Więcej zarobisz w markecie

Joanna Pieńczykowska
Polskim marketom brakuje 100 tys. pracowników - przede wszystkim kasjerów, osób do obsługi klientów, jak i specjalistów z wyższym wykształceniem
Polskim marketom brakuje 100 tys. pracowników - przede wszystkim kasjerów, osób do obsługi klientów, jak i specjalistów z wyższym wykształceniem Piotr Mizerski
Do tej pory supermarkety postrzegane były jako drapieżni pracodawcy wykorzystujący do maksimum swoich pracowników. Teraz sieci zaczynają zabiegać o względy personelu, kusić podwyżkami płac i bogatymi programami socjalnymi.

W polskim handlu zaczęła dokonywać się prawdziwa rewolucja w podejściu do pracowników. Grupa Metro, największa firma handlowa w Polsce (w jej skład wchodzą sieci Real, Makro Cash and Carry, Media Markt i Saturn), w poszukiwaniu pracowników sięga już nawet po uczniów szkół średnich.

W tym roku programem Metro Edukacja objęła aż 1100 uczniów z 25 techników handlowych w całym kraju. Firma dofinansowuje ich naukę, licząc, że w przyszłości przynajmniej część z nich przyjdzie do marketów szukać zatrudnienia. To nie wszystko. Grupa finansuje studia najbardziej uzdolnionej młodzieży, która zechce się związać z nią na stałe. W lipcowej rekrutacji wyłonionych zostanie 10 młodych ludzi, którzy będą mieli nie tylko opłacone indeksy, ale i z góry zagwarantowaną pracę w sieci po zakończeniu nauki.

Eksperci są zgodni - rynek pracy się diametralnie zmienił. Nawet wielkie sieci, które nie wymagają od szeregowych pracowników wysokich kwalifikacji, mają coraz większe problemy z obsadzeniem stanowisk, zwłaszcza najniższego szczebla. Brakuje kasjerów, pracowników obsługi klienta czy obsługi ciężkich wózków w magazynach. - Liczbę wakatów w całym polskim handlu szacujemy na ok. 100 tys. To 10 proc. wszystkich stanowisk pracy w tym sektorze - ocenia Alfred Bujara, szef sekcji handlowej NSZZ Solidarność.

Problemy z wakatami i olbrzymią rotacją to efekt koniunktury na rynku pracy. - Wskaźnik zatrudnienia wzrósł w ciągu ostatnich lat z 45 do 50 proc. Bezrobocie spadło do poziomu poniżej 10 proc., podczas gdy jeszcze trzy lata temu wynosiło ok. 20 proc. - mówi Jacek Męcina z PKPP Lewiatan.

Najgorszą sytuację mają sieci w dużych miastach, w których bezrobocia już praktycznie nie ma (np. w Warszawie czy Gdańsku wynosi ono już zaledwie 2-3 proc.). W stolicy w niektórych hipermarketach i supermarketach, zwłaszcza w weekendy i w godzinach wieczornych, klienci zmuszeni są do stania w długich kolejkach. - Nie mamy obsady wielu kas - otwarcie przyznają kasjerki w Carrefourze czy Tesco.

A na niezadowolenie klientów dziś, w czasach wielkiej konkurencji, detaliści pozwolić sobie nie mogą. Dlatego coraz większą wagę przywiązują do pozyskania pracowników. Starają się przyciągnąć ich rosnącymi pensjami. Na przykład w Tesco tylko w ubiegłym roku płace wzrosły o 16 proc. W tym roku koncern na podwyżki przeznaczy aż 63 mln zł.

W porozumieniu ze związkami zawodowymi ustalono, że minimalne wynagrodzenie wzrośnie o ponad 30 proc. do 1,5 tys. zł. Tyle dostanie osoba, która pracuje w Tesco na pełnym etacie co najmniej od roku. Biedronka przelicytowała tę kwotę. Minimalna płaca na pełnym etacie od marca w tej firmie wzrosła z 1,4 tys. zł do 1,6 tys. zł.

Detaliści zmuszeni są do aktywizacji grup zawodowych, które do tej pory były lekceważone lub wręcz odrzucane. Carrefour prowadzi program aktywizacji osób niepełnosprawnych. Niektóre kasy obsługują osoby głuchonieme lub niedowidzące. Auchan sięgnął zaś po pracowników za wschodnią granicę. W hipermarkecie w podwarszawskim Piasecznie klientów obsługują już kasjerki z Ukrainy i Białorusi.

Ale dziś same podwyżki płac nie wystarczają. Firmy starają się przywiązać do siebie pracowników, proponując im coraz bogatsze programy socjalne. Na tym polu przoduje Biedronka, która finansuje np. kolonie dla dzieci, paczki świąteczne czy specjalistyczne badania lekarskie pracowników. Dofinansowuje także skomplikowane operacje dzieci swoich pracowników. W ten sposób chce poprawić wizerunek.

Jednak zdaniem związków zawodowych, choć pozytywne zmiany widać gołym okiem, to nie dotyczą one wszystkich sieci.- Poprawę sytuacji zaobserwowaliśmy w sieciach hipermarketów. Ale wciąż źle jest w dyskontach, największe zastrzeżenia mamy obecnie do sieci Lidl - mówi Alfred Bujara, szef sekcji handlowej NSZZ Solidarność.

Ćwiczenia WOT w pasie przygranicznym z Białorusią

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

p
pracownik hipermarketu
tesco jeszcze nie dało podwyzek. pierwsza dopiero jest od lipca a druga od listopada. i dopiero wtedy pracownicy dostaną 1500. jednak takim kosztem że jeden pracownik bedzie musiał pracowac za 5 ludzi. przyjęcia są całkowicie wstrzymane, nie ma przedłużania umów, jak ktoś sie zwolni nikogo nie zatrudniaja na jego miejcse. na remonty tesco ma kase ale na podwyżki pracownicy sami muszą zapracowac. dlatego niech teraz nikogo nie dziwią takie kolejki przy 4 otwartych kasach na 20 możliwych. to tesco tak dba o pracowników i o rozwój firmy
Dodaj ogłoszenie