Wietnam w czasie koronawirusa - oczami Polaka, który tam przebywa [zdjęcia]

Monika Smól
Monika Smól
- Wietnam to kraj uśmiechniętych ludzi, pięknych krajobrazów, dobrego - aczkolwiek dość egzotycznego dla Polaków - jedzenia, życie tu biegnie jak zawsze - tylko ulice opustoszały - mówi podróżnik Kamil Ziemniewicz Nadesłane/Kamil Ziemniewicz
Kamil Ziemniewicz - podróżnik z Trójmiasta jest właśnie w Wietnamie. Jak co roku o tym czasie spędzał tam urlop. Tam właśnie otrzymał informację o tym, że zagrożenie koronawirusem dotarło do Polski.

Postanowił przedłużyć pobyt. Nam opowiedział, jak wygląda sytuacja dotycząca tego samego zagrożenia w Azji, jak Wietnamczycy radzą sobie z groźnym wirusem.

- Kiedy wylatywałeś do Wietnamu Polski sytuacja związana z epidemią koronawirusa jeszcze nie dotyczyła. Spodziewałeś się tak szybkiego rozwoju wypadków?
- Wietnam to mój ulubiony kraj na wypoczynek. Spędzam tu dwa miesiące w roku. Bilet do Wietnamu kupiłem rok wcześniej. To miał być najdłuższy pobyt, 43 dni. Wcześniej zazwyczaj bywałem na miejscu około czterech tygodni. Kiedy wyjeżdżałem do Wietnamu problem koronawirusa dotyczył właściwie Chin - w Wietnamie było kilkanaście przypadków na prawie 100 milionów mieszkańców.

- W Azji jednak koronawirus zataczał szerokie kręgi i zbierał żniwo. Wyjazd w tym czasie w takie tereny to akt odwagi czy brawury?
- Jestem odpowiedzialnym człowiekiem nigdy bym nie pojechał do Wietnamu, gdyby było to niebezpieczne tylko dlatego, że kupiłem bilet. W tej chwili w Wietnamie jest ponad 100 przypadków zarażenia, nie zmarł nikt. Jestem mile zaskoczony jak działa wietnamska służba zdrowia. Doceniają ją również Polacy, którzy byli na kwarantannie. Opisała to nawet lokalna prasa. Tytuł artykułu brzmi: Polscy turyści: „Wietnam na zawsze pozostanie w naszych sercach”. Mimo iż większość urlopu zostali zmuszeni spędzić na kwarantannie wyrazili zachwyt nad tym krajem i opieką personelu, który się o nich troszczył w tym czasie. Szerokim echem wiadomości o tak wdzięcznych Polakach odbiły się w całym Wietnamie. Moi znajomi, po zakończeniu kwarantanny, od władz w Wietnamie dostali słodycze. Polskie czekoladki.

- Który już raz jesteś w Wietnamie? Czy widzisz zmiany w tym Wietnamie, który znałeś z poprzednich pobytów a tym obecnym?
- Do Wietnamu pierwszy raz przyjechałem w roku 2006 roku, więc 14 lat temu. Widzę ogromny postęp. Ostatnio spedzam czas w prowincji Khanh Hoa w mieście Nha Trang. To kurort szczególnie lubiany przez rosyjskich turystów. To mi nie przeszkadza, gdyż po wielu latach podróżowania do tego miejsca mam tu wielu przyjaciół - Rosjan. Samo miasto bardzo się rozwinęło jest coraz piękniejsze. Jest wielkości Gdyni.

- Jak wygląda sytuacja w prowincji, w której jesteś, a na jakim etapie radzenia sobie z pandemią jest Wietnam?
- Prowincja Khanh Hoa, w której znajduje się miejscowość turystyczna Nha Trang, została uznana za wolną od COVID-19 od 26 lutego. W prowincji nie zgłoszono żadnych przypadków COVID-19 od 4 lutego. Pomimo epidemii, rosyjscy turyści nadal odwiedzają Nha Trang - z niewielkim spadkiem w porównaniu do ubiegłego roku w tym samym okresie.

- Ulice pełne skuterów są teraz spokojniejsze? Sklepy i restauracje, bary, kościoły świecą pustkami?
- Fakt, na ulicach jest mniej ludzi i skuterów. I, niestety, z uwagi na wzrost przypadków zachorowań na całym świecie Wietnam - tak, jak Polska - zamknął kilka dni temu granice. W mieście, w którym przebywam, widać już tego skutki. Z uwagi na drastycznie zmniejszoną liczbę turystów zamykają się sklepy i restauracje.

- Wietnamczycy zmienili się? Są ostrożniejsi, trzymają dystans? Jak patrzą na was – obcokrajowców, białych?
- Wietnam to kraj uśmiechniętych ludzi. Osobiście nie odczuwam wrogości, a wręcz przeciwnie, ludzie są w stosunku do mnie uprzejmi i otwarci. Często wieczorem jak siedzę przy szklance Bia Hoi - to słabe lokalne piwo, ludzie mnie zagadują. Normalne w Wietnamie jest to, że chcą znać mój stan cywilny, pytają o rodziców, rodzeństwo. Tym sposobem uczą się też angielskiego, traktują to jak darmowe lekcje. Ja, aby zasymilować się z miejscową ludnością nauczyłem się kilku słów po wietnamsku. Poza tym, nigdy w Wietnamie nie miałem sytuacji, w której czułbym się zagrożony. Ludzie są tu bardzo pomocni. Według mnie, każdy otrzyma pomoc, jeśli się o nią zwróci.

- Mówi się, że walka z koronawirusem jest pod wieloma względami jak wojna. Zdecydowana większość Polaków wojnę zna z książek i opowieści rodziców, dziadków. Ostatnia – II woja światowa – zakończyła się 75 lat temu. Wietnamczykom temat wojny jest bliższy – wielu z nich pamięta działania militarne na Półwyspie Indochińskim, które zakończyły się zaledwie 45 lat temu. Czy są dzięki temu bardziej zahartowani na stan zagrożenia, lepiej sobie radzą choćby psychicznie? Nie panikują?
- Nie ma tu żadnej paniki. Oprócz opustoszałych ulic życie biegnie normalnie. Wietnamczycy mają doświadczenie w takich sytuacjach. W Polsce wybuchła panika, bo po raz pierwszy na taka skalę wirus dotarł do naszego kraju. Tu poważnie podchodzi się do problemu. Po zdiagnozowanie pojedynczego przypadku policja momentalnie dociera do osób, które mogły mieć kontakt z osobą chorą i taki człowiek jest wysyłany na kwarantannę.

- Jak oni chronią się w tej sytuacji – rękawiczki, maski, unikanie skupisk, trzymanie higieny? Czy mają inne sposoby radzenia sobie w sytuacji, by zapobiec rozprzestrzenianiu się wirusa, które można przenieść na polski grunt?
- W Wietnam od początku radzą sobie przynajmniej do tej pory niezwykle sprawnie w walce z koronawirusem. Na każdym kroku są darmowe środki do dezynfekcji rąk. Jak wchodzisz do sklepu musisz założyć maskę. Dezynfekcja rąk ma sens, bo każdy w sklepie dotyka się towaru i nierzadko odkłada go z powrotem na półkę. Przed wejściem do sklepu, banku czy innego urzędu mierzona jest także każdemu temperatura. Poza tym w przeciwieństwie do Polski wykonywanie testów na koronawirusa jest powszechne.Jak tylko wykryją pojedynczy przypadek – od razu robią testy tysiącom ludzi, których uznają za zagrożonych i w stosunku do których widzą taką konieczność. Wykonują testy także wszystkim tym, którzy są w kwarantannie.

- A wy, bo wiem że jesteś z kilkoma kolegami, jak sobie radzicie w tej sytuacji? Uważacie gdzie chodzicie, gdzie jecie posiłki, co kupujecie np. na targach?
- Jemy street food, który tutaj jest genialny. Sanepid w Polsce zapewne zamknąłby takie miejsca od razu, ale ja jem posiłki serwowane na ulicach zawsze gdy tu przyjeżdżam – czyli od wielu lat. I mam się dobrze. Już od najwcześniejszych godzin rannych, na ulicach, można kupić doskonałe wietnamskie potrawy. Od rana, w każdym mieście funkcjonuje targ. Można tam kupić świeżą kurkumę, imbir oraz wielkie kilogramowe liście aloesu, a także całą gamę owoców egzotycznych takich jak: awokado, papaja, jack fruit, dragon fruit, mango, karambola, kaki i wiele innych. Ja codziennie kupuję przynajmniej jednego kokosa. Mało kto wie, że jego sok to jeden z najzdrowszych napojów izotonicznych na świecie. Ma prawie taki sam skład jak osocze ludzkiej krwi, dlatego podczas drugiej wojny światowej zastępował on krew do transfuzji, gdy jej zabrakło.

- Wietnam to kraj uśmiechniętych ludzi, pięknych krajobrazów, dobrego - aczkolwiek dość egzotycznego dla Polaków - jedzenia, życie tu biegnie jak zawsze
- Wietnam to kraj uśmiechniętych ludzi, pięknych krajobrazów, dobrego - aczkolwiek dość egzotycznego dla Polaków - jedzenia, życie tu biegnie jak zawsze - tylko ulice opustoszały - mówi podróżnik Kamil Ziemniewicz Nadesłane/Kamil Ziemniewicz

- Na pewno śledzicie informacji o rozwoju sytuacji epidemii w Polsce. Rodziny nie namawiają was na powrót do Polski? Macie jakiś plan?
- Absolutnie - nie chcemy wracać. Nasza rodzina odradza nam powrót. My również, kierując się własnym doświadczeniem, ufamy tutejszym władzom - oni wiedzą, co robią. Oczywiście, wszystko się może wymknąć spod kontroli, ale ufam, że tak się nie stanie.

- Czy macie szansę, w czasie epidemii, korzystać z uroków bajecznego miejsca, w którym jesteście?
- Wietnam to kraj dużych możliwości i wiecznie pięknej pogody. Nauczyłem się od tutejszych mieszkańców uprzejmości i uśmiechu. Już po wylądowaniu w Sajgonie, widząc kobiety w tradycyjnych strojach, czuję się zawsze jak w domu. Piękna pogoda i uśmiechy na twarzach wynagradzają kilkunastogodzinne trudy podróży. Czuję się tu dobrze, akceptowany przez miejscową społeczność. I korzystam z czasu, który tu spędzam.

Przed nami rekordowa waloryzacja emerytur

Wideo

Materiał oryginalny: Wietnam w czasie koronawirusa - oczami Polaka, który tam przebywa [zdjęcia] - Gazeta Pomorska

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

o
om

>>>Wietnam to kraj uśmiechniętych ludzi. Osobiście nie odczuwam wrogości, a wręcz przeciwnie, ludzie są w stosunku do mnie uprzejmi i otwarci.

To prawda. Tak to wygląda w Wietnamie. Przynajmniej tak długo, jak długo ma się pieniądze. Kiedy ich zabraknie, nastawienie "uprzejmych i otwartych" Wietnamczyków zmienia się diametralnie. Biały turysta to dla miejscowych po prostu świnka-skarbonka. Identycznie wygląda to w Tajlandii oraz Indiach. Podróżując po świecie, spędziłem m.in. w tych krajach wiele miesięcy. Nie wszystko jest takim, jakim się wydaje być na pierwszy rzut oka. Za to świetnie wygląda na folderze, albo w bajko-pisarskim tabloidowym serwisie dla klasy pracującej i gospodyń domowych (bez urazy dla jednych i drugich).

Dodaj ogłoszenie