Warszawa: Napis "Aborcja jest OK" na pomniku smoleńskim. Sąd uznał, że działania policji wobec studentek były przesadzone

Alicja Glinianowicz
Alicja Glinianowicz
Adam Jankowski
Udostępnij:
Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia wydał wyrok w sprawie dewastacji pomnika smoleńskiego przez dwie studentki. Podczas rozprawy stwierdzono, że "działania policji były przesadzone", gdyż wykonany napis nie znieważał obiektu.

Wyrok w sprawie znieważenie pomnika smoleńskiego zapadł a środę 27 października w Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Śródmieście. Jak dowiedziała się "Gazeta Stołeczna", sąd uznał, że środki, jakie zostały podjęte w tej sprawie przez służby, m.in. przez policję, były przesadzone, nieadekwatne do sytuacji.

Przypomnijmy, że chodzi o zdarzenie, które miało miejsce w nocy z 20 na 21 listopada ubiegłego roku. Wówczas dwie młode kobiety przechodziły przez plac Piłsudskiego w stolicy. Jedna z nich na pomniku Ofiar Tragedii Smoleńskiej napisała "Aborcja jest OK" – czyli hasło znane z ubiegłorocznych protestów Strajku Kobiet. Liczne demonstracje na ulicach polskich miast, w tym m.in. w Warszawie, wybuchły po ogłoszeniu wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który w czwartek 22 października 2020 roku uznał, że aborcja w przypadku upośledzenia płodu lub jego nieuleczalnej choroby jest niezgodna z obowiązującą konstytucją. Decyzja ta dotyczyła zakazu przerywania ciąży m.in. w momencie wykrycia zespołu Downa u dziecka, co do tamtej pory było w Polsce legalne.

Kobieta po umieszczeniu napisu na pomniku smoleńskim dołączyła do swojej koleżanki i razem oddaliły się z placu Piłsudskiego. Jeszcze tej samej nocy hasło zostało zmyte przez służby porządkowe, rano nie było po nim śladu. Sprawą zajęła się Komenda Stołeczna Policji, która poprzez monitoring namierzyła dwie mieszkanki Warszawy.

Do zatrzymania studentek doszło na początku grudnia. Do mieszkania jednej z nich funkcjonariusze weszli około godz. 6.00 i zabrali ją na komendę, gdzie spędziła cały dzień. Druga – została zatrzymana w ciągu dnia. Decyzją sądu jedna z podejrzanych 27 października tego roku została uniewinniona, natomiast dla kobiety, która była odpowiedzialna za umieszczenie napisu na pomniku – sprawa zakończyła się naganą.

Mecenas Jerzy Podgórski, który reprezentował w sądzie uniewinnioną kobietę, przyznał, że sąd uznał, że nie chodzi o znieważenie obiektu budowlanego, ale o "znieważenie pamięci ofiar katastrofy".

Sąd więc uznał, że napis nie ma charakteru ani obraźliwego, ani wulgarnego, poza tym nie odnosi się ani do samej katastrofy smoleńskiej, ani do ofiar tragedii. Pomnik stał się jedynie nośnikiem formy protestu, na którą zdecydowała się studentka – powiedział w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" Podgórski.

Podczas rozprawy zaznaczono, że umieszczenie napisu na pomniku nie wiązało się z żadną zaplanowaną akcją, a było spontaniczne.

Jednocześnie zdaniem Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieście, środki, jakie zostały podjęte w tej sprawie miały być przesadzone. Chodzi m.in. o zatrzymanie o godz. 6.00 rano. Jak podał obrońca, wystarczyło wezwać podejrzaną na przesłuchanie na komendę.

Media obecne terenie przygranicznym. Znamy zasady.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie