Właściciel zajazdu na pięknym Roztoczu

Grażyna Kurpińska
Według Henryka Kapronia, marzenia to początek działania, więc marzy i działa. I to działa! fot. Wojciech Pacewicz
Wakacje to czas lenistwa, słońca i relaksu. Ale nie dla Henryka Kapronia! Szpakowaty, z lekka zaciągający właściciel zagrody Roztocze w Obszy k. Zamościa właśnie przygotowuje swoje obejście do nadchodzącego sezonu urlopowego.

Słowo "obejście" może wprowadzać w błąd, bo zagroda "Roztocze" to kompleks agroturystyczny z prawdziwego zdarzenia. Zamiast betonowych hoteli jest tu kilka krytych strzechą chałup, wewnątrz których kryją się komfortowo wyposażone pokoje i łazienki. To trend europejski. Takie kameralne ośrodki, urządzone w odrestaurowanych dworkach czy młynach, przyciągają dziś turystów we Włoszech, Austrii czy Francji.

Z Obszą związane jest całe życie Henryka Kapronia. Tu się urodził i tu jego rodzice prowadzili 6-hektarowe gospodarstwo. W młodości wieś wydawała mu się nudna. Przyciągało go miasto z kinami, knajpami i ulicznym gwarem. Gdy tylko skończył liceum, przeprowadził się do Lubartowa, gdzie wspólnie z kolegą założył pracownię krawiecką. Dziś nie chce mówić o tych czasach. Twierdzi tylko, że po 20 latach miejskiego życia i szarpaninie z kontrahentami z ulgą wrócił do rodzinnej Obszy.

Kupił od gminnej spółdzielni 2 ha ziemi z ponadstuletnim budynkiem, w którym przed wojną była karczma. Po ekspertyzie okazało się jednak, że nie remontowany od lat obiekt nadaje się do rozbiórki. Kaproń zacisnął zęby, zaciągnął kredyt i krok po kroku zaczął odtwarzać zabytkowy budynek.

W ciągu kilku miesięcy powstała stylizowana restauracja. W podziemiu wybudował kuchnię i piwniczkę na wina, zaś na poddaszu pomieszczenia socjalne. Przy głównym budynku dobudował nowy, który pomieścił salę bankietowo-konferencyjną dla 150 gości. Kaproń zadbał o każdy szczegół wystroju. Skupował stare meble, a nowe zamawiał u najlepszych rzemieślników. Zatrudnił dekoratorów, którzy stworzyli unikatowy klimat wnętrz.

Inwestycja pochłonęła kilkaset tysięcy złotych, ale w końcu zaczęła się zwracać. Wabikiem na klientów okazała się restauracja. W jej menu znalazły się tutejsze specjały, a wśród nich: słynny piróg biłgorajski z sosem grzybowym; mieszek z mięsa wieprzowego z grzybami i sosem myśliwskim; gołąbki z kaszą gryczaną i grzybami; karkówka w winie i na żurawinie.

Gości zachwyca także wystrój wnętrz. Największą atrakcją jest XIX-wieczna chata urządzona oryginalnymi, odrestaurowanymi meblami. Jest tu nawet łazienka z dębową beczką zamiast wanny i starannie ukrytym kranem, z którego po odkręceniu leci ciepła woda. Chętnych na nocleg w starej chacie jest tak wielu, że rezerwację trzeba robić z półrocznym wyprzedzeniem. Zwłaszcza że ceny są konkurencyjne - 45 zł za osobę.

Stworzona przez Kapronia zagroda wpisuje się w nowy model agroturystyki. - Dziś ludzie z miasta chcą rozkoszować się sielskim klimatem, ale mieszkać w warunkach nie gorszych niż w trzygwiazdkowym hotelu - mówi Bożena Chwałkowska, prezes Polskiej Federacji Turystyki Wiejskiej. Tak jest nie tylko u nas. Niemieckie TUI kupiło starą wioskę w Toskanii z niewielkimi kamiennymi domkami, średniowiecznym kościołem i zamkiem. Za kilkaset milionów euro chce robić tu kurort z restauracjami, ośrodkami spa oraz markowymi butikami. Wszystko w oryginalnych starych murach i patynie.
W Austrii turystycznym hitem są też tzw. almhütte, czyli oryginalne, pasterskie chatki. W niektórych nie ma nawet prądu i turyści, żeby ugotować lub wykąpać się w ciepłej wodzie, muszą najpierw narąbać drzewa i napalić pod kuchnią.

Nawet wielcy touroperatorzy inwestują w kameralne wioski turystyczne. W Polsce też powstają takie ośrodki. W kompleksie Sioło Budy koło Białowieży goście mieszkają w budynkach stylizowanych na stare chałupy, które są częścią oryginalnego skansenu. Niekonwencjonalny, rustykalny kompleks chce też zbudować rodzina Gąsieniców Byrcynów, która jest m.in. właścicielem terenów na Gubałówce.

Henryk Kaproń zagranicznych wiosek nigdy nie oglądał. Ma jednak intuicję, która podpowiada mu, czego chcą ludzie. Dlatego już w przyszłym roku chce uruchomić prawdziwą ruską banię dla gości. A w przyszłości składnicę win węgierskich - wszak przez Obszę, która była miejscowością graniczną między Austro-Węgrami i Rosją, wiódł szlak winny.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie