnych spraw,tylko nie potrafi ich rozwiązać.Być może Gowin,być może Mucha,być może...BYĆ MOŻE to woda toaletowa a Polsce potrzebi są kompetentni politycy a nie statyści.
Dodaj ogłoszenie