reklama

Wawrowski: Zakochałem się w niesamowitym koncercie Różyckiego

Michał SzczygielskiZaktualizowano 
materiały prasowe/ fot. Kinga Karpati
Zrekonstruowany koncert skrzypcowy Ludomira Różyckiego można uznać za manifest artysty, że wbrew okupacyjnej rzeczywistości duch nadziei na lepszą przyszłość nadal żyje - mówi Janusz Wawrowski, uważany za jednego z najwybitniejszych polskich skrzypków swojego pokolenia.

Jakie to uczucie grać na jedynym w Polsce oryginalnym stradivariusie z 1685 r.?

Oprócz tego, że jest to wielki prestiż i zaszczyt dla artysty, koncertowanie na nim dostarcza niesamowitych artystycznych przeżyć i szansy na osobisty rozwój, bo taki instrument daje unikalne możliwości. Możliwość „rzeźbienia” dźwięku jest niesamowita. I publiczność to słyszy, szczególnie w pięknych, dużych salach słychać różnicę w dźwięku.

Przed wojną mieliśmy więcej stradivariusów. Jak to się stało, że teraz mamy jeden? I jak trafił do Polski?

Rzeczywiście, mieliśmy ich w naszej historii kilka, były w prywatnych rękach. W czasie wojny zostały zrabowane. Sytuację, w której po wojnie ich nie mieliśmy i żaden skrzypek mieszkający w Polsce na stałe nie mógł na nich grać, można uznać za anomalię. Toteż cieszę się, że prywatny inwestor, pan Roman Ziemian, zakupił stradivariusa i że użycza go artyście. Mam nadzieję, że jest to początek tworzenia narodowej kolekcji, może kolejnymi zakupami wybitnych instrumentów zainteresują się instytucje publiczne, bo w innych państwach na świecie banki narodowe i ministerstwa przeznaczają dość duże kwoty na takie cele. Instytucje kultury i świat artystyczny wysyłają sygnały, że zakup tych skrzypiec otwiera drzwi do negocjacji w sprawie nabycia kolejnych instrumentów.

Wiekowe instrumenty bywają kapryśne…

Ten kapryśny nie jest. O kapryśności możemy mówić, jeśli instrument był zniszczony i naprawiany przez lutnika, lub jeśli dorabiano do niego brakujące elementy, wtedy źle znosi zmianę pogody, temperatury i wilgotności powietrza. W przypadku tego egzemplarza, który jest bardzo dobrze zachowany i w całości oryginalny, możemy powiedzieć, że zachowuje się jak nowy, zrobiony kilka lat temu.

Jaka jest szacunkowa wartość tego stradivariusa?

Jest wyceniany na około 5 mln euro. Zdarzają się rzadkie okazje zakupu stradivariusów za 3-4 mln euro, natomiast najdroższy, jaki miałem w rękach, był wyceniany na 20 mln euro.

Jerzy F. Händel, mówiąc o chórze Alleluja z oratorium Mesjasz, powiedział: „Naprawdę myślałem, że zobaczyłem całe niebo przede mną, i samego Wielkiego Boga”. Jak często komponowanie czy wykonywanie muzyki przynosi takie mistyczne doznania?

Myślę, że często. Dobrze, że pan o to zapytał, bo muzyka jest czymś nieuchwytnym, czymś, co wedle niektórych dociera do duszy i serca najbardziej bezpośrednio. Genialność muzyki polega też na tym, że nie zna granic językowych, a często i kulturowych. Europejska muzyka klasyczna jest słuchana na całym świecie. Grając utwory Grażyny Bacewicz czy Henryka Wieniawskiego na wielu kontynentach, od Australii do Ameryki Południowej, zawsze miałem wrażenie, że odbiorcy je „czują”, że nie trzeba się specjalnie przygotowywać intelektualnie do ich odbioru. I w ogóle grając na koncertach często mam wrażenie bezpośredniego kontaktu z ludźmi, odczuwam, że odbierają energię i ją z powrotem oddają artyście.

Händel, odpowiadając pewnemu lordowi dziękującemu „za wspaniałą rozrywkę”, jaką wedle niego było oratorium Mesjasz, stwierdził: „Byłbym niepocieszony, jeśli tylko dostarczyłem im rozrywki. Chciałem uczynić ich lepszymi”. Pan dostrzega, że muzyka zmienia ludzi na lepszych?

Tak. Poznaję ludzi, którzy dopiero zaczynają słuchać muzyki klasycznej i widzę, jak się zmieniają, nabywają większej wrażliwości i zdolności do autorefleksji. A podczas koncertów, nie tylko moich, dostrzegam, że ktoś się wzruszy, ma łzy w oczach, czasem przychodzi i mówi, że podczas koncertu zaczął myśleć na przykład o potrzebie wewnętrznej przemiany. Momenty, w których ludzie tak otwierają się przed sztuką, są dla artysty najpiękniejsze. Nawet jeśli nie są to częste przypadki. Kiedyś Witolda Lutosławskiego zapytano, czy go nie przejmuje, że tak niewielki procent ludzi słucha jego muzyki. Odpowiedział, że nie ma to dla niego wielkiego znaczenia.

Zajmuje się pan również rekonstrukcją utworów. Jaka jest historia odnalezienia nut rękopisu Ludomira Różyckiego, który razem z m.in. Karolem Szymanowskim, Mieczysławem Karłowiczem i Grzegorzem Fitelbergiem współtworzył rozpoznawalną międzynarodowo grupę Młodej Polski w muzyce?

Wiele lat temu szukałem utworów polskich kompozytorów z pierwszej połowy XX wieku i poznałem dyrygenta który napomknął, że zrekonstruował koncert Różyckiego na podstawie partii skrzypiec i fortepianu. Tu wyjaśnienie - zazwyczaj oprócz wersji orkiestrowej tworzy się tzw. redukcję na fortepian, żeby skrzypek mógł sobie poćwiczyć. Powiedziałem mu, że mam w domu znalezione rękopisy Różyckiego. Okazało się, że posiadam fragment orkiestracji, której dyrygent nie znał. Odkryliśmy, że w jednej z bibliotek obie wersje widnieją pod różnymi nazwami jako odmienne utwory. Postaraliśmy się o grant od Instytutu Muzyki i Tańca po czym wspólnie z Ryszardem Bryłą, odpowiedzialnym za warstwę orkiestry, udało nam się zrekonstruować cały koncert. Ja zająłem się partią skrzypiec, bo tam też były jeszcze pewne niedoskonałości. Trwało to w sumie 2-3 lata, po czym z orkiestrą wykonałem koncert. Podobnie jak inni muzycy, zakochałem się w tym wyjątkowym utworze.

Dlaczego? Co tak wyróżnia koncert Różyckiego?

Ten koncert jest niesamowity, ponieważ został napisany w 1944 r. w okupowanej Warszawie. Jego tworzenie zostało przerwane przez działania wojenne. Tymczasem jest to chyba najbardziej optymistyczny utwór Różyckiego jaki słyszałem. Jest to muzyka którą można porównać do utworów George’a Gershwina, do optymistycznych dzieł Siergieja Rachmaninowa, nasuwa się nawet skojarzenie z muzyką filmową Disneya. I to jest właśnie niesamowite, że był pisany w najmroczniejszych czasach a ma w sobie największą pozytywną energię. Historia napisania utworu jest pesymistyczna, przypominająca najgorszy okres XX wieku, ale po wysłuchaniu samej muzyki ma się tylko pozytywne wrażenia. Można ten utwór uznać za manifest artysty, że na przekór otaczającej rzeczywistości duch nadziei na lepszą przyszłość nadal żyje. Poza tym koncert jest bardzo przystępny nie tylko dla stałych melomanów, on może zachwycić większość tych, którzy na co dzień nie słuchają muzyki poważnej.

Mecenasem Młodej Polski w muzyce był Władysław ks. Lubomirski. Jaką rolę w dzisiejszych czasach odgrywa taki mecenat?

Od wieków kultura wysoka opierała się na mecenacie. Gdyby nie książę Lubomirski, Młoda Polska w muzyce w ogóle by nie powstała. Sponsorował wydawanie nut w Berlinie, bo w Polsce nie było takich wydawniczych możliwości, pomagał w organizacji koncertów w Polsce i za granicą. A przecież po odzyskaniu niepodległości to ci twórcy tworzyli kulturę muzyczną, jej najważniejsze instytucje. No i pozostawili ogromny, rozpoznawalny dorobek twórczy, szczególnie Karol Szymanowski zdobył międzynarodową sławę. Dziś funkcję mecenatu sprawuje państwo, ale też na szczęście w Polsce mecenasami są osoby prywatne, ich fundacje oraz firmy. Takie działania są bardzo potrzebne i myślę, że dobrą okazją do ich podjęcia jest projekt związany z wykonaniem, nagraniem i popularyzacją koncertu Różyckiego. Z żoną i współpracownikami walczyliśmy o dofinansowanie projektu i jest on już finansowo zabezpieczony, jednak jesteśmy otwarci na dołączanie się kolejnych partnerów.

Jaki to projekt? I czy dzieło Różyckiego ma szansę zaistnieć w kulturze światowej?

Ten koncert jest bardzo uniwersalny w swoim charakterze, międzynarodowy, nie posiada bezpośrednich nawiązań do polskiej muzyki folklorystycznej. W muzyce Różyckiego wybrzmiewają echa pozytywizmu Młodej Polski, a jednocześnie przenosi ona słuchacza w świat podobny stylistycznie do amerykańskiej muzyki filmowej. Jest bardzo łatwa w odbiorze, zabiera nas w świat niezwykle barwny, bajkowy. Dlatego zależało mi na nagraniu dzieła w jak najlepszej jakości. Udało nam się zaprosić do współpracy Royal Philharmonic Orchestra, pod batutą maestro Grzegorza Nowaka. To niezwykła orkiestra, jedna z najlepszych londyńskich orkiestr symfonicznych, a maestro Nowak jest jej dyrygentem – rezydentem. Miałem przyjemność grać ten koncert po raz pierwszy pod jego batutą podczas Festiwalu Chopin i Jego Europa w Warszawie w 2018 roku. Album Phoenix, wydany będzie przez Warner Classics – jedną z największych wytwórni fonograficznych na świecie, z którą współpracuję od lat. Mamy nadzieję, że dobra jakość wykonania, profesjonalizm wszystkich zaangażowanych stron oraz międzynarodowa promocja projektu przyczynią się do popularyzacji Koncertu Różyckiego na świecie. Planujemy również zrealizowanie krótkiego filmiu z nagrań w Londynie oraz udostępnienie go w internecie. Już teraz zapraszam Państwa do wysłuchania Koncertu Skrzypcowego Ludomira Różyckiego w Szczecinie, gdzie 13 grudnia zagramy wraz z orkiestrą Filharmonii Szczecińskiej. Marzy mi się również stworzenie filmu o Ludomirze Różyckim. Chciałbym przedstawić fascynującą historię zaginionego Koncertu szerszej publiczności, opowiadając przy tym historię zniszczonej podczas wojny Warszawy. Do takiego przedsięwzięcia potrzebni będą jednak partnerzy, sponsorzy i producenci. Mam nadzieję, że się uda.

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie