Weigel: Jan Paweł II nie miał politycznych ciągot. On po prostu obronił świat przed obłąkańczą ideą

Agaton Koziński, Mariusz Grabowski
George Weigel
George Weigel Fot. archiwum
- Nie ma przesady w tezie, że to papież obalił komunizm. Ale naiwnością jest przypisywanie mu politycznych ciągot. Po prostu jako głowa Kościoła obronił świat przed obłąkańczą ideą - twierdzi George Weigel, autor książki "Kres i początek. Papież Jan Paweł II: zwycięstwo wolności, ostatnie lata, dziedzictwo", w rozmowie z Agatonem Kozińskim i Mariuszem Grabowskim.

W swojej najnowszej książce "Kres i początek" nie waha się Pan nazwać Jana Pawła II papieżem tysiąclecia. Czy to mimo wszystko nie jest określenie na wyrost? Przecież w tym okresie było wielu wybitnych papieży, m.in. Pius X, Jan XXIII czy Paweł VI.
Owszem, wielu Ojców Świętych zasługuje na wysokie oceny. Ale Jan Paweł II zasługuje na wyróżnienie z co najmniej dwóch powodów, na które zwróci uwagę każdy historyk.

Jakich?
Po pierwsze, pozostawił po sobie wielką papieską spuściznę, największą od czasów reformacji. W dodatku nie skupiał się tylko na teorii, ale także na praktyce - w ten sposób Watykan znów stał się świadkiem Ewangelii. Po drugie, Jan Paweł II odcisnął większe piętno na swoich czasach niż jakikolwiek papież od czasu Innocentego III. Miał na to czas, gdyż jego pontyfikat był wyjątkowo długi - trwał aż 9665 dni, dłużej od niego papieżem był tylko Pius IX. W tym czasie odbył on pielgrzymki do 129 krajów, poza Rzymem spędził 822 dni. Już to stanowiło o wyjątkowości jego pontyfikatu, gdyż wcześniej w ten sposób nie postępował żaden papież. Ale nie ilością przebytych kilometrów należy mierzyć jego osiągnięcia, lecz także spuścizną. By ją docenić trzeba przypomnieć o sytuacji, w jakiej Karol Wojtyła zasiadał na tronie papieskim.

Mówi Pan o zagrożeniu ze strony komunizmu?
To tylko jeden z elementów w ocenie sytuacji. Przede wszystkim należy podkreślić trudną sytuację wewnątrz samego Kościoła. Wojtyła został Ojcem Świętym zaledwie 15 lat po Soborze Watykańskim II. Spory o interpretacje przyjętych wtedy ustaleń rozpalały wszystkich, coraz trudniej było utrzymać integralność Kościoła. W 1978 roku wrzało w Kościele na całym świecie, a w Rzymie widać było sygnały rozpadu. Papiestwo znajdowało się w najgłębszym kryzysie od śmierci Piusa VI na wygnaniu. Jan Paweł II zdołał jednak opanować tamten kryzys. Gdy zostawał papieżem, był niejako outsiderem w Kościele - i pozostał nim właściwie do końca pontyfikatu.

To była zaleta?
W jego sytuacji tak. Z jednej strony pomogło mu to pozyskać sympatię wiernych - nie tylko w Polsce, ale także we Włoszech, a nawet na całym świecie. Co więcej, Ojciec Święty potrafił przyciągnąć do chrześcijaństwa, sprawić, że znów stało się dla wielu atrakcyjne - i stało się tak w czasach, gdy powszechnie uważano, że Zachód niejako wyrósł ze swoich religijnych potrzeb. Swoją drogą, to trochę wstyd, że Polska zaczyna naśladować te zachodnie wzorce.

Mimo wszystko zaskakuje Pan tak wysoką oceną pontyfikatu Jana Pawła II. Wielu gorąco by z Panem polemizowało. Biskup Bernard Fellay, zwierzchnik lefebrystów, otwarcie nazwał ten pontyfikat "katastrofą" oraz "duchowym tsunami" i zarzucał papieżowi, że zamienił katolicyzm w teatr.
Przed chwilą przytoczyłem swoje argumenty, na których oparłem swoją tezę. Natomiast trudno dyskutować z tezami, które stawia Bernard Fellay. On jest schizmatykiem, który wyrządził wielkie szkody Kościołowi. Jego oceny pontyfikatu Jana Pawła II niczemu nie służą - podobnie zresztą jak ruch, na którego czele on stoi.
W swojej książce kładzie Pan mocny akcent na to, jak Jan Paweł II angażował się w walkę z komunizmem. Pan go za to chwali, ale z drugiej strony można to uznać za angażowanie się Kościoła w walkę polityczną. Czy mimo wszystko Watykan nie powinien unikać tak wyraźnego zaangażowania w politykę?
Nie uważam Jana Pawła II za polityka czy człowieka angażującego się w działania polityczne. On zawsze był raczej obrońcą praw człowieka i zawsze występował z takiej pozycji - i w ten sposób odcisnął głębokie piętno na historii, dokonał czynów, które zmieniły życie całych pokoleń. Jeśli jego krytycy nie są w stanie przyjąć do wiadomości tak podstawowych faktów, to trudno. Ale wielu świeckich historyków nie ma wątpliwości, w jaki sposób należy zakwalifikować działania Ojca Świętego - i doceniają wszystko, czego dokonał.

Pytanie tylko, czy do osoby, która staje się motorem historycznych zmian, pasuje określenie "obrońca praw człowieka". W ten sposób raczej mówi się o osobach pracujących w niewielkich organizacjach pozarządowych, a nie o wielkich postaciach historycznych.
Nie zgadzam się z panem, wydaje mi się, że to określenie jest jak najbardziej na miejscu. Jan Paweł II koncentrował się na obronie praw ludzi - i w ten sposób rozpalił rewolucję świadomości u innych. Właśnie ta rewolucja świadomości stworzyła nową formę "rewolucyjnej" polityki, która doprowadziła do upadku komunizmu. Tę zależność rozumieli wszyscy - od Adama Michnika i Timothy'ego Gartona Asha do księdza Józefa Tischnera.

W swojej książce zwraca Pan uwagę na sukcesy Jana Pawła II, na które mało kto zwraca uwagę, na przykład zmianę w podejściu do Afryki, jaka dokonała się podczas jego pontyfikatu. Czemu to osiągnięcie polskiego papieża jest niedoceniane?
Rzeczywiście, rzadko się o nim mówi. W czasach, gdy większość świata ignorowała Afrykę, Jan Paweł II zwracał na nią uwagę, tłumaczył, że żaden kontynent nie może być wyrzucony poza nawias historii. Był bardzo zdeterminowany, zależało mu, aby pamiętano o ciężkim losie tego regionu świata. Uważał, że Kościół w Afryce ma sobie wiele świeżości i ewangelicznego zapału, co odróżnia go od Kościoła w wielu innych częściach świata, często mocno wypalonego. Stąd jego częste podróże na ten kontynent. Zresztą niech pan zwróci uwagę na licznych biskupów z tego kontynentu, których coraz częściej widać w Watykanie. Zgadzam się z twierdzeniem, że Afryka może być przyszłością Kościoła.

Innym wielkim wyzwaniem ewangelicznym, jakie stawiał sobie Jan Paweł II, było nawiązanie kontaktu z Kościołem prawosławnym. Nigdy nie udało mu się tego celu zrealizować - ale teraz doszło do przełomu, gdyż wizytę w Polsce złożył Cyryl I, patriarcha Moskwy i całej Rusi. Czemu nie udało się doprowadzić do takiego spotkania w czasie pontyfikatu polskiego papieża?
Właściwie od początku swego pontyfikatu Jan Paweł II szukał porozumienia z prawosławiem. Marzył o zakończeniu trwającej od 1054 roku schizmy, liczył, że w trzecie tysiąclecie Kościół znów wejdzie zjednoczony. Ale trzeba też pamiętać, w jakich okolicznościach przyszło mu prowadzić rozmowy z Kościołem prawosławnym. Cyryl I stoi na czele Kościoła prawosławnego w Rosji od bardzo niedawna. Jego poprzednik Aleksy II był natomiast kadrowym oficerem KGB. To właśnie z tego powodu prawosławie nie odegrało takiej roli przy upadku komunizmu, jaką odegrał Kościół katolicki. Kościół moskiewski wolał podzielać mocarstwowe ambicje Kremla, niż szukać wspólnego języka z Watykanem. To w dużej mierze torpedowało ekumeniczne wysiłki Jana Pawła II.

Natomiast Cyryl I podpisał z abp. Józefem Michalikiem wspólne przesłanie do obu narodów. Wprawdzie obaj hierarchowie się od tego odżegnują, ale w powszechnym odczuciu ten dokument miał też wydźwięk polityczny. Trochę przez analogię - przecież w podobny sposób papież z Polski stawiał opór komunizmowi. Czy możemy mówić zatem o "metodzie Jana Pawła II", polegającej na pośrednim wpływaniu na życie polityczne?
Jan Paweł II wiedział, że kultura, życie kulturalne ma wielki wpływ na decyzje polityczne. Wiedział także, że wiara, przekonania religijne, a także prawda moralna znajdują się w sercu każdej kultury. Jeśli jakaś kultura oddaje cześć fałszywym bogom, jej życie moralne zacznie gnić, a życie polityczne stanie się brutalne. Jeśli natomiast kultura jest zbudowana na religijnej i moralnej prawdzie, polityka będzie miała szansę być ludzka i uczciwa.
Skąd u Jana Pawła II tak silne przekonanie o przewadze kultury nad polityką? Czy to kwestia wychowania w wierze katolickiej, czy raczej konsekwencja faktu, że pochodził z Polski?
Tak bliska papieżowi koncepcja mówiąca, że kultura kształtuje, a często determinuje politykę jest zarówno oparta na katolicyzmie, jak i na jego pochodzeniu. Polska przetrwała jako państwo właśnie dzięki swej silnej kulturze, w ten sposób udało się ją ocalić, mimo że kraj został na ponad sto lat wymazany z map Europy. Z kolei katolicyzm też od dawna rozumiał, że to właśnie kultura pomaga ludziom odróżnić dobro od zła i w ten sposób przekłada się na ich decyzje polityczne. Dla Jana Pawła II głęboka wiara, a także miłość do ojczyzny były jego źródłami inspiracji przez cały pontyfikat. Właśnie one pozwoliły mu stworzyć jeden z najważniejszych pontyfikatów w historii Kościoła. Oczywiście, miał on też wady - ale przecież żaden pontyfikat nie ma szans obejść się bez nich. Ale bez dwóch zdań osiągnięcia tego okresu sprawiają, że nawet najbardziej surowi krytycy doceniają służbę Jana Pawła II.

Wróćmy jeszcze na chwilę do Soboru Watykańskiego II. Jan Paweł II stał zawsze na stanowisku, że to Sobór odmienił współczesny Kościół. Nigdy nie wyrzekł się też zawartych w "Konstytucji o Kościele w świecie współczesnym", będącej credo jego polityki ekumenicznej.
Ma pan rację, nigdy nie słyszałem, żeby papież kiedykolwiek pozwolił sobie na choćby najmniejszą krytykę Vaticanum Secundum. Choć niewątpliwie zdawał sobie sprawę, że dla niektórych teologów i duchownych Sobór stał się okazją do niedopuszczalnej interpretacji przyjętych tam dokumentów. Szkopuł w tym, że Ojcowie Soborowi położyli silny akcent na zagadnienie wolności, w ramach której zdarzają się błędy i nieporozumienia, widoczne zarówno wśród kościelnych progresistów, jak i konserwatystów. Weźmy tylko Hansa Künga z jednej strony, a biskupa Marcela Lefebvre'a z drugiej. Dla obu punktem wyjścia do opisywania świata i Kościoła był właśnie Sobór Watykański II i jego postanowienia. A przecież chodzi o to, by doktrynę Kościoła widzieć w pełni. Tak, jak jak ją widział Jan Paweł II.

Wideo

Komentarze 11

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

b
best-test
Za to Yaro, zbawca Wolski, przeszedł pod płotem - ewentualnie wykorzystał dziurę w płocie. I tak rodzą się fałszywe legendy :-)
a
as
Widzisz - kalafiorku (księżulku?) katolicki zmiana partnerów sprzyja rozprzestrzenianiu aids, ale właśnie dlatego tam powinno się używać prezerwatywy żeby to ograniczyć. A dlaczego grzechem jest używanie prezerwatyw, co w tym złego? Dlaczego człowiek rodzi się z grzechem, co złego zrobił, czy Bóg stosuje odpowiedzialność zbiorową - obarcza noworodka winą za grzech pierwszych rodziców.Pomyślałeś o tym? Prawda - Ty nie myślisz myślicielu katolicki.
j
jedrek
że Bolek motorówką przeskoczył płot
K
Kalafior
Pisanie że Kościół jest winny AIDS w Afryce wynika albo z totalnej niewiedzy, albo ze złej woli - przyczyną AIDS w Afryce jest przede wszystkim: niska wiedza medyczna (nawet prezydent RPA był przekonany, że wystarczy po stosunku wziąć prysznic, aby się nie zarazić HIV), niska higiena (np. rytualne nacięcia na skórze całej rodziny wykonywane tą samą, niedezynfekowaną i nawet niemytą żyletką czy nożem) oraz rozwiązły tryb życia mieszkańców afryki subsaharyjskiej oraz RPA, Botswany i okolic: na porządku dziennym są tam przypadki stosunków z kilkudziesięcioma różnymi partnerami/partnerkami rocznie. Ktoś to tak żyje na pewno za nic ma nauki Kościoła, a więc i zakaz używania prezerwatyw. A jednak się zaraża - jaki z tego wniosek - albo nie używa prezerwatyw (ale nie z powodu kościelnego zakazu, tylko np. z lenistwa, źle pojętej oszczędności, głupty itp.), albo też prezerwatywa nie daje aż takiego zabezpieczenia (wady fabryczne, nieumiejętne jej używanie itp.).
Obecnie największy wzrost zachorowań na AIDS jest we Wietnamie - kraju komunistycznym i na wskroć laickimi oraz w obwodzie Kaliningradzkim Federacji Rosyjskiej - w którym Kościół Katolicki nie ma nic do powiedzenia. Z drugiej strony w krajach mocno katolickich, jak np. Irlandia nie ma problemu masowego AIDS. To w prosty sposób zatem obala jakikolwiek związek między AIDS a zakazami Kościoła Katolickiego.
001
Oczywiście rozumiem, że to taki żarcik?
F
Fox Mulder
Kiedy czytam kolejne wypociny na temat JPII - zaczyna mi się słabo robić. Polemikę sobie darują - szkoda czasu. Powiem tylko jedno: nawet armia papieży-Polaków mogłaby by sobie być, a komunizm trzymałby się dobrze. Jedynie dlatego upadł, że tak ułożyła się światowa polityka. To polityczne realia ówczesnego świata o tym zadecydowały, a papieża do tego dolepiono jako ozdobę. Podobnie rzecz się ma z Solidarnością...
b
bbb
już nie obalił,tylko ukrywał,tak kochał dzieci,kto by się tego spodziewał
g
graal
Ale bzdury. Przyjaciel Degollado obalil komunizm, ha ha ha. Nawet nie warto wysilac sie na polemike. Jednym slowem wiocha.
j
jon
w Ameryce Łacińskiej też dużo zrobił.
ogólnie postęp ...
A
Amenhotep DCLXVI
Ta, komunizm w Europie obalił, ale za to Afryce zostawił AIDS (przez zakaz używania prezerwatyw).
m
miki
a mówią że Bolek obalył komunizm.
Dodaj ogłoszenie