reklama

W owczym pędzie

Janina ParadowskaZaktualizowano 
Janina Paradowska
Janina Paradowska Fot. Polskapresse
Będzie jednak protest lekarzy, czyli - nazwijmy rzecz po imieniu - szkodzenie pacjentom. Cokolwiek by powiedzieć, protest - jakkolwiek tę akcję usprawiedliwiać - nie oznacza przecież utrudnień dla tych wstrętnych urzędników z funduszu, ale dla pacjenta, już i tak wystarczająco przestraszonego. Także dzięki medialnej kampanii w istocie protest promującej, a przynajmniej wprowadzającej w błąd, bo długo nie rozróżniającej, że chodzi tylko o praktyki prywatne i zakłady niepubliczne.

I nawet jeśli nie jest to kwestia 7 proc. recept, jak podaje Ministerstwo Zdrowia, to nie jest to też kwestia większości recept, a więc proporcje warto było ważyć. Protest zaplanowano bardzo przemyślnie, co niewątpliwie świadczy o sporej inwencji lekarskich działaczy. Opracowano bowiem aż pięć różnych form wypisywania nieprawidłowych recept, wszystko w tym celu, aby ten, kto ma uprawnienie do otrzymania leku refundowanego, refundacji nie dostał.

Nie ma już we mnie współczucia dla biednych lekarzy, których ponoć nęka się złośliwymi kontrolami i doprowadza do bankructw. Tak przynajmniej wnioskować mogę z dramatycznych opowieści, jak to za brak przecinka płaci się tysiące złotych kary (poproszę o przykłady, bo dotychczas nie usłyszałam żadnego). Zresztą większość pacjentów też jakoś szczególnej sympatii temu protestowi nie okazuje, o czym świadczą badania opinii publicznej. Jeśli cała kwestia wyjątkowo ponoć surowych kar w ciągu roku (wedle danych NFZ, a nie mam powodu nie wierzyć, bo nikt nie zaprotestował) dotyczyła roku ledwie stu przypadków na niewielką sumę, to doprawdy nie rozumiem, o co idzie gra. Chyba już tylko o ambicje działaczy, bo jakoś trudno mi uwierzyć, że nowe zarządzenie, w którym uwzględniono znakomitą większość lekarskich postulatów, jest jeszcze aż tak drakońskie, by wyżywać się na chorych ludziach. W każdym zawodzie jakiś zakres odpowiedzialności być musi i nie ma powodu, aby tylko lekarze mieli być z tej cywilizowanej normy wyłączeni. Ponadto powinno być dobrym obyczajem, że jeśli pojawia się nowa pani prezes NFZ, to na początek wypada dać jej jakiś kredyt zaufania, by miała czas na zrobienie porządków po poprzedniku. Tymczasem lekarze do protestu prą ze wszystkich sił, co też nie robi dobrego wrażenia.

Tu panowie Wojewódzki z Figurskim się spóźnili i ich walka ze stereotypem polskiego chama ( jak mówią) jest trudna do obrony

Generalnie wiele spraw nie robi ostatnio dobrego wrażenia. Oto Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, organizacja wprawdzie z długimi i często nawet bardzo dobrymi tradycjami, znów postanowiło się skompromitować (lub politycznie jeszcze bardziej naznaczyć, co też chwały jej nie przynosi) i reaktywowało tytuł Hieny Roku tylko po to, by smagać nim panów Wojewódzkiego i Figurskiego, którzy zostali i tak już solidnie wysmagani za idiotyczne i grubiańskie żarty o Ukrainkach. Żarty te oczywiście nie mogły zrobić dobrego wrażenia, chociaż niestety dość dobrze oddają stosunek części Polaków właśnie do sąsiadów ze Wschodu, ową demonstrowaną europejską wyższość, pomiatanie, traktowanie jako ludzi zdecydowanie niższej kategorii (wiem, o czym piszę, bo akurat mam tu wieloletnie doświadczenia w obserwowaniu starań o pobyt czy legalne zatrudnienie).

Powiem, że obaj panowie zostali wysmagani aż nadto, i to w atmosferze histerii, zupełnie nieproporcjonalnie do bohaterów innych, wcale nie lepszych medialnych zdarzeń. Jakoś niewiele było oburzenia lub nie było go wcale, gdy całe zastępy dziennikarzy, w tym znaczące grono dziennikarek, szczuły na kolegów na przykład przy pomocy esbeckich papierów, kiedy były one jeszcze w modzie, bo dziś już się zdecydowanie przeżyły. Nawet jak papiery były mocno lewe, szczucie nie ustawało. Nie było oburzenia i tytułów Hien Roku za teksty niby-śledcze pisane też na dostarczanych przez służby lub konkurencję papierach. Nie było przeprosin, gdy sądy uniewinniały ludzi wcześniej przez media skazanych. Nikt z owych heroldów lustracji czy pomówień nie został tak "rozjechany" jak Figurski z Wojewódzkim. Najwyraźniej własne brudy lubimy prać w ciszy we własnym domu albo nawet ich nie widzimy i udajemy, że wszystko jest w porządku, ale od honoru Ukrainek wara. Nawet jeśli problem ich traktowania zobaczyliśmy dopiero teraz, chociaż istnieje on od dawna i kiedyś występował w o wiele większym natężeniu niż obecnie. Tu akurat panowie Figurski z Wojewódzkim mocno się spóźnili i dlatego ich walka ze stereotypem polskiego chama (jak mówią) jest zdecydowanie trudna do obrony. Ratuje ich jeszcze nadzwyczajny instynkt stadny w potępianiu, ten wielki wyścig, kto mocniej dołoży. Gdy tylu bije, rodzi się podejrzliwość, o co tu naprawdę chodzi, czy aby na pewno o te Ukrainki?

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 28

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

K
Kiszczak

Sporo tych zwolennikow obrony przed lustracja p Janki. Znaczy coś jest narzeczy.

T
TW Bolek

Pani Jasiu, Stkrotka byla oburzona dzoadkiem z Wermachtu dzisiaj grzebie w życiorysach rodziny Kaczyńskiego i dziennikarki Kani. Może Pani pogrzebalby w życiorysie Stokrotki? Podobno jest fascynujacy.

Z
Zima

Pani Janko prosimy o artykuł na temat przepychania Bońka na prezesa i skoku ta kasę pewnej parti która nie nazywa się PIS. Na razie salonowe media robią przygrywkę. Bardzo ktywny robi się wzór moralności p , Drzewiecki. Miro już jest czekamy na Zbycha i Rycha.

U
Urban

Są DZIENNIKAŻE i DZIENNIKARZE. Którzy lepsi? Do ktorych zaliczyć autorkę artykułu

J
Jas-kiernia

Pani Paradowska ma zawsze niezmienną tezę. Tematy przez nią poruszane są rzeczą pomocniczą, wtórną. Takie pisarstwo było za komuny. Po linii i na bazie. Idealna władza, be spoleczeństwo. To nie jest rzetelne dziennikarstwo.

Z
Zbigniew Lisiecki

Pisze Pani: "... niewiele było oburzenia lub nie było go wcale, gdy całe zastępy dziennikarzy, w tym znaczące grono dziennikarek, szczuły na kolegów na przykład przy pomocy esbeckich papierów ..." . Doskonale rozumiem Pani lęki, tym bardziej, że - co warto wspomnieć - była Pani członkiem PZPR, a w okresie Stanu Wojennego kierownikiem działu politycznego Życia Warszawy. Jednak bez podania faktów rzekomego szczucia - sama Pani rozumie ile Pani słowa są warte.

H
Halina

Jestem wiekowa jak dinozaury, ale sprawna umysłowo i niewiele może mnie jeszcze zaskoczyć. A jednak. Wiele rzeczy widziałam, słyszałam a jeszcze więcej czytałam i przeżyłam. Według mnie społeczeństwo jest takie jak było zawsze. Tyle tylko, że współcześnie, dzięki powszechności mediów więcej wiemy, widzimy i słyszymy, a dzięki demokracji wyraźniej i odważniej się wypowiadamy. Nie znam życiorysu red. Paradowskiej ani innych redaktorów. Życiorysy nie mają wpływu na moją ocenę prezentowanych nich treści. Doświadczenie życiowe i wiedza, pozwalają mi być niezależnym recenzentem. Zgadzam się z tym co piszą lub nie. Każdy ma jakiś życiorys, niekoniecznie chwalebny. Ściany podobno mają uszy lecz słuchający nie zawsze mają dobry słuch. Nie spieszę się zatem z krytykowaniem innych w myśl biblijnego przesłania „kto niewinny niech rzuci kamieniem”. Szanujmy zatem swoich bliźnich, a tym samym siebie. Wydaje mi się, że to nie życiorys red. Paradowskiej miał być tematem komentarza. Jeśli ktoś nie zgadza się z jej zdaniem, niech wyrazi swoje, ale na temat. Chciałabym poznać to zdanie. Wracając do meritum: Nie wiem, czy właściwie zinterpretowałam znaczenie słów „wielki wyścig szczurów” ? Czy to sugestia, że sprawę Figurskiego i Wojewódzkiego rozdęli do objętości balonu inni celebryci. Nie można tego wykluczyć, bo moim zdaniem to bardzo skłócone środowisko, czyhające na wpadkę „przyjaciół”. Wielu zwykłych zjadaczy chleba (czyli nas) czuło niesmak słuchając wypowiedzi p. Wojewódzkiego i Figurskiego. Wielu z nas to nie zdziwiło. Nieraz mieliśmy do czynienia z podobnymi ich wypowiedziami. Niektórzy swoje uwagi umieścili w Internecie, w okienkach jak to. Nie mieliśmy jednak takiej mocy sprawczej by wywołać aż taki zmasowanego atak medialny. Uważam, że to przemyślany „szum”. Nie zgadzam się jednak ze zrównoważoną oceną obu bohaterów przez red. Paradowską. To nie dzieci. To, że są przykłady bardziej gorszących zachowań innych, to żaden argument. Jeśli chodzi o ukraiński „skandal" naszych "kabareciarzy", uważających się satyryczne sumienie Polaków, to nie uznaję ich wyjaśnień za wiarygodne. Jeśli miało to być zamierzone szyderstwo z naszego sposobu myślenia, to popełnili błąd warsztatowy. Żart powinien być tak sformułowany, żeby nie było żadnych wątpliwości co lub kto ma być prawdziwym obiektem kpiny. Panowie tak często śmiali się z własnych dowcipów, że utożsamiono ich z taką mentalnością. Nie wiem jak inne narody, ale my odreagowując być może frustracje, uwielbiamy gdy ktoś za nas dowala tym których nie lubimy, albo którym zazdrościmy. Obaj panowie, chcąc nie chcąc, pracowali na zapotrzebowanie dużej części z nas. Będąc konsumentami ich „sztuki” oczekiwaliśmy takiego zachowania. Zachowywali się często jak gówniarze, którym pozwala się na wszystko. Im głośniej i rubaszniej tym lepiej. Obaj panowie od dawna przekraczali granice dobrego smaku. Przestrzelili i stali się ofiarami własnego dowcipu. Teraz ich nazwiskami inni „wycierają” sobie twarz. Teraz czują to, co ci których kiedyś obrali sobie za cel. Trzeba i należy się śmiać. Bez śmiechu narody ponoć umierają. Śmiechem walczono z okupantem. Nie oczekujemy jednak ani "kuglarskich" kreacji słownych, ani chwytów marketingowych o wątpliwej jakości. Od takich ludzi jak p. Wojewódzki i Figurski oczekujemy wysokich umiejętności używania tak delikatnej materii. Błąd to zatem, czy też wyrażana skrucha nie jest prawdziwa? Powstaje pytanie: czy gdy się wypowiadają to mówią co myślą, czy nie myślą gdy mówią. Reasumując, może potrzebny im czas by spojrzeli na sprawę nie tylko z punktu widzenia portfela. Może pora by postali troszkę w kącie, jak dzieci, odpoczęli i jak to tatko niektórym mówił trzymając pas w ręku "zrozumiałeś swój błąd?” - przemyśleli sprawę. Najwyższa pora, bo następne wpadki mogą ich ustawić w kolejce do lamusa. Cesarz Napoleon powiedział przed wiekami „od wielkości do śmieszności jest tylko kr

R
Róża

Skrzyknęły się na nie

n
normalny

Toż to żywa prawda. Babę trzeba ocenić jak na to zasługuje.

B
Beria

J-23 znowu nadaje,

L
LM

Publicystka „Polityki” zrywa boki z kolejnych prób upamiętnienia ofiar katastrofy smoleńskiej, a nie mniej uradowany minister spraw zagranicznych poleca jej teksty na Twitterze. Rządowo-salonowe towarzystwo oprócz poczucia humoru wciąż łączy też jedno – strach przed odkryciem komunistycznych związków.

Oj, dostało się prawicowym publicystom od Janiny Paradowskiej, nestorki polskiego dziennikarstwa. Tym razem poszło o Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, które nie dość, że dopuściło do władz prawicowych dziennikarzy, to jeszcze ośmieliło się reaktywować tytuł Hieny Roku „tylko po to, by smagać nim panów Wojewódzkiego i Figurskiego, którzy zostali i tak już solidnie wysmagani za idiotyczne i grubiańskie żarty o Ukrainkach” („Polska the Times”).

O co chodzi pani redaktor?

Janina Paradowska, w czasie rządów SLD w 2002 r. laureatka nagrody Grand Press (miesięcznika idącego zawsze z salonem), załamuje ręce, że „obaj panowie zostali wysmagani aż nadto, i to w atmosferze histerii, zupełnie nieproporcjonalnie do bohaterów innych, wcale nie lepszych medialnych zdarzeń”. O co chodzi pani redaktor? Cóż za pytanie! Wiadomo, że o lustrację, która od lat jest jej ulubionym tematem. „Jakoś niewiele było oburzenia lub nie było go wcale, gdy całe zastępy dziennikarzy, w tym znaczące grono dziennikarek, szczuły na kolegów na przykład przy pomocy esbeckich papierów, kiedy były one jeszcze w modzie, bo dziś już się zdecydowanie przeżyły. Nawet jak papiery były mocno lewe, szczucie nie ustawało. Nie było oburzenia i tytułów Hien Roku za teksty niby-śledcze pisane też na dostarczanych przez służby lub konkurencję papierach. Nie było przeprosin, gdy sądy uniewinniały ludzi wcześniej przez media skazanych. Nikt z owych heroldów lustracji czy pomówień nie został tak «rozjechany» jak Figurski z Wojewódzkim” – pisze Paradowska.

Nieustający strach przed teczkami

Właściwie trudno się odnieść do tych insynuacji, ponieważ nie padają żadne fakty. Nie wiadomo więc, o co dokładnie chodzi pani redaktor poza tym, że lustracja jest czymś okropnym. Jej nastawienie można poniekąd zrozumieć – jej pracodawca, redaktor naczelny tygodnika „Polityka” Jerzy Baczyński według dokumentów służb specjalnych PRL został zarejestrowany jako tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie „Bogusław”. Z kolei Daniel Passent, redakcyjny kolega Janiny Paradowskiej, figuruje w zbiorach IPN jako tajny współpracownik o pseudonimach „John” i „Daniel”. Odtajnione archiwa komunistycznych służb specjalnych pokazały, jak dużo w mediach było tajnych współpracowników. Dotyczyło to „Polityki”, która przez całe lata była reżimowym, kontrolowanym przez władze PRL tygodnikiem. Nadwrażliwość Janiny Paradowskiej na słowo „lustracja” może się brać również z tego, że jej pierwszy mąż Tadeusz Stępień, dziennikarz „Kuriera Polskiego”, był – według dokumentów służb specjalnych PRL – zarejestrowany jako tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie „Weteran”.

Paradowska nie cierpi prawicy, z czym zresztą się nie kryje. Nie potrafi nawet się powstrzymać, kpiąc ze zmarłych, czego przykładem jest jej tekst pt. „Tupolew w każdym domu”. W ironiczny sposób pisze o próbach upamiętnienia ofiar katastrofy smoleńskiej i o nich samych – o śp. prezydencie RP prof. Lechu Kaczyńskim, biskupie polowym Tadeuszu Płoskim czy o prawdziwej ikonie Solidarności Annie Walentynowicz. Jakoś sobie nie przypominam, by po śmierci drugiego męża Janiny Paradowskiej, Jerzego Zimowskiego, byłego wiceministra spraw wewnętrznych, ktoś zrywał boki ze śmiechu. By ktoś dworował sobie z tego, że poniósł śmierć podczas kąpieli na Półwyspie Krymskim, by dociekał, po co i z kim tam pojechał.

Elitarna SB

Uwielbienie Janiny Paradowskiej dla służb specjalnych PRL przebija z jej artykułów, w których pisze o R

p
polo

dzisiaj zbieracie tego owoce.
Kto mieczem wojuje, ......

d
dembek

no straszne te komentarze, odnoszę wrażenie, że krew emocji zalewa oczy, nie ma to jak powyzywać od komuchów, zawsze łatwiej niż pomyśleć, im więcej czytam wrzasków na wojewódzkiego i figurskiego, tym mniej mam ochotę im przyłożyć, tępy dowcip, dostali w łeb i spuśćmy zasłonę milczenia już, prawi jak katastrofy lotnicze i druga wojna światowa, tyle tej martyrologii. lekarze natomiast powinni dostać w łeb jak najbardziej, znaczna część jest nadal przekonana, że pacjent jest nie wiadomo po co, czegoś chce, się czepia, wymaga i chamstwo i nieuctwo lekarza punktuje

T
TW Bolek

Czy wreszcie Janka się zlustrowała?

R
Róża Luksemburg

I ODDANE JEJ BEZGRANICZNIE MAŁE KOMUSZKI.

Dodaj ogłoszenie