Walter Brill: Trudno dotrzeć do Syryjczyków potrzebujących pomocy

Agaton Koziński
Z Walterem Brillem, szefem ds. operacji Międzynarodowej Katolickiej Komisji ds. Migracji (ICMC), rozmawia Agaton Koziński.

Trwająca wojna domowa w Syrii to dramat dla jej mieszkańców. Jaka jest ich sytuacja?
Bardzo poważna. W dodatku ten dramat rozgrywa się już nie tylko w samej Syrii, ale także w krajach z nią sąsiadujących, gdzie trafia coraz więcej uchodźców. Dla takich organizacji jak moja to trudne wyzwanie - jak dostarczyć pomoc humanitarną do wszystkich, którzy jej potrzebują. Walki trwają w wielu miejscach, najcięższe w okolicach Aleppo. To sprawia, że bardzo ciężko dotrzeć do osób potrzebujących naszej pomocy.

Czy to możliwe? Swoją misję w Syrii zerwali nawet delegaci ONZ, to czy organizacje humanitarne mają jakąkolwiek możliwość działania w tym kraju?
Rzeczywistość na miejscu jest bardzo skomplikowana. Organizacje humanitarne, które działają w Syrii, starają się koordynować własne działania z tamtejszym rządem, a pomoc potrzebującym rozdzielają przy pomocy obecnego w kraju Syryjskiego Arabskiego Czerwonego Półksiężyca. Problem w tym, że Czerwony Półksiężyc już teraz jest przeciążony i nie daje rady dotrzeć wszędzie tam, gdzie jest potrzebny - tym bardziej że w kraju trwają walki, co jeszcze utrudnia mu prace. ICMC operuje przede wszystkim w Damaszku. W lipcu, głównie dzięki pieniądzom od Wspólnoty Europejskiej, udało nam się zorganizować pomoc dla ciężarnych kobiet - dostarczyliśmy im potrzebne lekarstwa, a także umożliwiliśmy porody.

Szacunki mówią, że pomocy humanitarnej może potrzebować nawet 2 mln Syryjczyków. Ilu osobom wy pomogliście?
Kilku tysiącom. Nie mamy szans pomóc wszystkim - skala naszych działań jest zbyt mała, poza tym sytuacja w Syrii jest zbyt napięta, by można było dotrzeć z pomocą do każdego jej potrzebującego. Dlatego też staramy się pomagać Syryjczykom, którzy uciekli ze swego kraju i gnieżdżą się w obozach dla uchodźców w państwach sąsiednich.

Jaka jest sytuacja w obozach?
My współpracujemy z obozami w Libanie i Jordanii, choć we wszystkich obozach - także w Turcji oraz w Iraku - jest już 170 tys. uchodźców z Syrii. Najlepsze warunki panują w Jordanii, gdyż władze tamtego kraju najchętniej współpracują z organizacjami humanitarnymi. Generalnie jednak sytuacja jest bardzo ciężka. Utrudnia ją także brak funduszy. Organizacje pozarządowe, które zajmują się pomaganiem, szacują, że dysponują zaledwie 30 proc. sum, które są potrzebne. To utrudnia tworzenie godnych warunków do życia w obozach. Tylko w Jordanii jest już 42 tys. uchodźców. Tamtejszy rząd, który zmaga się z ciężkim kryzysem, nie jest w stanie ich utrzymać - tym bardziej że na jego terytorium cały czas mieszkają uchodźcy z okresu wojny w Iraku. Z taką liczbą uchodźców nie umiałyby sobie pewnie poradzić nawet rozwinięte kraje Europy Zachodniej.

Jak Jordańczycy rozładowują ten problem?
Część uchodźców mieszka w domach Jordańczyków. Sytuacja tych Syryjczyków nie jest jeszcze zła - choć domy, w których mieszkają, są zatłoczone, brakuje też jedzenia, wody. Gorzej sytuacja wygląda w obozach. Rząd jordański ostatnio musi je rozbudowywać, by pomieścić wszystkich Syryjczyków. Teraz mieszkają w namiotach na pustyni. Cierpią z powodu gorąca i braku wody, nie mają też zwyczajnie co robić. Dlatego też ICMC próbuje dla jak największej liczby osób znaleźć im miejsca przy rodzinach jordańskich. Tym rodzinom staramy się pomagać finansowo.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie