18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

W piwnicy pamięci

Martin Pollack
zdjęcie z książki Martina Pollocka FOT. JANUSZ WÓJTOWICZ
O odwracaniu oczu od trudnych tematów w powojennej Austrii, odkrywaniu prawdy o ojcu esesmanie i zbrodni w Amstetten - rozmawiają Martin Pollack i Monika Libicka

Amstetten to ważne miejsce w Pana życiu. Tam stoi dom dziadków, u których spędzał Pan część swojego dzieciństwa.
Tak, znam to miejsce bardzo dobrze. To typowe austriackie miasteczko, przeciętne, prowincjonalne i spokojne.

No właśnie, i w tym spokojnym, sielskim miasteczku przez ponad dwadzieścia lat nikt nie zauważył w zachowaniu Fritzla nic podejrzanego. Jego żona nie miała pojęcia, że w podziemiach ich domu więziona i gwałcona jest jej córka.

Dla mnie to jest niepojęte. Wydaje mi się, że ta kobieta nie chciała nic wiedzieć. Przecież przez te wszystkie lata musiała coś przeczuwać i zastanawiać się, co on tam robił na dole. Znam uliczkę, przy której stoi ich dom, i wiem, jak to wygląda. Fritzl nie działał gdzieś w lesie, na odludziu, ale w samym centrum tego miasteczka, gdzie ludzie mieszkają obok siebie i widują się codziennie.

W rozmowie ze swoim adwokatem Fritzl przyznał: "jestem normalnym produktem austriackiego wychowania, moja matka to była dobra kobieta, twarda, nauczyła mnie dyscypliny". Czy austriackie wychowanie coś tu wyjaśnia?
Moja babka też była twardą kobietą, ale to jeszcze nie tłumaczy takiej aberracji jak ta, która się wydarzyła w domu Fritzla. Mnie bardziej uderza jego autorytarne myślenie i władza nad własną rodziną. Był despotą, któremu nikt nie odważył się sprzeciwić. Dlatego nikt o nic nie pytał przez tyle lat. To bardzo charakterystyczne w naszym społeczeństwie.

W książce "Śmierć w bunkrze - historia mojego ojca" odnotował Pan pewną wyjątkowość Amstetten: miasteczko w czasie wojny jako pierwsze pozbyło się "swoich" Żydów.
Z moich badań wynika, że podczas wojny było ono całkowicie nazistowskie. Właściwie wszyscy mieszkańcy, łącznie z moimi dziadkami, byli zwolennikami Hitlera.

Czy po wojnie o tym rozmawiano?
Nie. Nie mówiono o wielu rzeczach. W ten sposób starano się zachować pozory normalności, ładu, kultury. Nie zadawano też trudnych pytań.

Dlaczego? Czy chodziło o to, by nie zburzyć przekonania, które Pana babcia tak często wypowiadała: "Nie zrobiliśmy nic, czego musielibyśmy się wstydzić"?
Chyba tak. Jako dziecko czułem, że na pewne tematy po prostu się nie rozmawia. Nie przypominam sobie, by ktoś mnie musiał wtedy upominać: "Martin, nie wypada o to pytać". Taka była wtedy atmosfera w moim domu i myślę, a raczej wiem to na pewno, że tak samo było w innych austriackich rodzinach. Nikt przecież nie był wolny od problemu przeszłości.

Takie przemilczenie trudnych i ważnych tematów zawsze powoduje pewne konsekwencje. Jak to wpłynęło na Austriaków?

Zakłamanie to straszna trauma. Jak wiemy, do tej pory wielu kwestii nie wyjaśniono. Nie mówiono prawdy o winach i zbrodniach. Austriacy woleli to przemilczeć i wielu z nich do tej pory nosi ten ciężar w sobie. To bardzo niebezpieczne.

Dlaczego?
Proszę popatrzeć na to, co się stało z Jugosławią. Po latach zakłamania i opowiadania sobie historii o przyjaźni i braterstwie nagle ludzie chwycili za noże. Nastąpił wybuch. Nie mówię, że to jest możliwe akurat w Austrii. Twierdzę tylko, że odwracanie oczu od prawdy jest bardzo niezdrowe.

Tak jak sprawa Fritzla, która jest jak dramat grozy wypełniony dość oczywistą symboliką. Podziemie jego domu z ukrytą tam potworną tajemnicą można by interpretować jako ciemne pokłady w świadomości Austriaków, do których przez lata nikt nie zaglądał.

Ze strachu przed tym, co można tam odkryć. Takie skojarzenia mogą się nasuwać. Chociaż tacy zwyrodnialcy trafiają się wszędzie, nie tylko w Austrii.

Kto jest odpowiedzialny za to, że przez tyle lat w Austrii unikano stawiania trudnych pytań?
Trudno wskazać winnego. Wszyscy uważali, że tak będzie wygodniej i łatwiej.

Może za mało osób miało odwagę mówić o tym, co wiedziało lub widziało?
Być może. Gdy napisałem swoją książkę, zwróciło się do mnie wielu ludzi. Przychodzili na spotkania literackie, pisali mejle i listy. Mówili, że moja książka jest dla nich ważna, bo mieli bardzo podobne przeżycia. Wydawało im się, że nie mogli o tym rozmawiać. A tajemnica, z którą żyli, dokonywała ogromnych spustoszeń w ich psychice. Znam historie osób, które przez wiele lat korzystały z pomocy psychoterapeutów i psychiatrów, bo nie potrafiły z tym żyć.

Niektórzy z kolei po wojnie zdjęli mundury SS, włożyli je do szafy i żyli, jakby nic się nie stało.
Tak było w mojej rodzinie. Nikt niczego nie żałował, byli nazistami z przekonania i robili to, co do nich należało.

W czasie pisania swojej książki odkrył Pan, że najbliżsi popełniali ogromne zło. Jak Pan sobie z tym poradził?
To było bardzo bolesne i, szczerze mówiąc, tak jest do tej pory. W pewien sposób, pisząc historię mojego ojca, esesmana i gestapowca, zniszczyłem swoje dzieciństwo, które było stosunkowo szczęśliwe w tych trudnych czasach. Mój dziadek _i babcia byli dla mnie bardzo dobrzy. A potem dowiedziałem się też, że byli zagorzałymi nazistami. Napisanie ich historii nie było łatwe. Do tej pory czuję się w pewnym sensie zdrajcą.

Dlaczego więc zdecydował się Pan na tę publikację?
Chyba z poczucia odpowiedzialności. Nie za ich grzechy, ale wobec mnie samego. Urodziłem się w rodzinie nazistów, i to nie byle jakich, nie szeregowych szaraczków, lecz takich z wierchowki kadr gestapo i SS. Wyjaśnienie tej historii to był mój obowiązek, bo milczenie było największym błędem. Chciałem dowiedzieć się, jak to było możliwe, że taka rodzina jak moja - zupełnie normalna - zdolna była do tego wszystkiego. To byli zwykli ludzie, nie potwory w rodzaju Fritzla. Z jednej strony kochający i dobrzy, z drugiej popełniający tak straszne rzeczy.

Czy ta książka została w Austrii dobrze przyjęta?
O dziwo, tak. Zresztą nie jestem pierwszym, który o takich sprawach pisze. Powoli nastawienie do tego tematu w Austrii się zmienia. Dziś w szkołach inaczej się uczy historii niż kiedyś, gdy w podręcznikach było wiele białych plam. Przełomem okazała się sprawa brudnej przeszłości Kurta Waldheima. Obaliła mit, który po wojnie Austriacy tak chętnie przyjęli, przedstawiający ich jako pierwsze ofiary Hitlera. Dopiero wtedy zaczęto się zastanawiać, czy byliśmy tylko ofiarami, czy może też katami.

Jednak na autorefleksję zdobyli się tylko nieliczni.
Nie potrafię ocenić, jak wielu. Ale pewne rzeczy do dziś mnie bulwersują. Na cmentarzu w Amstetten, gdzie pochowany jest mój ojciec, mogę Pani pokazać grób młodego esesmana, który zginął w czasie wojny. Niedawno jego rodzina ten pomnik odnowiła. Wszystkie literki zostały bardzo skrupulatnie odczyszczone i pokryte złotą farbą. Runy SS też. Czy zrobiono to umyślnie, czy przez głupotę? Nie wiem. W Niemczech to byłoby niemożliwe. A tu nikogo nie razi.

Gdyby mógł Pan zadać swojemu ojcu dziś jakieś pytanie, na które nie znalazł Pan odpowiedzi przy pisaniu książki o nim, jak ono by brzmiało?
To pytanie prześladuje mnie przez całe życie: dlaczego to zrobił? Był zdolny, wykształcony, mógł wybrać inną drogę, a jednak robił to, co robił, i to z wielkim przekonaniem. Jestem w stanie zrozumieć to, że został nazistą w tamtych okolicznościach. Ale potem wstąpił do gestapo, brał udział w egzekucjach… Nie wiem, czy własnoręcznie mordował.

Napisał Pan, że pod koniec wojny oddział, którym dowodził Pana ojciec, wziął do niewoli 20 polskich zakładników...

Nie rozumiem tego, co wtedy zrobił. Przecież mógł ich puścić wolno, nic mu za to nie groziło. A kazał ich rozstrzelać. Dlaczego? Przecież nie musiał…

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie