W Polsce bezkarnie się sprzedaje nazipamiątki

    W Polsce bezkarnie się sprzedaje nazipamiątki

    Marcin Rybak, Jacek Drost

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Nasze publikacje o obrocie pamiątkami hitlerowskimi w Polsce przyniosły skutek.
    Jeszcze przed parlamentarnymi wakacjami ma przez Sejm przejść ustawa zakazująca ich produkcji, rozpowszechniania czy nawet posiadania. A jest z czym walczyć.

    Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego właśnie odkryła, że obywatel Niemiec założył w naszym kraju internetowy sklep sprzedający nazistowskie pamiątki, w którym można kupić medale, znaki różnych hitlerowskich jednostek wojskowych, sygnety, a także esesmańskie sztylety, hełmy i flagi. Ten portal łatwo znaleźć - wystarczy do przeglądarki internetowej wpisać adres www.catalogue.lap.pl. Wielu klientów tego sklepiku pochodzi z Niemiec. Tam posiadanie takich przedmiotów jest przestępstwem. Zakazane jest również ich sprzedawanie. Dlatego właśnie Udo W. z Niemiec swoją witrynę ulokował w Polsce - tu handel i produkcja nazipamiątek nie jest zabroniona.

    Witryna jest prowadzona wyłącznie w języku niemieckim. - Nawet nie udają, że chodzi im o innego klienta niż z krajów niemieckojęzycznych. To szokujące - mówi Jan Ołdakowski, dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego, który od nas dowiedział się o istnieniu tej witryny - Nie ma w Polsce internetowego sklepu sprzedającego odznaki czy inne pamiątki po Armii Krajowej - dodaje dyrektor Ołdakowski. Na działalności witryny Udo W. wpadli agenci wrocławskiej delegatury Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego prowadzący śledztwo w sprawie fabryki nazistowskich medali.

    Została ujawniona przez dziennik "Polska" na początku września ubiegłego roku. Na zapleczu hurtowni biżuterii sztucznej na wrocławskich Krzykach od kilku lat produkowano medale, krzyże żelazne, sygnety z trupimi główkami. Według obliczeń ABW powstało ok. 30 tys. odznaczeń hitlerowskich. Udo W. i jego witryna byli głównymi odbiorcami. Na wszelki wypadek zostawił w fabryczce oświadczenie, że medale są produkowane do filmów, sztuk teatralnych i w celach kolekcjonerskich.

    Wrocławska prokuratura po naszej publikacji wszczęła śledztwo w sprawie Udo W. Szybko ustaliła, że ma on z powodu nazipamiątek kłopoty z niemieckim wymiarem sprawiedliwości. Jest podejrzany o ich sprzedawanie na dużą skalę w swej ojczyźnie - tam jest to surowo zabronione - nielegalnych tam nazistowskich pamiątek. U nas jednak został on uniewinniony - prokurator nie znalazł paragrafu, na podstawie którego mógł on skazać Niemca.

    Wrocław nie jest jedynym polskim miastem, które ma problemy z handlem postfaszystowskimi pamiątkami. Bezradnie temu przyglądają się także władze Bielska-Białej. Ten proceder kwitnie szczególnie podczas Międzynarodowego Zlotu Pojazdów Militarnych "Operacja Południe", który w tym roku odbędzie się 1-2 sierpnia. Choć - jak podkreśla Rafał Bier, organizator zlotu - regulamin imprezy zabrania takich praktyk, a sam zlot jest organizowany w duchu patriotycznym, to kupno gadżetów wykorzystujących symbolikę nazistowską (zarówno replik, jak i oryginałów z czasów III Rzeszy) nie nastręcza żadnych trudności.
    Do tej pory miasto było bezradne wobec sprzedawców nazipamiątek. Być może oręż do walki z nimi podrzucą mu mieszkańcy. Kilkunastu znanych bielszczan (m.in. dyrektor teatru lalek Banialuka Lucyna Kozień, szefowa Galerii Bielskiej BWA Agata Smalcerz, historyk Jerzy Polak, szefowa gminy wyznaniowej żydowskiej Dorota Wiewióra) zaapelowało do prezydenta miasta Jacka Krywulta, by nie dopuścił do rozprowadzania i sprzedawania podczas zlotu.
    1 »

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    W związku z ciszą wyborczą komentarze zostały wyłączone, zapraszamy z powrotem w niedzielę wieczorem.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo