Warhammer 40,000 Space Marine (recenzja gry)

Michał Kowal
materiały promocyjne
Warhammer 40,000 to uniwersum, które powstało jako figurkowa gra bitewna. Ci, którzy grają na komputerach znają ją głownie z dwóch świetnych strategii Dawn Of War. Tym razem kosmiczni marines i hordy zielonoskórych orków wystąpiły w grze akcji.

Więcej o grach dowiesz się z serwisu giernik.pl

W grze wcielamy się w tytułowego space marine. To wielki, potężnie zbudowany rycerz przyszłości. Co więcej nie jest żadnym szeregowcem, ale kapitanem Titusem z Ultramarines przed którym wszyscy inni kłaniają się w pas. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że kosmiczni marines z uniwersum Warhammera 40,000 są fanatycznymi rycerzami i jedną z najsilniejszych broni ludzkości. Space Marine jest bardzo krwiste i brutalne. Zresztą takie samo jest całe uniwersum Warhammera 40,000. Zdecydowanie jest więc to gra jedynie dla pełnoletnich odbiorców.

Kapitan Titus dowodzi trzyosobowym zespołem do zadań specjalnych. Razem ze swoją drużyną zostaje zrzucony na planetę atakowaną przez hordę orków. Jego zadaniem jest zabezpieczenie potężnej broni znajdującej się w Manofactorium Titanum.

Historia w Space Marine jest prosta, a bohaterowie papierowi, nie ma tu zbędnych komplikacji i niedopowiedzeń. Wszystko wierne jest oryginałowi (bitewnemu systemowi Warhammer 40,000) i porusza się w tych samych granicach sztampy i banału. Ale w końcu to gra o wycinaniu orków, a nie kino moralnego niepokoju. Historia wystarczy żeby uzasadnić kolejne potyczki i zainteresować gracza samym uniwersum, w którym trwa nieustanna bitwa kilku frakcji.

Twórcom gry udało się coś, czego nie widziałem od bardzo dawna - idealnie połączyć strzelanie i walkę w zwarciu. Kiedy do naszego bohatera zbliża się horda orków, to najpierw strzelamy z dystansu. Broń jest potężna i podczas strzelania czuć jej moc. Potem rzucamy się do boju. Wpadamy w grupę wrogów potężną szarżą, która miażdży najbliższych nieszczęśników.

Walka wręcz opiera się na kilku założeniach. Po pierwsze nie istnieje coś takiego jak blok, ale nasz Space Marine potrafi przyjąć bardzo dużo obrażeń i wykonać uskok. Dysponujemy jednym atakiem i możliwością ogłuszenia wroga. Gdy łączymy ze sobą kilka ataków tworzymy potężne, obszarowe kombosy.

I tak zasadniczo wygląda cała kampania dla pojedynczego gracza. Przez osiem godzin zajmujemy się głównie walką z hordami wrogów. Czasem gra zmusza nas do bardziej bezpośredniego starcia, a innym razem preferuje strzelanie, czy wręcz zabawę w snajpera.

Oczywiście występują tu pewne urozmaicenia. Przede wszystkim różni wrogowie wymagają innego podejścia. Inaczej walczy się ze zgrają orków, inaczej z ich zakutymi w blachy liderami, a jeszcze innego podejścia wymagają potężni marine chaosu, którzy stają na naszej drodze w późniejszej fazie zabawy.

Dodatkowo wraz z przebiegiem gry odblokowujemy nowe bronie i sprzęt dzięki czemu nie popadamy w monotonię. Zabawę urozmaicają też starcia z potężnymi bossami. Jest też tutaj jedna widowiskowa sekwencja będąca celowniczkiem na szynach, a nawet samotny quick time event. Co jakiś czas pobawimy się też plecakiem odrzutowym, który pozwala wykonywać gigantyczne skoki i spadać na wrogów niczym grom z nieba.

Ciężko przyczepić się do grafiki i muzyki. Wszystko wygląda i brzmi po prostu tak jak powinno. Świat jest brudny i zrujnowany. Klimat wojny charakterystyczny dla tego uniwersum także jest wyczuwalny. Rzadko kiedy biegamy sami. Część akcji dzieje się także w okopach na linii frontu. Nieraz będziemy pomagać w walce imperialnym gwardzistom, którzy będą krzyczeć z radości na nasz widok. Czuć, że jesteśmy elementem (istotnym, jeśli nie najważniejszym) większego starcia.

W multiplayerze dostępne są dwa tryby zabawy - deatmatch i dominacja (przejmowanie i utrzymywanie flag). Zabawa oparta jest na trzech głównych typach postaci - zwykłych szturmowcach (wyposażonych w broń do walki wręcz i karabiny), ciężkich strzelcach (mniej mobilnych, ale dysponujących potężnymi ciężkimi bolterami, które można rozstawiać jak wieżyczki) i szybkich, dysponujących plecakami rakietowymi zwiadowcach.

Najlepsze efekty przynosi tutaj praca zespołowa, a samotny wojak nie jest w stanie wiele zdziałać. Grę dodatkowo urozmaica cały system zdobywania kolejnych poziomów postaci, perków i odblokowywanych zbroi i broni. Jest tutaj co robić i sądzę, że gra będzie całkiem żywotna. Jedynym problemem może być dosyć wysoki próg przystąpienia do gry. Niestety na początku zabawy, bez odblokowanego sprzętu jesteśmy mięsem armatnim. Dopiero doświadczenie, nowa broń i perki pozwolą nam na dobrą zabawę. Swoje jednak musimy najpierw oberwać.

Świat Warhammera 40,000 nie każdemu musi przypaść do gustu. To przecież dark fantasy przeniesione w realia science-fiction ze wszystkimi tego zabiegu konsekwencjami. Być może więc ta gra nie będzie dla każdego lekkostrawna. Mówiąc wprost - fani uniwersum Warhammera 40,000 powinni być grą zachwyceni, inni mogą poczuć się tutaj lekko zagubieni.

Natomiast ci, którzy w grach szukają intensywnej akcji nie powinni być zawiedzeni. Trzeba jednak wyraźnie zaznaczyć, że to gra przede wszystkim o walce, która nie stara się udawać niczego innego. Historia jest prosta, a sama zabawa bardzo powtarzalna. Ja przez osiem godzin gry (bo tyle zajęło mi przejście Space Marine) nie zdążyłem się jednak tym znudzić.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie