W szkołach rośnie strach przed koronawirusem. Wszyscy widzą, że COVID-19 to nie żarty

Ewa Abramczyk-Boguszewska
Ewa Abramczyk-Boguszewska
W większości szkół uczniowie noszą maseczki na korytarzach, ale coraz częściej zakładają je też na lekcjach Dariusz Gdesz
- Ta sytuacja dobija zarówno nas, jak i uczniów - mówią w szkołach. Wiadomości o śmierci dwóch pedagogów i ucznia, zarażonych korona­wirusem wstrząsnęły oświatowym środowiskiem. Strach przed COVID-19 jest coraz większy.

Zobacz wideo: Nowa strategia organizacji szpitali. To się zmieni!

- Michał uczył się w naszej szkole od wielu lat. Jesteśmy pogrążeni w żałobie po jego śmierci. Jest nam bardzo smutno – mówi Ilona Zygadło, dyrektor Zespołu Szkół nr 30 w Bydgoszczy. Nie chce podawać żadnych informacji na ten temat.

Czytaj także

Wieści przytłaczają

Śmierć Michała, ucznia Szkoły Przysposabiającej do Pracy w ZS 30 w Bydgoszczy była wstrząsem dla wszystkich. Przykra informacja rozeszła się w poniedziałek.

Jak udało nam się nieoficjalnie ustalić, Michał po raz ostatni był w szkole w piątek 2 października. Czuł się dobrze. Samopoczucie młodego chłopaka pogorszyło się w zeszłym tygodniu. Według informacji telewizji TVN w środę Michał poczuł się się źle. W czwartek wykonano mu test na obecność COVID-19. Jego stan było poważny, miał problemy z oddychaniem. Zmarł w niedzielę rano. Prawdopodobnie w statystykach zostanie podany jako osoba, która miała choroby współistniejące.

Od wtorku uczniowie i nauczyciele Zespołu Szkół nr 30 są objęci nadzorem epidemiologicznym, a zajęcia odbywają się zdalnie. Zgodnie z decyzją sanepidu tak będzie do piątku, 16 października.

Śmierć ucznia bydgoskiej placówki to kolejna tragiczna informacja dotycząca środowiska oświatowego i związana z koronawirusem.

Podczas weekendu zmarło dwóch nauczycieli zarażonych COVID-19. W poniedziałek media obiegła informacja o śmierci pedagog z SP w Osieku nad Wisłą (gmina Obrowo). 44-letnia kobieta była zarażona COVID-19, zmarła w niedzielę. Natomiast w sobotę zmarł zarażony koronawirusem 31-letni nauczyciel z SP nr 5 w Zawierciu.

- Te wszystkie informacje są bardzo przytłaczające nie tylko dla nas, nauczycieli, ale również dla uczniów – mówi nauczyciel z bydgoskiego liceum. - Oni również widzą to, co się dzieje, co robi rząd i dostrzegają, jak bardzo jest to nieadekwatne do rzeczywistości. Zauważyłem, że ostatnio coraz więcej uczniów nosi maseczki na lekcjach. Mają świadomość, że codziennie zarażenie koronawirusem jest potwierdzane u tysięcy ludzi. Słyszą, że gdzieś umiera młody człowiek i dociera do nich, że takie sytuacje mogą zdarzyć się także w ich bliskim otoczeniu. Dyrektorzy szkół robią co mogą, ale nie da się zachować dystansu na przepełnionych korytarzach. Dzieci wchodzą do tych samym pomieszczeń, korzystają z tych samych toalet, mieszają się ze sobą, wędrują po holach z kanapką. Tylko w teorii uczeń usiądzie grzecznie w jednym miejscu, zje śniadanie i z powrotem założy maseczkę.

Epidemia to temat numer jeden na szkolnych korytarzach i w pokojach nauczycielskich.- Prawie nie rozmawiamy o niczym innym. Gdy ktoś źle się czuje, zastanawia się, czy powinien iść już na zwolnienie, czy jeszcze nie. Obawiamy się kaszlących uczniów, którzy przychodzą do szkoły, bo rodzice twierdzą, że to drobna infekcja. A jednocześnie cały czas zastanawiamy się, kiedy trafimy na kwarantannę.

Zdaniem naszego rozmówcy rząd zmarnował pieniądze i czas, który mógł poświęcić na przygotowanie szkół do zdalnego nauczania. - Te 70 mln zł wyrzuconych na wybory kopertowe można było przeznaczyć na zakup porządnego sprzętu dla szkół. Ten, który w nich jest, czasy świetności ma już przeważnie za sobą. Chyba jedynym rozsądnym wyjściem byłoby, np. pozostawienie w podstawówkach zajęć stacjonarnych dla klas I-III i z racji egzaminu dla klas ósmych. Natomiast uczniowie szkół średnich spokojnie mogą uczyć się zdalnie.

„Giną też w wypadkach”

Na razie jednak nic nie wskazuje na to, aby rząd miał zmienić zdanie w sprawie pracy szkół. Jak pisaliśmy, w sobotę premier Mateusz Morawiecki powiedział, że na razie zdalne nauczanie nie zostanie wprowadzone.

Jak podaje onet.pl, Łukasz Schreiber, Przewodniczący Stałego Komitetu Rady Ministrów pytany na antenie radiowej „Trójki” o to, czy śmierć nauczycieli może wpłynąć na pracę szkół stwierdził, że nie ma w tym momencie takich decyzji, a sprawa jest analizowana. „Natomiast łącząc się w bólu z rodzinami ofiar, oczywiście jest to ogromna tragedia. Pamiętajmy też, że pedagodzy giną np. w wypadkach samochodowych” - stwierdził.

Tymczasem niektórzy dyrektorzy szkół sami podejmują decyzję o zawieszeniu zajęć ze względu na kolejne potwierdzone zakażenia COVID-19 w placówkach, nie czekając na zgodę sanepidu. Korzystają wówczas z puli tzw. wolnych dni dyrektorskich, które mają do dyspozycji w ciągu roku szkolnego.

ZNP apeluje do rządu

ZNP zaapelował do rządu o zapewnienie bezpiecznych warunków w szkole. „Edukacja jest ważna, ale zdrowie i życie milionów uczniów jest najważniejsze” - piszą związkowcy. Przypominają, że już w sierpniu wnioskowali m.in. o zmniejszenie liczebności klas i bezpłatny dostęp do testów na COVID-19 dla pracowników oświaty.

Zdaniem ZNP priorytetem jest, aby dyrektor szkół mógł decydować o wprowadzaniu nauczania zdalnego bądź hybrydowego bez zgody sanepidu, np. profilaktycznie w przepełnionych placówkach.

Wideo

Materiał oryginalny: W szkołach rośnie strach przed koronawirusem. Wszyscy widzą, że COVID-19 to nie żarty - Gazeta Pomorska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie