"Wącham. Wizja jest impulsem". Dlaczego ludzie korzystają z usług jasnowidzów?

Redakcja
Jasnowidz Krzysztof Jackowski i detektyw Krzysztof Rutkowski współpracowali ze sobą wz. ze sprawą zaginięcia Iwony Wieczorek.
Jasnowidz Krzysztof Jackowski i detektyw Krzysztof Rutkowski współpracowali ze sobą wz. ze sprawą zaginięcia Iwony Wieczorek. FOT. GRZEGORZ MEHRING/POLSKAPRESSE
Policja twierdzi, że skuteczność jasnowidzów przy wyjaśnianiu spraw zaginięć ludzi wynosi zaledwie 3 proc. Mimo to rodziny zaginionych nadal korzystają z ich usług - pisze Anita Czupryn.

Wyszedł z domu i nie wrócił - ogłoszenia tego typu wiszące na słupach ogłoszeniowych, przystankach autobusowych, publikowane w gazetach, w internecie to codzienność. Policja w całym kraju otrzymuje rocznie ponad 15 tys. zgłoszeń o zaginięciach ludzi. Zrozpaczone rodziny zgłaszają się też do Centrum Poszukiwań Ludzi Zaginionych "Itaka". Kiedy tracą nadzieję - szukają pomocy u jasnowidzów. Nie inaczej było z dziadkiem 6-miesięcznej Madzi z Sosnowca, który dwa dni po tym, jak zaginęła jego wnuczka, zadzwonił do Krzysztofa Jackowskiego, znanego jasnowidza z Człuchowa. Od tego czasu minęły już trzy tygodnie, a historia Madzi zdążyła przerodzić się w reality show o prawdziwej tragedii , podgrzewanej codziennymi rewelacjami z miejsca zdarzenia. Nic nie sprzedaje się lepiej niż nieszczęście. Widzowie, zastanawiający się, co będzie w następnym odcinku, śledzący relacje na ekranach telewizorów, podzielili się: dla jednych bohaterem tego serialu jest matka, dla innych dziecko, ojciec, dla jeszcze innych Krzysztof Rutkowski.

Czytaj także: Jasnowidz z Człuchowa, Krzysztof Jackowski wie, gdzie jest Iwona Wieczorek?

Krzysztof Jackowski z niesmakiem przygląda się temu, jak tragedia zamieniła się widowisko. Od ponad 20 lat angażuje się w poszukiwania zaginionych ludzi i, jak powiada, podchodzi do tego w sposób poważny i godny. - O sprawie Madzi dowiedziałem się z radia. Jechałem samochodem, kiedy usłyszałem, że na Śląsku uprowadzono dziecko - opowiada jasnowidz w rozmowie z "Polską". Mówi też, że już wtedy te strzępy informacji, jakie do niego dotarły, zrodziły w nim poczucie, że uprowadzenia nie było. - Kiedy zadzwonił do mnie mężczyzna i przedstawił się jako dziadek Madzi, pytając, czy bym nie pomógł odnaleźć dziecka, zgodziłem się przyjąć go nieodpłatnie. Poprosiłem, aby przyjechał do mnie, do Człuchowa, przywiózł jakąś rzecz należącą do dziecka i jego fotografię. Ale dziadek się nie pojawił. Mimo że nie byłem w posiadaniu żadnej rzeczy dziecka, miałem wizję, że ono nie żyje i że nie był to przypadkowy wypadek. Wizja wskazywała też ciało dziecka: jest na lądzie, w miejscu przy jakimś starym magazynie położonym wzdłuż rzeki, niedaleko miejsca, gdzie matka miała rzekomo zostać napadnięta. Miałem odczucie, że nie było żadnego napadu, że matka pozbyła się dziecka, a uczestniczyła w tym jeszcze inna osoba. Ale żadne media nie zdecydowały się o tym napisać wtedy, gdy panowała jeszcze atmosfera współczucia dla Madzi i jej matki - mówi.

Czytaj także: Jasnowidz Jackowski o kulisach poszukiwań Magdy z Sosnowca. "Zdenerwowali mnie rodzice..."

Śląscy dziennikarze pytali jednak rodziców zaginionej dziewczynki, czy zamierzają skorzystać z usług jasnowidza. Odpowiedzieli, że skontaktowali się z Jackowskim przez internetowy komunikator Skype i że jasnowidz im odmówił. Taka informacja ukazała się w "Dzienniku Zachodnim". Jackowski zadzwonił do gazety ze sprostowaniem: - Nawet nie mam zainstalowanego Skype'a! - zaoponował.

Czytaj także: Jasnowidz Krzysztof Jackowski na tropie zwyrodniałego mordercy. "To dowód, że zmarli mówią"

Jasnowidz mówiąc o swojej pracy, często posługuje się wyrażeniami takimi jak: odczucie, przeczucie, wizja. Dzięki tym, delikatnie mówiąc, mało sprawdzalnym naukowo narzędziom ma na swoim koncie wiele wyjaśnionych spraw, wiele odnalezionych zwłok i sterty dokumentów z oficjalnymi podziękowaniami za pomoc od policji. Ale policjanci niezbyt chętnie wypowiadają się na temat swojej współpracy z jasnowidzami. - Zalecane jest, aby policja zamawiała ekspertyzy, które mają swoje uzasadnienie w nauce, w kryminalistyce. Musimy być pragmatyczni. Nie wolno nam beztrosko wydawać pieniędzy podatników, których to pieniędzy zresztą mamy mało. Kiedy pojawia się u nas rodzina z informacjami od jasnowidza, nie lekceważymy tych informacji, pod warunkiem, że zgadzają się z tym, co sami zebraliśmy - mówi "Polsce" jeden z policjantów z Komendy Głównej. Potwierdza to rzecznik komendanta głównego inspektor Mariusz Sokołowski:
- Kiedy rodzina mówi nam, że jest w kontakcie z jasnowidzem i podaje szczegóły, które mają pomóc w wyjaśnieniu sprawy, to sprawdzamy je, ale tylko wtedy, gdy pokrywają się one z naszymi ustaleniami. Jeśli wersja jasnowidza różni się od naszej, nie podejmujemy się sprawdzania - mówi rzecznik Sokołowski. On sam był kilka razy świadkiem działań jasnowidzów. - Nigdy się nie sprawdziły - mówi z przekonaniem.

Czytaj także: Jasnowidz z Człuchowa, Krzysztof Jackowski wie, gdzie jest Iwona Wieczorek?

W niczym to jednak nie powstrzymuje ludzi przed zgłaszaniem się do jasnowidzów. Jeden z byłych oficerów Komendy Głównej Policji mówi, że moda na jasnowidzów wręcz się nasila. - I jest to moda ogólnoświatowa - stwierdza. I dodaje: - To New Age, które kręci ludzi, ale za którym nie idą żadne konkretne i sprawdzalne wyniki. Oczywiście to, co mieści się w granicach rozsądku, policja sprawdza, ale nie wszystko, bo śledztwo zamieniłoby się w komedię. A wtedy niedaleko już do pomysłu, aby korzystać z wróżek i tarocistek.

Czytaj także: Jasnowidz Jackowski o kulisach poszukiwań Magdy z Sosnowca. "Zdenerwowali mnie rodzice..."

Kiedy na prośby rodzin policjanci, kierując się wskazówkami jasnowidzów, angażowani byli do przeczesywania ogromnych połaci lasów czy jezior w poszukiwaniu zaginionych bliskich, na co szły ogromne środki, w 2000 r. na polecenie ówczesnego komendanta głównego Jana Michny przeprowadzono specjalne badania. Pod lupę wzięto 1000 przypadków, w których jasnowidze przekazywali informacje na temat miejsca pobytu zaginionych osób, sprawdzając, jaka była ich skuteczność. W raporcie, jaki wówczas powstał, znalazły się i takie kwiatki, jak ten, że w tamie na Renie znajdują się zwłoki zamordowanej osoby. - Z całym szacunkiem dla jasnowidzów, ale tamy burzyć nie będziemy - uznali policjanci. - Okazało się, że 97 proc. informacji od jasnowidzów się nie sprawdziło. Ich skuteczność wynosi zaledwie 3 proc., co jest w granicach błędu - mówi nasz rozmówca z Komendy Głównej. Oznacza to, że na 1000 przypadków zaginięć ludzi znaleziono 30 zwłok. Czyli na 100 wynik wynosi 3. - Być może każdy z nas na 100 przypadków mógłby mieć takie trzy strzały, trafić intuicyjnie, wskazując miejsce zwłok - wzrusza ramionami policjant. Sceptycy krytyczni wobec metod pracy, jakie przyjmują jasnowidze, wskazują, że nie jest trudno przewidzieć pewne rzeczy, rozgłaszając, że miało się wizję. W końcu fantasmagorie o napadzie i porwaniu, jakie serwowała matka Madzi, od samego początku wzbudzały podejrzenia, że z tą sprawą jest coś nie tak. Nietrudno było też stwierdzić, że zwłoki dziecka nie są zakopane w ziemi - jest zima, mróz, ziemia jest zamarznięta.

Czytaj także: Jasnowidz Krzysztof Jackowski na tropie zwyrodniałego mordercy. "To dowód, że zmarli mówią"

- Łatwo wyciągnąć takie wnioski już po czasie - odpowiada na te zarzuty jasnowidz Jackowski, dodając, że zwykle jest tak, że ludzie, kiedy czegoś nie rozumieją, starają się wyjaśnić to przez materialność, a nie duchowość. Kto policzy, ile pieniędzy straciły sosnowieckie służby, przeczesując koryto rzeki? Uważam, że policja powinna wykorzystywać wszelkie możliwości - argumentuje. Miał nawet słowną potyczkę z rzecznikiem policji Mariuszem Sokołowskim. - Rzecznik głosił, że moje efekty to plotka. A moja współpraca z policją jest faktem. Wyjaśniłem wiele spraw, na mój temat pisane są prace magisterskie - podkreśla. Pierwsza powstała w 2009 r. w katedrze kryminalistyki na Uniwersytecie Łódzkim pod kierunkiem prof. Bogusława Sygita. Autorka Jolanta Monika Sobótka, studentka prawa, postanowiła zgłębić problem niekonwencjonalnych metod śledczych, jakimi posługuje się policja. Zainspirował ją Jackowski, któremu poświęciła cały rozdział.

Cały tekst przeczytasz w weekendowym wydaniu "Polski" lub na stronie prasa24.pl.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie