Witold Bańka: WADA to wielkie wyzwanie, ale jeszcze wrócę na Śląsk

Jacek Sroka
Witold Bańka sprawdził się jako minister sportu i turystyki. 
Oby równie dobrze radził sobie w fotelu prezydenta WADA
Witold Bańka sprawdził się jako minister sportu i turystyki. 
Oby równie dobrze radził sobie w fotelu prezydenta WADA fot. SYLWIA DąBROWA
Witold Bańka, były minister sportu i turystyki oraz nowy prezydent Światowej Agencji Antydopingowej (WADA) opowiada o czekających go od 1 stycznia wyzwaniach i podsumowuje cztery lata spędzone w rządzie. Mówi też gdzie spędzi święta Bożego Narodzenia.

1 stycznia oficjalnie obejmie pan stanowisko prezydenta WADA. Jest pan gotów na nowe wyzwania?
Przygotowuję się już do tej nowej roli. Na pewno stoją przede mną duże wyzwania, bo wiadomo jaka to jest organizacja, o jakim znaczeniu w światowym sporcie. Na pewno nie będzie to rejs łódką po spokojnej wodzie, bo doskonale wiem z czym przyjdzie mi się mierzyć w tej kadencji.

Centrala Światowej Agencji Antydopingowej mieści się w Montrealu i zanosi się, że najbliższe lata spędzi pan na walizkach.
To nie jest organizacja, w której jest konieczność przebywania non stop w jednym miejscu. Moi poprzednicy też nie mieszkali tam na stałe. Będę oczywiście bardzo często przebywał w Montrealu, ale obecnie technologia jest tak rozwinięta, że będę stale w kontakcie z managementem WADA także przebywając w Warszawie czy będąc na Śląsku lub w podróży.

Wynajmie pan jednak jakieś lokum w Kanadzie?
Jak jestem w Montrealu to mam na miejscu tam zagwarantowane zakwaterowanie. Nie mam jednak stałego terminarza mojego pobytu w Kanadzie, więc wynajmowanie tam czegoś na stałe nie ma za bardzo sensu.

Częściej będzie można pana pewnie spotkać w Wilanowie, gdzie zamierza pan urządzić biuro prezydenta WADA.
Lokalizacja jest już wybrana. To będzie niewielkie operacyjne biuro, w którym będzie pracowało kilka osób pomagających w kontakcie ze mną. Część z nich przejdzie do niego z ministerstwa sportu i turystyki. Będę dużo w rozjazdach, ale być może będę mógł jako prezydent WADA być częściej na rodzinnym Śląsku niż jako minister sportu i turystyki.

Czyżby Witold Bańka szykował się do powrotu w rodzinne strony?
Są pewne pomysły na moje większe zaangażowanie w sprawy naszego regionu, którego dobro zawsze leżało mi na sercu. Śląsk kocham i zawsze kochałem. Nigdy nie ukrywałem, że stąd pochodzę mieszkając najpierw w Ty-chach, a teraz w Bojszowach. Szczegóły ujawnimy niebawem. Dziś powiem tylko, że przez cztery lata sprawowania funkcji ministra w obszarze sportu i turystyki udało się tutaj wiele zrobić. Taką inspiracją do tego, by jeszcze bardziej zaangażować się w promocję Śląska już na szczeblu globalnym, były reakcje na Światową Konferencję Antydopingową zorganizowaną w listopadzie w Katowicach, która została uznana za najlepszą w historii WADA, a od wielu działaczy z zagranicy słyszałem, że była to generalnie jedna z najlepszych konferencji sportowych na jakich byli. Możemy być z niej dumni nie tylko ja jako minister sportu i prezydent WADA, ale także marszałek województwa śląskiego oraz prezydent Katowic. Pokazaliśmy się wówczas z jak najlepszej strony.

Gdzie jeszcze poza Montrealem i Warszawą znajdują się biura WADA?
Mamy też biura w Lozannie, Tokio, Montevideo i Johannes-burgu. W sumie w WADA pracuje teraz około 130 osób.

W fotelu prezydenta WADA chce pan spędzić trzy czy sześć lat?
Myślę, że trzeba się szykować na sześć lat. Po trzech latach nie ma bowiem wyborów, a jedynie formalne odnowienie mandatu na kolejną kadencję.

Jednym z pana pomysłów na zwiększenie skuteczności WADA jest zaangażowanie prywatnego kapitału do walki z dopingiem, co pozwoliłoby znacząco zwiększyć budżet tej organizacji.
To jeden z moich sztandarowych projektów. Chciałbym, żeby ten fundusz zaczął funkcjonować już w przyszłym roku. To będzie fundacja na prawie szwajcarskim zarejestrowana w Lozannie, natomiast lokalizacja jej siedziby jest jeszcze sprawą otwartą. To jest wielkie wyzwanie, bo obecny budżet WADA wynoszący od 36 do 40 mln dolarów w zależności od dodatkowych kontrybucji, które trafiają do tej organizacji, jest śmieszny wobec skali działań jakie podejmujemy walcząc z dopingiem. Chcemy zaangażować w to przedsięwzięcie wielkie światowe firmy i dużych sponsorów, aby w ramach ich społecznej odpowiedzialności biznesu wspierały naszą walkę o czysty sport. Nie ukrywam, że rozmawiam na ten temat także z polskimi przedsiębiorstwami.

Polityka informacyjna WADA pozostawiała w ostatnich latach wiele do życzenia. To też będzie chciał pan zmienić jako prezydent tej organizacji?
Zdecydowanie tak. Chcę wprowadzić w WADA większą otwartość na sportowców i na 
media. Procedury antydopingowe są bardzo skomplikowane i trzeba sporo pracy poświęcić na wytłumaczenie ludziom tego wszystkiego. WADA w przeszłości podejmowała wiele dobrych decyzji tylko były one często w zły sposób komunikowane społeczeństwu.

Prezydentura WADA to kolejny krok w pana karierze. A myśli pan już o tym co będzie robił po zakończeniu kadencji? Mierzy pan w członkostwo w Międzynarodowym Komitecie Olimpijskim?
Część osób faktycznie traktuje MKOl jako szczyt marzeń, ale ja o tym nie myślę i mówię to z ręką na sercu, że nie jest to moim celem. Staję teraz na czele organizacji o naprawdę ogromnym znaczeniu i na tym się skupiam. Gdyby pan mnie cztery lata temu spytał, a pamiętam nasz pierwszy wywiad, czy będę prezydentem Światowej Agencji Antydopingowej, to pewnie obaj byśmy się serdecznie uśmiali, więc nie wybiegam tak daleko przyszłość. Na razie chciałbym, żeby udało mi się zwiększyć budżet na politykę antydopingową, zwiększyć świadomość sportowców, przeprowadzać więcej kontroli i mieć więcej akredytowanych laboratoriów. Słowem, żeby ten system był szczelniejszy. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie zdołam wyeliminować ze sportu dopingu tak jak nikt nie wyeliminuje z naszego życia codziennego innych przestępstw, ale zrobię wszystko, żeby walka z dopingiem przynosiła efekty. To jest moje zadanie na najbliższe sześć lat.

Wróćmy na chwilę do tego co już za panem, a mianowicie czterech latach w roli ministra sportu i turystyki, 
zdaniem wielu najlepszego od dawna. O tym jak dobrym ministrem był Witold Bańka najlepiej świadczyło chyba bardzo długie poszukiwanie pana następcy…
Niezręcznie mi to komentować, bo to nie ja powinienem oceniać moją pracę. Mam poczucie satysfakcji z wprowadzonych zmian legislacyjnych w ustawie o sporcie, ustawie o zwalczaniu dopingu w sporcie, ustawie wprowadzającej zabezpieczenia dla klientów biur podróży i Turystycznym Funduszu Gwarancyjnym. Cieszę się z powrotu do szkół zajęć SKS, mamy Program Klub, Team 100, Narodową Bazę Talentów, Program Skaut czy Polską Agencję Antydopingową oraz polskie laboratorium akredytowane przy WADA. Pewne sprawy zostały w polskim sporcie poukładane, a dla mnie najlepszą oceną mojej pracy są pozytywne głosy płynące ze środowiska sportowego, z którego sam się wywodzę. Nowej pani minister natomiast zawsze chętnie będę służył radą, jeżeli tylko o nią poprosi.

Podsumowaniem pana pracy w ministerstwie będzie grad medali na igrzyskach w Tokio czy może raczej utrzymanie wymienionych wcześniej programów na kolejne lata?
Zawsze irytowało mnie, gdy zasługi za medale wywalczone przez sportowców przypisywało się ministrowi. Gdy dzwoniono do mnie z gratulacjami po zwycięskim meczu kadry piłkarskiej zawsze żartowałem, że noga przy karnym mi trochę zadrżała. A mówiąc poważnie to jest to zawsze sukces sportowca, bo to on, a nie minister rzuca młotem czy skacze na 
nartach. Ministerstwo ma stworzyć do tego jak najlepsze warunki i mogę śmiało powiedzieć, że sportowcy na kilka miesięcy przed igrzyskami w Tokio mają zapewnione wszystko co trzeba. Budżety na przyszły rok zostały przygotowane najszybciej w historii, żeby związki mogły podpisać umowy i stypendia były wypłacane bez poślizgów już od stycznia. Najzdolniejszym pomagaliśmy też w podpisywaniu indywidualnych kontraktów ze spółkami skarbu państwa, więc mogę powiedzieć, że mają zapewniony komfort przygotowań. Wszystko jest w ich rękach i nogach, a to ile medali przywiozą z Japonii, to nie jest pytanie do ministra. Po cichu powiem jednak, że liczę na około 15 krążków w Tokio, bo potencjał na pewno jest spory.

Jest jednak problem, z którym pan jako minister sportu nie do końca sobie poradził. Chodzi o patologiczną działalność niektórych polskich związków sportowych.
Zarządzanie w niektórych związkach często przypomina nowotwór, który mocno ogranicza potencjał polskiego sportu, a dbanie o własny interes, a nie dobro dyscypliny, to niestety motto wielu naszych działaczy. Z wielką przykrością obserwowałem wojenki różnych frakcji często dużo gorsze niż wojny polityczne, ale jako minister miałem ograniczony wpływ, bo mamy przecież demokratyczny system wyboru władz związkowych, który trzeba szanować. Jedynym mocnym narzędziem, które posiadałem było ograniczanie finansowania i w krytycznych sytuacjach nie wahałem się z niego skorzystać. Marnym pocieszeniem jest fakt, że taki problem ma większość ministrów sportu na całym świecie i często we własnym gronie o tym dyskutowaliśmy. Wprowadziliśmy jednak Kodeks Dobrego Zarządzania i Akademię Zarządzania dla polskich związków sportowych, by nie tylko wymagać, ale także edukować działaczy.

Zobaczcie koniecznie

Nie przegapcie

 

Ostatni miesiąc był dla pana trochę spokojniejszy. Gdzie spędzi pan Boże Narodzenie?
U nos w Bojszowach (w głosie rozmówcy wyraźnie słychać śląską gwarę - jac), czyli w swoim domu na Śląsku.

ą

Ile zarabiają reprezentanci Polski ?Najwięcej Szczęsny i Lew

Wideo

Materiał oryginalny: Witold Bańka: WADA to wielkie wyzwanie, ale jeszcze wrócę na Śląsk - Dziennik Zachodni

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie