"W przyszłości prasa drukowana stanie się dobrem luksusowym. Po kilkanaście złotych za egzemplarz"

Redakcja
- Wyobrażam sobie, że za kilkanaście lat gazeta codzienna będzie dobrem bardzo luksusowym, dostępnym w cenie co najmniej kilkunastu obecnych złotych za egzemplarz. Relaks przy kawie z papierowym wydaniem gazety w rękach będzie rodzajem nobilitacji i potwierdzeniem statusu społecznego - mówi Rafał Agnieszczak, twórca serwisu Fotka.pl, w rozmowie z Katarzyną Żyszkiewicz

Od pewnego czasu popularne staje się przekonanie, że w dobie upowszechnia się nowych mediów tradycyjne, w szczególności prasa, przestają mieć rację bytu. Pan jako aktywny użytkownik sieci podziela pogląd, że nadchodzi zmierzch ery papieru?
Tak samo mówiono, kiedy pojawiło się radio i muzycy protestowali, twierdząc, że zabiera im się chleb. Telewizja nie zabiła też kina. Wydaje mi się, że tak samo przedwcześnie mówimy o śmierci prasy tylko z tego tytułu, że internet przybiera na sile. Internet nie zabije prasy, tak jak telewizja nie zabiła radia czy kina. Zmieni się natomiast sposób konsumpcji, to jest nieuniknione. Prawdopodobnie prasa nie będzie się sprzedawała tak jak kiedyś i rekordowe nakłady sprzed kilku lat są już nie do powtórzenia. Jednak nie znaczy to, że prasa drukowana zostanie zupełnie wyparta przez media cyfrowe.

Każdy rozsądny wydawca prasy nie ma wątpliwości, że trzeba inwestować w internet, bo konsumpcja mediów diametralnie się zmienia, a on musi podążać za tymi zmianami

Mówiąc o śmierci prasy, wielu badaczy podaje różne powody. Jedni twierdzą, że główną przyczyną jest znaczne obniżenie poziomu dziennikarstwa, kryzys rzetelności i powiązania z polityką. Inni uważają, że tradycyjne media upadną z powodów finansowych, ponieważ reklamodawcy wolą inwestować w internet. W czym Pan upatrywałby głównej przyczyny odwrócenia się czytelników od prasy?
Wszystkie te czynniki są ze sobą powiązane. Coraz niższy poziom dziennikarstwa jest konsekwencją coraz mniejszych zasobów pieniędzy, bo zwyczajnie redakcji nie stać na lepszych dziennikarzy. Mniejszy budżet to skutek spadku popularności, co z kolei spowodowane jest tym, że internet jest obiektywnie lepszym medium. Lepszym w sensie szybkości, bo informacje mamy z minuty na minutę, a nie z dnia na dzień. Lepszym, bo bardziej dostępnym - nawet nie wychodząc z domu, możemy zapoznać się z bieżącymi informacjami. Ważna jest także multimedialność. Nie ukrywajmy, że czytanie gazety nigdy nie będzie doświadczeniem tak interesującym.

Gazety nie są tak atrakcyjne.
Nie tak jak przeglądanie artykułów wzbogaconych o zdjęcia, filmiki i wszystko inne, co daje nam internet. Mamy więc całkiem sporo czynników, które sprawiają, że internet wygrywa jako medium atrakcyjniejsze dla konsumentów. Konsekwencją tego jest to, co się później dzieje z prasą. Ma mniej pieniędzy, mniej może wydawać, przez co spada jakość. To dlatego ludzie coraz częściej twierdzą, że prasa nie jest już taka dobra jak kiedyś. I koło się zamyka.

Mówi Pan o atrakcyjności internetu ze względu na szybkość podawania informacji, a to może budzić obawy o ich jakość. Podobnie jak coraz powszechniejsze zjawisko dziennikarstwa społecznego, rządzącego się prawem do anonimowości.
Anonimowość pisania informacji sama w sobie nie jest problemem. Mamy przecież Wikipedię, medium, które powstaje anonimowo, a jednak jest narzędziem bardzo przydatnym.

Czytaj też:

* Diekmann: iPad nie zastąpi papierowej gazety [ZDJĘCIA, VIDEO]
* Urbanowicz: Płatna prasa w sieci to dla wydawców konieczność
* Protest pod przywództwem Wikipedii przynosi efekty. Kongresmani już się wycofują

A co z autorytetami? Czy można zaufać autorom, którzy nie mają odwagi podpisać się własnym nazwiskiem?
Ci, którzy na rynku prasy byli dobrze znani, nadal będą funkcjonować, w takiej czy innej formie. Ludzie zawsze będą chcieli czytać artykuły dziennikarzy, którym ufają. Na to zaufanie trzeba sobie zapracować, wypromować swoje nazwisko jako markę. Przez poszerzenie rynku o podmioty internetowe będzie to coraz trudniejsze, więc nastąpi naturalna selekcja. Mniej przystosowani zostaną wyeliminowani, a ich miejsce być może w pewnym stopniu zastąpi dziennikarstwo obywatelskie, blogerzy itd. Jakość jako wartość sama w sobie przetrwa i nie winiłbym internetu za jej obniżanie. To prasie zawdzięczamy słowo "tabloidyzacja" odnoszące się już teraz do całego rynku mediów.

Pojawia się także kwestia zacierania granicy między prywatną a zawodową sferą życia dziennikarzy. Teoretycznie prywatne wypowiedzi na portalach społecznościowych mimo wszystko stają się publiczne.
Ta tendencja jest nieunikniona. Jakiś rok temu minister Sikorski powiedział w jednym z wywiadów bardzo ważną rzecz, która niestety przemknęła bez większego echa. Zapytano go, czy ministrowi przystoi pisanie na Twitterze. Odpowiedział, że dziennikarze są po prostu zazdrośni, że politycy są w stanie dotrzeć ze swoim komunikatem do wyborców bezpośrednio, bez pośrednictwa tradycyjnych mediów. Tak samo jest z dziennikarzami.

Należy to więc traktować jako kolejny kanał umożliwiający dotarcie do odbiorców.
To jest naturalne, że każdy chce być bliżej, dotrzeć szybciej i zyskać bezpośredni odzew. To oczywiście może stanowić zagrożenie dla firm macierzystych współpracujących z dziennikarzami, bo dzięki mediom społecznościowym dziennikarze stają się bardziej niezależni, budują swoją własną markę. To z jednej strony pomaga sprzedać gazetę, a z drugiej uniezależnia dziennikarza od danego wydawcy. Osobiście wątpię, żeby trend omijania tradycyjnych mediów i kierowania się bezpośrednio do odbiorców był do zatrzymania. Skoro dostaliśmy do ręki technologie i narzędzia, to będziemy ich używać.

Poza spadkiem zainteresowania prasą zauważalna jest także mniejsza popularność telewizji.
Czy można się temu dziwić? Coraz rzadziej jest ona w stanie zaoferować coś, czego nie może zaoferować internet.

Mówi się nawet, iż rośnie pokolenie beztelewizyjne, korzystające jedynie z komputerów.
Jeśli chodzi o młodych ludzi, jestem wręcz zdania, że internet zrobił dużo więcej, jeśli chodzi o edukację, niż telewizja. Poza tym coraz bardziej powszechna opinia jest taka, że w telewizji po prostu nie ma już nic ciekawego. Najpopularniejsze pozycje to serialowe tasiemce i kilka programów informacyjnych - to wszystko i wiele więcej jest też dostępne w internecie.

Z drugiej strony może mieć to swoje minusy. Zaobserwowano nawet, że filmy fabularne stają się dla młodzieży zbyt długie, bo przyzwyczajona jest do standardów YouTube.
Nikt nie powiedział, że półtorej godziny to standard, który trzeba wytrzymać przed ekranem. To jest jedna z form konsumpcji wideo, która obowiązywała, bo kiedyś ktoś tak zdecydował. Ale to, że obecnie wolimy krótsze formuły, wcale nie jest problemem. Równie dobrze możemy narzekać, że ludzie nie czytają już reportaży na siedem stron tylko jednostronicowe newsy. Ludzie po prostu wybierają te treści, które im bardziej odpowiadają.

Czytaj też:

* Diekmann: iPad nie zastąpi papierowej gazety [ZDJĘCIA, VIDEO]
* Urbanowicz: Płatna prasa w sieci to dla wydawców konieczność
* Protest pod przywództwem Wikipedii przynosi efekty. Kongresmani już się wycofują

Wybór ten nie jest jednak łatwy. Zewsząd bombardowani jesteśmy informacjami. Internet, prasa, telewizja. Czy ten natłok informacji i różnorodność form, w jakich są nam serwowane, w końcu nas nie przytłoczy?
Chaos informacyjny to zjawisko, które było, jest i będzie. Nie sądzę, abyśmy byli w stanie coś z tym zrobić. Musimy po prostu nauczyć się żyć w nowych okolicznościach. W dniu dzisiejszym mamy z pewnością dużo więcej informacji niż kilka lat temu i mniej niż za kilka lat. Musimy się pogodzić z natłokiem informacji tak jak z istnieniem korków w mieście.

Z drugiej strony, może również dojść do tego, że z racji natłoku informacji ich konsumpcja stanie się wybiórcza. W efekcie tego groziłaby nam paradoksalna sytuacja, w której mimo ogromnej ilości tych informacji w gruncie rzeczy będziemy niedoinformowani?
To jest w pewnym sensie problem i z pewnością wymaga umiejętności wybrania odpowiedniego medium lub takiego sposobu konsumpcji, który będzie dla nas najskuteczniejszy. Nie wydaje mi się jednak, żebyśmy z racji lepszego dostępu do mediów byli coraz gorzej poinformowani. Sądzę nawet, że różnorodność sposobów konsumpcji sprawia, że jesteśmy w stanie dotrzeć do tego, do czego nie dotarliśmy wcześniej. Kiedyś czytanie w autobusie bywało kłopotliwe, bo nie było miejsca na rozłożenie gazety. Teraz dzięki aplikacjom na telefony czy audiobookom taka konsumpcja wzrasta. Możemy poświęcić na czytanie czas, w którym i tak nic innego nie moglibyśmy zrobić.

Powiedział Pan, że pogląd o śmierci prasy jest przesadzony. Z drugiej strony, jedyną szansą, że do tego nie dojdzie, wydają się elektroniczne wydania. Nie będzie to już jednak ta sama prasa.
Faktycznie, to nie to samo, ale jednak nadal naturalny krok w ewolucji. Z prasą w obecnych czasach jest bowiem tak jak z lasem, który nieustannie się pali.

Jak mam to rozumieć?
Aby przetrwać, nie wystarczy tylko gasić ogień - trzeba również sadzić młode drzewka, co pochłania czas i pieniądze. Podobnie sytuacja jest na rynku medialnym: internet trawi tradycyjną prasę i doraźne gaszenie musi zostać uzupełnione przez szkółkę leśną, która jest naszym ubezpieczeniem na przyszłość. To jest kosztowne, nie przynosi jeszcze efektów i wymaga dodatkowych kompetencji, ale niestety nie ma innego sposobu, aby utrzymać się na rynku.

Zatem nadzieją na przetrwanie tradycyjnych mediów jest ich umiejętność dostosowania się do aktualnych realiów rynku?
Dokładnie. Każdy antropolog powie nam, że od tysiącleci umiejętność dostosowywania się jest głównym warunkiem przetrwania. Każdy rozsądny wydawca prasy nie ma wątpliwości, że trzeba inwestować w internet, bo konsumpcja mediów diametralnie się zmienia, a on musi podążać za tymi zmianami.

Jak więc widzi Pan przyszłość prasy drukowanej w tych nowych rynkowych realiach?
Wyobrażam sobie, że za kilkanaście lat gazeta codzienna będzie dobrem bardzo luksusowym, dostępnym w cenie co najmniej kilkunastu obecnych złotych za egzemplarz. Relaks przy kawie z papierowym wydaniem gazety w rękach będzie rodzajem nobilitacji i potwierdzeniem statusu społecznego. Można to porównać do palenia.

Czytaj też:

* Diekmann: iPad nie zastąpi papierowej gazety [ZDJĘCIA, VIDEO]
* Urbanowicz: Płatna prasa w sieci to dla wydawców konieczność
* Protest pod przywództwem Wikipedii przynosi efekty. Kongresmani już się wycofują

To znaczy?
Papierosy są bardzo popularne, bo tańsze i wygodniejsze. Cygara cenią sobie natomiast osoby pragnące prestiżu i te, które po prostu na to stać. W przyszłości więc zwykli ludzie będą czytać prasę na tabletach, e-czytnikach itd., a snobizmem będzie kupowanie prasy drukowanej.

Prasa jako dobro luksusowe. Ciekawa koncepcja, choć na chwilę obecną trudno to sobie wyobrazić.
A jednak. Czynniki, o których mówiliśmy, sprawią, że nakład gazet zostanie zdziesiątkowany, przez co cena będzie kilkukrotnie wyższa. Tak jak inne rzadkie i drogie dobra, gazety będą nabywane przez ludzi pragnących luksusu i prestiżu. Natomiast cała reszta będzie korzystała z nich w internecie. To będzie ten młody las przynoszący dochody i pozwalający prasie odnaleźć się w nowych czasach. Taka jest kolej rzeczy. Nie powstrzymamy trendu spadku popularności prasy, ale możemy powstrzymać trend spadku czytelnictwa i naszego zasięgu wśród odbiorców.

W tym dostosowaniu się do nowych realiów telewizja poszła jakby krok naprzód. Są stacje, które na swoich stronach internetowych niektóre z audycji udostępniają jeszcze przed emisją w telewizji. Nie jest to kopanie dołków pod sobą samym?
Wręcz przeciwnie. Widz po prostu w inny sposób konsumuje programy telewizyjne i nadawcy to dostrzegają. Stacje wręcz zachęcają, żeby korzystać z nowych mediów, bo w przyszłości nie będzie się liczyć, w jaki sposób dociera się do widza, lecz że dociera się w ogóle. Internet to oczywiście trudniejsza i droższa metoda dotarcia, jednak z punktu widzenia TV jest to sposób na pozyskiwanie widzów, do których inną drogą nie są w stanie dotrzeć. Jeżeli ktoś nie chce mieć telewizora, to nie będzie go miał, zatem jedynym sposobem konsumpcji telewizji będzie w jego przypadku posiadanie aplikacji na tablecie, którą mu ta telewizja dostarczy.

Możemy więc, mimo panującemu obecnie przekonaniu, stwierdzić, że ekspansja nowych mediów nie musi być równoznaczna z upadkiem tych tradycyjnych. A nawet możliwa jest ich kooperacja?
Myślę, że bez problemu możliwe jest połączenie tradycyjnych mediów z internetem. Oczywiście nie ma się co oszukiwać - w tej wojnie niewątpliwie będą ofiary. Przetrwają najsilniejsi, nastąpi pewnego rodzaju oczyszczenie rynku, co samo w sobie też jest dobre. Koncerny, które z trudem odnajdują się w nowej rzeczywistości, nie przetrwają i zostaną zastąpione przez podmioty lepiej dostosowane do potrzeb rynku. Dla nas, konsumentów, wyjdzie to na dobre. Nie tylko nie stracimy, ale wręcz zyskamy większy wybór i lepszą jakość.

Rozmawiała Katarzyna Żyszkiewicz

Czytaj też:

* Diekmann: iPad nie zastąpi papierowej gazety [ZDJĘCIA, VIDEO]
* Urbanowicz: Płatna prasa w sieci to dla wydawców konieczność
* Protest pod przywództwem Wikipedii przynosi efekty. Kongresmani już się wycofują

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

e
ee
ee
t
t
t
Dodaj ogłoszenie