Wielki Wizjoner

Alicja Bobrowicz
Udostępnij:
Stefan Starzyński we wrześniu 1939 roku nie zostawił miasta na pastwę losu. Był do końca. Wciąż gotowy do pracy. Nawet po aresztowaniu Niemcy bali się jego legendy. Do dziś nie wiadomo, jak zginął - pisze Alicja Bobrowicz

Warszawa. Rok 1936. Garden party w Królikar-ni. Na trawniku przed pałacem przechadzają się fantazyjnie poprzebierane damy. Artystka fotografik Zofia Chomętowska patrzy w obiektyw aparatu. Nagle pojawia się w nim Stefan Starzyński. Uśmiechniętego prezydenta Warszawy oprowadza po parku organizatorka przyjęcia. Na czarno-białej fotografii widać zadowolonego Starzyńskiego w otoczeniu pięknych kobiet. Widać też, że był nie tylko planistą, wizjonerem i bohaterskim obrońcą stolicy, ale też człowiekiem z krwi i kości. Jaki był Stefan Starzyński?

Niepokorne dziecko

W dzieciństwie matka, nauczycielka i pedagog, czytała Stefanowi i jego starszym braciom - Romanowi i Mieczysławowi - bajki Marii Konopnickiej, opowiadała o polskiej historii i jej bohaterach, zarażała Sienkiewiczem i Żeromskim. Ojciec, cierpiący na zaburzenia mowy i słuchu, prowadził pracownię artystyczno-rzeźbiarską produkującą ozdobne naczynia, szkatułki, tace. Spod jego ręki wychodziły też figurki narodowych bohaterów, m.in. Kościuszki. Kiedy Stefan miał trzy lata, Starzyńscy przenieśli się z domu przy ul. Dobrej na warszawskim Powiślu do Żyrardowa, by po roku osiąść w Łowiczu.

Ze Szkoły Realnej w Łowiczu dwunastoletni Starzyński wyleciał. Wszystko przez szkolny strajk. I postulaty: lekcji po polsku, zniesienia systemu policyjnego w placówce, swobody zebrań i spotkań. Wielu uczniów zostało wydalonych. Bracia Starzyńskiego uczyli się na tajnych kompletach.

Przyszły prezydent stolicy nie zaprzestał jednak udziału w niepodległościowych akcjach, za co, zanim jeszcze zdał egzamin dojrzałości, dwukrotnie był aresztowany i więziony w warszawskiej Cytadeli.

Nic zatem dziwnego, że jego maturalne świadectwo nie zachwyca. Od nauki odrywała go także konieczność zarabiania na życie korepetycjami. Rodzice nie byli w stanie opłacić mu studiów na renomowanych uczelniach w Krakowie czy we Lwowie, gdzie uczyli się jego bracia, więc skończył Prywatne Kursy Handlowe Męskie im. Augusta Zielińskiego w Warszawie.

Dom otwarty
- Nie był casanovą - mówi prof. Marian Marek Drozdowski, historyk, varsavianista i biograf Starzyńskiego. - Był niewysoki, miał skłonność do tycia. Z pewnością bardzo przeżywał swoje relacje damsko-męskie - dodaje.

Pierwsze małżeństwo do udanych nie należało. Starzyński zakochał się w swojej koleżance z konspiracji Józefie Wróblewskiej "Zazie" - pięknej brunetce o ciemnych, tajemniczych oczach. Jesienią 1914 roku została ona jego żoną. Młodemu małżeństwu nie było dane długo cieszyć się swoim związkiem. Rozdzieliła ich wojna i udział Starzyńskiego w Legionach.

- Niestety, kiedy przyszedł kryzys legionowy, jego "Zaza" zaczęła flirtować - opowiada prof. Drozdowski. - Zakochał się w niej Sylwester Wojewódzki, agent wojskowego wywiadu. Starzyński ciężko przeżył zdradę żony. Zbiegło się to z jego internowaniem w Beniaminowie w 1917 roku i śmiercią ojca.
Nową miłość znalazł po wojnie. Pogodna Paulina Chrzanowska-Tylicka, wdowa po podporuczniku Legionów, całkowicie zdobyła serce Starzyńskiego, otworzyła go na ludzi i stworzyła ciepły dom. By móc się pobrać, oboje zmienili wyznanie i w 1921 roku zalegalizowali związek w Kościele protestanckim.

Willa, którą przyszły prezydent wybudował w 1928 roku przy ul. Szustra (dziś ul. Dąbrowskiego), stała się domem otwartym dla przyjaciół i rodziny. Tu spotykała się warszawska inteligencja. Cierpliwa i pogodna Pola okazała się idealną panią domu. Goście państwa Starzyńskich w połowie lat 30. smakowali modne wtedy potrawy, jak zupa wiosenna z grzankami, legumina z biszkoptów, zraziki cielęce na cytrynie z grysikiem czy risotto z cielęciną.

Para wykorzystywała każdy wolny czas na kulturalne rozrywki. Starzyński chętnie wybierał się do kinematografów, by podziwiać swoje ulubione aktorki Polę Negri i Jadwigę Smosarską. Był częstym gościem stołecznych teatrów.

Pasją przyszłego prezydenta stolicy były motocykle. W latach 20. współpracował z Automobilem Polskim. Relaksował się, jeżdżąc motorem, a potem sportowym samochodem. Był też zapalonym żeglarzem. Często uciekał z Warszawy nad augustowskie jeziora.

Oddany sprawie
Pola rzadko jednak miała męża dla siebie. Starzyński oddawał się zupełnie każdej wykonywanej pracy. Dyrektor Departamentu Ogólnego, wiceminister skarbu, poseł na Sejm, wiceprezes Banku Gospodarstwa Krajowego czy senator - niezależnie od funkcji zawsze dawał z siebie z sto procent.

Jego miłością była Warszawa. Kiedy został mianowany komisarycznym prezydentem stolicy, często pracował do północy. - Zdarzało się, że w środku nocy wzywał do siebie jakiegoś urzędnika, bo trzeba było coś ważnego przygotować - mówi prof. Drozdowski. Był też cholerykiem. Często wybuchał, czego po chwili żałował. Decyzje podejmował błyskawicznie i tego też wymagał od swoich urzędników.

Według Wojciecha Starzyńskiego, warszawskiego radnego i jedynego żyjącego w Polsce krewnego prezydenta, wybuchowy temperament to cecha rodzinna. - Moja ciotka Halina, żona Romana Starzyńskiego, opowiadała, że kiedy trzej bracia spotykali się u niej na niedzielnym obiedzie i dyskutowali na tematy polityczne, atmosfera była tak gorąca, że poprosiła, by szable zostawiali w przedpokoju - mówi.

- Konsekwentnie porządkował to miasto, zaniedbane i niesamowicie upartyjnione. W polityce kadrowej kierował się kompetencjami a nie legitymacją partyjną - tłumaczy prof. Drozdowski. Umiał wzbudzić zapał u swoich podwładnych, mimo swojej zapalczywości potrafił też wysłuchać i rozważyć z nimi ich racje.

Prawdopodobnie właśnie te cechy prezydenta pozwoliły mu konsekwentnie modernizować Warszawę. Pozyskiwać dla miasta grunty, które były w rękach prywatnych, inwestować, rozbudowywać sieć dróg i linii autobusowych, doprowadzać do mieszkań wodę i kanalizację.
Warszawa jest wielka
Latem 1939 roku Stefan Starzyński spisał testament. Kiedy Warszawa cieszyła się ostatnimi miesiącami pokoju, prezydent stawiał czoła osobistej tragedii. W maju, po długiej chorobie nowotworowej, zmarła jego żona. Starzyński mocno to przeżył i początkowo odsunął się od zajęć. Ale, gdy zaczęła się wojna, błyskawicznie przygotował obronę miasta.

Został w Warszawie do końca. Kiedy samoloty niemieckie pojawiły się nad stolicą, pracował całą dobę. Jako cywilny komisarz przy Dowództwie Obrony Warszawy starał się opanować chaos.

Codziennie pojawiał się w radio, by tłumaczyć warszawiakom sytuację, uspokajać, dodawać otuchy. Wkraczał tam w mundurze majora, z rozpiętym kołnierzem, pod koniec września już przeziębiony i przemęczony. "Chciałem, by Warszawa była wielka. Wierzyłem, że wielka będzie. Ja i moi współpracownicy kreśliliśmy plany, robiliśmy szkice wielkiej Warszawy przyszłości. I Warszawa jest wielka.

Prędzej to nastąpiło, niż przypuszczaliśmy. Nie za lat pięćdziesiąt, nie za sto, lecz dziś widzę wielką Warszawę. Gdy teraz do was mówię, widzę ją przez okna w całej wielkości i chwale, otoczoną kłębami dymu, rozczerwienioną płomieniami ognia, wspaniałą, niezniszczalną, wielka, walczącą Warszawę." - mówił prezydent.

Po kapitulacji Warszawy, nie pozwolił sobie na chwilę załamania. Starał się uporządkować choć trochę ukochane, zniszczone miasto. Organizował odgruzowywanie, naprawę elektrowni, wodociągów i sieci tramwajowej.

27 października w gabinecie prezydenta pojawiło się dwóch oficerów gestapo. Osadzili go na Pawiaku. Nawet tu nie mógł pozostać bezczynny. Podobno z własnej woli odgarniał łopatą śnieg sprzed swojej celi. Historia urywa się w grudniu 1939, kiedy prezydent zostaje wywieziony z Pawiaka. Dokąd? Do dziś pozostaje to tajemnicą.

Korzystałam z książki pt. "Starzyński" prof. Mariana Marka Drozdowskiego.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej PolskaTimes
Dodaj ogłoszenie