Wielka ekshumacja generała Emila Fieldorfa "Nila"

    Wielka ekshumacja generała Emila Fieldorfa "Nila"

    Artur Grabarczyk

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    To będzie najważniejsza i największa ekshumacja w naszej historii.
    Jesienią w Kwaterze na Łączce warszawskiego Cmentarza Powązkowskiego rozpoczną się poszukiwania grobu zamordowanego przez UB gen. Augusta Fieldorfa.

    Odnalezienie szczątków dowódcy Kedywu AK jest najpoważniejszym, ale nie jedynym celem, jaki stawiają przed sobą pracownicy IPN. Chcą też ekshumować i zidentyfikować szczątki wielu innych bohaterów podziemia niepodległościowego, którzy po wojnie zostali zamordowani przez bezpiekę na podstawie wyroków w sfingowanych procesach.

    Łączka w latach 1948-1956 była kluczowym miejscem potajemnego grzebania ofiar stalinowskich mordów sądowych. Spoczywają tu ludzie, których groby w zamyśle komunistów miały na zawsze pozostać nieznane.

    - Według naszych szacunków oprócz gen. Fieldorfa ubecy zakopali w tym miejscu zwłoki co najmniej 284 osób - mówi historyk IPN dr Jacek Pawłowicz. To on trzy tygodnie temu znalazł przypadkowo dokument z zapisem zeznań grabarza zatrudnionego przez UB, które jednoznacznie wskazują, że ciało "Nila" pochowano na Powązkach, a nie w Lesie Kabackim czy w Dolinie Służewieckiej. Odkrycie Pawłowicza skłoniło władze IPN do decyzji o przeprowadzeniu ekshumacji.

    Historyk ujawnia, że już kilka dni później Instytut postanowił rozszerzyć poszukiwania. - Przy tej okazji będziemy też szukać grobów rotmistrza Pileckiego, majora Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki", podpułkownika Łukasza Cieplińskiego, majora Hieronima Dekutowskiego "Zapory" - mówi Pawłowicz. I dodaje, że ambicją IPN jest identyfikacja wszystkich bezimiennych mogił na Łączce, na to jednak potrzebne będą ogromne pieniądze. - Te prawie 300 osób to w większości żołnierze zamordowani za to, że walczyli o niepodległą Polskę, należy im się pogrzeb z honorami - przekonuje historyk.

    Od razu jednak zastrzega, że doprowadzenie do ekshumacji samego tylko gen. "Nila" będzie wymagało wiele czasu i pracy. Najpierw historycy muszą na podstawie dokumentów precyzyjnie określić, w którym miejscu Łączki został pochowany.

    - Nie możemy sobie pozwolić na błąd, dlatego zanim rozpoczniemy prace na cmentarzu, musimy mieć stuprocentową pewność, gdzie trzeba kopać - mówi Pawłowicz.

    Ustalenie miejsca spoczynku dowódcy Kedywu nie będzie jednak problemem, bo IPN ma coraz więcej wskazówek. Po przypadkowym odnalezieniu zapisu zeznań grabarza Pawłowicz zaczął przeszukiwać archiwa i znalazł już kolejne dokumenty. Są wśród nich m.in. numery worków, w których UB chował zwłoki więźniów straconych na Rakowieckiej. Ważną wskazówką są także akta dwóch żołnierzy straconych w sprawie związanej z procesem generałów.

    - Znamy numery ich grobów, a poza tym wiemy, że "Nil" był dwunastą osobą zabitą po nich, co oznacza, że pochowano go blisko ich mogił - mówi Pawłowicz. Kolejnym elementem układanki są relacje córki gen. Aleksandra Krzyżanowskiego "Wilka", komendanta Okręgu Wileńskiego AK, który zmarł w mokotowskim więzieniu we wrześniu 1951 r., pół roku po egzekucji Fieldorfa. "Wilk" został pochowany na Łączce, a w 1957 r. jego rodzina dostała zgodę na ekshumację. - Jego córka pamięta miejsce, w którym leżał, a że chowano go w tym samym roku, co "Nila", ich groby musiały być blisko - uważa historyk.

    - To wszystko powoli składa się w całość, która pozwoli precyzyjnie wskazać mogiłę - dodaje. Od 1964 r. na szczątkach zamordowanych akowców zaczęto chować zmarłych warszawiaków. Na ekshumację potrzebna będzie zgoda ich rodzin.

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo