W sprawie ACTA ulica dała lekcję demokracji

Wojciech Rogacin
Walka z kryzysem, ratowanie strefy euro, pakiety oszczędnościowe - politycy w całej Europie zajmujący się tymi wszystkimi sprawami przyzwyczaili się, że to oni wiedzą najlepiej, czego potrzeba nam, zwykłym obywatelom. W przypadku ratowania strefy euro posunęli się nawet do tego, że to słynny duet "Merkozy" daje do zrozumienia innym krajom, choćby Włochom czy Grecji, kto powinien w Rzymie i Atenach zasiadać w fotelu premiera.

Wielcy przywódcy tak uwierzyli w wielkość swoich ról i pozycji, że zaczęli traktować społeczeństwa trochę tak jak źle zarządzane korporacje swych pracowników: niczym stado bezwolnych owiec, które trzeba prowadzić za ręce i mówić, co dla nich dobre, a co złe. A one mają tylko w odpowiednim momencie odpowiednio się zachować - czyli zagłosować (odpowiednio). Nic dziwnego, że mało który rząd w Europie przejął się jakimikolwiek konsultacjami społecznymi w sprawie umowy ACTA. Przywódcy uznali po prostu, że są jak wielcy przewodnicy ślepych i wiedzą bez pytania swych wyborców o zdanie, co mają w tej sprawie czynić.

Czytaj też: "Emocje wokół ACTA mogą w Polsce powoli wygasać". Min. Kultury publikuje ostatnie instrukcje

Zimny prysznic w postaci społecznego sprzeciwu wobec ACTA był potrzebny politykom, którzy zaczęli zapominać, że powinni słuchać głosu ludu

I tu się srodze pomylili. Najpierw w Stanach Zjednoczonych (tam wprowadzano nie ACTA, ale podobną umowę SOPA), potem w Polsce, a wreszcie w ten weekend niemal w całej Europie społeczeństwo powiedziało swoje stanowcze "nie pozwalam" i wyszło na ulice w proteście przeciwko prawu, które upichcono za jego plecami.

Czytaj też: Nieoczekiwany rezultat sporu o ACTA: Postpolityka, czyli scena polityczna bez opozycji

Umowa ACTA, która notabene jest nieudolną próbą rozwiązania jednak rzeczywistego problemu, głosem ludu została praktycznie pogrzebana. Ani liderzy Niemiec, ani Francji nie będą na krótko przed wyborami ryzykować utraty poparcia tak wielkiego elektoratu, jakim są internauci. A bez tych dwóch wielkich krajów wprowadzanie umowy nie ma sensu.
Nie po raz pierwszy społeczeństwa utarły w ten sposób nosa przywódcom politycznym. Jednak w dzisiejszych czasach w Europie, gdy przerażeni widmem kryzysu wyborcy zgadzają się niemal bez szemrania na coraz to nowe wymagania płynące ze strony klasy politycznej, ważny jest taki otrzeźwiający głos sprzeciwu. Głos, który podziała jak zimny prysznic na zbyt rozpalone i nieuznające sprzeciwu głowy.

Po raz kolejny demokracja pokazała swoją wewnętrzną siłę. Okazuje się, że gdy politycy próbują obejść w sposób zawoalowany urnę wyborczą, społeczeństwo i tak może dojść do głosu - na ulicy.

Czytaj też: Pozostałe komentarze Wojciecha Rogacina

Wideo

Komentarze 8

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

p
pusta młoda
Szanowny Panie Śledziu,
w imieniu Młodych zwracam się z prośbą o odrobinę szacunku. Proszę nie generalizować :) Jakoś dobrnęłam do końca Pańskiego wywodu i naprawdę nie było to dla mnie wielką trudnością. Temat jest mi bardzo dobrze znany i niczego nowego się nie dowiedziałam. Za to Pańską wypowiedź uważam za obraźliwą. Porównanie protestujących [chociażby tylko ich liderów] i masek do Hitlera i swastyki? Mechanizmy manipulacji tłumem, zgodzę się będą i były wykorzystywane, ale porównanie zbyt radykalne i nie na miejscu. Pańska wypowiedź to z zbiór cytatów i treści, które zapewniam nie są tak mało popularne wśród "pustej młodzieży", jak to Pan insynuuje.
Niemożliwym i niezdrowym jest żeby z każdym problemem czy różnicą zdań wychodzić na ulice i protestować, dlatego nie każdą manifestację tłumu należy pochwalać i nie każdą można nazwać lekcją demokracji. Sprawa z antyACTA jest dyskusyjna, ale imho lekcja dla rządów krajów europejskich była :) denerwuje mnie jednak fakt, że media nadają protestującym etykietkę "Anonimowych" i tu właśnie tkwi manipulacja [świadoma/nieświadoma]. No, ale to temat na osobą długą, długą dyskusję :)
k
kuzyn_maupy
nie można milczeć, tyle ja uważam....
:)))))))))
zanudzi debatami i konsultacjami, by za pół roku albo rok ACTA ratyfikować, przy symbolicznym sprzeciwie najwytrwalszych, a reszta będzie miała satysfakcję,że "dała lekcję demokracji"
k
kuzyn_maupy
ciekawe co na jeszcze z taką pseudodemokrację zafundują politycy ? tylko REFERENDUM i w pierwszej kolejności trzeba usunąć sprzeczność pseudo "własności intelektualnej" z prawem własności materialnej, bo tu chodzi o fundamenty prawa..., inaczej katastrofa murowana !
c
cezar
Dzieci III RP są lękliwe i potulne. Pozostała im wolność wirtualna i indywidualna. Wyszli na ulice, bo łatwiej jest czuć się częścią ruchu globalnego, niż walczyć o sprawy polskie, lokalne i partykularne. Internet jest utożsamiany z postępem i światłością, nawet jeśli używa się go tylko do ściągania głupawych piosenek i prac na zaliczenie.

Wyszli na ulice w słusznej sprawie, bo za chwilę pozbawi się Polaków ich głównego medium umożliwiającego w kontrolowanej demokracji Tuska nieskrępowaną dyskusję polityczną. Ale gdzież im do odwagi tych starszych, niedocyfryzowanych pań, które stały przy krzyżu mimo urągliwego wrzasku pijaków i prorządowych mediów.
Ś
Śledź
Chyba pan przesadza ze sformułowaniem, że ulica daje lekcje demokracji.
Zazwyczaj dzieję się niestety odwrotnie. To na ulicach wśród zgromadzonych tłumów najczęściej zanika poczucie demokracji i odpowiedzialności. Tym tematem zajmowało się wielu psychologów społecznych, a także specjaliści propagandy i wywierania wpływu na ludzi, na zgromadzony tłum. Zdaje sobie sprawę z tego, że większość internautów nie przebrnie przez niniejszy tekst – współcześni młodzi ludzie wymieniają poglądy za pomocą płytkich krótkich sms-ów, ale mam nadzieję, że zwrócę tym komentarzem uwagę autora na problem nie zawsze rozumnego zachowania tłumu – manifestantów. Przytoczę kilka przykładów.

Kelvin Hogan – ekspert w dziedzinie komunikacji prowadzący szkolenia dla wielu dużych firm tak oto scharakteryzował zachowanie tłumu lub jak kto woli manifestantów w swej książce „The Science of Influence” wydanej także w Polsce pt. „Nauka perswazji” „: „Każdy mówca wie, że przekonanie większości ludzi w dużej grupie jest o wiele łatwiejsze niż przekonywanie jednej osoby na indywidualnym spotkaniu. Grupa ma w oczywisty sposób obniżony iloraz inteligencji. Na spotkaniach z większą liczbą osób bierze górę myślenie grupowe, a ludzie podążają za orędownikiem jakiegoś stanowiska, który głośno wyraża swoją opinię. Większość ludzi przypomina czekające na pasterza owce. [….] Badania naukowe wyraźnie pokazują, że im więcej jest ludzi w danej grupie, tym większe prawdopodobieństwo, że przeważająca część tej grupy zgodzi się na wszystko, co proponuje jej lider.” I dalej pisze: „Ludzie w grupach działają jak zwierzęta i łatwo nimi kierować…. Im im większa zgraja dokonuje samosądu, tym bardziej jest on brutalny. Ci, którzy działają, w szale, całkowicie tracą jakiekolwiek poczucie moralności…. Ludzie w sytuacji grupowej na ogół dają się prowadzić nieświadomości reszty grupy. Średni iloraz inteligencji nieświadomego umysłu jest bardzo niski. Ludzie znajdujący się w grupie albo nie myślą rozsądnie, albo dość łatwo poddają się sposobowi myślenia grupy. W tym momencie świadomy aspekt umysłu ludzi zwykle się rozpręża, a ludzkim mózgiem zaczyna rządzić część nieświadoma, która jest o wiele bardziej reaktywna i emocjonalna aniżeli analityczny umysł świadomy.”

Te ogólne stwierdzenia wypływają także z bardziej szczegółowych badań dotyczących relacji zachodzących w jakiejś grupie społecznej lub w zgromadzonym tłumie. Wielu naukowców w tym Robert Cialdini oraz Tomasz Witkowski porusza problem konformizmu przez innych badaczy tak jak Pratkinisa i Aronsona nazywany techniką „garnfalonu”.

Tomasz Witkowski w swej książce „Psychomanipulacje” tak oto pisze na temat konformizmu informacyjnego pojawiającego się wówczas, kiedy ludzie nie wiedza co robić, jak się zachować, jaką podjąć decyzję, powołując się przy okazji na Cialdiniego: „ Obserwujemy wówczas otoczenie zewnętrzne, sposób zachowania innych i naśladujemy to zachowanie. W przeciwieństwie do konformizmu normatywnego, gdzie tylko deklarujemy swoje poglądy, ale w nie nie wierzymy, w tym przypadku akceptujemy zachowania naśladowane i uznajemy je za własne. Robert Cialdini opisał zjawisko konformizmu informacyjnego jako manipulację i nazwał je społecznym dowodem słuszności. Ten silny mechanizm wywierania wpływu na ludzi stosowany jest z reguły w odniesieniu do grup ludzi (konsumentów, wyborców, wyznawców jakiejś religii). W sytuacji kontaktu z drugim człowiekiem i bezpośredniego nań oddziaływania jego zakres ogranicza się raczej do roli argumentu: „Popatrz, wszyscy tak robią, dlaczego miałbyś nie zrobić tego i ty?" Bywamy, więc czasem nakłaniani do podjęcia decyzji takiej jak większość, podejmujemy zgodne z nią działania, a następnie włącza się mechanizm dysonansu poznawczego - proces, który powoduje, że początkowo wzorowane na innych zachowania uznajemy za własne, wynikające z naszego wyboru. Mechanizm ten pośredniczy zresztą w wywoływaniu efektów wielu różnych manipulacji.”

Tłumem jest bardzo łatwo manipulować. Dowiódł tego nie, kto inny a sam Adolf Hitler który w sposób cyniczny wykorzystywał zgromadzenia i manifestacje do podporządkowania ich swoim celom. Tak zresztą napisał o wpływaniu na tłum: „…Zdolność pojmowania szerokich mas jest bardzo ograniczona, rozsądku masy mają niewiele, a pamięci jeszcze mniej. Biorąc pod uwagę te fakty, każda skuteczna propaganda musi ograniczać się do bardzo niewielu punktów i wykorzystywać je w postaci sloganów tak długo, aż z cała pewnością ostatni (człowiek) potrafi sobie wyobrazić to, co chcemy. Gdy tylko odstępuje się od tej zasady i chce się być wielostronnym, oddziaływanie będzie znacznie słabsze, ponieważ tłum nie potrafi ani strawić, ani zatrzymać przedstawionego mu materiału. W ten sposób rezultaty zostaną znowu osłabione, a wreszcie unicestwione...Dlatego też im większy ma być zasięg przekazywanej idei, tym bardziej konieczne staje się dla propagandy opracowanie najbardziej skutecznego psychologicznie planu akcji.Propaganda nie interesuje się prawdą obiektywną, lecz prawdą interpretowaną w interesie propagandystów.
Propaganda nie musi trzymać się prawdy obiektywnie i, o ile jest to korzystne dla strony przeciwnej, przedstawiać jej wedle teoretycznych zasad sprawiedliwości, ale musi przedstawiać tylko tę stronę prawdy, która jest dla nas korzystna...
Gdy tylko nasza propaganda uczyni najlżejszą wzmiankę, że przeciwnik ma trochę słuszności, stworzymy podstawę, na której słuszność naszej sprawy może być kwestionowana.” Koniec cytatu.

Ta „lekcja” dana przez dyktatora, który wzniecił krwawą pożogę w Europie i na świecie każe zwracać baczną uwagę właśnie na manifestacje i protesty społeczne, które mogą być odgórnie sterowane, a które wydaja się początkowo na spontaniczne. Często protesty i manifestacje sa organizowane początkowo w „słusznej wydawałoby się sprawie” ale jedynie po to by pozyskać - zawładnąć umysłami jakiejś społecznej grupy, a następnie pokierować ta grupą w imię własnych interesów. To także jest jeden z elementów psychomanipulacji – reguła tzw. konsekwencji. Głosowałeś przeciwko ACTA to konsekwentnie głosuj przeciwko rządowi, który podpisał te dokumenty. Nie ma znaczenia przy tym, że być może jest to zaledwie jedna z kilku wpadek rządu lub pomyłek, które w trudnych czasach zdarzają się. Reguła konsekwencji każe ci konsekwentnie brnąć w proteście dalej, mimo, że być może ogólna opinia o rządzie w sumie nie byłaby aż tak negatywna powodująca odmówienia w wyborach poparcia. Byłeś na demonstracji, nosiłeś maskę, skakałeś to teraz brnij konsekwentnie dalej i żądaj dymisji.
Tak może wyglądać manipulacja uczestnikami protestów. Tak działa propaganda.

Już pewne drobne symptomy o tym świadczą. Aby podkreślić spójność tłumu i wywrzeć dodatkową psychologiczną presję na jego członków stosuje się różne zabiegi wizualne i motoryczne. Hitler oraz inni dyktatorzy wykorzystywali symbole graficzne: swastyki, flagi, transparenty, ubiory i mundury, pochodnie, pozdrowienia wyciągnięta ręką lub inne gesty. Inni wykorzystują maski (protest ACTA), okrycia (czarna procesja), podskoki (ACTA) wszystko po to, aby tworzyć wrażenie spójności grupy i wywołać efekt „owczego pędu” lub jak nazywają to amerykańscy spece propagandy „psiego zaprzęgu” – widzisz wszyscy tak robią, więc rób i ty.

Niestety nie tylko społeczeństwo, ale nawet dziennikarze na temat manipulacji, wywierania wpływu i propagandy nie wiedzą nic i dlatego tak łatwo pchnąć tłum do protestu, zamieszek a nawet rewolucji nawet wówczas, gdy osobiste poglądy uczestników przed „wejściem w rolę uczestnika tłumu” były zgoła inne lub nie tak radykalne.

Co do ACTA. Z jednej strony regulacja prawna dotycząca tematów tam zawartych jest potrzebna, ale wymaga to naprawdę olbrzymiej pracy i badań prawnych a także społecznych oraz przygotowania społeczeństwa na pewne ograniczenia inaczej mówiąc nie popularne prawo. Gdyby robić jedynie to, co chce tłum, a nawet większa część społeczeństwa mogłaby powstać anarchia. Tak już jesteśmy skonstruowani, że znaczna część z nas nie lubi ograniczeń. Szczególnie ta młodsza część społeczeństwa.
s
sokular
P.Redaktorze - ma Pan rację.Na naukę pokory też nigdy za póżno..........
a
apolityczny
TUSK powinien skorzystac z tych wzorcow, a nie tupac noga jak dziecko, a potem sie wycofywac i zwalac na innych jak juz sie mleko wylalo.
Dodaj ogłoszenie