Waszczykowski nie chce dryfować

Dorota Kowalska
"Nie myślę o przeprowadzce do Łodzi, najpierw trzeba wygrać"
"Nie myślę o przeprowadzce do Łodzi, najpierw trzeba wygrać" fot. Bartek Syta
Jeszcze niedawno mówił, że chciałby się sprawdzić w parlamencie, kilka dni temu ogłosił, a raczej potwierdził swój start w wyborach samorządowych, powalczy o prezydenturę w Łodzi. - Dostałem propozycję, przemyślałem ją i się zgodziłem - mówi w rozmowie z "Polską" Witold Waszczykowski.

I podaje dwa powody takiej właśnie decyzji. Pierwszy: szkoda mu czasu. Nie ma sensu czekać jeszcze rok do wyborów parlamentarnych pod tym "gnuśnym rządem". - Który nie ma planów i nie wprowadza reform. Ja się na takie dryfowanie nie zgadzam. Mam dość tego teatru, frazesów, z których nic nie wynika. Jeśli dzisiaj nie mogę nic zmienić na szczeblu centralnym, to chciałby przynajmniej powalczyć w terenie - tłumaczy.

No i powód drugi, można by rzec sentymentalny. Waszczykowski jest z Łodzią związany, żył tu kilkanaście lat, uczył się, studiował. - Tam mieszka cała moja rodzina: matka, brat, najstarszy syn, jestem w Łodzi bardzo często i czuję się łodzianinem - argumentuje.

Nie jest pierwszym, który podczas wyborów został z Warszawy zesłany w teren. W wyborach parlamentarnych w 2005 r. pierwszy na sieradzkiej liście PiS do Sejmu był Paweł Zalewski z Warszawy. O mandaty poselskie walczyli na listach wyborczych w Piotrkowie Antoni Macierewicz i Marek Jurek.
Jakie ma szanse? Waszczykowski na pewno jest politykiem rozpoznawalnym, obytym, jak mówią jego znajomi: "facetem z klasą", ale czy łodzianie go pamiętają i czy on przekona do siebie łodzian?
Na razie wzbudził spore emocje, stwierdzając: "Łódź nie zdążyła wskoczyć na platformę transformacji państwa, a miasto wygląda tak, jakby nigdy nie było 1989 roku". - Są oczywiście jakieś perełki, ale ogólnie chodząc po mieście, oglądając stan ulic, widząc zapaść przemysłową, odnosi się wrażenie, że gdzieś popełniono błędy" - powiedział. Na forach zawrzało.

Sam Waszczykowski urodził się w Piotrkowie Trybunalskim, wtedy to były takie dalekie peryferie Łodzi, więc trudno się dziwić, że wybrał historię właśnie na Uniwersytecie Łódzkim. Potem wyjechał do Stanów Zjednoczonych, by studiować stosunki międzynarodowe w Oregonie. - Ale wróciłem i na Uniwersytecie Łódzkim obroniłem doktorat. Próbowałem zrobić karierę naukową - wspomina. Był przez jakiś czas asystentem na Wydziale Filozoficzno-Historycznym UŁ. Nawet potem, kiedy poszedł już w dyplomację i politykę, często jeździł z wykładami po wielu uczelniach w kraju. - Nigdy tak naprawdę nie odszedłem od nauki, ale to był czas wielkich wyzwań, przed którymi stanęła Polska, mieliśmy przecież wejść do NATO. Chciałem połączyć swoją wiedzę i pomóc tym wyzwaniom sprostać - tłumaczy. W dyplomacji błyskawicznie piął się po szczeblach kariery: został starszym ekspertem w Departamencie Systemu Narodów Zjednoczonych w MSZ, wicedyrektorem w Departamencie Instytucji Europejskich. Wreszcie zastępcą przedstawiciela RP przy NATO. - Wydawał się bufonem. Nazywaliśmy go "Gruszką", bo miał małą głowę w porównaniu z tułowiem - opowiada nam jeden z jego byłych współpracowników. I dodaje, że chodziły plotki, iż Waszczykowski pisał wtedy jakieś donosy na swojego szefa.

- Bzdury - ripostuje sam Waszczykowski. - To był czas, kiedy w "Przeglądzie" ukazywały się takie tekściki pisane na podstawie informacji między innymi od anonimowych ludzi z MSZ i właśnie tam ukazały się te brednie. To był trudny czas, tworzyliśmy nową placówkę, więc pewnie, że było napięcie, ale nigdy na nikogo nie donosiłem. Gdyby tak było, zostałbym odwołany, a ja awansowałem - twierdzi. Bo rzeczywiście Waszczykowski został ambasadorem na placówce w Teheranie. Potem wrócił do MSZ, do Departamentu Strategii i Planowania Polityki Zagranicznej. - Zasadniczy człowiek, bardzo pryncypialny dyplomata. I zawsze ten komponent dyplomatyczny u niego przeważał, teraz rodzi nam się polityk - charakteryzuje Waszczykowskiego Paweł Kowal, poseł PiS. - Życzliwy ludziom. Kiedy przyszedłem do ministerstwa i byłem świeżo upieczonym podsekretarzem stanu, to właśnie on pomagał mi najbardziej - dodaje.

4 listopada 2005 został głównym negocjatorem w rozmowach ze Stanami Zjednoczonymi dotyczących tarczy antyrakietowej. Aż do słynnego wywiadu, jakiego udzielił "Newsweekowi". Waszczykowski powiedział dziennikarzom, że na początku lipca 2008 r. wynegocjował z USA "umowę w sprawie tarczy, która gwarantuje bezpieczeństwo Polsce" oraz deklarację współpracy polityczno-wojskowej między polską a Stanami Zjednoczonymi. - Sądzę, że informacja o zakończeniu negocjacji nie przyniosłaby politycznych korzyści rządowi Donalda Tuska. Stałoby się to za szybko po interwencjach prezydenta w sprawie tarczy i po czerwcowej wizycie prezydenckiej minister Anny Fotygi w USA. Powstałoby wrażenie, że to prezydent jest twórcą tego sukcesu, a nie rząd - stwierdził w wywiadzie Waszczykowski. Premier Donald Tusk zarzucił mu złą wolę i nielojalność i 11 sierpnia 2008 r. odwołał z funkcji. - Niczego nie żałuję. Dzisiaj powiedziałbym to samo - mówi twardo kandydat na prezydenta Łodzi. Ale bez pracy był tylko kilka dni, bo już 27 sierpnia dostał posadę zastępcy szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

- "Waszcz", bo tak go nazywaliśmy, to błyskotliwy facet. Po kilku spotkaniach z nim sami chodziliśmy do niego porozmawiać - opowiada nam były pracownik BBN. - Tylko, że on był w BBN za duży. To człowiek z ogromną klasą, 20-letnim dyplomatycznym doświadczeniem, które nie zabrało mu poczucia humoru. Tymczasem w BBN siedzą tacy "drobni" ludzie kurczowo trzymający się swoich posad. A tu nagle pojawił się wśród nich prawdziwy Europejczyk, to musiało wywołać szok i niepokój - opowiada nasz rozmówca. Inny dodaje, że kiedy do BBN przyjeżdżali nasi sojusznicy z NATO, szli się od razu przywitać do Waszczykowskiego, na spotkaniach to z nim rozmawiali, więc ludzie w firmie traktowali go jak potencjalne zagrożenie.

- On ma niesamowite poczucie humoru, nie stwarza dystansu. Czasami, mimo że byłem o dwa szczeble urzędnicze niżej, pozwalałem sobie przy nim na dość ryzykowane żarty, nigdy się nie obraził - wspomina były pracownik BBN. - Kiedyś przyprowadziłem do niego rosyjskich dziennikarzy, przez kilka godzin opowiadał im o zawiłościach obrony antyrakietowej. Wyszli do niego z pootwieranymi buziami, bo nie mieściło im się w głowie, że ktoś im coś takiego w BBN opowie - dodaje nasz rozmówca. U młodych ludzi pracujących w BBN wywoływał ponoć rozchwianie pojęciowe, bo nie mogli zrozumieć, skąd u człowieka z taką kulturą, wiedzą, doświadczeniem taki brak dystansu i otwartość na innych.

Po tragedii smoleńskiej wiadomo było, że dni Waszczykowskiego są w BBN policzone. Ponoć Waszczykowskiego i Zbigniewa Nowka wezwał do siebie gen. Stanisław Koziej, nowy szef BBN. - "A co z wami, panowie?" - miał zapytać. A po chwili pocieszył: "Nie ma się co przejmować. I tak za jakiś czas spotkamy się na jakieś konferencji jako niezależni eksperci." - Wszystkie etapy mojego zawodowego życia wspominam dobrze, ale chyba najlepiej pracę z Lechem Kaczyńskim. Mieliśmy podobne poglądy i robiłem rzeczy, które dawały mi satysfakcję - podsumowuje dzisiaj Waszczykowski.

Prywatnie to ponoć bardzo spokojny człowiek. Ma dorosłego syna i 12-letnie bliźniaki: syna i córkę, żonaty. Właściciel psa, z którym często wypuszcza się na długie spacery. - Nie zaskoczę chyba nikogo, jeśli powiem, że interesuję się historią, batalistyką i polityką zagraniczną - wzdycha przepraszająco. I dodaje, że nie myślał jeszcze o przeprowadzce do Łodzi. - Najpierw trzeba wygrać te wybory - mówi.

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

z
ziuta

a kogo to obchodzi, odstawili go od koryta i teraz usiluje sie znow dopchac z innej strony

x
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

jednak ja i moi liczni zanjomi mamy nadzieje, ze w pana programie pojawi się powrót do Camerimage i Marka Zydowicza, Lyncha, CŁc gehrego - wszystkiegotego co zmarnowała koalicja SLD - PO...

L
Lodzki Wyborca

[cyt]Pamiętacie drodzy Łodzianie Kropiwnickiego na klęczkach przed Ziólkiem? Pamiętajcie Waszczykowski to następny ultrakatolicki wierny pies Komitetu Centralnego Episkopatu Polski. Chcecie znów dokładać z każdego metra sześciennego wody do kasy Ziółka to wybierzcie spadochroniarza od Kaczyńskich. Będzie wam lepiej zapewne[/cyt]

A jesli wolicie zeby Lodz nadal tracila inwestycje, zawalaly sie kolejne projekty, ubywalo nam ludnosci i szybko spadalismy do pozycji prowincjonalnej wsi - to glosujcie na PO lub SLD, a najlepiej tak, zeby znow byli rzadzaca koalicja!

L
Lodzki Wyborca

[cyt]A co będzie jak PiS wygrałby wybory?....No,chyba że sam nie daje Jarusiowi szans na wygraną w wyborach.[/cyt]

PiS nie ma szans na wygranie wyborow parlamentarnych, a z dnia na dzien pograzaja sie coraz bardziej wiecznymi szopkami.
Zeby nawet marzyc o wygranej powinni dzis odwolac Jaroslawa K. i oddac go pod obserwacje.

Ich taktyka to zbudowanie sobie mocnej pozycji w samorzadach - stad wystawili bardzo mocnych kandydatow jak np. Waszczykowski do Lodzi, i przejecie miast, w ktorych stracili dawna pozycje.
Odbudowa zaufania spoleczenstwa zajmie im kilka lat - pewnie do przyszlych wyborow parlamentarnych.
Stad uwazam, ze Waszczykowski jest w Lodzi na cala kadencje, a co wiecej musi sie sprawdzic jako Prezydent Lodzi.

I dlatego uwazam, ze skoro jest najlepszym kandydatem, i do tego musi sie sprawdzic (dla dobra PiS-u) jako Prezydent Lodzi, zeby mogl sie piac dalej w polityce (byc ministrem, premierem, prezydentem czy czymkowliek), to Lodzianie nie powinni przepuscic okazji jaka jest Waszczykowski - szczegonie w porownaniu z innymi kandydatami-miernotami.

L
Lodzki Wyborca

Cytat z artykulu:
"Tylko, że on był w BBN za duży. To człowiek z ogromną klasą, 20-letnim dyplomatycznym doświadczeniem, które nie zabrało mu poczucia humoru. Tymczasem w BBN siedzą tacy "drobni" ludzie kurczowo trzymający się swoich posad. A tu nagle pojawił się wśród nich prawdziwy Europejczyk, to musiało wywołać szok i niepokój - opowiada nasz rozmówca. Inny dodaje, że kiedy do BBN przyjeżdżali nasi sojusznicy z NATO, szli się od razu przywitać do Waszczykowskiego, na spotkaniach to z nim rozmawiali, więc ludzie w firmie traktowali go jak potencjalne zagrożenie."

Dokladnie tak samo zrobilo sie na lodzkiej scenie politycznej od kiedy ogloszono kandydature Waszczykowskiego.
PO, LSD itd zaczely sie trzasc kolana, bo ich kandydaci (Zdanowska i Jonski) nie umywaja sie do tego kandydata PiSu.

Lodz teraz jak nigdy potrzebuje kogos, kto budzi szacunek podwladnych, jest ambitny i rzadzi 'twarda reka'. I mam nadzieje, ze Waszczykowski wygra!

T
Tommy1

Powiedziałby jasno,że Jarek nie ma go gdzie umocować.A co będzie jak PiS wygrałby wybory?Wróciłby "pod" rząd,który mu odpowiada,a Łódź byłaby mu jednak trochę dalsza?No,chyba że sam nie daje Jarusiowi szans na wygraną w wyborach.

Dodaj ogłoszenie