Warto straszyć Witkacym. „Oni” w Teatrze Polskim – dobre przedstawienie

Piotr Zaremba
Tomasz Drabek (Kalikst Bałandaszek) Szymon Starnawski /Polska Press
Zacznę od końca. Byłem nieco zdziwiony letnim odebraniem „Onych” Stanisława Ignacego Witkiewicza na małej scenie warszawskiego Teatru Polskiego. Czy inteligencka, stołeczna publika czekała na jakieś bardziej wyraźne odniesienia do współczesności? Czy może rację ma Jan Englert, jeden z największych współczesnych propagatorów Witkacego, że ten autor jest wciąż za trudny i takim już pozostanie. Możliwe, że jedno i drugie.

Mnie się spektakl Piotra Ratajczaka podobał. Był w sam raz. Dramaty Witkacego bywają swoistą zbitką. Z jego teorii „czystej formy” pozostają pełne pustosłowia, nadelokwentne, ale czasem bardzo śmieszne monologi. Oraz brak psychologicznego prawdopodobieństwa w zachowaniach postaci. Ale przecież myśl w tych tekstach jest, unosi się nad tymi recytacjami, zwykle tyleż gorzka co złowroga.

Nawet jeśli on okazuje się on po latach prorokiem niepełnym, nie zawsze trafiającym, to przecież jakoś oddaje mechanizmy rządzące światem. Tu opowiada o pokusie człowieka aby zmienić ten świat w wielką maszynerię, a na koniec samego siebie w automaty.

Poszło to wszystko trochę inaczej, nikt nie niszczy dziś obrazów w imię takiej idei (choć niszczono je podczas rewolucji październikowej). Popkultura często raczej trywalizuje niż likwiduje, choć i proroctwa na jej temat można się dopatrzyć w tekście „Onych” pod postacią wprowadzanych na scenę dekretem państwa komedii dell arte. Z pewnością napięcie między brutalnym utylitaryzmem różnych systemów i sztuką jest faktem.

Poza wszystkim zaś jest to świetne i chwilami bardzo dowcipne studium totalitaryzmu, a to akurat było bardzo na czasie, kiedy to pisał w roku 1920. I wciąż pozostaje na czasie jako przestroga.

Co zrobił Ratajczak? Nieco ścisnął tekst, redukując nieznośną miejscami nadelokwencję. Zmniejszył liczbę postaci, bez strat, a nawet z zyskiem dla klarowności tej pozornej opowieści. Abstrakcyjną, ascetyczną scenografią Marcina Chlandy, kostiumami Roberta Woźniaka i sugestywnym tłem muzycznym uwolnił utwór od niepotrzebnej rodzajowości. Mnie oglądało się i słuchało tego bardzo dobrze.

Owszem pani dramaturg Joanna Kowalska dopisała tu i ówdzie kawałki odwołujące się do dylematów współczesnej inteligencji. Kolekcjoner sztuki Kalikst Bałandaszek i aktorka Spika Tremendoza są nachodzeni przez demoniczny „tajny rząd” jakby trochę teraz. I pewnie w tym kryje się intencja odniesienia upiornej historii o niszczeniu obrazów i teatru do naszej politycznej rzeczywistości.

Ale jest to zrobione nienachalnie, kto chce odbierze to tak, ktoś inny inaczej. Witkacy był poruszony rozmaitymi pomysłami wczesnego bolszewizmu, a nie narodowej prawicy. Niektóre uwagi odnoszą się raczej do lewicowej inżynierii społecznej. Jak choćby kapitalna kwestia Marianny kucharki po śmierci Spiki Tremendozy: „Biedna nasza pani. Gdzież jest jej dusza, kiedy nie ma już zaświatów”.

Zresztą Kowalska kończy sztukę dopisanym (co w tym przypadku mnie nie razi) monologiem Protrudy Ballafresco, jednej z aktywistek tajnego rządu, granej przez Katarzynę Strączek. Ten tekst pochodzi od Houellebecqa, acz został podobno zmodyfikowany. I on nadaje tej historii-niehistorii bardzo uniwersalny wymiar. Ten finał odnoszący się po prostu do ludzkości zrobił na mnie wrażenie.

Poza wszystkim jest to przypowiastka o mechanizmach także politycznych. Przywołam zabawny spór wewnątrz „tajnego rządu”, kiedy jedni chcą już jawności swojej władzy, a inni bronią dawnej formuły. Albo niemal finał, gdy okazuje się, że motywacje „reformatorów świata” były płaskie i przyziemne. I że to co dalej będą robić, im samym nie będzie już sprawiać wielkiej przyjemności.

No i końcowa obrona indywidualizmu przez Bałandaszka. To jedna z największych obsesji Witkacego, na tle tego wszystkiego, co wiemy o naszym świecie, bardzo uzasadniona. Strach przez kolektywizmem, przed uniformizacją może dotyczyć rozmaitych epok i zjawisk. Podzielam tu zdanie Englerta, że może dziś brzmi to nośniej niż wtedy.

Aktorzy na ogół zmieścili się w formule witkacowego grania, bez psychologii, a przecież z jakimś oddaniem ludzkiej natury. Największe oklaski należą się Adamowi Cywce. Jako Seraskier Banga Tefuan, lider religii automatyzmu, jest wyśmienity, paradoksalny, zabawny i groźny. Dobrze wypadają także pozostali opresorzy: Antoni Ostrouch (Abłoputo), Katarzyna Strączek (Protruda), Tomasz Błasiak (Salomon Prangier). Odnaleźli właściwy ton tego szczególnego przecież widowiska.

Trochę mniej przekonali mnie Tomasz Drabek (Kalikst) i Hanna Skarga (Spika). Są dla mnie nazbyt zwyczajni jak na witkacowską wizję świata. Ale może o to chodziło aby zderzyć ich banalność z grozą tego co nadchodzi? Widziałem przedstawienie z roku 1978 w Teatrze Ateneum, kiedy grali te role Roman Wilhelmi i Barbara Wrzesińska. Możliwe, że ich rozbuchane, charyzmatyczne aktorstwo wciąż kładzie mi się na wizji tych postaci.

Odrębne pochwały należą się Ratajczakowi za zatrudnienie do aż trzech ról studentów czwartego roku Akademii Teatralnej, którzy dopiero co grali u niego w „Niepodległych”. Nie odstają od starszych kolegów. Kapitalna jest Dorota Bzdyla jako kucharka, która najpełniej zmieniła się w człowieka-automat. Zobaczcie, jak się porusza, jak mruga oczami w idealnie tych samych odstępach czasu. Świetny okazuje się Bartosz Włodarczyk jako człowiek-wampir, jednym słowem porucznik żandarmerii Kretowiczka. Kaja Kozłowska jako egzaltowana Rosika Prangier ma wszystko, czego potrzeba witkacowskiej kobiecie – jest odpowiednio wydziwaczona. To sukces Ratajczaka także jako wychowawcy nowych aktorów.

Gdy się wsłuchać w ten tekst, znajdujemy tam zaskakująco niepoprawne wywody, choćby na temat kobiet właśnie. Oczywiście wszystko to kotłuje się w konwencji teatru absurdu i możemy z powodu różnych spostrzeżeń i detali nie mieć rozterek. Ale wizja świata Witkacego powtórzę, niepokoi. I dobrze, że Teatr Polski, że reżyser wraz z panią dramaturg, ten niepokój podsycili.

Ponad połowa Polaków wierzy w przesądy. Od lat w te same.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie