Warszawa: Lotnisko Chopina było gotowe na przylot Donalda Trumpa, przygotowania trwały wiele tygodni. "To cały logistyczny spektakl"

Monika Juś
Monika Juś
Zaktualizowano 
Donald Trump w Warszawie. Na lotnisko Chopina z prezydentem USA przylecą 23 samoloty. "To cały logistyczny spektakl" LS Airport Services
23 samoloty z personelem, agentami Secret Service, ale także z... helikopterem, samochodami i cysternami na pokładzie - to skład delegacji, która miała pojawić się w Warszawie z Donaldem Trumpem. Część z nich jest już w stolicy, inne pojawią się na Okęciu w niedzielę 1 września. Samego prezydenta USA jednak nie będzie, bowiem w ostatniej chwili przełożył wizytę w Polsce na inny termin.

- Przylot prezydenta USA do Warszawy to cały logistyczny spektakl - mówią Marcin Warsicki i Piotr Wodzyński z LS Airport Services, firmy, która odpowiada za obsługę lotów na warszawskim lotnisku.

To miała być czwarta wizyta amerykańskiego prezydenta w Warszawie obsługiwana przez LS Airport Services. Firma za sobą ma dwie wizyty Baracka Obamy i jedną Donalda Trumpa - w lipcu 2017 r. Można więc powiedzieć, że to doświadczona ekipa, znająca dokładnie wszystkie procedury i przygotowana pod każdym względem do obsługi wizyt najważniejszych osób na świecie. Jednak jak podkreślają, przylot prezydenta USA do stolicy znacznie różni się od wizyt głów pozostałych państw. - Chodzi przede wszystkim o rozmach, z jakim jest organizowana, skala jest nieporównywalna - mówi Piotr Wodzyński, manager Zespołu FBO LS Airport Services.

- Mamy już doświadczenie i jesteśmy dobrze przygotowani do obsługi wizyt prezydenta USA w Warszawie. Wiemy też, jak reagować na zapytania i naciski ze strony amerykańskiej

Obsługa tego ogromnego przedsięwzięcia, koordynowanego przez polskie służby w porozumieniu ze stroną amerykańską, rozpoczęła się na kilka tygodni przed planowaną wizytą prezydenta USA. Wtedy do Warszawy zaczęły przylatywać pierwsze samoloty delegacji Trumpa. Podobnie miało wyglądać powrót - Donald Trump miał odlecieć z Warszawy 2 września, ale wylot ostatniego samolotu jego delegacji zaplanowany został dopiero sześć dni później.

ZOBACZ TEŻ | To 15. wizyta urzędującego prezydenta USA w naszym kraju w historii. Po trzy razy byli George W. Bush i Barack Obama

Donald Trump, Warszawa: To miała być 15. wizyta urzędującego...

Ponad 20 samolotów prezydenckiej delegacji

"Latający Biały Dom", jak bywa nazywany prezydencki Boeing 747, to nie całość delegacji Trumpa. Razem z prezydentem USA do Warszawy miało przylecieć ponad 20 innych samolotów. Jedna z maszyn to samolot zapasowy dla prezydenta - Boeing 757. Pozostałe to maszyny wojskowe - Boeingi Globe Master C17. To ciężkie samoloty transportowe, które przewożą m.in. limuzynę prezydenta USA (słynną "bestię") i inne samochody, helikopter oraz cysterny z paliwem.

Co jeśli w prezydenckim samolocie pojawi się jakakolwiek usterka? Delegacja USA i na takie przypadki jest doskonale przygotowana. Nie musi nawet korzystać z pomocy obsługi lotniska, ponieważ razem z prezydentem podróżuje specjalny personel techniczny gotowy na różnego rodzaju awarie sprzętu. Gdyby naprawa miała zakłócić harmonogram wylotu głowy państwa, do dyspozycji Trumpa pozostaje samolot zapasowy.

CZYTAJ TEŻ | Donald Trump w Warszawie. Policja będzie przeszukiwać prywatne mieszkania?

"Pracownicy lotniska pod kontrolą snajperów"

Wszyscy pracownicy LS Airport Services, zajmującej się obsługą lotów na warszawskim Lotnisku Chopina przed dopuszczeniem do pracy na płycie lotniska przechodzą weryfikację. Tak ważne wydarzenie, jakim jest wizyta Donalda Trumpa w Warszawie, wiąże się jednak z koniecznością dodatkowego sprawdzenia całej kadry.

- W obsługę wydarzenia zaangażowanych jest łącznie osiemnaście osób, w tym siedmiu operatorów, którzy zajmą się bezpośrednią obsługą samolotu. Osoby te musiały przejść specjalną weryfikację przeprowadzoną przez służby amerykańskie - mówi Marcin Warsicki, dyrektor oddziału Warszawa i Modlin LS Airport Services.

Sprawdzane były m.in. uprawnienia i przeszłość każdego, kto znajdzie się w pobliżu prezydenta USA. Przy wyborze personelu, który zostanie dopuszczony do obsługi wydarzenia, pod uwagę brane są również inne czynniki, których amerykańskie służby nie podają do publicznej wiadomości. Mimo tak dokładnej weryfikacji, do samego samolotu i tak wpuszczani będą tylko Amerykanie.

CZYTAJ TEŻ | Donald Trump w Polsce. Co poza poklepywaniem po plecach da nam prezydent USA?

Załoga LS Service pracująca w pobliżu prezydenckiego Air Force One, mimo uczestniczenia w niewątpliwe stresującej sytuacji, musi wykazać się szczególnym opanowaniem, a to dlatego, że będzie pod stałą obserwacją… snajperów.

Do samego prezydenta może podejść jedynie garstka osób - pracowników ambasady i agentów Secret Service. Aby nie zaniepokoić czuwających nad przebiegiem sytuacji snajperów, zostaną oni wyposażeni w specjalne przypinki, tzw. life pin.

Sprzęt najwyższej jakości

Air Force One obsługiwany będzie na płycie wojskowej lotniska, która w tym czasie zostanie zupełnie wyłączona z użytku dla pozostałych samolotów. Wyznaczona zostanie również linia bezpieczeństwa, której granicy nie wolno będzie nikomu przekraczać.

- Obsługa tej wizyty polega przede wszystkim na zabezpieczeniu odpowiedniego sprzętu, takiego, którego użycia wymaga strona amerykańska. Wtedy też odbywa się pewnego rodzaju audyt. Amerykańskie służby sprawdzają cały sprzęt pod względem jakości i zgodności z procedurami. - tłumaczy Marcin Warsicki. - Czterokrotnie już przeszliśmy tę weryfikację z wynikiem pozytywnym, zawsze też wywiązujemy się z tego, czego wymaga procedura i w tej chwili czujemy się już partnerem strony amerykańskiej - dodaje.

ZOBACZ TEŻ | Melania Trump, pierwsza dama USA z dalekiego kraju. Kim jest żona prezydenta Donalda Trumpa?

Melania Trump, pierwsza dama USA z dalekiego kraju [ZDJĘCIA]...

Wszystko dopracowane jest w najdrobniejszych szczegółach, a harmonogram działania zaplanowany co do minuty. Każda część sprzętu, który będzie wykorzystywany do obsługi wydarzenia ma swój zapasowy odpowiednik na wypadek awarii - dokładnie taki sam jak oryginał - a schody, którymi prezydent zejdzie z samolotu na płytę lotniska, będą dostosowane do wysokości, na jakiej znajdują się drzwi prezydenckiego Air Force One, jeszcze przed tym jak maszyna dotknie ziemi.

- Sprzęt, który będziemy wykorzystywali przy lądowaniu Air Force One w Warszawie to holownik, schody, ciągarka oraz agregaty prądotwórczy i powietrzny - mówi Marcin Warsicki.

Co ciekawe, właśnie jednym z holowników prezentowanych podczas prowadzonego wcześniej audytu szczególnie zainteresowali się Amerykanie. Ich uwagę zwróciły umieszczone na jego poszyciu naklejki. Skąd się tam wzięły? Jak wyjaśnia LS Airport Services, to element specjalnej akcji, informującej o tym, że firma zaadoptowała nosorożca z warszawskiego ZOO. Amerykańskim służbom akcja spodobała się do tego stopnia, że zwrócili się z prośbą, by to właśnie ten konkretny sprzęt holował w niedzielę samolot prezydenta USA.

Amerykańska delegacja bez prezydenta. Trump zmienił plany

Donald Trump miał przylecieć do Warszawy w niedzielę 1 września ok. godz. 4 rano. Tego samego dnia zaplanowano jego udział w uroczystościach związanych z obchodami 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej. W ostatniej chwili prezydent USA poinformował jednak, że zastąpi go wiceprezydent Mike Pence. On sam uznał, że ważniejsze dla niego jest przygotowanie swojego kraju na nadciągającą klęskę żywiołową. Huragan Dorian, który zagraża 3-4 stanom, według prognoz swoje apogeum ma osiągnąć właśnie w niedzielę-poniedziałek.

POLECAMY W SERWISIE POLSKATIMES.PL:

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 3

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Eee tam, śmiało, zmieścisz się....

G
Gość
30 sierpnia, 08:27, Gość:

Gdy przylatywał np. Breżniew, było jednak taniej. Przecież za te fanaberie płacimy wszyscy.

Przeciez sami tego chcielismy. To nie Trump sie napraszal zeby do nas przyleciec.

G
Gość

Gdy przylatywał np. Breżniew, było jednak taniej. Przecież za te fanaberie płacimy wszyscy.

Dodaj ogłoszenie