W PSL powoli idzie nowe. Piechociński odmładza partię, ale wielkiej rewolucji nie będzie

Dorota Kowalska
Janusz Piechociński wszedł do rządu jako wicepremier i minister gospodarki
Janusz Piechociński wszedł do rządu jako wicepremier i minister gospodarki Wojciech Barczyński/Polskapresse
Prezes PSL odmłodził partię, stara się zmienić jej wizerunek, ale o renegocjacjach umowy koalicyjnej już nie wspomina.

Zwycięstwo Janusza Piechocińskiego zszokowało ludowców. I zdaje się, że samego bohatera ostatniego zjazdu PSL też, choć ten zapewnia, że jest inaczej, a w swoje zwycięstwo z Waldemarem Pawlakiem nie wątpił ani przez chwilę. Piechociński w czasie kampanii ruszył w teren i mocno przekonywał do swojej osoby, obiecując ludowcom renegocjacje umowy koalicyjnej, odmłodzenie partii i zmianę jej wizerunku. Propozycje kuszące, o nich zresztą za chwilę, wcześniej jednak nie sposób nie wspomnieć o osobie, która Piechocińskiemu w tym niespodziewanym triumfie pomogła. Mowa oczywiście o Marku Sawickim, byłym ministrze rolnictwa, który długi czas razem z Waldemarem Pawlakiem uczestniczył w posiedzeniach Rady Ministrów rządu Donalda Tuska. Niestety, Sawickiego pogrążył szef kółek rolniczych Władysław Serafin. Sawickiemu przerwano wakacje i wezwano go pilnie z urlopu wprost na posiedzenie kierownictwa PSL. Powód był jeden - zarzuty, które padły podczas nagranej rozmowy Władysława Serafina i byłego prezesa podległej Sawickiemu Agencji Rynku Rolnego Władysława Łukasika. Panowie rozmawiali o nadużyciach działaczy PSL. Łukasik opowiadał o nepotyzmie i machlojkach, których miały się dopuszczać osoby związane z Ministerstwem Rolnictwa i rolniczymi spółkami Skarbu Państwa, zwłaszcza Elewarrem.

Od samego początku wiadomo było, że polecą głowy, i choć Sawicki na spotkanie wchodził pewny siebie, to już po nim stracił dawny rezon. Zapowiedział, że złoży u premiera wniosek o dymisję. Nie jest tajemnicą, że na Sawickiego naciskał Pawlak i przekonywał, aby odszedł z rządu, w każdym razie Sawicki sam na taki pomysł nie wpadł. Szef ludowców nie miał jednak wątpliwości, że sprawa wygląda źle, a afera rzutuje na całe ugrupowanie. W takich sytuacjach najszybciej, jak to możliwe, trzeba znaleźć kogoś, kto poniesie za nią polityczną odpowiedzialność - w tym przypadku padło na Sawickiego. Ten, choć niby dobrowolnie pożegnał się z ministerialną teką, to tak naprawdę nigdy nie zapomniał, kto mu to "honorowe wyjście z sytuacji" sugerował. A wiadomo, chłop chłopu nie przepuści. Stąd dość powszechne przekonanie, że za sukcesem Janusza Piechocińskiego stoi właśnie Sawicki, który w ten sposób odwdzięczył się byłemu wicepremierowi. - Mogło tak być, w każdym razie Marek ma w partii silną pozycję, mógł wielu ludzi przekonać, że potrzebne są zmiany, świeży oddech, że z Waldkiem więcej niż te kilka procent poparcia nie będzie - opowiada nam jeden z ludowców. Sawicki, po ogłoszeniu zwycięstwa Piechocińskiego, promieniał. "Polskie Stronnictwo Ludowe jest partią demokratyczną i niezależnie od siły i pozycji Waldemara Pawlaka okazuje się, że było zapotrzebowanie na zmiany. Rozumiem decyzję Pawlaka o dymisji, sam taką decyzję kilka miesięcy temu podejmowałem. Wtedy, kiedy okazuje się, że zaufanie w środowisku jest podważone, nie można być upartym.
Trzeba przyjąć wynik wyborów" - mówił potem.

Te zmiany powoli się zresztą dokonują. Piechocińskiemu udało się wreszcie odmłodzić kierownictwo partii, co deklarował w kampanii. Wszyscy kandydaci do NKW PSL zgłoszeni przez niego zostali poparci przez Radę Naczelną partii. I tak na stanowiska wiceprezesów PSL Piechociński zaproponował: ministra pracy i polityki społecznej Władysława Kosiniaka-Kamysza, marszałka województwa świętokrzyskiego Adama Jarubasa, marszałka województwa lubelskiego Krzysztofa Hetmana i wiceminister skarbu Urszulę Pasławską. Na sekretarzy NKW PSL Piechociński wytypował Dariusza Klimczaka z Forum Młodych Ludowców i wiceminister gospodarki Ilonę Antoniszyn-Klik. - To nowa, wielka, rodzinna drużyna - mówił Piechociński, prezentując swoich kandydatów.

Ale to ci trzej pierwsi, mowa o Kosiniaku-Kamyszu, Jarubasie i Hetmanie, mają grać w przyszłości pierwsze skrzypce w PSL. - Wszyscy trzej to silne osobowości i któryś z nich przejmie schedę po Piechocińskim - prorokuje Eugeniusz Kłopotek, od lat członek PSL.
Cała trójka ma doskonałe wykształcenie, spore już doświadczenie w pracy w samorządzie lub rządzie, mówi biegle językami obcymi i wykazuje dużą otwartość na świat. I tak naprawdę każdy z tej trójki mógłby być następcą Piechocińskiego. Władysław Kosiniak-Kamysz jest synem Andrzeja Kosiniaka-Kamysza, ministra zdrowia w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, i bratankiem Zenona Kosiniaka-Kamysza, dyplomaty i byłego wiceministra obrony narodowej. - Znam go od małego chłopca, bo na początku lat 90. gościłem w domu jego rodziców. To zacna, katolicka rodzina z tradycjami - opowiada Franciszek Stefaniuk. Młody Kosiniak-Kamysz skończył wydział lekarski Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego, rozpoczął pracę nad rozprawą doktorską. Obecnie jest w trakcie specjalizacji.

Zanim został oficjalnym kandydatem PSL na urząd ministra pracy i polityki społecznej, był radnym miasta Krakowa. Wśród ludowców ma opinię człowieka skromnego, pracowitego i niesłychanie kulturalnego. Ponoć premier także chwali sobie jego pracę. - Koncyliacyjny, do rany przyłóż - zachwala poseł Kłopotek. - Wciąż odbiera telefony, co nie zdarza się wszystkim ministrom - dodaje z uśmiechem.

Jarubas z Hetmanem też zbierają świetne recenzje, chociaż obaj są stosunkowo młodzi, pełnią funkcje marszałków: Jarubas województwa świętokrzyskiego, Hetman - lubelskiego. - Bardzo Hetmana cenię: młody, prężny, dynamiczny, otwarty na nowe wyzwania. A przy tym pracowity, kontaktowy, w każdym razie człowiek się przy nim nie stresuje - szybko charakteryzuje kolegę poseł Stefaniuk, który sam pochodzi z woj. lubelskiego i wciąż tam mieszka. Jarubas podobnie, jak Hetman i Kosiniak-Kamysz, może się pochwalić wykształceniem wyższym, znajomością języków obcych i sporym społecznym zaufaniem - w wyborach w 2011 r. został wybrany do Sejmu, chociaż podobnie jak kolega z Lublina odmówił przyjęcia mandatu, bo wolał zostać w samorządzie. Wśród ludowców mówi się też, że Jakubas otacza się mądrymi ludźmi i potrafi słuchać, co nie zdarza się często.

Do tych młodych zalicza się jeszcze Dariusz Klimczak, 32-latek, szef Forum Młodych Ludowców, partyjnej młodzieżówki, której większość głosowała właśnie na Piechocińskiego. Jest Michał Modrzejewski, prezes Związku Młodzieży Wiejskiej, Tomasz Jędrzejczak, współpracownik szefa PSL. Pytanie, na ile ci młodzi trzymają się razem i na ile zmienią wizerunek partii. - Wiadomo, że rywalizacja jest, każdy walczy o swoje, ale młodzi wiedzą, że siła w drużynie - mówi nam jeden z ludowców.
Na razie panowie z rzadka udzielają wywiadów, ale też przez najbliższy czas będą się chyba głównie przyglądać. - Rewolucji nie przewiduję, raczej delikatny lifting. Pewnie pojawi się trochę młodych osób, niekoniecznie związanych ze wsią i posiadających własne gospodarstwa. Ale ci nowi będą mieli inne wykształcenie, inne doświadczenia, wniosą zapewne do PSL trochę świeżego powiewu - ocenia Małgorzata Kidawa-Błońska.

I chyba posłanka Platformy ma dużo racji w tych przewidywaniach. Janusz Piechociński, jak deklarował, partię odmłodził, widać też, że stara się zmieniać jej wizerunek. O renegocjacji umowy koalicyjnej dzisiaj jednak nie słychać. Wszystko wskazuje więc na to, że zostanie po staremu. Rozsądek zwycięży rewolucyjny zapał.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

d
dssssss
JaRubas, nie Jakubas !!!. Kogo wy tam zatrudniacie, że pisze o ludziach co do których nawet nie wie jak się nazywają ?!
Dodaj ogłoszenie