Włodzimierz Smolarek. Biegał z końmi, gonił Niemców, a Ruskim nigdy się nie kłaniał

Hubert Zdankiewicz
Udostępnij:
Za życia wydawał się niezniszczalny, mówiono o nim, że truchta nawet we śnie. Karierę zrobił na przekór wszystkiemu, nie załamała go nawet degradacja na... stajennego. O zmarłym w ostatnią środę Włodzimierzu Smolarku - pisze Hubert Zdankiewicz

Drugiego takiego piłkarza jak on nieprędko się w Polsce doczekamy. Być może nie narodzi się już nigdy. Był unikalny, choć przecież nie miał talentu Lubańskiego, elegancji i precyzji Deyny, nie był królem strzelców mistrzostw świata jak Lato i nie grał w czołowych klubach Europy jak Boniek. Gdyby jednak zapytać przeciętnego kibica, z kim kojarzą mu się największe sukcesy polskiego futbolu, to nazwisko Smolarka padłoby jako jedno z pierwszych. Choć przecież strzelił dla reprezentacji Polski "tylko" 13 goli... Niemal zawsze były to jednak historyczne trafienia.

Messi by się nie powstydził

Tak jak na mistrzostwach świata w Hiszpanii, w 1982 roku. Po dwóch bezbramkowych remisach z Włochami i Kamerunem biało-czerwoni grali mecz o wszystko z Peru. Kolejny remis oznaczał, że drużyna prowadzona wówczas przez Antoniego Piechniczka wróciłaby do domu już po fazie grupowej, co uznano by w kraju za kompromitację. To nie były jeszcze czasy, że sam udział w wielkim turnieju był dla nas sukcesem. Kibice mieli świeżo w pamięci trzecie miejsce na mundialu w 1974 roku, a w reprezentacji wciąż grało jeszcze kilku bohaterów tamtego turnieju...

Nietrudno więc zgadnąć, że w polskiej szatni było nerwowo. Tym bardziej, że wynik 0:0 utrzymywał się aż do 55. minuty. Wówczas jednak Smolarek w charakterystyczny dla siebie sposób popędził lewym skrzydłem i płaskim strzałem pokonał bramkarza rywali słynnego Ramona Quirogę. "Gol! Gol! Proszę państwa! Wreszcie!" - cieszył się legendarny Jan Ciszewski w studiu TVP, a wraz z nim szalała z radości cała Polska. To był przełom, bo Polscy wygrali ostatecznie aż 5:1. Wyszli z grupy, a potem skończyli turniej na trzecim miejscu.

W walce o półfinał wyeliminowali jeszcze ZSRR - nietrudno zgadnąć, co to oznaczało dla kibiców, w kraju trwał przecież stan wojenny. Ten mecz znów był popisem Smolarka, choć tym razem nie trafił do siatki. Polakom wystarczał do awansu bezbramkowy remis i utrzymali taki wynik do końca, pomimo wściekłych ataków Rosjan. W dużej mierze dzięki niemu. W końcówce, gdy tylko dostał od kolegów piłkę, biegł z nią do narożnika boiska i i stawał przy chorągiewce. Tam kręcił kółeczka, zastawiał się przed rywalami, grał na czas. Jego wyczyn przeszedł do legendy, tak samo jak parady Jana Tomaszewskiego na Wembley.

Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie jego dwie bramki rok wcześniej w Lipsku. W wygranym 3:2 meczu z NRD, który dał Polakom awans na mundial. Na kolejnym - w 1986 roku - był jedynym, który nie zawiódł. To on zdobył dla nas jedynego gola w turnieju, w wygranym 1:0 meczu grupowym z Portugalią, który dał nam awans do fazy pucharowej (w 1/8 finału przegraliśmy 0:4 z Brazylią). Wcześniej zdobył również trzy ważne bramki w eliminacjach. W tym jednej, której nie powstydziłby się Lionel Messi. W meczu z Grecją w Atenach trafił do siatki po rajdzie przez pół boiska i minięciu kilku rywali.

Strzelał nie tylko w kadrze. Kibice Widzewa do dziś wspominają jego trafienia w pucharowych meczach z Juventusem Turyn i Liverpoolem. Trudno w to dziś uwierzyć, ale były to czasy, gdy polskie kluby toczyły wyrównane boje z największymi europejskimi potęgami, a przed Smolarkiem drżeli najtwardsi nawet obrońcy. Był jak doktor Jekyll i mister Hyde. Poza boiskiem spokojny. - Małomówny, ale bardzo sympatyczny. Był jednym z tych, z którym można było zamienić kilkadziesiąt słów przez kilkanaście lat, ale i tak traktowało się go jako przyjaciela - wspomina Zbigniew Boniek.

Na boisku odwrotnie. Tym najbardziej wyróżniał się na tle rodaków - historia naszej piłki wybrukowana jest "młodymi i zdolnymi", którzy rozmienili swój talent na drobne w kasynach, knajpach i dyskotekach. Tak było przed laty, tak jest i teraz. Smolarek odwrotnie... - To właśnie dzięki niemu i Bońkowi wzięło się słynne określenie "widzewski charakter" - podkreśla Jan Tomaszewski. - Gdy wszystkim piłkarzom podczas ciężkiego meczu zaczynały gasnąć światła, oni wydobywali żelazne rezerwy sił z wątroby i potrafili strzelać gole w końcowych minutach. Często miałem wrażenie, że Włodek już od pierwszych minut "jedzie" z wątroby. Widząc go na treningach czy podczas meczów, pytałem nieraz w myślach: "Gdzie frajerze biegniesz? Przecież nie masz szans dojść do tej piłki". Później okazywało się, że on jednak wyłuskał ją w ostatniej chwili i strzelał gola.

Włodzimierz Smolarek nie żyje - RAPORT

Tłumy przyjdą pożegnać Włodzimierza Smolarka

Widzewska ikona Łodzi odeszła... [ZDJĘCIA]

Prezydent odznaczył Włodzimierza Smolarka

Włodzimierz Smolarek nie żyje. Miał 54 lata

Ofiarny, waleczny, dowcipny... Zmarł Włodzimierz Smolarek [GALERIA]

Skazany na stajnię

Graliśmy kiedyś mecz na wyjeździe. Dla nas był to mecz o czapkę śliwek, a gospodarze musieli wygrać. Koledzy mieli chęć odpuścić to spotkanie - wspominał wielokrotnie Boniek. Kiedy trener wyszedł, doszło w szatni do gorącej dyskusji. Omal się nie pobiliśmy. Zespół demokratycznie postanowił, że mecz odpuszczamy. Powiedziałem: "Róbcie, co chcecie. Ja gram, żeby wygrać". Włodek powiedział to samo. I zaczęliśmy mecz dwóch na 20. Po pięciu minutach graliśmy trzech na 19, po dziesięciu było czterech na 18. Po pierwszej połowie graliśmy 11 na 11. Wygraliśmy 2:1. Na początku drugiej połowy Smolarek wziął piłkę 50 m od bramki, minął wszystkich i strzelił gola.

Do legendy przeszły też jego pojedynki z Claudio Gentile - włoskim stoperem, który słynął z tego, że potrafił sponiewierać i odebrać ochotę do gry największym gwiazdom, jak Brazylijczyk Zico czy Argentyńczyk Diego Maradona. Polakowi jakoś nie odebrał...

Być może dlatego, że walczyć o swoje musiał przez całą piłkarską karierę. Nie załamał się, gdy nie poznali się na nim początkowo w Widzewie i oddali lekką ręką przyszłą gwiazdę stadionów do wojska.

- Wiadomo, co oznacza dla piłkarza dwuletnia przerwa w grze, a w Modlinie mogłem tylko pomarzyć o regularnym kopaniu piłki. Na szczęście odbywały się mistrzostwa wojskowe, w których bardzo się wyróżniłem. Dostrzegli mnie działacze Legii Warszawa i powiedzieli, że po złożeniu przysięgi będę mógł trenować z kadrą pierwszego zespołu - wspominał po latach Smolarek, który jednak - znowu na przekór wszystkim - zdecydował, że po odbyciu służby nie zostanie w Legii. Gdy dowiedzieli się o tym działacze, został karnie przesunięty do jednostki w Starej Miłosnej i powierzono mu obowiązki... stajennego. Naoczni świadkowie twierdzą, że aby nie stracić formy, piłkarz ścigał się z końmi.

W międzyczasie podpisał kontrakt z Widzewem, na którego mecze (w lidze!) po prostu uciekał z jednostki, korzystając z nieuwagi przełożonych. - Zbyszek Boniek dziwił się, że na boisko wbiega facet, którego nie ma nawet w składzie ani na odprawie, ale wcale mu ten fakt nie przeszkadzał. Trenerowi zresztą też. Jednak miarka się w końcu przebrała i zagrożono mi aresztem - opowiadał piłkarz.

Karierę uratowało mu osobiste wstawiennictwo regularnie goszczącego w Starej Miłosnej generała Wojciecha Barańskiego (ówczesny szef Głównego Zarządu Szkolenia Bojowego). Tak znów trafił do Łodzi.

To on przekonał Ebiego

Po raz kolejny postawił na swoim, gdy po mundialu w Meksyku postanowił wyjechać za granicę. O wiele za późno - można tylko spekulować, co by było, gdyby mógł zrobić to w roku 1982, tak jak Boniek. Może on też miałby wówczas w kolekcji Puchar Europy i nominację do Złotej Piłki tygodnika "France Football". Już w 1980 roku pytał o niego Feyenoord Rotterdam, później pojawiła się oferta Paris Saint-Germain. Idiotyczne przepisy zabraniały jednak wówczas wyjazdu z Polski piłkarzom, którzy nie ukończyli 30 lat. Dla Bońka zrobiono wyjątek, dla Smolarka już nie. Do Eintrachtu Frankfurt trafił dopiero na rok przed trzydziestką.

I tak zdołał jednak zostać gwiazdą Bundesligi, choć początki znów nie były łatwe.

- Dla kolegów z drużyny byłem "głupim Polaczkiem". Niemcy na każdym kroku chcieli mi pokazać, że się nie nadaję. Na treningach nie podawali mi piłki, kopali - wspominał piłkarz. - Na kolejny trening założyłem więc ochraniacze, najdłuższe korki i poszedłem na całość. Najpierw zacząłem ich denerwować zakładaniem "siatek", a potem wykosiłem pół drużyny. Trener wściekły, pyta, co ja wyprawiam. Ja mu na to: "A jak mnie kopali, to pan nie reagował" - dodał... To cały Smolarek.

- W Feyenoordzie [do którego trafił na koniec kariery i w którym po zawieszeniu butów na kołku trenował młodzież - red.] był człowiekiem instytucją. Znany jednocześnie jako niesamowity piłkarz, a także trener koordynator - wspomina Tomasz Rząsa, były piłkarz klubu Rotterdamu.

W Holandii po jego okiem pierwsze kroki w klubie stawiał m.in. Robin Van Persie, dziś gwiazda londyńskiego Arsenalu. Wychował także syna i... przekonał go do gry dla Polski. Wbrew rodzinnej legendzie wychowany za granicą Euzebiusz wcale nie palił się bowiem początkowo do gry z orzełkiem na piersi. Zwłaszcza gdy dostał powołanie do młodzieżowej reprezentacji Holandii. To ojciec przekonał go do zmiany decyzji i dziś syn ma w dorobku 20 bramek w biało-czerwonych barwach. Więcej niż Smolarek senior. Ebi nigdy jednak nie ośmielił się z nim porównywać. Nie tylko dlatego, że nie ma w dorobku medalu mistrzostw świata.

- Wykorzystał swój talent do maksimum - uważa były kolega Smolarka z reprezentacji Andrzej Iwan, który przyznaje, że był w szoku na wieść o jego śmierci. - On był człowiekiem o końskim zdrowiu i wydawał się być nieśmiertelnym. Trudno uwierzyć, że już odszedł. O wiele za wcześnie, miał przecież dopiero 54 lata - dodaje.

Hubert Zdankiewicz

Czytaj także:

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

d
długo_pis
pokoj jego duszy... (*)
Przejdź na stronę główną PolskaTimes
Dodaj ogłoszenie