Waży się polityczna przyszłość posła Ireneusza Rasia. Trafi do PSL, Porozumienia, czy Ruchu Hołowni?

Piotr Tymczak
Piotr Tymczak
Ireneusz Raś został usunięty z Platformy Obywatelskiej. Teraz ważą się losy jego politycznej przyszłości. Anna Kaczmarz
Krakowski poseł Ireneusz Raś po tym, jak został usunięty z Platformy Obywatelskiej, podkreśla, że potrzebuje czasu na przemyślenia. Niewykluczone, że złoży odwołanie od decyzji krajowego zarządu PO w jego sprawie. O swoich planach ma poinformować podczas poniedziałkowej konferencji na Rynku Głównym. Ruszyły już jednak spekulacje, do jakiego innego ugrupowania politycznego może trafić. Wśród możliwych kierunków transferowych wskazywane jest PSL, Porozumienie Jarosława Gowina oraz Polska 2050 Ruch Szymona Hołowni. Rozpoczęła się też dyskusja, jaka przyszłość czeka PO po usunięciu z niej posłów Ireneusza Rasia i Pawła Zalewskiego.

FLESZ - Polacy boją się biedy

"Wszystkim Wam dziękuję za dobre słowo po zaskakującej decyzji mojej partii. Partii, dla której pracowałem 16 lat i z którą odniosłem tak wiele sukcesów. Nigdy nie sądziłem, że o tak ważnej decyzji dowiem się z mediów. Na szerszy komentarz przejdzie czas. Póki co potrzebuję czasu, by zrozumieć..."

- oświadczył na swoim facebookowym profilu Ireneusz Raś.

Metro, premetro, podziemny tramwaj? Co najlepszym sposobem n...

Po piątkowej decyzji o wykluczeniu go z Platformy Obywatelskiej przez weekend dał sobie czas na przemyślenia. - O decyzji w mojej sprawie dowiedziałem się z mediów. Nic o tym wcześniej nie wiedziałem, nie poznałem zarzutów. Potrzebuję czasu na przeanalizowanie tego, co się wydarzyło. W poniedziałek planuję zwołanie konferencji na Rynku Głównym w Krakowie, podczas której szerzej odniosę się do nowych okoliczności - powiedział nam Ireneusz Raś.

Już jednak ruszyły spekulacje dotyczące tego, gdzie poseł z Krakowa może znaleźć miejsce. Wśród kierunków transferu wymienia się Koalicję Polską skupioną wokół PSL i jej lidera Władysława Kosiniaka-Kamysza, Porozumienie Jarosława Gowina i Polskę 2050 Ruch Szymona Hołowni.

- Z tego co słyszałem poseł Ireneusz Raś nadal czuje się członkiem Platformy Obywatelskiej i będzie się chciał odwołać od decyzji kierownictwa partii w jego sprawie. Jeżeli okazałoby się, że drzwi do Platformy już się przed nim nie otworzą, to zapewne będzie rozmawiał ze wszystkimi środowiskami centroprawicy i pewnie z nami też. Niezręcznością byłoby jednak mówienie o tym w obecnej sytuacji - komentuje Rafał Komarewicz, szef prezydenckiego klubu "Przyjazny Kraków" w Radzie Miasta Krakowa, który jako pierwszy krakowski samorządowiec wszedł do Ruchu Szymona Hołowni.

Przypomnijmy, że posłowie Ireneusz Raś i Paweł Zalewski zostali wykluczeni z PO na wniosek przewodniczącego PO Borysa Budki za "działanie na szkodę Platformy, polegające na wielokrotnym kwestionowaniu decyzji władz partii, przy jednoczesnym braku udziału w debacie podczas obrad ciał kolegialnych takich jak Rada Krajowa czy klub parlamentarny".

Decyzja krajowego zarządu partii pojawiła się po wypowiedziach Ireneusza Rasia, w których ten otwarcie krytykował lidera PO - Borysa Budkę.

- Reagowałem, skoro widziałem, że Platforma jest prowadzona na dno. W tym głosie krytyki nie byłem jednak odosobniony - podkreśla poseł Raś.

Razem z posłem Zalewskim znalazł się w grupie ponad 50 polityków, którzy wystosowali list wzywający do gruntowych zmian w szeregach PO.

Reakcją krajowego zarządu Platformy w sprawie posła Rasia nie jest zaskoczony inny krakowski poseł tego ugrupowania Aleksander Miszalski, szef PO w Małopolsce. - Poseł Raś od dłuższego czasu stawiał siebie sam trochę poza Platformą. Nie uczestniczył w debacie wewnętrznej, kiedy trwała dyskusja o aborcji czy Krajowym Planie Odbudowy. Nie wypowiadał się na radach krajowych czy radach regionu. Natomiast krytykował partię w mediach, już po decyzjach, co było przeciw stanowisku większości. Decyzję władz krajowych można więc tak tłumaczyć, że taka postawa nie służy partii i jest działaniem na jej szkodę - mówi poseł Miszalski.

Nie wiadomo, czy porządki w PO skończą się tylko na usunięciu z tej partii posłów Rasia i Zalewskiego. Obserwatorzy polskiej sceny politycznej przyznają, że w tym opozycyjnym ugrupowaniu doszło do dużego przesilenia. Najbliższy czas pokaże, jakie będą tego konsekwencje dla tej partii.

- To co się wydarzyło, to kontynuacja kursu Platformy Obywatelskiej skręcania na lewo i podjęcie rywalizacji o elektorat lewicowy. Pęknięcie w tym obozie było coraz bardziej widoczne. Ostatecznie podjęto więc próbę spacyfikowania, bądź też pozbycia się tzw. skrzydła konserwatywnego tej partii. Podpisy pod listem postulującym pewną wewnętrzną dyskusję w ramach Platformy pokazują, że ta grupa posłów jest duża większa. Usunięcie dwóch posłów jest sygnałem, że należy się spodziewać zachowania pewnej dyscypliny przy tym, a nie innym kursie politycznym. Konsekwencje tego kroku mogą być różne. Teraz jest pytanie, co zrobią wyrzuceni posłowie i ich najbliższe otoczenie. To jest sprawa otwarta, która może zdecydować o przyszłości Platformy Obywatelskiej - komentuje Maciej Zakrzewski, politolog z Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie.

W jego ocenie partia pretendująca do tego, żeby nie być wyłącznie ugrupowaniem opozycyjnym, a być potencjalnie obozem rządzącym powinna poszerzać swoje spektrum programowe, czasem kosztem pewnej wyrazistości. - Ostatni ruch Platformy mocno ogranicza możliwości w tym zakresie, powodując, że będzie to partia odnajdująca się w formule opozycyjnej, natomiast coraz trudniej będzie jej wrócić do formuły partii rządzącej - zwraca uwagę Maciej Zakrzewski. - Ze strategicznego punktu widzenia trudno więc dostrzec korzyści takiego zabiegu. Widzimy, że teraz Prawo i Sprawiedliwość, obóz Zjednoczonej Prawicy prezentuje Nowy Ład, a Platforma Obywatelska jest pogrążona w wewnętrznej kłótni. W ostatniej decyzji dotyczącej usunięcia dwóch posłów z partii można dopatrzyć się zwarcia szeregów. Jest tylko pytanie, czy to przyniesie skutek, czy też doprowadzi do dalszego rozpadu. Na pewno posłowie Raś i Zalewski, to nie są szeregowi posłowie, których można ustawić bez głębszych politycznych konsekwencji. Na pewno wyrzucenie tych posłów nie jest końcem tej historii. To pewnie jest jej początek - dodaje.

Przed usunięcie z PO Ireneusz Raś udzielił nam wywiadu:

Kto był inicjatorem listu członków KO do kierownictwa partii? Czy chodzi Państwu tylko o wymianę kadrową, czy jednak gruntowną rewolucję w PO?
Na pomysł wystosowania takiego apelu wpadła grupa koleżanek z Platformy. Zmagamy się z czasem ostatecznej refleksji w partii: z kim ma podążać i w jakim celu. Te osoby czuły się wyizolowane z obszaru podejmowania decyzji w KO i to one zaproponowały kształt listu do kierownictwa ugrupowania. Podpisało się pod nim wielu parlamentarzystów, bo ponad 50 i to z własnymi wnioskami na przyszłość.
Mówi Pan o „ostatecznej refleksji” - a jeśli ona nie nadejdzie, to co wtedy się stanie?
Bagatelizowanie bezprecedensowego w historii PO listu, podpisanego przez 51 parlamentarzystów, byłby dowodem na odklejenie się od rzeczywistości albo ignorancję. Uważam, że jeśli ktoś zignoruje nasz głos, wtedy w dalszej perspektywie pozostanie tylko klęska.
Mam takie wrażenie, obserwując rozterki konserwatystów w PO od dekady, że chcielibyście uciec z partii, ale nie bardzo macie dokąd. Wyjątkami byli posłowie, którzy przeszli do PSL oraz Jarosław Gowin, który utworzył Porozumienie.
Chodzi o to, że politycy pracujący na rzecz Platformy Obywatelskiej od ponad 20 i kilkunastu lat, więc czują się zobowiązani wobec niej. To nie jest tak, że konserwatyści uciekają przed problemami - zawsze stawialiśmy własne wnioski, broniliśmy idei i wartości nam bliskich, poza tym mam przekonanie, że robiliśmy to skutecznie. Uciekać można z miejsca, które nie traktuje się za swoje.
Sugerował Pan, że to Radosław Sikorski jest właściwym kandydatem na lidera, ale były szef MSZ skomentował: „Nie ma tematu, to mile masuje moje ego”. Paweł Zalewski domaga się wprost ustąpienia Borysa Budki.
W dużej mierze zgadzam się z diagnozą posła Zalewskiego, ale z jednym zastrzeżeniem: wymiana personalna to nie wszystko. Potrzeba nowej konstrukcji władz PO, uwzględnienie ogromnego potencjału drzemiącego w ludziach Platformy, dziś odstawionych na bok. Gdyby dzisiejszy lider nie popełniał błędów, to zapewne do takiej krytyki by nie doszło. Spodziewamy się wyborów za dwa lata, prawdopodobnie w konstytucyjnym terminie, dlatego należy dokonać zwrotu w działaniach i skierować się do centrowych wyborców. Zgadzam się z byłym prezydentem Bronisławem Komorowskim - wielu jest takich głosujących, którzy nie mają jakiejkolwiek alternatywy i właśnie z tego powodu zostają przy partii Jarosława Kaczyńskiego. Czas to zmienić.
Czy nie obawia się Pan poseł, że ta krytyka Platformy może być ostatnią i po prostu zostaniecie wyrzuceni z ugrupowania?
Odpowiem krótko: ja się niczego nie obawiam. Milczenie jest czymś gorszym od reformowania. Wezwaliśmy do pilnej reformy.
Czy ta sytuacja może odbić się na wpływach krakowskiej PO i Pana?
Borys Budka, ani nikt z Platformy, nie budował mojej pozycji i wpływów, więc osobiście nie obawiam się utraty pozycji. Przypomnę też, że byłe kierownictwo nie dało mi komfortowego miejsca - startowałem z list KO do Sejmu na szóstej pozycji, a jednak wyborcy obdarzyli mnie drugim wynikiem wyborczym i pierwszym wynikiem w kręgu lokalnym. Paweł Kowal był miłym, ale jednak „spadochroniarzem”, startującym z „jedynki”, bardzo komfortowej.
Co, jeśli Budka nie odejdzie z kierownictwa partii?
Dałem pomarańczową kartkę Budce, a nie czerwoną kartkę, pozostając przy żargonie piłkarskim: jeszcze sędzia VAR ogląda całą sytuację. Potrzebujemy pilnie natychmiastowej debaty o strategii PO i trzeba ją przeprowadzić wtedy, gdy będzie to już możliwe.
Nie wstrzymał się Pan od głosu ws. funduszu odbudowy, bo nie było pana na sali sejmowej. Gdyby nie lojalność do KO, zagłosowałby Pan za tymi środkami?
Tak, oczywiście. Uważałem, że trzeba wynegocjować jak najlepsze warunki, by jak najwięcej środków wpłynęło do Polski lokalnej, w tym do mojego Krakowa. I można było uzyskać lepsze efekty, gdyby nie dezercja Lewicy i jej pójście na układ z PiS. Z drugiej strony, należało zabezpieczyć wydatkowanie pieniędzy unijnych, by nie stały się funduszem partyjnym. Natomiast głosowanie „za” było opowiedzeniem się za środkami unijnymi dla naszej gospodarki, a przecież PO od zawsze za nimi optowała.
Rozmawiał: Grzegorz Wszołek

Wideo

Materiał oryginalny: Waży się polityczna przyszłość posła Ireneusza Rasia. Trafi do PSL, Porozumienia, czy Ruchu Hołowni? - Gazeta Krakowska

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

W
Wacuś

Na mojej ulicy jest tylko jeden co popiera budkę , a to dlatego, że odstawił leki ...

E
Ehh
16 maja, 10:45, Zbigniew Rusek:

Wolałbym, gdyby odchodzili posłowie z PiS. Wtedy ta dyktatorska partia (PiS) straciłaby większość w Sejmie.

Z mafi się nie odchodzi.

G
Gość

Zagarnianie wszelkimi sposobami dorobku demokratycznej Polski trwa a oni wyrzucają doświadczonego posła!!! wasze rozgrywki są g.. ważne

gdy rządzący uprawiają kraj jak własne pole.... kiedy pojmiecie

co jest najważniejsze?!

Z
Zbigniew Rusek

Wolałbym, gdyby odchodzili posłowie z PiS. Wtedy ta dyktatorska partia (PiS) straciłaby większość w Sejmie.

Dodaj ogłoszenie