Wiem, na co się zdecydowałam. Z podniesioną głową wykonuję powierzone mi zadania

Partnerem cyklu jest Dowództwo Wojsk Obrony Terytorialnej
kpr. Dorota Walczewska
kpr. Dorota Walczewska
Od dwóch lat Dorota Walczewska ze swoją córką służą w szeregach 5 Mazowieckiej Brygady Obrony Terytorialnej. Mimo ogromnego zmęczenia i ciągłej mobilizacji, liczy się jedno - satysfakcja z niesienia pomocy najbardziej potrzebującym.

Kiedy narodziła się u Pani myśl, aby wstąpić do Wojsk Obrony Terytorialnej?

Zawsze podkreślałam, że służba wojskowa to moje dziecięce marzenie. Wychowałam się na serialu Czterej pancerni i pies. Pragnęłam być żołnierzem, ale również pielęgniarką. Zawsze chciałam połączyć te dwie funkcje. Niestety ówczesny system edukacji nie pozwalał na to, aby kobiety służyły w wojsku. Zdecydowałam się na pracę w szpitalu. W tym pielęgniarstwie wiernie tkwiłam przez lata. Pewnego dnia, w Ciechanowie, dotarła do mnie informacja, że otwiera się brygada i jest formowane wojsko. Długo myślałam o dołączeniu do szeregów i spełnieniu swoich marzeń. W końcu podjęłam decyzję, że spróbuję. Miałam jednak bardzo dużo obaw. Po pierwsze - jestem kobietą. Po drugie - mam 48 lat i nie należę do nastolatek. Obawiałam się, że nie poradzę sobie fizycznie, aczkolwiek zawsze byłam zdeterminowana. Gdy chciałam osiągnąć swój cel, robiłam wszystko, aby go osiągnąć. Decydująca była także tak zwana magia munduru. Zawsze ufałam ludziom w mundurze. W tym całym naszym nieciekawym świecie, żołnierz ma jeszcze autorytet wśród innych.

Jak rodzina zareagowała na Pani decyzję?

Gdy byłam już pewna, że wstąpię w szeregi wojska, postanowiłam podzielić się tą wiadomością z moją córką. Spojrzała na mnie badawczo i po chwili powiedziała - „Mamo, idę razem z Tobą”. W ten sposób obydwie otworzyłyśmy swoją drogę do bycia żołnierzem. Podjęcie decyzji to pierwszy i też najważniejszy krok, nie tylko w tej, ale i w każdej sprawie. Do Wojsk Obrony Terytorialnej wstąpiłyśmy dokładnie dwa lata temu, 10 listopada 2018 roku.

Co się zmieniło od tamtego momentu? Czego się Pani nauczyła?

Gdy patrzę w przeszłość, widzę siebie sprzed czasów wstąpienia do wojska. Porównuje go z tym, co jest teraz, gdy służę jako żołnierz WOT-u. Wydawało mi się, że zawsze byłam odważna. W tej chwili zupełnie inaczej postrzegam świat. Zawsze byłam wrażliwa na ludzką krzywdę i skłonna do pomocy. Odkąd wstąpiłam w szeregi WOT-u to się nasiliło. Nauczyłam się bardzo wiele. Mam możliwość trzymać lub nosić na sobie specjalistyczny sprzęt. Wcześniej nie miałam pojęcia, do czego dane przedmioty służą. Używam broni, z którą nigdy wcześniej nie miałam styczności. Wiem, jak obronić siebie oraz swoich bliskich. Myślę już nie jako cywil, ale jako żołnierz. W razie zagrożenia wiem, jak się zachować i pomóc najbliższemu otoczeniu. Gdybym jeszcze raz stanęła przed wyborem, czy iść czy nie, na pewno powtórzyłabym tę samą drogę. Mimo, że nie było łatwo. Miałam do pokonania mnóstwo słabości.

Co Pani czuje po wykonanej służbie lub akcji?

Gdy mamy już pozwolenie, aby zdjąć mundur, wziąć prysznic, włożyć wygodny dres, najczęściej jest tak, że mocno analizuje wszystko to, co się wydarzyło. Bardzo dużo od siebie wymagam. Gdy wiem, że mogłabym zrobić coś lepiej, to staram się wyciągać wnioski, analizować i w przyszłości już drugi raz nie popełnić tego samego błędu. Zawsze jednak rodzi się we mnie ogromna satysfakcja. Mimo bolących ramion, karku, pleców, nóg i stóp, czuje ogromną satysfakcję, że zdobyłam nowe doświadczenie. Myślę też, co mogłabym zrobić lepiej i podczas kolejnych akcji sprawniej nieść pomoc.

Jak wygląda Pani służba w czasie pandemii koronawirusa?

WOT podjęło decyzje, że ci medycy, którzy są aktywni w szpitalach, mają realizować zadania w swoich placówkach. Dostałam więc rozkaz realizować zadania, jakie są związane z pandemią w moim szpitalu. Personelu jest bardzo mało, więc dyżurów do obstawienia jest mnóstwo. Jest zmniejszony skład pielęgniarek. Te osoby, które zostały - pracują. Z kolei moja córka była na pierwszej linii selekcji. Mierzyła ludziom temperaturę oraz dostarczała paczki hospitalizowanym pacjentom. Wiosną, podczas pierwszej fali pandemii koronawirusa, żołnierze opiekowali się ludźmi na kwarantannie, prowadzili razem z Policją monitoring kwarantanny i mierzyli temperaturę.

Czy to wymaga jeszcze większych nakładów siły?

W tej chwili praca wymaga ode mnie ogromnego wysiłku i mobilizacji. Po 12 godzinach na oddziale, gdzie połowę swojego dyżuru spędzam w foliowym kombinezonie, czuje zmęczenie. Jednak praca w szpitalu to nie do końca to samo, co służba w terenie. Na oddziale nie mam broni na ramionach, hełmu, 30 kg plecaka czy torby medycznej przewieszonej przez ramię. Zarówno dyżur pielęgniarki i medyka wojskowego przynosi dużo zmęczenia, szczególnie psychicznego. Jednak ważniejsza jest satysfakcja, że dzięki mojej pracy, kolejny pacjent mógł przeżyć. Wiem na co się decyduje i z podniesioną głową idę wykonać powierzone mi zadanie. Trzeba mieć tę odwagę, stanąć na nogi, zmierzyć się z problemem i poradzić sobie z nim.

Jak rodzina, znajomi i przyjaciele reagują na Pani działania?

Ostatnio wysłałam córce zdjęcie w kombinezonie ochronnym, który zakładam przed rozpoczęciem dyżuru w szpitalu. Podniosłam rękę, aby wykonać gest salutowania i zgłosić gotowość do wykonania zadania. Wtedy córka odpisała mi: „Mamo, tak właśnie wygląda bohater”. Myślę też, że moi przyjaciele zaczęli traktować mnie z jeszcze większym szacunkiem. Nikt mi tego bezpośrednio nie powiedział, ale czuję, że odbierają mnie inaczej. Podziwiają mnie, że mimo mojego wieku zdobywam nowe doświadczenie. Dzięki nabytym umiejętnością mogę uczyć innych.

Co w sytuacjach nagłych i kryzysowych? Jak wygląda Pani mobilizacja?

Gdy zdarzy się sytuacja kryzysowa, jesteśmy o niej informowani poprzez nasz wewnętrzny komunikator. Kilka dni temu otrzymaliśmy informacje o mobilizacji. Każde z powierzonych nam zadań ma inny kryptonim. Wiemy, co musimy robić i co konkretnie wykonać. Dostajemy także szczegóły zadań, podział sekcji i informacje o organizacji. Działamy według przygotowanego przez dowódców planu. Dzień przed szkoleniem rotacyjnym lub zaplanowaną akcją przygotowuję wszystkie potrzebne rzeczy. Gdy wkładam na siebie mundur i akcesoria, od razu staje się innym człowiekiem. Moment założenia na głowę beretu przepełnia mnie dumą. Czuję na sobie odpowiedzialność. Za ludzi, którzy potrzebują mojego wsparcia i pomocy.

Kiedy znajduje Pani czas na odpoczynek i oderwanie się od codzienności?

Gdy wchodzę za bramy jednostki wojskowej, staje się żołnierzem. Myślę zadaniowo, nie ma mnie. Jestem w 100% skupiona na pracy żołnierza. To samo w przypadku pracy w szpitalu. Gdy wychodzę ze szpitala, nie ma we mnie już pielęgniarki, tylko jestem cywilem. Lubię czytać. Najchętniej książki biograficzne. Kolejną moją pasją są rośliny. Mam mały ogródek balkonowy, o który dbam. Mnóstwo relaksu dają mi zwierzęta. Mam koty i psa seniora. Jestem przez nich witana po powrocie do domu. To pewnego rodzaju oderwanie od rzeczywistości i od wszystkiego, co dzieje się na około.

Dodaj ogłoszenie