"W przededniu": Żydowskie Wilno i Amsterdam

Bernard Wasserstein
Przed wojną Żydzi stanowili w Europie mozaikę polityczną i obyczajową - pisze brytyjski historyk Bernard Wasserstein w swej nowej książce

Dla europejskich Żydów w latach 1938-1939 polityka nie była tradycyjną walką o władzę, bo tej nie mieli oni praktycznie wcale. Nie polegała też na rywalizacji o stanowiska - było ich niewiele, a profity z nich niewielkie. Sprowadzała się raczej do gorączkowych poszukiwań jakiejś formy zbiorowej samoobrony przed wszechobecnym zagrożeniem dla bytu ekonomicznego Żydów i w coraz większym stopniu dla samej ich egzystencji. Polityka miała być też czymś, co pozwoliłoby im zachować szacunek do siebie, gdyż samo słowo "Żyd" stało się dla większości ludzi obelgą i degradacją.

W ostatnim roku pokoju wśród polskich Żydów, zwłaszcza młodzieży, panowało poczucie osamotnienia. Było to pokolenie, pisał jeden z dziennikarzy na łamach "Literarisze Bleter" w styczniu 1939 roku, "nagie i bose, pokolenie zrezygnowanych, biednych małych menszełech, pozbawionych przeszłości, teraźniejszości i przyszłości". Jeden z uczestników konkursu JIWO na autobiografię w 1939 roku skarżył się: "Polska wychowała mnie na Polaka, ale nazywa mnie Żydem, którego trzeba wypędzić. Chcę być Polakiem, lecz mi na to nie pozwalacie. Chcę być Żydem, ale nie mogę; odszedłem od żydostwa. Nie podobam się sobie jako Żyd… Jeśli polscy przywódcy - a także większość Polaków - się nie zmienią, to nic nie odwróci tego smutnego procesu, który powoduje kulturalne zagubienie".

Po 1935 roku liczba posłów żydowskich w polskim parlamencie znacznie się zmniejszyła. Główną przyczyną była nowa ordynacja wyborcza, która utrudniała mniejszościom, w tym Żydom, zdobycie mandatu. Protestując przeciwko niej, partie żydowskie, między innymi Bund, fołkiści i ogólni syjoniści (z wyjątkiem galicyjskich), wraz z innymi stronnictwami opozycyjnymi zbojkotowały wybory w 1935 roku (...).

Cele Bundu

Wzrost antysemityzmu skłonił Bund do zmiany swojej izolacjonistycznej polityki. Partia postanowiła wziąć udział w wyborach do kehilot w 1936 roku, zdobywając poparcie dzięki roli w zorganizowaniu jednodniowego żydowskiego strajku protestacyjnego po pogromie w Przytyku i programowi obrony przed antysemityzmem. Gazeta agudystów pisała wówczas z niechęcią: "Prawda polega na tym, że Bund dostaje bardzo wiele głosów od mas prostych ludzi, od żydowskich biedaków, którzy wciąż obchodzą szabat, wciąż jadają koszerne pożywienie, chodzą się modlić w szabat i codziennie zakładają tefilin".

Ponad trzecia część 10-milionowej społeczności żydowskiej Europy zamieszkiwała przed wojną w Polsce.
Nic dziwnego, że to właśnie tutaj Niemcy zaplanowali zagładę Żydów

Pod koniec 1938 roku syjoniści wezwali do utworzenia koalicji wyborczej wszystkich partii żydowskich, ale Bund odrzucił ten pomysł. Podczas kampanii wyborczych w latach 1938-1939 atakował nie tyle antysemickie przepisy, bo nie mogło mu to przysporzyć głosów, ile swoich bezpośrednich konkurentów, inne partie żydowskie. "Panowie z »bloku ogólnożydowskiego«, kupcy i syjoniści, wychodzą dziś do ludności żydowskiej z hasłem »jedności narodowej« - pisano w bundowskiej ulotce wyborczej w Wilnie - lecz jaka może być jedność między bogatymi i najedzonymi, którzy nigdy nie zaznali biedy, a ubogimi horepasznikn (robotnikami)?". Dlatego w okręgach, w których kandydaci żydowscy nie mieli szans na zwycięstwo, Bund wzywał żydowskich wyborców do głosowania na swoich sojuszników, Polską Partię Socjalistyczną. W wyborach parlamentarnych w listopadzie 1938 roku, które Bund i inne stronnictwa opozycyjne znów zbojkotowały, partie żydowskie zapewniły sobie zaledwie pięć mandatów w sejmie (konkretnie dwóch agudystów i trzech syjonistów) i dwóch (mianowanych) senatorów.
Ale w wyborach do rad miejskich w grudniu 1938 roku i styczniu 1939 roku Bund odniósł wielki sukces: razem z lewicowymi sprzymierzeńcami zdobył siedemnaście z dwudziestu miejsc należących do partii żydowskich w Warszawie i jedenaście z siedemnastu w Łodzi. W sojuszu z Polską Partią Socjalistyczną utworzył koalicje rządzące w radach kilku miast. Poza dużymi miastami zdobył znacznie mniejsze poparcie, ale i tak uzyskał imponujący wynik. W całym kraju na Bund padło 38 procent głosów oddanych na partie żydowskie w tych wyborach, czyli nieco więcej niż na syjonistów (36 procent) i znacznie więcej niż na agudystów i inne ugrupowania religijne (23 procent). Wzrosła jednocześnie liczebność bundowskich związków zawodowych: w styczniu 1939 roku miały one w Warszawie 36 567 członków, czyli większość zorganizowanej żydowskiej siły roboczej w stolicy.

Mimo tych zwycięstw Bund nie wycofał swojego weta wobec polityki klal Isroel. Przeciwnie, zdaniem jego przywódców wyniki wyborów potwierdziły, że tylko on "reprezentuje masy żydowskie w Polsce i że inne żydowskie ugrupowania polityczne nie mają praktycznie żadnego wpływu ani możliwości wyborczych i albo stopniowo osłabną, albo zupełnie przestaną istnieć". W tej sytuacji Bund odmówił na przykład udziału w komitecie polskich Żydów, który miał współpracować z Joint Distribution Committee, mimo że wiele jego instytucji, takich jak Sanatorium imienia Medema, korzystało z dużej pomocy finansowej Jointu. Przedstawiciel Bundu podkreślił, że jego partia nie może "narażać swojej opinii u nieżydowskich stronników w związkach zawodowych przez zasiadanie z ludźmi, którzy, jak wiadomo, reprezentują ugrupowania kapitalistyczne". Stosunki Bundu z socjalistycznymi braćmi były dla niego "znacznie ważniejsze niż jakakolwiek pomoc udzielona przez JDC za pośrednictwem Polskiego Komitetu Centralnego i [wolał] zachować swoje zasady nawet pod groźbą utraty takiej pomocy". Ta szlachetna solidarność klasowa nie przeszkodziła jednak partii domagać się od Jointu pieniędzy na rozmaite przedsięwzięcia i instytucje (...).

Statki widma

Miarą rozpaczliwej sytuacji Żydów była gotowość nawet szacownych organizacji do pozaprawnych działań. Na początku 1939 roku amsterdamski Komitet do spraw Uchodźców Żydowskich zgodził się na to, aby wspólnie z Haganą (syjonistyczną podziemną organizacją zbrojną w Palestynie) zorganizować transport grupy nielegalnych imigrantów do Palestyny (wielu z nich przebywało wcześniej w Wieringen). Joint, od którego pomocy finansowej komitet był uzależniony, zastrzegł, że jego pieniądze nie mogą być wydawane bezpośrednio na alija bet (nielegalną imigrację do Palestyny). Ale dużą część potrzebnych funduszy przekazał sub rosa Saly Mayer, bogaty Żyd szwajcarski, blisko współdziałający z Jointem. Gideon Rufer, przedstawiciel Agencji Żydowskiej w Palestynie, przyjechał ustalić szczegóły planu.
"Dora", mały, wysłużony, czterdziestoletni węglowiec, pływający pod panamską banderą i dowodzony przez greckiego kapitana, na wpół potajemnie wypłynął z Amsterdamu w nocy z 15 na 16 lipca 1939 roku; jego port docelowy znajdował się rzekomo w Syjamie. Na pokładzie tłoczyło się ponad trzystu pasażerów, w większości Żydów niemieckich, wśród nich około pięćdziesięciu z Wieringen i garstka z obozu internowania w Hellevoetsluis. W Antwerpii wsiadła jeszcze jedna grupa. Oficjalnie rząd holenderski nic nie wiedział o wypłynięciu statku, ale w rzeczywistości ministrowie i wyżsi urzędnicy współdziałali w przedsięwzięciu. Gertrude van Tijn pisała później: "Miałam wątpliwości, czy można wysyłać uchodźców na tej zardzewiałej małej łajbie, której w dodatku groziło, że przed dopłynięciem do celu zostanie zatrzymana. Ale doszłam do wniosku, że wysłałabym nią własnego syna, gdyby znalazł się w takiej sytuacji… Przez cztery tygodnie nie spałam po nocach, zamartwiając się, co się dzieje z tym statkiem. Potem dostaliśmy wiadomoś
ć, że dopłynął szczęśliwie do Palestyny, nie został zatrzymany przez angielską straż przybrzeżną i że wszyscy chłopcy i wszystkie dziewczęta - którzy zgodnie z poleceniem wyrzucili do morza swoje dokumenty - zostali umieszczeni w różnych starych palestyńskich koloniach i nikt już nie pozna, że dopiero co przyjechali".

"Dora" dotarła do Palestyny w nocy z 11 na 12 sierpnia 1939 roku. Była jednym z wielu podobnych statków. Latem owego roku około dwudziestu "statków widm", wiozących Żydów uciekających przed hitlerowcami, błąkało się po morzach w poszukaniu przyjaznego portu (...).

"Nadmiar starych mebli"

Paniczna ucieczka Żydów z Europy była bezpośrednim skutkiem ich pogarszającej się sytuacji pod rządami nazistów. W styczniu 1939 roku wszyscy "nie-Aryjczycy" przebywający na terenie Rzeszy musieli dodać Israel (mężczyźni) lub Sara (kobiety) do swoich imion, jeśli te nie figurowały na oficjalnej liście rzekomo typowych imion żydowskich. Była to nowa szykana. W tym samym miesiącu w siedzibie władz gminy żydowskiej przy Oranienburgerstrasse w Berlinie gestapo uruchomiło Ośrodek Emigracji Żydowskiej. Celem polityki władz hitlerowskich było teraz maksymalne utrudnianie Żydom życia w Niemczech i przyspieszenie wszelkimi sposobami ich emigracji.

Żydom mieszkającym w Rzeszy kazano sprzedać za bezcen do lombardów posiadane złoto, srebro i biżuterię. Mogli zatrzymać tylko po jednym srebrnym zegarku, jednej obrączce ślubnej i po dwa, liczące cztery sztuki komplety sztućców. Osoby prywatne, firmy i towarzystwa ubezpieczeniowe nie musiały już spłacać długów wobec Żydów i żaden sąd nie mógł tego zmienić. Zwiększony podatek od emigracji i inne metody fiskalne sprawiły, że wyjeżdżający musieli zostawić w Niemczech większość swojego majątku.
W następnych ośmiu miesiącach z kraju wyjechało 62 000 Żydów. Według spisu powszechnego z maja 1939 roku w Niemczech (nie licząc obszarów zajętych po aneksji Austrii) mieszkało 214 000 osób uznanych za Żydów "na podstawie wyznania". W całej Trzeciej Rzeszy było 331 000 "nie-Aryjczyków" plus co najmniej 100 000 tak zwanych Mischlinge. Wśród emigrantów przeważali ludzie młodzi, sprawni i płci męskiej. Ci, którzy zostawali w kraju, byli, przeciwnie, na ogół starzy, mało sprawni i płci żeńskiej (w tym wiele wdów). Prawie wszyscy żyli w biedzie. Zaledwie 16 procent miało płatną posadę. Większość pozostałych zdolnych do pracy (i część niezdolnych) była robotnikami przymusowymi. W ostatnich miesiącach pokoju tysiące uciekało do krajów, w których mogli liczyć na przynajmniej tymczasowe schronienie. Do września 1939 roku liczba Żydów "wyznaniowych" w "starej Rzeszy" spadła do 185 000. W kraju pozostało tylko 1480 z istniejących w 1933 roku 1610 gmin wyznaniowych. Dwie trzecie innych instytucji żydowskich przestało istnieć. Dumny niegdyś i zdawałoby się bezpieczny gmach niemieckiego żydostwa był teraz na łasce i niełasce państwa, które zrobiło już wiele, aby go zburzyć, i zamierzało dokończyć dzieła.

Czwartego lipca wydano rozporządzenie, na mocy którego Reichsvertretung zostało zastąpione organem o nazwie Reichsvereinigung der Juden in Deutschland (Zjednoczenie Żydów w Niemczech). Nowa organizacja, którą po długich dyskusjach przywódcy żydowscy w Niemczech postanowili utworzyć, obejmowała wszystkie istniejące instytucje i gminy żydowskie (niemające już osobowości prawnej). Zmiana nazwy miała jasno uświadomić Żydom ich upokarzające położenie. Nie mieli już prawa do obrony swoich interesów. Nowy organ, na którego czele stał ponownie Baeck, ponosił odpowiedzialność za wszystkich Żydów (zdefiniowanych rasowo). Rząd uważał, że głównym celem Zjednoczenia jest ułatwienie Żydom opuszczenia kraju. Co prawda działało ono pod nadzorem państwa, ale z początku zachowywało jeszcze ograniczoną autonomię i organizowało samopomoc, zbierało datki z zagranicy, prowadziło działalność oświatową, zdrowotną i społeczną, wspierało Kulturbund i bez powodzenia starało się, aby antyżydowskie rozporządzenia rządu były łagodniej egzekwowane. Szybko jednak stało się dla wszystkich oczywiste, że organ przedstawicielski niemieckich Żydów jest bezwolnym narzędziem w rękach władz Trzeciej Rzeszy.

Kurt Goldmann, do marca 1939 roku kierownik syjonistycznego Biura Palestyńskiego w Berlinie, zaraz po wyjeździe z Niemiec pisał w liście z pogardą, że ci, którzy pozostali w kraju, są "zupełnie dekadenckim, zdemoralizowanym żydostwem, targanym wewnętrznymi sprzecznościami… Widząc po kawiarniach Żydów, zdegenerowane typy zachowujące się obrzydliwie, prowadzące bezcelowe, puste życie, uprzytamniasz sobie upadek niemieckiego żydostwa, które z kulturalnej, liberalnej, wyrafinowanej społeczności zamieniło się w gromadę wstrętnych egoistów". Pisał tak młody fanatyk, lecz jego poglądy dobrze oddawały arogancką pewność siebie, z jaką syjoniści, podobnie jak wyznawcy innych ówczesnych ideologii, byli przekonani, że tylko oni mają w ręku nić Ariadny, która doprowadzi Żydów do bezpiecznej przystani (...).

Skróty od redakcji

Bernard Wasserstein, "W przededniu. Żydzi w Europie przed drugą wojną światową", Magnum, Warszawa 2012

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie